"Dotyk Julii" - Tahereh Mafi

Nie wiem, jak rozpocząć pisanie tej recenzji
Pisanie tej recenzji powinienem zacząć od
Czuję, jak moja czaszka eksploduje pod naporem wykreśleń. 

Moja żona bywa przekonująca. Zwłaszcza jeśli namawia mnie do czegoś całymi tygodniami, a tak właśnie było z Dotykiem Julii. Myślę, że ostateczną uległością, udało mi się uniknąć cichych dni. A przy okazji w końcu dowiedziałem się, co też moja luba widzi w książce Tahereh Mafi. 

Zabawnie się składa, że kiedy ja znam twórczość męża Tahereh, Ransoma Riggsa, Natalia zna twórczość samej Tahereh. Można powiedzieć, że wywiązał się między nami skomplikowany czworokąt. 

Ale dość tych bredni, przecież i tak wiem, że w życiu nie uwierzycie w to, że moja żona jest na tyle upierdliwa, albo ja tak mało uparty, by dać się zmusić do lektury Dotyku Julii. OK, z tymi cichymi dniami też przesadziłem. I… tak. Ten akapit piszę (prawie) nie pod przymusem. 

Mógłbym teraz pokusić się o czerstwe (a nawet i suche) żarty odnoszące się do dotyku Julii i faktu, że to jedyny dotyk innej kobiety, jaki akceptuje moja żona, ale stwierdzam, że lepiej będzie, jeśli skupię się – jak na zawodowego Czytacza przystało – na samej książce. 

Zostałam przeklęta
Mam niezwykły dar
Jestem potworem
Mam nadludzką moc
Mój dotyk zabija
Mój dotyk to moja siła
Jestem narzędziem zniszczenia
Będę walczyć o miłość   

Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha.

Kto zgadnie od czego zacznę? Tak! Blurb! Czytacz kłania się nisko ludzkiej istocie, która napisała powyższy blurb. Jest naprawdę wporzo. Taki powinien być dobry blurb. Tako rzeczę ja, Czytacz, o! 

Znałem kiedyś jedną Julię. Była zdrowo szurnięta, ale nawet w połowie nie tak bardzo jak ta, która urodziła się w głowie Tahereh Mafi. Ta dziołcha (Julia, nie Tahereh) jest dziwną bohaterką, ale na szczęście nie nazbyt papierową. Sporo w niej życia, sporo emocji i spora huśtawka nastrojów – słowem: gdybym nie wiedział, że to bohaterka fikcyjna, byłbym w stanie uwierzyć, że taka pannica mogłaby gdzieś chodzić po świecie. Bo w jej wariactwie sporo jest człowieczeństwa, a jej skromne i przerażone jestestwo to nie tylko nagromadzenie czasowników, rzeczowników, epitetów i innych tego typu pierdół, których nazwy poznaje się w szkole. 

Sytuacja – dla odmiany – również jest zdrowo szurnięta. I to też plus, bo dzięki temu historia przedstawiona w Dotyku Julii jest oryginalna i poplątana. Może fabularnie Dotyk Julii nie jest majstersztykiem i nie wywołuje mózgowego orgazmu w Czytaczu, niemniej cechuje się sporą ilością zalet i nietuzinkową narracją. 

Wkurzającą – o, tak! Bo poplątanie myśli Julii zostaje odzwierciedlone w licznych przekreśleniach w tekście. A i bywa, że niektóre wywody naszej bohaterki są tak niedorzeczne i z… czterech liter, że trudno się przez nie przegryźć. Ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że nawet te niedorzeczności mocno wpływają na klimat tej książki i – pomimo, że wkurzają – są sporym pozytywem. 

Nie nazbyt optymistyczna ta recenzja? Muszę się do czegoś doczepić, w przeciwnym razie już widzę triumf malujący się na twarzy mojej żony, a do tego dopuścić mi nie wolno…

Wobec tego doczepię się do… do… do? 
Do ROMANSU! Tak! 
Romans w książce młodzieżowej to sztampa! 

Uff, lepszy rydz niż nic. 

Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Dotyk Julii okazał się być tak dobrą książką. Tahereh Mafi ma talent, co nie pozostawia żadnych wątpliwości. Liczę na to, że kolejne tomy tej historii tylko potwierdzą moją tezę, że to naprawdę nietuzinkowa seria. 

Niechętnie przyznaję rację mojej małżonce. 
Niech to diabli… 



 O Julii prawię też w filmie: 

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Co to jest "sztamp"? Twoje recenzje są... cóż, autorkim popisem elokwencji (bo nie erudycji). Niewiele tam recenzji. Ale co kto lubi.

    OdpowiedzUsuń