"Zmiana" - Hugh Howey

Nawet nie będę się starał odwracać niczyjej uwagi od faktu, że ZNOWU recenzuję antyutopię. Literatura postapokaliptyczna uwiodła mnie w ostatnich czasach niczym zmysłowa kochanka, która nie pozwala mi się sobą znudzić. Bo ilekroć stwierdzam, że wiem już wszystko o końcu świata, tylekroć pojawia się ktoś taki jak Hugh Howey, który – tak to sobie wizualizuję pod moim czerepem – uśmiecha się kpiąco i mówi: to się jeszcze okaże! 

I okazuje się. A ja znowu kończę z rozdziawioną gębą i komicznym WOOOOOOOOOW! 
W ostatnim czasie na najbardziej malownicze WOOOOOOOOOW! w moim wykonaniu zapracował sobie Silos. I chyba dla mojego dobra powinno się okazać, że drugi tom tej trylogii (a właściwie jej prequel) to gniot. Tyle, że Zmiana w żaden sposób nie zmienia mojego podejścia do serii Hugh Howeya. (Czyli, że co – tytuł quamie?). 

Przyszłość, mniej niż pięćdziesiąt lat od dnia dzisiejszego. Świat nadal jest taki, jakim go znamy, a czas wciąż biegnie swoim dawnym rytmem. Prawda jest jednak taka, że nasz czas się kończy. Garstka wpływowych ludzi wie, co nas czeka. Przygotowują się. Próbują nas ochronić. Wyznaczają dla nas ścieżkę, z której już nigdy nie zdołamy zawrócić. Ścieżkę, która poprowadzi do zniszczenia; ścieżkę, która zawiedzie nas głęboko pod ziemię. Karty historii silosu czekają, by je zapisać.

Mówiąc w skrócie: miał Czytacz kilka pytań dotyczących genezy. Chciał się dowiedzieć, co też sprawiło, że ludzie zeszli do podziemia i jaka, u licha, siła jest w stanie ich tam utrzymać. Pewno, mógł się Czytacz spodziewać, że odpowiedzi przyjdą. Zawsze przychodzą. Choć czasami – upychane na siłę w kontynuacji – zabijają tempo akcji. 

Pierwszy punkt dla autora za to, że zdecydował się upchnąć odpowiedzi w oddzielnej książce. Zamiast przegadywać kontynuację i ją rozwlekać w nieskończoność, napisał coś pomiędzy prequelem, a spin-offem i uraczył mnie nie tylko odpowiedziami na wszystkie pytania, które mogły lub mogłyby wykluć się w mojej łepetynie, ale i na takie, które nie miałyby takiej szansy. Słowem: wiem już wszystko, co chciałem wiedzieć, a nawet i więcej. Hugh Howey jest moim bohaterem! 

Skoro już wiadomo, że fabuła w pełni ukontentowała Czytacza, muszę odnieść się do nowych/starych bohaterów. Fakt: ani bohaterowie Silosu, ani Zmiany nie stanowią wzorców wybitnie i dogłębnie skonstruowanych portretów psychologicznych. Bywają prości jak budowa cepa (lub jak świńskie ogonki), ale trudno mi sobie wyobrazić bardziej skomplikowane osobowości w takiej książce jak Silos. Tutaj na pierwszym planie jest historia. To ona błyszczy, zachwyca i stanowi centrum tego wszystkiego. I trzeba przyznać, że historia opowiedziana jest wręcz wzorcowo. 

W Zmianie jest wszystko to, co cenię sobie w literaturze postapo: logiczna przyczyna, przebieg i wyjaśnienie. Wszystko trzyma się kupy, świat jest spójny i trudno mi doszukiwać się tu jakichkolwiek idiotyzmów. Sęk w tym, że stawiając się w pozycji poszczególnych bohaterów książki (a jest ich kilku), potrafię zrozumieć ich położenie. A to wielka zaleta książki. 

Hugh Howey już raz mi się ujawnił jako sprawny operator pióra i zdolny artysta słowa. Howey pisze nie tylko w fajny i przytępny sposób, ale i mądrze. Ale nie przemądrzale. Bywa, nierzadko zresztą, że w postapo natrafiam na tak zawirowane wyjaśnienia, w tym i głębokie specyfikacje i masę pierdół, których mój mały rozumek nie pojmuje. Ale nie tutaj. W przypadku Silosu i Zmiany nie mam ani wrażenia, że jestem za mądry na tę książkę, ani za głupi. To po prostu bardzo dobre, optymalne lektury. I nie pytajcie o co chodzi, bo pojąć to stwierdzenie można jedynie zagłębiając się w lekturze trylogii Howeya.

Miałem pewne obawy sięgając po Zmianę. Przede wszystkim – miałem smaka na kontynuację. Zakończenie Silosu tak bardzo zaostrzyło mój apetyt, iż miałem poważne obawy, że Zmiana może mnie hamować. Być nagłym i niezbyt urodziwym spowolnieniem na drodze do wielkiego finału. Tak się jednak nie stało, ponieważ książka, którą postrzegałem jako dodatek, okazała się być złotym środkiem. Idealnym mostem. Teraz mam świadomość, że sięgając po tom wieńczący trylogię, Pył, będę miał pełen obraz sytuacji – obraz, którego nie miałbym sięgając po tę książkę zaraz po lekturze Silosu. 

Z pełną odpowiedzialnością i patosem wyrywającym się z piersi, stwierdzam, że Hugh Howey absolutnie porwał mnie swoją wizją końca świata i gdybym miał stawiać na którąkolwiek wizję postapo, stawiałbym na tę przedstawioną w Silosie. Seria do bólu realna. I w zupełności zaspokajająca głód Czytacza. 
Obejrzyj też wideorecenzję: TUTAJ
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz