"Piąta fala. Ostatnia gwiazda" - Rick Yancey


Zakończenie, utrapienie moje!
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, 
kto się na tobie przejechał.

Kiedy czytam pierwszy tom serii – luzik. Najwyżej nie sięgnę po kolejny. 
Kiedy czytam kolejny tom serii – spoko. Zawsze mogę odpuścić. 
Kiedy czytam ostatni – cholera, cholercia, o jasna cholera

Powyższego nie zrozumie ktoś, kto nigdy nie przejechał się na tomie wieńczącym jakąś serię. Kto nie odczuł na własnej skórze i nie poczuł na własnym języku, jakie słowa się cisną, kiedy ostatni tom rozpieprza całą serię jak domek z kart. A tobie pozostaje ubolewać nad straconym czasem. 

Ja już wiem jak to jest (dzięki, Paolini, Gordon i Williams!). Deprecha murowana. I posługując się słowami Zbigniewa Zborowskiego: psycha spękana jak nagrobek pradziadka. 

Ostatnia modlitwa przed lekturą: Rick, nie spieprz tego… 

Do końca świata zostały cztery dni, po których wszelki ślad po człowieku i jego osiagnięciach zostanie starty z powierzchni Ziemi. Ucieczka i ukrywanie się nie wchodzą dłużej w rachubę. Jedyną szansą dla ludzkości jest podjęcie nierównej walki z wrogim najeźdźcą. Pytanie tylko: kim naprawdę jest nieprzyjaciel?

Evan Walker jest zbyt cenny, dlatego musi umrzeć. Jeśli wróg pozna przyczynę błędu w programie, ostatnia szansa ludzkości zostanie pogrzebana. Ringer zdaje sobie z tego sprawę, dlatego podejmuje się bardzo ryzykownej gry na dwa fronty. W tym samym czasie Zombie, nie bacząc na czających się Uciszaczy, wyrusza na jej poszukiwania. Czy uda mu się ją odnaleźć? Czy Ringer wypełni swoją misję? I jaką rolę w ratowaniu świata odegra Cassie?

Ostatnie odliczanie właśnie się rozpoczęło. 

Będzie głupie porównanie. Koniec serii jest jak operacja. Nie wystarczy przecież otworzyć człowieka i pogmerać mu we flakach. Sztuką jest przeprowadzić ją tak, by pomogła i człowiek ów mógł dalej żyć. Tak samo z książkami. Te dobre czynią nasze życie lepszym. 

To było głębokie, wiem. 

O bohaterach się nie wypowiadam. Trzeci tom potwierdza, że Rick Yancey ma świadomość postaci, które stworzył i wciąż przelewa w nie życie. Każda drobina tuszu, każde słowo, sprawiają, że bohaterowie Piątej fali. Ostatniej gwiazdy są po prostu żywymi ludźmi. Złożonymi, realnymi. 

Rozpisywanie się o czarowaniu słowem też pominę… Na tym poletku nic się nie zmienia – Yancey dalej daje czadu i zachwyca zgrabnym i porywającym stylem. 

Wreszcie fabuła. Dalej występują w niej schematy, ale nadal – o dziwo – nie są one wadą. Rick Yancey udowadnia, że genialnym autorem nie musi być jedynie ten, który tworzy coś z niczego, ale i ten, kto z tego, co już znamy tworzy coś, co zachwyca. Nowe z reguły zachwyca – tym trudniejszą sztuką jest zachwycić starym. 

Znowuż mogę powiedzieć, że ta książka jest optymalna. Autor w żadnym momencie nie przesadza, nie przegina i nawet nie zbliża się do krawędzi. Jest perfekcjonistą w każdym calu. 

Ale najgorsze zostaje na koniec. Zakończenie. Zabawne w całym swym tragizmie jest to, że kilkanaście – kilkadziesiąt stron, może zaważyć o całości. To jak gra w piłkę nożną. Finał Ligi Mistrzów. Wygrywasz 3:0, jest 87 minuta, wchodzi terminator i jest w stanie wbić w pozostałym czasie gry 4 gole. I pozamiatane. A już byłeś w ogródku i witałeś się z gąską… 

To dramatyczna chwila. 
Na razie wszystko potwierdza, że ta seria jest świetna.

Zakończenie Piątej fali. Ostatniej gwiazdy… wbiło mnie w fotel. Wywołało we mnie uczucie, które wywołują bardzo nieliczne lektury. Uczucie, które sprawia, że o książce, która je wywołuje nie mogę powiedzieć inaczej niż GENIALNA. 

I teraz mogę to powiedzieć. Czekałem na ten moment od 2010 roku, od publikacji Kosogłosa Suzanne Collins. Po sześciu latach do grona moich najukochańszych serii – Harry’ego Pottera oraz Igrzysk Śmierci – dołącza trzecia. A zarazem pierwsza napisana przez mężczyznę. Bardziej epicko nie mogłem zakończyć. Rick Yancey rozpoczął bardzo dobrze, kontynuował świetnie, a zakończył fenomenalnie. Tak jak powinien prawdziwy facet. A reszta jest milczeniem. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

4 komentarze:

  1. Znana jest chociaż przybliżona data polskiej premiery Ostatniej gwiazdy?

    OdpowiedzUsuń
  2. Premiera w lipcu^. Lubie Cię i chętnie poczytam więcej recenzji. Cieszę się też, że Ostatnia gwiazda jest dobra, bo już zaczęłam się obawiać :D Teraz jeszcze bardziej nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  3. szkoda ze premiera jest dopiero w lipcu , nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu doczekałam się konkretnej daty... 14 września. :(

    OdpowiedzUsuń