(Nie)boski empik: dlaczego w nim (nie) kupujemy?

Pomówmy o religii. Religiach. 
Zbyt cienki w uszach jestem, by podyskutować na temat każdej religii wyznawanej przez naszych czytających rodaków (czyt. lepszy sort), ale myślę, że nawet moja postawa ignoranta pozwoli mi wyodrębnić najgłówniejsze z najgłówniejszych czytelniczych wyznań Polaków. Mianowicie: matrasjanizm, światoksiążkaizm, tanioczytaizm i empikaizm. No, może po drodze znajdzie się jeszcze biedronko i lidloczytaizm. Albo jakiś inny supermarketoczytaizm.

Na początek uprzedzam z czystym sercem niewinnego jednorożca (nie złego jednorożca, żeby nie było…): nie otrzymałem za ten artykuł garnca złota (ani srebra). Ba, nawet paczki z książkami! Dlatego, cokolwiek przeczytasz poniżej, zanim nazwiesz mnie sprzedajną świnią, wiedz – i świadomość tego miej! – że to NIE jest reklama. Jeno opinia człowiecza. Taka, co to do niej (ponoć) każdy ma prawo. 

Empik. Nasze narodowe guru. Największa sieć salonów w Polsce handlująca tym, co kulturą zwykło się nazywać. Jedni kochają, inni nienawidzą. A powodów do nienawiści jest wiele. Choćby powód religijny, czyt. Czubaszek i Nergal. Dalej sławetny ból pupy, bo empik zabija małe księgarnie. Inni narzekają na szeroki asortyment bibelotów i akcesoriów kuchennych. Bo to zabija ducha salonów itede. Jakkolwiek by nie było, myślę że empik ma podobną ilość zwolenników, co przeciwników. Nie wnikam w to, kto ma rację. 

No dobrze. W tym momencie powinniście zadać sobie pytanie: o czym ty znowu piszesz, człowieku? Jeśli je sobie zadaliście, odpowiadam: głowię się nieustannie od dłuższego czasu nad tym, dlaczego empik jeszcze się trzyma. Wiadomo: nie dość, że Polacy nie czytają, to jeszcze książki w empiku są cholernie drogie i nierzadko wyglądają jak krowie z gardła wyjęte (wiem, bo ostatnio kupowałem w promocji Zero Marka Elsberga i trudno było znaleźć egzemplarz, którego stan można byłoby określić mianem: nowy i niewyrzygany). Dlaczego więc taki kolos – budzący zresztą niemałe kontrowersje – jeszcze się trzyma na rynku? Zwłaszcza, jeśli nieustannie twierdzi, że to książka, a nie film, muzyka czy garnki, są numerem jeden?  

Starałem się myśleć racjonalnie. Myślę, że uczciwie będzie, jeśli powiem od razu, że nie jestem przeciwnikiem empiku. Ale i nie jestem jego klientem. Na ogół nie. 

Kiedy pada nazwa empik, pierwsze co mi przychodzi do głowy, to wspomnienia z dzieciństwa… 

Dawno, dawno temu, pacholęciem będąc i przeżywszy zmianę daty z 1999 na 2000, nie umknęła mojej uwadze fascynująca wiadomość: Lara Croft przyjeżdża do Polski! Jako wierny fan serii Tomb Raider, rysujący Larę we wszystkich wersjach (tak, nagą też, choć mój tatko widząc ten rysunek stwierdził, że wieczorem zawoła mnie do okna i da mi lornetkę, bym wiedział, czego nie narysowałem…) i poświęcający całe godziny na bieganie po jej domu (bałem się grać w inne levele), poczułem olbrzymią chęć udania się na to spotkanie i zdobycie autografu idolki. Pal licho, że to była tylko jedna z wielu modelek wcielających się w Larę. Oczywiście, moja matula stanowczo odmówiła. Bo Warszawa daleko, bo będą tam tłumy i w ogóle nie, bo nie i już. Wobec powyższego zostało mi oglądać jeno materiały telewizyjne na temat przyjazdu dziedziczki Croftów do naszego zacnego kraju. I wiecie co? Nie pamiętam ani nazwiska tej modelki, ani jej twarzy. Pamiętam natomiast, że pozowała na ściance empiku. I samo spotkanie odbyło się w empiku. Pomyślałem sobie wtedy: ten empik to naprawdę coś!
Kolejne lata potwierdzały, że ten empik to naprawdę coś. Widywałem w telewizji gwiazdy, które podpisywały swoje płyty, książki czy plakaty. Nierzadko w ich tle była ustawiona empikowska ścianka. 

A kiedy wreszcie zawitałem w empiku po raz pierwszy – a był to katowicki megastore – uznałem, że nie ma wspanialszego miejsca na świecie. Mieli tam nawet box angielskiego Pottera! Cztery tomy! Był to też mój pierwszy zakup w empiku. Tzn. wyłudzenie. Przekonałem rodziców, że to idealny prezent urodzinowy dla mnie. 

Do czego zmierzam, bo zmierzać już do czegoś wypada. Empik nigdy nie był dla mnie zwykłym sklepem czy księgarnią. Uwielbiałem chodzić do księgarni, ale empik był czymś więcej. Międzygalaktycznym centrum kultury. Niemal pewne było, że jeśli mniej lub bardziej sławny artysta przyjedzie do Polski, w mediach pojawi się jego zdjęcie na tle ścianki z empiku. 

Dzisiaj same salony empiku nie przypominają już tego, co było kiedyś. Namnożyło się tego kuchennego dziadostwa i generalnie jakość nie idzie w parze z ceną. Ale ten kolos utrzyma się na rynku. Bo to nie sklep, lecz idea. Symbol. Most pomiędzy światami. Pośrednik szarego człowieka umożliwiający mu obcowanie z kulturą przez duże K. No dobra, czasami przez mniejsze, ale cicho tam! 

Każdego miesiąca empik organizuje masę spotkań. Z piosenkarzami, aktorami, pisarzami i innymi ludźmi, którzy – przynajmniej w kręgu swoich miłośników – są rozpoznawalni. Każdego roku spółka organizuje imprezy, plebiscyty i znacząco wpływa na polski rynek książki. I wyznacza trendy. Ale też empik zdziera z wydawców. Kupuje książki po znacznie zaniżonych cenach, by sprzedawać je po cenie okładkowej. Dlaczego? Bo może. Bo wielu wydawców wychodzi z założenia, że jeśli książka nie zaistnieje w empiku, nie zaistnieje w ogóle. Bywa, że empik jest jedynym dystrybutorem danej książki. 

Zaledwie kilka miesięcy temu – gdy do Polski przyjechała autorka Niezgodnej, Veronica Roth (spotkanie odbyło się, oczywiście, w empiku), zacząłem mocno się zastanawiać, kiedy nadejdzie chwila, w której empik wyjdzie naprzeciw Targom Książki czy konwentom literackim i sam zorganizuje festiwal książki. Przecież tego właśnie można się było spodziewać po tym kolosie. Że pójdzie o krok dalej i będzie starał się jeszcze mocniej zaznaczyć swoją pozycję na rynku. Że przestanie być tylko pośrednikiem czy sprzedającym.

I stało się. W dniach 16-22 maja odbędzie się pierwsza edycja Apostrofu. Międzynarodowego Festiwalu Literatury. Impreza będzie się odbywać w siedmiu miastach: Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Łodzi, Katowicach, Poznaniu i Szczecinie. Pojawią się na niej znani polscy i zagraniczni autorzy, w tym autor bestsellerowego Blackout oraz Zero, Marc Elsberg, a także m.in. Jaume Cabre, Lars Saabye Christensen, Diane Ducret, Katarzyna Bonda czy Sylwia Chutnik. 

Jedyne zastrzeżenie budzi fakt, że festiwal pokryje się terminowo z Warszawskimi Targami Książki, największym tego typu wydarzeniem w Polsce. Niemniej, pocieszające jest, że obie organizacje – Targi Książki oraz Apostrof – działają w partnerstwie i o żadnej konkurencji (oficjalnie) mówić nie można. Nieoficjalnie, natomiast, będę głośno narzekać, że Apostrof nie mógł postawić na inny termin. Mówi się trudno i żyje dalej. 

Myślę, że Apostrof ma szansę jeszcze bardziej wzmocnić markę i szczerze kibicuję temu przedsięwzięciu. Każdy sukces empiku otwiera przed nami kolejne drzwi. W natłoku wszechobecnego narzekania, warto pomyśleć o tym, ile wspaniałych osób ze świata kultury mieliśmy
okazję spotkać właśnie dzięki empikowi. OK, wszystko ma swoją cenę – w empiku płaci się na ogół cenę okładkową, jednakże pomimo tego spółka odnotowuje znacznie większe zyski od konkurencji. I nic to, że w księgarniach internetowych można znaleźć dane tytuły nawet o połowę taniej – sukces empiku nie zmaleje. 

Choć rzadko kupuję w empiku, nie mogę zanegować faktu, że zawdzięczam mu wiele wspaniałych wspomnień. Idea zwycięża. W moim przypadku empik okazał się zwycięzcą już w 2000 roku, kiedy sprowadził do Polski moją ówczesną idolkę. Tak, narzekam na bajzel i zniszczone książki, ale staję murem za wizją. Bo w przeciwieństwie do Ministerstwa Kultury, które nachalnie podsuwa mi pod nos Sienkiewicza, empik sprostuje moim czytelniczym wymaganiom. I, bynajmniej, nie chodzi tu o handel. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

11 komentarze:

  1. Lepszy sort? A co to oznacza? Człowieku, jak na kogoś tak elokwentnego, podajesz dalej bzdury, kompletnie nie mające sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radziłbym zapoznać się z definicją słowa "ironia" ;)

      Usuń
    2. Ciężko mi uwierzyć, że ktoś wziął te słowa na poważnie ;p

      Usuń
  2. Pragnę zaznaczyć na początku, że piszę to jako osoba pracująca w empiku ;) Kiedyś miałam podobne odczucia do tej sieci jak autor artykułu; była to dla mnie niezwykła, magiczna kraina pełna wspaniałych wspaniałości. W czasach LO wypady do centrów handlowych były właściwie w pełni skupione na buszowaniu w empiku. Potem moja fascynacja trochę malała, ale jednak nadal empik był głównym źródłem, z którego brałam książki. Aż któregoś dnia, zobaczyłam, że książka którą kupiłam, ma cenę okładkową ponad 10 zł niższą, niż cena na naklejce empiku (naklejonej oczywiście na cenę okładkową). Wtedy przysięgłam, że nigdy więcej nie kupię książki w empiku. Trzymałam się twardo swojego postanowienia. Od jakiegoś czasu, o ironio, pracuję w jednym z Warszawskich empików. Czy coś w moim myśleniu się zmieniło? Chyba nie, jedynie stało się ono bogatsze o nowe przemyślenia. Mimo zniżki pracowniczej, nadal bardziej opłaca mi się kupować książki w dyskontach. W empiku książki kupuję tylko na naprawdę dużych promocjach, a dzięki pracy, jestem z nimi na bieżąco. A także doszłam do wniosku, że w empiku książki kupują ludzie, którzy tak naprawdę nie czytają książek. Bo gdyby czytali, wiedzieli by, że istnieje gro znacznie tańszych źródeł. Większość książek które się sprzedają, są przeznaczone na prezent, albo kupują je ludzie, którym "przyjaciółka poleciła tą książkę, a akurat nie mam nic do roboty to może przeczytam". A jak im się mówi, że u nas tego nie ma, to jest dla nich równoznaczne z "skoro tutaj nie ma, to już nigdzie nie ma". Wyzbyłam się swojej w pewnym sensie pogardy dla tej sieci, bo zobaczyłam jak to wszystko wygląda od kuchni. Empik polecę na kupowanie filmów, gier, muzyki, artykułów papierniczych, prasy, ale książek...? Chyba nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż żałuję, że nie mieliśmy okazji porozmawiać przed publikacją tego artykułu - myślę, że te informacje wzbogaciłyby go. :) Co najlepsze - im bardziej się nad tym zastanawiam, tym więcej przychodzi mi do głowy wspomnień zasłyszanych w empiku rozmów, że "to na prezent". Marka robi swoje - na pewno wiele osób też kupuje tam, ponieważ to jest w pewien sposób modne.

      Szczerze ubolewam tylko nad jedną rzeczą, która teraz przychodzi mi do głowy - empik nauczył ludzi - że się tak wyrażę - brać książki w ręce, macać i odkładać. I, niestety, kończy się to często jak w wielobranżowych supermarketach - zniszczonym produktem. Pomiętym. Pogniecionym. Brudnym. Spotkałem się nawet z ludźmi, którzy przychodzili do empiku codziennie, by czytać książki bez kupowania. I ból pojawia się w momencie, kiedy taka zużyta, wymiętoszona, brudna czy nawet lekko podarta książka jest sprzedawana jako produkt pełnowartościowy...

      Jakby nie było - choć coraz rzadziej zdarza mi się kupować w empiku, nie mogę oprzeć się pokusie i przy każdej okazji odwiedzam. :D

      Usuń
    2. Tak, niestety, zniszczony produkt to duży problem. A najgorsze jest to, że nie wolno nam udzielać rabatów na takie produkty. Z reguły co jakiś czas zniszczone książki są zbierane i wysyłane do outletu, ale dzieje się to rzadko, i zanim dana książka doczeka się drugiej szansy w niższej cenie, masa klientów przyjdzie z nią do kasy i będzie domagać się rabatu ze względu na jej stan. A tego, jak wspomniałam, nie wolno nam udzielać.

      Co do traktowania empiku jak czytelni, jest to nagminne i strasznie irytujące. Wymaga się od pracowników obsługi klienta na poziomie co najmniej Bristolu, więc podejście i zwrócenie uwagi klientowi byłoby bardzo źle widziane przez kierownictwo. A klienci to wykorzystują. Niektórzy nawet idą krok dalej. Zakupiony produkt z paragonem można zwrócić w ciągu miesiąca. Są ludzie którzy kupują książkę, przeczytają ją, i zwracają. Albo co więcej, jeśli nie zdążą przeczytać, przychodzą w ostatni dzień, zwracają, i za sekundę kupują ją znowu. Często nawet w tej samej kasie, nie wyciągnąwszy zakładki. Bezczelne, ale wiedzą, że w świetle prawa nic nie możemy im zrobić. Za zniszczone książki też odpowiadają niedopilnowane dzieci, które biegają jak dzikie po całym sklepie i po drodze zwalają wszystko z półek. Z resztą nie tylko dzieci, dorośli także. Dźwięk rzeczy spadających na podłogę stał się dla mnie takim standardem, że już nawet nie oglądam się w poszukiwaniu źródła.

      Empik gubi właśnie to, że jest modny i znany. Nie odwiedzają go ludzie faktycznie spragnieni kultury, ale ludzie, którzy z jakiegoś powodu są zmuszeni z tą kulturą jednorazowo mieć styczność, i nie przychodzi im do głowy żadne inne miejsce umożliwiające to.

      Usuń
    3. "empik nauczył ludzi - że się tak wyrażę - brać książki w ręce, macać i odkładać"
      Oczywiście, bo branie książki do ręki jest nieodłącznym elementem kupowania książki. Przeczytanie pierwszych zdań czasem decyduje o tym, czy książkę kupić. Przekartkowanie pozwala stwierdzić, czy czcionka jest dla nas odpowiednia. Książka to nie chleb ani jaja w sklepie. Możliwość zdjęcia książki z półki i przejrzenia jej (zaznaczam, przejrzenia, nie wymiętolenia, ale wbrew być moze Waszym doświadczeniom, z takimi przypadkami w empiku rzadko się spotkałem) bez natrętnego sprzedawcy za plecami, czyhającego, żeby książkę wyrwać z reki niezdecydowanemu czytelnikowi, jak to bywa w wielu innych księgarniach, to jedna z rzeczy, za które cenię empik. Choć kupuję albo w małych księgarniach (gdy je chcę wesprzeć), albo przez Internet lub - coraz częściej - po prostu ebooki. Rzadko w empiku nie tylko ze względu na cenę, ale tez dlatego, że coraz trudniej tam kupić książki niebędące nowościami, a książka to nie gazeta ani karkówka, nie musi być świeża.

      Usuń
  3. O, mam podobny stosunek do Empiku, co Ty. Nie jestem przeciwna (właściwie to symbol polskiego czytelnictwa), ale nie kupuję tam prawie w ogóle. Zawsze przez internet i tanio. Stacjonarnie - ostatnio często zaglądam do Bosza, coż poradzić ;)
    A co do stanu książki "Zero" - możliwe, że to po prostu wina tej konkretnej książki. Jest z serii tych, ktore mają beznadziejne okładki. Mną się, zaginają, przejedziesz palcem i wygląda jak wyrzygana, dosłownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet już nie mówię o tej fatalnej okładce, ale o zwyczajnych zabrudzeniach stron czy pomiętej okładce :D Choć fakt - ta okładka jest moim przekleństwem. Książka trzymana w czystych łapach, nie nazbyt wymacana, a wygląda jak... Brak słów.

      Usuń
  4. Zawsze śmieszyły mnie te wszystkie bojkoty ze względu na osobę, która brała udział w reklamie, jak tu Czubaszek czy Kondrat w ING. Ludzie powinni mieć trochę dystansu, zresztą wiele z nich jest przewrażliwionych. Co do Empiku to zawsze darzyłem go sympatią, przedsprzedaże, promocje, masa książek. No i dużo salonów, więc wszystko jest pod ręką.

    OdpowiedzUsuń
  5. Empik traktuję jak każdy inny sklep - kupuję, jak coś mnie zainteresuje + jest na stanie, jak jest w obniżonej cenie to tym bardziej. Reklam nie oglądam i mam gdzieś kto jest akurat twarzą Empiku. Nawet jak będzie nim Urban, to i tak kupię tam coś, co akurat mnie zainteresuje.

    OdpowiedzUsuń