"Jedyny i niepowtarzalny Ivan" - Katherine Applegate

I przyszło mi czytać o małpie. Gorylu, w sensie. Jakby mało małpoludów i małp maści wszelakiej wypełniało moje normalne, zwyczajne i codzienne życie. A to jakiś goryl – władca świata – wydrze się na kasjerkę w markecie pokazując jej, kto jest królem dżungli albo jakiś inny pawian zechce zaimponować kobiecie prężąc się przed nią i strosząc – że niby jest taki sexi-flexi – samiec alfa od siedmiu boleści…

Muszę zrewidować swoje poglądy. Po lekturze Jedynego i niepowtarzalnego Ivana Katherine Applegate, uważam za krzywdzące postrzeganie ludzi jako małpy. Krzywdzące dla małp. Bo małpa, by być małpą, wykorzystuje całą swoją inteligencję. A czy przeciętny człowiek – potoczna małpa społeczna – robi to samo? Obawiam się, że nie… 

Ale dość komplementów o ludziach. Wbrew pozorom i tak ich kocham. 
Książka, którą miałem okazję niedawno przeczytać, z pewnością nie jest typową lekturą po którą sięgnąłbym, gdybym kierował się jej blurbem. Bo na ogół nie wspieram działań tzw. eko-świrów, którzy najchętniej pozamykaliby wszystkie zoo, usunęli zwierzęta z cyrków czy ogrodzili dwumetrowym murem każdy krzaczek. Wychodzę z założenia, że są granice. Tak jak nie każde zoo to niewola – ba, nierzadko zdarza się, że w zoo zwierzęta dożywają sędziwego wieku, na co nie mogłyby liczyć w środowisku naturalnym! – tak nie każdy cyrk to instytucja znęcająca się nad zwierzętami. Wystarczy spojrzeć na przykład najbliższego nam czworonoga – psa. Jeden zostanie wytresowany w bezstresowej i miłej atmosferze, a drugiego do wypełniania poleceń zmusi się kijem. Nie generalizujmy, świat nie jest taki prosty. 

Zainspirowana prawdziwą historią opowieść o gorylu, który spędził niemal trzy dekady w mini zoo mieszczącym się przy centrum handlowym, nie widząc żadnego przedstawiciela własnego gatunku.

Kiedy poznaje Ruby, malutką słonicę odebraną rodzinie, Ivan zaczyna postrzegać miejsce swojego zamieszkania z zupełnie innej perspektywy. I tylko od niego będzie zależeć czy uda mu się coś w życiu Ruby zmienić. Trzymając kciuki za Ivana, trzymamy je tak naprawdę za nasze własne człowieczeństwo i nasze możliwości.

Bałem się, piekielnie się bałem, że ta książka będzie jednym wielkim manifestem. Powieścią karykaturalną, przerysowaną do granic możliwości i przez to niezjadliwą. A jednak Katherine Applegate zdołała napisać ją w autentycznie poruszający sposób, pozostawiając wiele pytań bez odpowiedzi. Pytań, na które czytelnik jest zmuszony odpowiedzieć sobie sam – i to się sprawdza.

Świat przedstawiony w lekturze poznajemy z perspektywy tytułowego Ivana, goryla, który większą część swojego życia spędził w niewoli, po tym jak ludzie zabili mu rodzinę i zabrali z dżungli. Ivan zdaje się widzieć świat w dużym uproszczeniu i jako zwierzę jest pozbawiony wielu cech, które tak bardzo determinują człowieka. Nie ma w nim gniewu, pychy czy chęci zemsty – jest, natomiast, mnóstwo zaufania, dobra i wiary. To bohater, którego prosty punt widzenia, nieskomplikowana ocena świata, sprawiają, że w trakcie lektury zadawałem sobie wiele pytań, na które w tej książce nie znalazłem odpowiedzi. Ivan nie ocenia, nie neguje. Ale pozwala dostrzec problem i pomaga go zrozumieć.

Piękną część tej opowieści stanowi zderzanie się świata ludzkiego ze zwierzęcym. Punktu widzenia człowieka i zwierzęcia. Oraz nić porozumienia lub jej brak między nimi. O ile zwierzę pozostaje prostym i bardzo konkretnym rozmówcą, otwartym i nie ukrywającym niczego, o tyle człowiek czasami woli pozostaś ślepy i głuchy. 

Tak. Pojawia się motyw złego człowieka, który zabija i odbiera wolność. Ale i pojawia się motyw dobrego człowieka, który pragnie nieść pomoc. I to jest piękne w tej historii – ten cudowny balans i równowaga. I wszechogarniający brak krytyki. Bo zwierzęta nie krytykują. Dzięki temu to wspaniała, spójna i logiczna powieść, a nie manifest.

Wspaniała książka – nie tylko dla dzieci! – o samotności, nadziei, lojalności i odwadze. W zabawny sposób smutna i na smutny sposób wesoła. Ale z iskierką nadziei. Książka, która siedzi w głowie po tym, jak się ją odłoży na półkę, musi być albo bardzo kiepska, albo bardzo dobra. W Jedynym i niepowtarzalnym Ivanie nie odnajduję cech kiepskiej książki. 


Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz