"Chłopak, który stracił głowę" - John Corey Whaley

Zupełny przypadek, bo nie okładka, sprawił, że w moje ręce wpadł Chłopak, który stracił głowę Johna Coreya Whaleya. 

A było to tak: dawno, dawno temu otrzymałem misję specjalną. Miałem się przyjrzeć okładce Chłopaka… i powiedzieć, co o niej myślę. A że okładka pod kątem czcionek nieco inaczej wyglądała niż teraz, to i wypaliłem, że z muzeum i sztuką mi się kojarzy. I nie bede czytać. 

Lecz los i tym razem dla głupca i ignoranta łaskawy się okazał. Jeszcze w lutym miałem okazję zajrzeć Chłopakowi… pod okładkę. I cóż tam znalazłem? 

Poznaj Travisa. Ma 16 lat, superdziewczynę i nieuleczalnego raka. Gdy staje przed wyborem: śmierć lub eksperymentalna operacja, nie zastanawia się długo. Godzi się na to, by ciało od szyi w dół przeszczepiono mu od zdrowego człowieka. Jest tylko jeden problem – na razie rozwój medycyny nie pozwala na przeprowadzenie tak skomplikowanego zabiegu, dlatego chłopak musi zostać wprowadzony w śpiączkę podobną do hibernacji i czekać. Żegna się więc z bliskimi, bo nie wie, czy i kiedy się z nimi zobaczy.

Budzi się pięć lat później. Ma własną głowę i atrakcyjne, choć obce ciało. Świat z pozoru jest taki sam jak dawniej. Jednak powrót do życia wygląda inaczej, niż Travis to sobie wyobrażał. Jego przyjaciele są już na studiach, rodzice coś przed nim ukrywają, a dziewczyna… Hmm, wygląda na to, że ma narzeczonego. Trudno się dziwić, że chłopak nie ma zamiaru się z tym pogodzić.

We mnie – w Czytaczu w sensie (a w głowie czytaczowej konkretnie) – myśl się zrodziła nieśmiała. Przeczucie takie. Że potencjał tu dostrzegam. Tak narodziła się ciekawość. Ciekawość, która po pierwszej stronie lektury przerodziła się w fascynację. 

Potencjalnie ciekawa historia. Potencjalnie oryginalna. Potencjalny hicior. Im dalej brnąłem w lekturze, tym więcej jej atutów rzucało mi się w oczy. Kiedy dobrnąłem do końca, wiedziałem już, że straciłem dla tej książki głowę. 

Bohater. Czyli Travis. Gość umiera. Zgadza się być królikiem doświadczalnym. Zamyka oczy. Na pięć minut. A kiedy je otwiera, okazuje się, że minęło pięć lat! Świat się zmienił. Jego bliscy się zmienili. Nawet jego ciało się zmieniło! John Corey Whaley w doskonały sposób opisuje zmagania Travisa z nową rzeczywistością. Stąpał po grząskim gruncie. A jednak udało mu się wykreować postać bardzo wiarygodną i naturalną. Zmagania Travisa z nową codziennością, z odrzuceniem i zmianami, na które nie był gotów, są tu opisane w absolutnie genialny sposób. Równie genialne autor określił bohaterów drugoplanowych. Rodziców, znajomych, przyjaciela, ukochaną. Wszystkich, którzy przeżyli żałobę i nie byli gotowi na zmartwychwstanie chłopaka. Chłopak, który stracił głowę to cudowna, egzystencjalna podróż. To najbardziej zakręcona opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie, jaką przeczytałem. Jest pełna humoru, autor nie stroni od refleksji, a czytelnik mimowolnie stawia się w niełatwym położeniu Travisa i zastanawia, co by było, gdyby… Raz przeczytana zostaje z nami już na zawsze. 

Okazuje się, że pod wcześniej niezbyt dla mnie atrakcyjną okładką (którą teraz ubóstwiam) kryje się jedna z najcudowniejszych opowieści, jakie czytałem. Pięknie napisana. Pełna humoru, ale i smutna. Sprawiająca, że serce niejednokrotnie drży. Sztamp? Jaki sztamp! A do tego cudowne zakończenie. 

Z Chłopakiem, który stracił głowę spędziłem kilka godzin. Kilka godzin, które wypełniały mnie niepewnością. Sam czułem pustkę w sercu, gdy czytałem o rozterkach Travisa. Ta książka wchłonęła mnie bez reszty i nie przesadzając powiem, że to jak dotąd najlepsza książka, jaką przeczytałem w tym roku. Powiecie, cóż to za rewelacja, skoro mamy dopiero kwiecień! A ja odpowiem: nie zmienia to faktu, że to najlepsza książka spośród 38, jakie już w tym roku przeczytałem. 

Ale pora już kończyć. Bo Czytacz zzieleniał na gębce od nadmiaru słodyczy. Zbyt intensywne kadzenie nie jest zdrowe. Polakiem jestem i lubię narzekać. Nie lubię, kiedy nie mam na co narzekać. Wtedy muszę narzekać na to, że nie mam na co narzekać. 

Dlatego podsumowując króciuteńko: meeeeeega książka!!! 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

2 komentarze:

  1. W sumie nie chciałam czytać tej książki. Jej opis jakoś mnie nie zachwycał. Ale dzisiaj przeczytałam jej fragment udostępniony przez wydawnictwo i żałuję, że nie mam jej całej, bo może bym już ją kończyła. Na pewno sięgnę po nią przy najbliższej okazji. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też w pierwszym odruchu nie zachęciła do siebie ta książka, ale im więcej o niej czytam, im więcej o niej piszą, tym bardziej chcę ją mieć :)

    OdpowiedzUsuń