"Piąta fala. Bezkresne morze" - Rick Yancey


Mea culpa. Przyznaję bez bicia: zgrzeszyłem. 
Zaledwie rozpocząłem lekturę Piątej fali, otrzymałem propozycję napisania streszczenia ostatniego, trzeciego tomu serii, Piąta fala. Ostatnia gwiazda. Pozwolę sobie dodać: na ponad dwa miesiące przed światową premierą. 

Rick Yancey oczarował mnie Piątą falą – tę książkę tak dobrze mi się czytało, że nie miałem wątpliwości, że z olbrzymią przyjemnością poznam kolejne tomy. I wtedy miałem przeczytać tom trzeci. Na kilka miesięcy przed tym, nim ktokolwiek będzie miał taką możliwość. Ale jak to tak, czytać tom trzeci, a co z drugim?

Myśl, myśl, myśl… (dodajcie do tego charakterystyczne stukanie łapką w głowę).

Miałem ograniczony czas. Nie miałem drugiego tomu. Nie miałem, gdzie go kupić. Biblioteka też zawiodła. Zrobiłem więc to, co uznaję za potworne świństwo: ściągnąłem pirata z neta. Tak, poczułem się jak ostatnia świnia w stosunku do autora, wydawcy i wszystkich ludzi, którzy przyłożyli choć palec do powstania i wydania tej książki. Ale równocześnie zamówiłem papierową książkę przez internet. Mam nadzieję, że to uchroni mnie przed kotłem pełnym smoły w piekle. Nie muszę dodawać, że sama świadomość kradzieży wywołała u mnie bezkresne morze wyrzutów sumienia. Tak, tak – głupi Czytacz, płacze nad ściągnięciem czegoś z neta, kiedy wszyscy to robią! Debil! Idiota! Kretyn! 

Dość tych komplementów. 
Kiedy usłyszałem po raz pierwszy o Piątej fali, nie uwierzyłem w nią. Kosmici? Pff… Na szczęście czuwał nade mną Czytacz. Czytacz w wydaniu macacza-molestanta. Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy wziąłem tę książkę na pomacanie w bydgoskim empiku. Kiedy robiłem to po raz pierwszy, zrobiłem to tylko dlatego, że zauważyłem na okładce znaczek wydawnictwa Otwartego/Moondrive. Byłem ciekawy. Wiecie, typowe ciekawskie jajo. 

Wracałem do empiku. Pomacałem raz, drugi i trzeci. No, ale jak to tak można? Tyle macania bez zobowiązań? Jako poważny mężczyzna w stabilnym związku, wiedziałem, że tak nie wypada… I tak to się zaczęło. I żeby nie było: nie przeleciałem Piątej fali wzrokiem, lecz pochłaniałem ją w sposób znany tylko czytelnikowi i pozwalałem sobie oddawać jej serce z każdą przeczytaną i doświadczoną stroną. 

Przed lekturą Piątej fali. Bezkresnego morza miałem już jako takie pojęcie, cóż to za książka i czego mogę się spodziewać. Ale Rick Yancey zrobił mnie w balona. Sprezentował mi książkę, jakiej się nie spodziewałem… 

Ci, którym udało się przeżyć kolejne fale inwazji Obcych, zrozumieli, że by przeżyć w nowej rzeczywistości, nikomu nie można ufać. Konflikt dwóch cywilizacji wkracza na zupełnie inny poziom. Ocaleć może tylko jedna ze stron. Dlaczego bezcieleśni Obcy chcą wymazać z powierzchni Ziemi ostatnie ślady ludzkiej cywilizacji? Jak Cassie i jej przyjaciele zamierzają przetrwać okrutną zimę i czy uda im się znaleźć sposób na pozbycie się najeźdźców?

Zacznę od tego, że genialnym posunięciem było skupienie się na innych bohaterach. Zmiana centralnych bohaterów powieści, wyszła w tym przypadku naprawdę dobrze i pozwoliła bliżej poznać postaci znane z tomu pierwszego. Na ogół nie przepadam za takim zabiegiem, ale w przypadku tej książki to już nie tyle zwykły zabieg, co mistrzowskie posunięcie. Mówta, co chceta – uwielbiam poznawać bohaterów na wylot. 

A jeszcze bardziej lubię, kiedy bohaterowie nie są płaszczakami. I znowuż, Rick Yancey, daje mi to, co lubię najbardziej. Bohaterów zmiennych, tajemniczych i fascynujących. 

Podobnie jak pierwszy tom, Piąta fala. Bezkresne morze, nie jest może najbardziej zaskakującą książką świata, ani niewiarygodnie wnikliwą czy bogatą w fantastyczne detale. Ale za to jest doskonale optymalna. Fabuła powtarza pewne schematy z pierwszego tomu, niemniej zaprezentowane z innej perspetywy, stają się czymś nowym, świeżym. To jak odkrywanie dodatkowej warstwy w ulubionym ciasteczku. 

I wreszcie pomysł oraz godna podziwu konsekwencja autora: długo czekałem na taką serię. Epicką, ale nie przesadzoną. Mądrą, ale nie przemądrzałą. Porywającą, ale nie przerysowaną. 

Czego chcieć więcej? 

Idealnego zakończenia. Czy Piąta fala. Ostatnia gwiazda stanowi takie? Ja już znam odpowiedź na to pytanie… 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Mnie się druga część nie podobała tak bardzo jak pierwsza. Byłam wręcz zdołowana nudą tej książki... Ciekawa jestem trzeciej! :)

    our-womenly-style.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń