Pottermore po polsku!

Na Pottermore pojawiły się pierwsze teksty w tłumaczeniu na język polski. Czyżby to był początek prawdziwej rewolucji na anglojęzycznej witrynie? 

Nie jest tajemnicą, że Pottermore nie radzi sobie w ostatnich czasach najlepiej. Widoczny jest  spadek popularności witryny – w okresach, kiedy nie są publikowane nowe materiały od J.K.Rowling, oglądalność spada z ponad 6 milionów odwiedzin miesięcznie do 2 milionów. 
Zeszłoroczona rewolucja, czyli zerwanie z dziecięcym wyglądem strony i zbudowanie z niej czegoś w rodzaju potterowskiego Buzzfeed okazało się najbardziej krytykowaną decyzją, jaką włodarze Pottermore podjęli. Pojawiło się mnóstwo negatywnych komentarzy i nawet częste aktualizacje, reportaże czy relacje pisane przez tzw. Pottermore Correspondent, na niewiele się zdały. Popularność spada na łeb na szyję. 

Pierwotne Pottermore działało w kilku językach, w tym m.in. francuskim, niemieckim czy japońskim. Nowe funkcjonuje tylko w języku angielskim. A choć do tej pory twórcy strony zarzekali, że nie ma w planach przetłumaczenia strony na inne języki, ostatnia decyzja każe mocno wątpić w stabilność tego postanowienia. 

Wielkim zaskoczeniem okazała się zapowiedź nowego cyklu materiałów od J.K.Rowling, zatytułowanego Magic in North America, który – wyjątkowo – miał zostać opublikowany nie tylko w języku angielskim, ale i w dodatkowych 35 językach, wśród których znalazł się również język polski. Jak można się było spodziewać, Pottermore w języku polskim wywołało spore poruszenie wśród fanów, którzy – jak dotąd – by móc cieszyć się polskimi wersjami tekstów napisanych przez autorkę Harry’ego Pottera, musieli szukać amatorskich tłumaczeń w Internecie (w tym i u nas: TUTAJ). Coraz częściej pada też pytanie, czy to początek prawdziwej rewolucji? 

Pottermore niewiele zdradza w temacie: 
Strona Pottermore.com jest dostępna tylko w języku angielskim. Jednak będziemy w stanie przetłumaczyć fragment powieści autorstwa J.K. Rowling w ograniczonym zakresie, czekając z niecierpliwością na listopadową premierę filmu Fantastyczne Zwierzęta i Jak Je Znaleźć.
[zachowano oryginalną pisownię]. 

Abstrahując od błędów (w tym błędnego założenia, że to fragmenty nowej powieści, kiedy w oryginale użyto słowa writing), Pottermore ostrożnie podchodzi do tematu. Myślę, że obecna sytuacja to wielki test możliwości, jakie niesie dostępność serwisu w wielu opcjach językowych. Z pewnością wyniki oglądalności są teraz mocno analizowane. 

Czy możemy się spodziewać całości Pottermore po polsku? 
To zależy od tego, ile razy polska wersja nowych artykułów zostanie wyświetlona. Biorąc pod uwagę poziom amatorstwa tłumaczeń tych tekstów, mógł nie zostać zaangażowany w to profesjonalny tłumacz. Jeśli padnie postanowienie o translacji strony, konieczna będzie inwestycja w niego. Ze sporą dozą śmiałości mogę stwierdzić, że popularniejsze tłumaczenia otworzą wielu krajom dostęp do Pottermore we własnym języku. 

Pottermore jako jedyny wydawca cyfrowych Potterów i niejako wizytówka magicznego świata w sieci, nie może sobie pozwolić na spadek popularności. Fani są coraz bardziej rozgoryczeni i zawiedzeni nijakością nowych artykułów pisanych przez J.K.Rowling, zwłaszcza, że te ostatnie coraz mocniej odchodzą od kanonu Harry’ego Pottera i skupiają się na Fantastycznych zwierzętach. A i na ich polu są spore kontrowersje – wielu sympatyków młodego czarodzieja nie może się pogodzić z faktem, że akcja nowego filmu z uniwersum rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych. 

Magic in North America, pierwszy cykl wpisów Pottermore przetłumaczony na język polski, pomimo olbrzymiego szumu generowanego w mediach i wielkich zapowiedzi, nie zachwyca. Czytając te nowe materiały nie mogę oprzeć się wrażeniu, że są niezwykle miałkie i nijakie. Mimo niewielkiej objętości ciągną się i czytanie ich, najzwyczajniej w świecie, nuży. 

Z moich przemyśleń wynika, że Pottermore będzie się teraz chwytało wszelkich sposobów, które mogą podnieść popularność witryny. Dostępność nowych wersji językowych może być kolejnym krokiem podjętym, by zapobiec klęsce. 6 milionów odsłon w miesiącu, w szczytowych momentach, nie satysfakcjonuje nikogo (dla porównania: 5-6 mln odsłon to norma dla naszego rodzimego lubimyczytac.pl). I jeśli taka sytuacja utrzyma się dłużej, możemy spodziewać się kolejnych rewolucji na Pottermore. A jedną z nich może być polska wersja serwisu. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

8 komentarze:

  1. Bardzo uraziło mnie twoje stwierdzenie, że czytanie nowych tekstów o magii amerykańskiej się dłuży i że te teksty są miałkie oraz nijakie. Jako że miałam aż trzy teksty w plecy, szybko je teraz przeczytałam i muszę przyznać, że jak dla mnie są one szalenie ciekawe. Nie wiem z czego wynikła twoja niechęć do nich, ale rozumiem, że wyrażałeś jedynie swoje subiektywne odczucia. Aczkolwiek myślę, że powinieneś być bardziej obiektywny w przypadku oceny tekstów teoretycznych. Nawet jeżeli tłumaczenie nie jest najwyższych lotów (tego nie wiem, ponieważ nie miałam ochoty porównywać tekstu angielskiego z polskim), to sam tekst po polsku jest niezły. Nie ma zbyt wielu błędów. Czytało się szybko i przyjemnie. Ale to też jest oczywiście tylko moje osobiste zdanie. Bardzo interesuje mnie historia świata czarodziejskiego, dlatego też pochłaniam takie teksty w sekundę. Uważam, że są one kopalnią wiedzy dla ludzi takich jak ja i sporym ułatwieniem, ponieważ dzięki nim jesteśmy w stanie lepiej zbudować obraz świata magicznego w naszych umysłach. Wszystkie cztery teksty zaskoczyły mnie różnymi ciekawymi informacjami, które w trakcie czytania starałam się porównywać z faktami znanymi z naszej historii. Im więcej powiązań ukazywały, tym lepsze mi się wydawały. Z sekundy na sekundę czytałam coraz szybciej i coraz większym zaangażowaniem. Ale to ja. Rozumiem, że ciebie one w ogóle nie zachwyciły, jednak mógłbyś przy okazji krytykowania ich wspomnieć także o elementach poznawczych, które są niewątpliwymi plusami tych tekstów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moja opinia, choć nie do końca rozumiem jak może ona kogokolwiek urazić. To jak z recenzją książki: jednemu dana książka się podoba, drugiemu nie - nie czuję urazy wobec kogoś, kto skrytykował książkę, którą sam uwielbiam :)

      Co do Pottermore - te teksty, w porównaniu choćby z jednymi z pierwszych, jakie pojawiły się na Pottermore - m.in. biografia McGonagall, Miecz Gryffindora i masą innych - jest, w moim odczuciu, pozbawiony magii pióra J.K.Rowling. Czysta teoria i tyle. Podręcznikowy tekst.

      Walory poznawcze - fajnie, że te teksty powstały; fajnie, że widzimy jak wygląda amerykański świat czarodziejów. Ale żaden z czterech tekstów nie odpowiedział na żadne z pytań, na które chciałbym poznać odpowiedzi. Dla mnie są one zupełnie oderwane od znanego świata czarodziejów. To inna bajka. Inna historia. Widzę w nich kilka faktów, które po lekturze wyparowują z głowy szybciej niż do niej trafiają. Więcej ciekawych faktów o zagranicznych społecznościach czarodziejów dowiedziałem się z relacji meczów quidditcha, które były publikowane na Pottermore w 2014.

      Usuń
    2. Myślę, że JKR chce podsycić zainteresowanie Fantastycznymi Zwierzętami, ale równocześnie nie może publikować rzeczy, które mają wyjść na jaw dopiero z kolejnymi częściami, stąd ta lekka klapa...

      Usuń
  2. zgadzam się w stu procentach, byłam bardzo podekscytowana czekając na te teksty, jedyne co czułam po ich przeczytaniu to rozczarowanie. :(
    prawdziwą magię możemy już chyba tylko wspominać, bo amerykański potter to już tylko dobrze rozreklamowany produkt na sprzedaż.
    offtop: Czytaczu, byłeś w Dziórawym Kotle w Krakowie? ewentualnie wybierasz się może? (jakaś relacja, coś.. :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie byłem, ale przy najbliższej okazji wypadu do Krakowa (najpóźniej na Targi Książki), z pewnością tam zajrzę. I lepiej dla nich, żeby ich piwo kremowe było równie dobre jak to serwowane w studio w Watford! :D

      Usuń
    2. Piwo Kremowe w Dziórawym Kotle smakuje jak ciepłe mleko z toffi, niczym nie przypomina tego, które piłem w WB. A miejsce jest całkowicie pozbawione magii HP.

      Usuń
  3. Bardzo dobrze, że Pottermore stawia na serwisy w innych językach - to dobra strategia. Przez lata brak tłumaczeń na mniej popularne niż te kilka "podstawowych" języków było barierą dla wielu ludzi, chcących korzystać z serwisu. I bardzo dobrze, że czytelnicy w innych krajach nie są skazani na amatorskie tłumaczenia, które - choć tworzone z pasją, to nie są pozbawione licznych błędów. Przedzieranie się przez gąszcz kalek z angielskiego, efektów nieznajomości składni, frazeologii czy interpunkcji rodzimego języka przez domorosłych tłumaczy jest męczące. To tłumaczenie jest porządne. Jeśli brak w nich "lekkości", to dlatego, że są tekstami informacyjnymi, nie opowiadaniami autorstwa Rowling. Być może kiedyś zechce jej się stworzyć coś w "starym stylu" na temat świata czarodziejów, ale na razie się na to nie zanosi. Niemniej wiele osób się z nowych informacji ucieszy, nawet jeśli są dawkowane w dość skąpy sposób. Dla niezadowolonych istnieje prosta rada - nie czytać i zająć się czymś innym. Względnie pogodzić się z tym, że magia Harry'ego Pottera nie trwa wiecznie dla mugoli i kiedyś przychodzi ten czas, kiedy pukanie w ścianę już nic nie otwiera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na to, że to stanie się faktem i Pottermore faktycznie otworzy się na inne języki. Jeśli ich ocena miałaby opierać się na pierwszym tłumaczeniu, obawiam się, że rekordów popularności nie pobili...

      Jeśli chodzi o amatorskie tłumaczenia, jest w nich coś wyjątkowego. Wg mnie fakt, że tylu fanów angażuje się w to i działa. To przypomina czasy, kiedy tłumaczono kolejne tomy "HP". Były pełne błędów, ale nie można im było odmówić tego, że ktoś włożył w pracę swoje serce. Może to nie jest obiektywne, bo sam tłumaczę amatorsko, niemniej tłumacz dostaje za swoją pracę pieniądze. Amator nie. Myślę, że w tym tkwi magia.

      Co do stwierdzenia, że dla mugoli magia się kończy - nie zgodzę się z tym. Fan nie musi ślepo zachwycać się wszystkim, co w danym temacie powstaje. Może wyrażać swoje niezadowolenie. A to dlatego, że jest istotą myślącą, a nie zabawkowym pieskiem, który ciągle kiwa głową na "tak". Jeśli poznam kiedyś kogoś, kto równie mocno uwielbia wszystkie teksty Rowling, zacznę się obawiać o zdrowie tej osoby. Bo to granica, kiedy zamiłowanie przechodzi w obsesję.

      Usuń