"Nomen omen" - Marta Kisiel

Podczas, gdy Ałtorka pracuje w pocie czoła (a przynajmniej sama tak twierdzi) nad kontynuacją fenomenalnego, wyrywającego z kapci i urywającego… pośladki Dożywocia, mnie spotkał zaszczyt nieziemski i pod mym pięknym naturalnym drzewkiem bożonarodzeniowym wykonanym z ekologicznego (bo teraz wszystko jest ekologiczne) tworzywa sztucznego odnalazłem Nomen Omen. 

Nadmienię, iż moje żebra cudem zrosły się po nieprzewidzianych wybuchach wesołości, których doświadczyłem w trakcie lektury Dożywocia i z pewną obawą podchodziłem do kolejnej książki Marty Kisiel. W obawie o swoje życie, a nawet i zdrowie postanowiłem sobie przeczytać Nomen Omen dopiero w 2016, co też uczyniłem (bo kijowo tak umierać pod koniec roku i psuć bliskim radość z Sylwestra i Nowego Roku). 

Przeczytałem. Przeżyłem. Ale lekko nie było. Brzuch bolał. Żebra bolały. Oczy piekły. Marta Kisiel ponownie i z pełną premedytacją rozwaliła mnie na łopatki. 

O co biega w Nomen Omen

Przygoda czai się za rogiem. A imię jej Salomea!

Salomea Przygoda ucieka od zwariowanej rodziny, chcąc rozpocząć samodzielne życie. Gdy okazuje się, że jej stancja przypomina posiadłość z filmów grozy klasy B, prowadzona jest przez trzy siostry w dość podeszłym wieku i papugę, a w telefonie słychać głosy, Salka zaczyna zastanawiać się, czy to aby na pewno był dobry pomysł. Pojawienie się młodszego brata jedynie komplikuje i tak niełatwą już sytuację – zwłaszcza, gdy pewnego dnia próbuje utopić siostrę w Odrze.

Zanim wszystkim się znudzi moje pianie z zachwytu, pozwolę sobie wypunktować: 

1. Genialni bohaterowie o jeszcze bardziej genialnych imion i nazwiskach. 
2. Pani Bolesna. 
3. Humor nie z tej ziemi (ani z żadnej innej). 
4. Pani Bolesna. 
5. Relacje pomiędzy Salką, a jej bratem i rodzicami. 
6. Pani Bolesna. 
7. Duchy. 
8. Komnata Tajemnic Salki Przygody.

Moje absolutnie ulubione polonistki – z podstawówki, gimnazjum i liceum (3 x p. Ania – to nie żart) od smarkacza uświadamiały mnie, że filolog języka polskiego to z natury człowiek obłąkany. Trudno się nie zgodzić patrząc na książki popełnione przez Martę Kisiel! 

Nomen Omen to skupisko arcyciekawych bohaterów o jeszcze ciekawszych imionach, nazwiskach i przydomkach (m.in. Salka Przygoda, Niedaś, Roy Keane). Jakie imiona, tacy bohaterowie – oryginalni. A relacje między nimi – cud, miód i orzeszek. 

Początkowo strasznie mi ta książka przypominała Dożywocie, ale kiedy wózek z fabułą się rozpędził, okazało się – chwała słodkiemu Jezuskowi! – że to zupełnie inna historia z mroczną tajemnicą w tle. I to jakże mroczną! Mroczną, że mucha… tzn. papuga nie siada. W tej książce jest wszystko: dojrzewanie i niedojrzałość, problemy miłosne, ucieczka od problemów, paranormalne zjawiska i zagadka, którą chce się rozwikłać za wszelką cenę! 
Mistrzyni języka pisanego barwną polszczyzną snuje swą opowieść i konsekwentnie bawi. Nigdy w życiu nie czytałem równie fajnie napisanych książek jak Dożywocie i Nomen Omen. Słowa płyną wartką rzeką nie szczędząc najwymyślniejszych synonimów, metafor i innych środków artystycznego wyrazu, które stanowią serce powieści. 

Tym razem, w odróżnieniu od Dożywocia bywa nieco poważniej. Bardzo ważną rolę odgrywa smutna historia, którą Ałtorka – w co aż trudno mi uwierzyć – doskonale wkomponowała w swój osobliwy i niepowtarzalny styl. Trudno mi w to uwierzyć, bo nie sądziłem, że to możliwe – przywykłem do tego, że na ogół poważne wątki w komedii są wymuszone i nierzadko żałosne. W Nomen Omen jest to dopracowane do perfekcji tworząc zachwycającą, łamiącą żebra śmiechem całość. 

Summa summarum: Nomen Omen jest świetne. Może tej powieści brakuje nieco do Dożywocia, ale i tak zachwyca niemiłosiernie. Jestem zakochany i w ogóle głoszę wszem i wobec, że Marta Kisiel królową polskiej sceny literackiej jest! I to nie podlega dyskusji! 

Chwała Ałtorce i niech jej pióro lekkie i płodne będzie! 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

4 komentarze:

  1. Oboooże znowu Budyń! Kisiel znaczy.
    Nie, ja nie powinnam tej recenzji czytać!

    Dobra, przeczytałam...
    Widząc, że Kisiel popełniła jeszcze inną książkę, miałam nadzieje, żywiłam OGROMNE nadzieje, że "Nomen Omen" jest okropny, a przynajmniej dużo słabszy od "Dożywocia".
    A teraz ja, biedny dzieciak, musze złamać serce mojemu portfelowy, wyskrobać na kolejną hiperniedostępną książkę bo umre żałośnie jak jej nie przeczytam <//3 xD
    Um, to o poważniejszym wątku mnie zaskoczyło, nie wiedzieć czemu sądziłam, że jest to wręcz mniej poważna od "Dożywocia" książka ;)
    Bogom z Asgardu dzięki, za zdanie "Może tej powieści brakuje nieco do Dożywocia (...)", to pozwoli mi nie zwariować tak od razu xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miej nadziei: przy tej książce nie da się nie zwariować ;)

      Usuń
  2. Okładka jest śliczna. Już jakiś czas temu miałam przeczytać tą książkę, ale zupełnie o niej zapomniałam. Dobrze, że trafiłam na tą recenzję. Muszę ją zdobyć..

    Pozdrawiam!
    http://myfantasticbooksworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, okładki książek Marty Kisiel są piękne! A książki jeszcze lepsze :D

      Usuń