"Nick i Norah. Playlista dla dwojga" - Rachel Cohn, David Levithan

Uwaga: będzie metafora. Mam kaca książkowego. 
Zanuciłbym A miało być tak pięknie, co w sumie tematycznie (muzycznie) wpisywałoby się w tematykę Nicka i Nory. Playlisty dla dwojga Rachel Cohn i Davida Levithana. Nie zanucę, bo mój śpiew kruszy mury i grozi rozwodem. 

Kiedy dowiedziałem się, że w Polsce zostanie wydana ta – stara jak świat, bo wydana za granicą 10 lat temu – książka, poczułem się Zwycięzcą. Przez duże „Z”. Nie oglądałem filmu, więc miałem okazję zanurzyć się w tej historii miłosnej cudownie nieświadomy tego jak się ona potoczy (bo finału byłem praktycznie pewny). 

Ale zanim opinię swą wyrażę, zacznę tę opowieść tak:

„Wiem, że to dziwne pytanie, ale czy miałabyś coś przeciwko udawaniu mojej dziewczyny przez następnych pięć minut?"

Nick jest bywalcem nowojorskiej sceny rockowej – muzyką próbuje uleczyć złamane serce. Norah także przeżyła zawód miłosny. Pozornie tych dwoje nie łączy nic poza gustem muzycznym, jednak ich przypadkowe spotkanie kończy się szaloną pierwszą randką, która ma szansę zmienić życie obojga...

Nick i Norah to rozpisany na dwa młode głosy rockandrollowy romans. Seksowna, zabawna, ale i wzruszająca opowieść, której bohaterowie próbują zapomnieć o swoich miłosnych zawodach, chcą dowiedzieć się, kim właściwie są, ale przede wszystkim… chcą trafić na występ ukochanego zespołu. Dokąd zaprowadzi ich ta pełna przygód i dobrej muzyki noc?

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale ja się tym nie przejmuję, bo miejscówę w piekle i tak mi już zaklepał Potter. Pochwyciłem chudzinkę tę liczącą sobie niewiele ponad 200 stron i zacząłem czytać. 

Wciąga. Jest dobrze. Początek jest ciekawy i fajnie się rozwija. Ale choć Nicka i Norę dobrze się czyta, w pewnym momencie napływają do głowy te cztery słowa z innej znanej i popularnej piosenki: Ale to już było. Słowa te powtarzają się i zapętlają w głowie przez większość lektury. 

No dobra. Są szczególne okoliczności, jest chemia. Tyle, że znając myśli dwojga bohaterów brakuje niepewności. Ja wiem, że do tanga trzeba dwojga, jednak taniec ten polega odrobinę na niepewności. A tutaj jej nie ma. Myśli, chęci, uczucia bohaterów są podane jak na srebrnej tacy. Zero zaskoczenia. On – muzyk, ona – panienka z bogatego domu. Oboje cierpią i oboje łakną miłości, tyle że miłość, która – jak wiemy z kolejnej piosenki jest niewiadoma tutaj jest tak cholernie wiadoma, że odarta z całej swej tajemniczości i romantycznej otoczki. No, kurde no! 

Z książkami jest jak z gotowaniem – jeśli ktoś mówi, że główny bohater tego dań ma być jajko nie oznacza to przecież, że poza jajkiem nie będzie w tym daniu niczego innego! A w tej historii miłosnej, niestety, tak jest. Króluje miłość i nic poza. Jeden jedyny jedusieńki wątek ciągnący się przez 200 stron do finału. Powiedziałbym, że to Harlequin ubrany w młodzieżowy język. I mocno powierzchowny, bo koniec końców to niezbyt głębokie uczucia dominują w Nicku i Norze. 

Bohaterowie: są jacy są, niby trochę o nich wiadomo, ale są płytcy. Zdaje się jakby w ich życiu wszystko krążyło wokół miłości tudzież jej braku. Nie dowiemy się o nich niczego więcej. Zauroczenie – bo nawet nie miłość – dominuje w tej książce jak kogut w kurniku. I niech mnie dunder świśnie – liczyłem na coś więcej, na coś głębszego. Nie, nie na seks! O coś głębszego w metaforycznym ujęciu mi chodzi! 

Humor jest, choć zdaje mi się być niejednokrotnie wymuszony. Cóż, nie każdy musi być jak John Green, który sypie dowcipem jak z rękawa i skutecznie bawi, niemniej – wiem, okropnie to zabrzmi – mam wrażenie jakby Levithan był cieniem Greena. Jego dowcipy mnie nie bawiły, już lepiej Rachel Cohn radziła sobie na tym poletku, choć też jej humor nie powalił mnie na kolana. 

Koniec końców: prosta, milusia i banalna historia miłosna. Ni mniej, ni więcej. Niemal wszystko z czym zetknąłem się w Nicku i Norze widziałem gdzieś wcześniej. Powiedziałbym, że to płytsza wersja Wróć, jeśli pamiętasz Gayle Forman. Oczywiście, ani w przypadku Greena ani Forman, nie można powiedzieć, by Cohn i Levithan tej książki wzorowali się na nich, ponieważ Nick i Norah. Playlista dla dwojga zadebiutowała wcześniej. 

Pozostaje spory niedosyt i niepewność w stosunku do drugiej książki tego samego duetu, która czeka na mojej półce: Księga wyzwań Dasha i Lily. Mam nadzieję, że tym razem banalny romans mi nie grozi. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz