O tym jak się nie docenia książek młodzieżowych

Nadchodzi taka chwila w życiu bohatera literackiego, kiedy nie gadaj głupstw przeistacza się w nie pierdol. Moment owej przemiany, wręcz rewolucji, zaznacza się grubą krechą. Metaforycznym rozpierdzielnikiem, który tworzy olbrzymią przepaść pomiędzy literaturą dla młodzieży i literaturą dla dorosłych. Przepaść pomiędzy jest jak wielki kanion, a choć nieliczni słyszeli o mostach łączących te dwa – tak różne – światy dopiero ostatnie lata odznaczają się hurtową produkcją owych mostów.

KSIĄŻKA NA KAŻDY WIEK
Niemowlęciem będąc nie czytasz. Twoim życiem rządzą trzy potrzeby: jeść, spać, srać. Wchodząc w wiek dziecięcy jesteś zasypywany książeczkami o grubych kartonowych stronach. Z czasem Lokomotywa przechodzi w Filonka Bezogonka lub Plastusiowy pamiętnik (przynajmniej za moich czasów tak było), potem przychodzi czas na Pinokio, Opowieści z Narnii, by wreszcie zatonąć w Harrym Potterze. Mniej więcej w tym czasie zrzucasz skórę dziecięcia, a pierwsze pryszcze występujące na twojej twarzy sygnalizują wejście w wiek młodzieńczy. I znowuż czytasz coś innego. Może i Zmierzch, nie wnikam. Też go czytałem. Po drodze do dorosłości sięgasz po inne pozycje, by nagle zatrzymać się przed 18, która w świetle prawa czyni cię dorosłym. I klops. Pamiętasz o przepaści? Właśnie nad nią stoisz. Młodzieżą już nie jesteś, pora porzucić Pottera i zająć się wartościową lekturą dla dorosłych. Może Coelho albo Eco?
Literatura młodzieżowa jest cholernie niedoceniana w naszym kraju. Upychana na tych samych półkach co dziecięca raczej nie przekona młodego dorosłego do tego, by szperał w książeczkach dla dzieci. Jakoś znawcy literatury, wszelkie autorytety też ją olewają z góry na dół, bo przecież prawdziwa proza się liczy! Literatura piękna! Na co komu bzdety dla młokosów? Nie warto poświęcać czasu głupim książeczkom dla nastolatków.

POWIEM CI, CO MASZ CZYTAĆ! 
Ignorancja to duży problem. Dla kultury – powiedziałbym – zabójczy. Ignoranci zamiast propagować kulturę czytania i umacniać mosty pozwalające na swobodne przejście z literatury młodzieżowej do literatury dorosłej, propagują kopanie młodego w dupę. A nuże kop okaże się tak mocny, że pośle delikwenta na właściwą stronę kanionu. A może jednak nie? Może kop w dupę pozostawi trwały uraz, który sprawi, że młody pokaże książce środkowy palec? 

Rankingi najlepszych książek nieustannie wywołują u mnie – na zmianę – śmiech i mdłości. Propaguje się w nich twórczość ambitną. Górnolotne twory, które nieustannie narzuca się nam jako wzorzec. Lekturę doskonałą. Doskonałą. I dla dorosłych, rzecz jasna. To potęguje przeświadczenie, że książka jest nudna i młodzi ludzie nie mają czego w niej szukać. Idąc o krok dalej: jeśli młodzi ludzie nie będą mieli potrzeby przeczytania jej i uznają, że czytanie to nuda, nie będą również czytali jako dorośli ludzie. Jak to szło: czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci

Statystyki nie kłamią. Główną grupę osób czytających w Polsce stanowi młodzież w wieku szkolnym i studenci. Dorośli czytają tyle, co nic. Przynajmniej statystycznie.

MOŻE INACZEJ? 
A gdyby tak postawić na alternatywę? Głośno i wyraźnie promować i polecać literaturę młodzieżową i utrzymywać młodzież w przekonaniu, że świetne jest samo to, że czyta? Nie każda książka młodzieżowa to gówno, panowie krytycy. I panie. Niejedna książka młodzieżowa traktuje lepiej o patriotyzmie niż polecane dzieła. 

Sprawa nadrzędna: za moich czasów były wartościowe książki, a obecne są nic nie warte. Hipokryzja. Twoje nie będzie ponad moje. Bo moje jest mojsze niż twojsze. Każdy odnalazł melodię swojego życia. Każde pokolenie ma inną melodię. Czasy się zmieniają. 

Problem z czytelnictwem leży w miejscu, w którym stary/starszy ramol decyduje o tym, co mamy czytać. Miłość do książek wynosi się z domu. Później idzie się do szkoły i w większości przypadków walczy się o to, by uchronić coraz bardziej wątły płomyk miłości do czytania przed wygaśnięciem. Płomyk ten notorycznie zalewany jest falą klasyków. Dzieł narodowych. Sienkiewiczów, Mickiewiczów i innych śmiczów, których kości już dawno obróciły się w proch i zostały po stokroć przejedzone i wydalone przez robale. Lektura szkolna jak nic innego zabija przyjemność z czytania. Konieczność wczuwania się w położenie bohatera, którego nie rozumiemy. Bohatera, który jest tak bardzo różny od nas. I żyje w tak bardzo innych czasach. Pianie o patriotyzmie i walce o wolność w czasach, kiedy nie pamiętamy już – my, młodsze pokolenie – czym jest niewola. Patriotyzm to nie grill. Na siłę go nie rozpalisz. Odnosząc się do cholernie mądrej wypowiedzi jednej z bojowniczek walczących na Ukrainie z separatystami – parafrazując: byłam normalną dziewczyną, nie dbałam o mój kraj, ale kiedy pojawiło się zagrożenie, od razu chwyciłam za broń. 

Nie ma tematu poruszanego w starych książkach czy utworach, którego współcześni autorzy nie poruszyliby w dużo bardziej przystępny i obrazowy sposób. O przyjaźni i lojalności więcej dowiemy się z Harry’ego Pottera niż z Chłopców z placu broni.

Spalić lektury szkolne? Nie. Zachować dla chętnych. I tylko dla nich. A innych po prostu zachęcić do czytania. Trzeba porozmawiać na lekcji o walce o niepodległość? Niech uczeń sam sobie wybierze książkę z tym motywem i ją przeczyta. Proste. Bezbolesne. Skuteczne. A płomyk miłości do czytania staje się pożogą. 

Pomysł z powrotem do klasycznej listy lektur jest tak samo dobry jak pomysł z powrotem do inkwizycji i palenia czarownic na stosie. Po co iść do przodu, skoro można się cofać? Przywodzi mi to na myśl scenę ze Shreka, kiedy ogr i Osioł przechodzą przez most, na co ten drugi wpada w popłoch i chce zawrócić:
- Przecież jesteśmy w połowie! – woła Shrek zachęcając zwierzaka do kontynuacji wędrówki. 
- Tak, ale już znam tamtą połowę! – odpowiada Osioł. 

Cofanie się jest bezpieczniejsze.

"NOWE" OBLICZA KSIĄŻKI MŁODZIEŻOWEJ
Pomińmy już to, kto i dlaczego zniechęca młodzież do czytania i stara się ją układać po swojemu – przejdźmy do mostu, skoro ten znowu pojawił się w moim przedłużającym się wywodzie. 

Pomiędzy literaturą młodzieżową i dorosłą jest przepaść. Od wieków tę przepaść starają się pokonać autorzy. Już ponoć w 1802 roku niejaka Sarah Trimmer zrozumiała, że pojęcie literatury młodzieżowej jest zbyt szerokie by zamknąć ją pomiędzy dziecięcą, a dorosłą. Wówczas to – ponoć (nie wiem, nie było mnie wtedy na świecie) – narodziła się literatura young adult. Mądra kobiecina doszła do wniosku, że literaturę młodzieżową należy podzielić i tworzyć książki odpowiednie dla grupy w wieku 14 – 21 lat. OK, zdaję sobie sprawę, że to nie było idealne rozwiązanie, bo w obrębie tej podgrupki różnica wiekowa i mentalna jest za duża – ale to był początek. 

Być może palnę teraz głupotę wszechczasów i zasłużę tym sobie na pieruńską krytykę, ale dla mnie literaturę young adult (YA) zapoczątkował J.D.Salinger swoim Buszującym w zbożu. Bo jak to tak – żeby kurwy i motyw seksu za pieniądze do książki młodzieżowej wrzucać!? Mogę się domyślać jak gromka krytyka spadła na tę powieść, gdy ówcześni rodzice odnajdywali ją w pokojach swoich dzieci. Deprawacja! D-E-P-R-A-W-A-C-J-A! Sodoma i Gomora po tysiąckroć! 

Dziś przekleństwa i seks w książkach dla starszej młodzieży nikogo nie dziwią, podobnie jak porno czy masturbacja nie są tematem tabu. Ostatnich kilkanaście lat przyniosło przełom, na który szykowało się od wieków. Mosty zostały zbudowane. Teraz można swobodnie przejść nad rozpadliną, bo książki młodzieżowe doczekały się wewnętrznego podziału. 

Trochę o podziale. 

Zgodnie z założeniem literaturę młodzieżową czyta się w wieku do 15 lat (niektórzy twierdzą, że do 17 – nie polemizuję), potem sięga się po wspomniane YA, a mając na karku lat 20 po new adult (NA). Z NA w literaturę dorosłą przechodzisz, kiedy jesteś na to gotowy. (Ja pomimo zbliżającej się 30-stki nie jestem. I dobrze mi z tym). 

CZYM SIĘ RÓŻNI YA OD NA? 
Niektórzy twierdzą, że niczym. Z tym też nie polemizuję, choć i tak wymienię najczęściej wskazywane różnice:
1. W YA bohaterowie są w wieku 14 – 17 lat, a w NA 18 – 20 (ewentualnie nieco ponad 20). 
2. W YA bohaterowie są od kogoś zależni: mogą to być rodzice, opiekunowie, mentorzy itp. W NA są oni niezależni od nikogo. 
3. W YA często poruszany jest problem dojrzewania i poszukiwania swojego własnego ja. W NA bohaterowie są świadomi tego, kim są. 
4. Często bywa, że bohaterowie YA myślą o chwili obecnej, natomiast w NA skupiają się na skutkach, konsekwencjach i nierzadko przyszłościowo podchodzą do różnych tematów. 
5. W NA bohaterowie mierzą się z problemami dorosłej codzienności: płacą rachunki, zajmują się dziećmi, są traktowani jak dorośli, choć nie do końca jeszcze odnajdują się w tej roli itd. itp. 
6. W YA sceny seksu i intymność są traktowane w bardziej emocjonalny sposób, natomiast w NA bywa, że poza emocjami kładziony jest spory nacisk na fizyczność. 

Proste i zrozumiałe? 
Gdzie tkwi haczyk? 

GDZIE TE KSIĄŻKI?
Haczyk tkwi w księgarniach. O ile na rynku mnoży się ilość wydawców deklarujących wydawanie literatury młodzieżowej, o tyle nieliczni głośno deklarują wydawanie książek YA lub NA. Na Zachodzie jest to mocno eksponowane, w Polsce jeszcze nie. 

Nie znaczy to, że nie mamy cudownych wydawców, którzy raczą nas cudownymi książkami dopasowanymi do naszego wieku. Pojawia się mnóstwo książek YA i NA – chwała Bogu! 

Wracając do problemu księgarń. Często je nawiedzam. Czasami coś kupuję, czasami zwiedzam. W minionym tygodniu przeznaczenie zaprowadziło mnie do bydgoskiego salonu empiku, gdzie w oczy uderzyła mnie… niekonsekwencja. Niektóre tytuły YA tkwiły wepchnięte na półki z literaturą dziecięcą i młodzieżową, inne trafiły do działu z fantastyką, ale kolejne kurzyły się porozrzucane pośród książek obyczajowych czy horrorów. Brakuje wyobraźni i regałów. Czasy, w których produkcja książek YA i NA jest masowa, nie powinny cechować się ignorancją i ślepotą – te książki muszą mieć swoje miejsce. Swoje regały. Z podziałem na gatunki. Fantastyka i Fantastyka YA to nie to samo. Ten sam problem występuje w bibliotekach, choć i tak jest już o niebo lepiej niż przed kilkoma laty – obecnie trafia do nich coraz więcej nowości, choć pojęcie na temat tego, co młodzież lubi i co jest na topie, nadal jest nikłe. 

Generalnie klapa. Książka młodzieżowa nie ma łatwego życia. 
A nie ma go, bo: 
a) książki młodzieżowe są postrzegane jako bezwartościowe i pozostają nieobecne w poważnych rankingach; 
b) literatura młodzieżowa, YA i NA są wrzucane do jednego worka i upychane wśród dziecięcej lub – nie daj Boże! – dorosłej; 
c) Harry Potter to nie Staś Tarkowski, a Katniss Everdeen to nie Kordian; 
d) starsi i bardziej dojrzali lepiej wiedzą, co warto czytać; 
e) deprawują: oswajają z seksem, przekleństwami, używkami itd. itp. 

Słowem: Sodoma i Gomora, o! 
Na stos z nimi!
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

27 komentarze:

  1. Ja na szczęście mam już za sobą szkolne lektury. W I klasie liceum starałam się je czytać, w III ograniczyłam się tylko do streszczeń. Za to czytałam mnóstwo książek z literatury młodzieżowej. I na maturze podałam jako przykłady nie te nudziarstwa z innych epok, tylko współczesne książki, a przede wszystkim Harry'ego Pottera. Wynik miałam wysoki. Ale to u mnie tak było. Mój kuzyn na przykład, tak się zraził do lektur, że wcale nie czyta i ma problemy z poprawnym pisaniem po polsku. I to prawda, że w bibliotekach brakuje normalnych książek, które można by czytać dla przyjemności, nie z obowiązku.
    Świetny wpis, tylko najgorsza jest świadomość, że i tak nic się nie zmieni w tej kwestii. Tak jak my się męczyliśmy, tak będą się męczyć przyszłe pokolenia.
    Pozdrawia stała, cicha czytelniczka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Bogu, że jeszcze można na maturze czy na studiach opierać się na książkach, które się lubi :)

      Biblioteki ostatnio bardzo się zmieniają i widać, że są podejmowane w nich działania mające na celu odczarowanie mitu o nudnym miejscu ze starymi książkami. Problem leży w odgórnych naciskach i nakazach, niemniej dziś jest już dużo lepiej niż wczoraj.

      Pozdrawiamy! :)

      Usuń
  2. Katniss Everdeen to nie Kordian! Świetne :)
    Większość moich znajomych nie czyta, gdyż uważa, że książki są nudne. I przyczyniła się do tego oczywiście SZKOŁA. Kazała im czytać Krzyżaków, Lalkę i inne książki, które są przerobione do ostatniej strony, ostatniego słowa itd.
    Mam nadzieję, że w przyszłości lektury zmienią się ze starszych na nowsze. Bo po co krążyć non stop przy dawnych autorach, gdy współcześnie mamy ich bardzo dużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Właśnie - kwestia przerabiania książki, interpretacji wierszy itd. Dla mnie to skrajna paranoja. Spójrzmy na Mickiewicza, który otwarcie przyznał, że trzecią część "Dziadów" stworzył pod wpływem absyntu (jeśli mnie pamięć nie myli). Dziś jego utwory interpretuje się tak wnikliwie, że - nie wątpię w to - już dawno przekroczyliśmy granice tego, co autor miał na myśli. Moim zdaniem: książka ma tyle do powiedzenia, ile w stanie każdy z nas - bez żadnych analiz, interpretacji itd. itp. - jest w stanie z niej wynieść. Każdy powinien mieć prawo do własnej intepretacji, do wyciągania własnych wniosków. W szkole tego nie ma. Zmusza się ludzi do myślenia pod wzorzec, pod klucz, pod innych.

      Też bardzo liczę na zmianę :)
      Pozdrawiamy!

      Usuń
    2. podpisuję się rękami i nogami pod ostatnim zdaniem!
      nigdy nie zapomnę, jak omawialiśmy na lekcji jakiś wiersz (niestety nie pamiętam tytułu :<) no i w pewnym momencie pojawiło się słynne pytanie: co autor miał na myśli?
      poczułam się jak Hermiona, moja ręka wystrzeliła w górę, bo wiersz był akurat ciekawy i chciałam wyrazić swoją opinię. jakież było moje zdziwienie, gdy nauczycielka powiedziała, że to zupełnie nie o to chodzi... :)

      Usuń
    3. Uczę się teraz w III gimnazjum i nie mogę się zgodzić ;) nie wiem jak jest w innych szkołach, ale my mamy pod tym względem świetną polonistkę, która nie tylko wysłuchuje odmiennych teorii, ale i często rozwija je, prosi o podanie argumentów (bądź sama to robi), dyskutuje z nami, a ostateczną decyzję czy nadal tak sądzimy, pozostawia nam :) choć nie powiem, kiedy czasem mamy zastępstwo z nauczycielką od podstawówki, to nerwicy idzie dostać!

      Usuń
  3. Spodziewałam się więcej po tym artykule. Trochę za bardzo populistycznie i za dużo uproszczeń. Poczynając od tego:
    "d) starsi i bardziej dojrzali lepiej wiedzą, co warto czytać; "

    A ile Ty masz lat i jakim prawem mówisz ludziom w wieku lat nastu, co mają czytać i co jest dla nich lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpunkty służyły zebraniu tego, co zostało powiedziane wcześniej w tekście, także nie rozumiem zarzutu o uproszczenia.

      Co do drugiego zarzutu: czy ja komukolwiek mówię, co ma czytać? Twierdzę jedynie, że każdy powinien mieć wybór i sięgać po książki z własnej woli. Lepsze jest to, co się czyta z przyjemnością - wtedy więcej można wynieść z lektury dla siebie.

      Co do mojego wieku - jest on wystarczający, bym mógł podejść na chłodno do tematu. A skoro pytanie o wiek i prawo padło, to ja pytam: a jakim prawem ktokolwiek poza ew. rodzicami narzuca innym, co mają czytać?

      Usuń
  4. Ciekawy post :D
    Na pewno mogę zgodzić się z tymi "poważanymi/oficjalnymi" rankingami najlepszych książek. Większość tytułów ani mnie nie ciągnie, ani tym bardziej mi nic nie mówi. Tak samo jest z "najważniejszymi" zapowiedziami na ten rok. Chyba ma swoją rolę w tym gloryfikowanie literatury niszowej, a nie masowej. "Masowa" nie może być przecież dobra. :P
    Jednak co do lektur, to nie mogę się zgodzić. Bardzo lubiłam szkolne lektury, nie wszystkie, bo nie wszystkie, ale z przyjemnością je pochłaniałam i chodziłam po więcej. Ale ja jako dzieciak czytałam książki klasyczne, a teraz YA, więc może nie jestem w tym autorytetem. xD W każdym polskie lektury są cudowne w porównaniu do niemieckich. Amen. Chociaż może przydałoby się pójście z duchem czasu... Ale nie od razu wprowadzać anarchii. W końcu jak widzę to studenci nigdy nie robią prac licencjackich o klasykach, a o literaturze nowej.
    Po drugie, co do listy różnic, to bohaterowie YA wcale nie są zależni od kogoś, nawet nie jest tak często. Tu na pewno bym się nie zgodziła. :D
    I tak sobie doszłam do wniosku, że NA to po prostu obyczajówka dla starszej młodzieży. Ja pozostanę mimo przekroczenia 20 przy swoim YA. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co popularne zawsze jest gorsze - nie tylko w świecie literatury. Potężnie potwierdza to idea Oscarów - wygrywają nie filmy, które są najlepiej oceniane przez widzów czy które najlepiej się sprzedały, tylko filmy, które - w większości - podziwiane są przez niewielu.

      Lektury: dowolność jest kluczem. Jednym przymus pozwoli poznać fantastyczną książkę, innych zniechęci do czytania. Jak to mówią: "jeśli chcesz, by ludzie znienawidzili jakąś książkę, uczyń ją lekturą szkolną". To, czy książka jest ciekawa czy nie, nie ma tu znaczenia. I tak uprzedzenia ją zabiją.

      Co do anarchii - jeśli miałaby ona skutkować tym, że 90% Polaków zacznie czytać, to jestem za :)

      Tak jak pisałem - niektórzy twierdzą, że YA i NA to jedno, inni wymieniają różnice. Według mnie granica pomiędzy tymi dwoma jest umowna - zależnie od interpretacji. Współczesny misz-masz sprawia, że niewiele książek wpisuje się w daną kategorię, bo jest w nich tak naprawdę wszystko :)

      Pozdrawiamy :)

      Usuń
  5. Ciekawy post, nie powiem ;)
    Jednak co do lektur się nie zgadzam - mam 15 lat i tegoroczny program jak na razie bardzo przypadł mi do gustu. Wiadomo,zawsze zdarzają się wyjątki, ale myślę, że chodzi jednak o otoczkę jaką stawia się lekturom szkolnym - że są po prostu nudne.

    Ten podział NA i YA też jakoś chyba w moim przypadku nie działa, bo już jakiś rok temu sięgnęłam po pierwszą książkę,którą można by spokojnie zaliczyć do NA, a mimo to równocześnie chętnie sięgam w bibliotece do półki z poziomem III,który to,jak opisują, przeznaczony jest dla dzieci do ok. 11 lat. Z drugiej strony moja mama połyka m.in. książki YA. Myślę, że haczyk tkwi po prostu w dojrzałości psychicznej,a także pojęciu tego,co nas jeszcze interesuje (if you know what i mean)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otoczka jest najważniejsza. Obowiązek prowadzi do buntu. Tak się rodzą uprzedzenia. Sam polubiłem większość lektur szkolnych, ale były i takie, które miałem ochotę spalić. Uważam, że inne podejście odgórne do czytania lektur szkolnych mogłoby przynieść więcej dobrego niż zmuszanie do tego.

      Podział na YA i NA jest bardzo ruchomy. Dlatego niektórzy twierdzą, że go w ogóle nie ma i myślę, że to kwestia interpretacji - każdy sam uzna czy ta granica jest, czy jej nie ma. Współczesne książki są tak wielkim misz-maszem, że trudno ja podłożyć do jakiegokolwiek wzorca czy schematu :)

      A dojrzałość do czytania tej czy innej książki - to kwintesencja tego wpisu. Danie człowiekowi wyboru, wolności decyzji co woli czytać i zaprzestanie kpienia z dorosłych, którzy czytają książki młodzieżowe czy wręcz dziecięce.

      Pozdrawiamy! :)

      Usuń
  6. "Harry Potter to nie Staś Tarkowski, a Katniss Everdeen to nie Kordian"

    Widzę, że wielu osobom spodobało się to chwytliwe hasło. Ale wiesz co? Jeśli tak rzeczywiście jest, dlaczego zdecydowana większość młodzieży w ostatnich wyborach (czy wcześniej w szkolnych prawyborach) opowiedziało się za opcją chrześcijańsko-narodową? Przecież to znaczy, że młodzi chcą właśnie Stasia, nie Harry'ego, Kordiana, nie Katniss. Mało tego, chcą, żeby było jeszcze więcej „Krzyżaków” i Mickiewicza.
    Piszesz „Miłość do książek wynosi się z domu.”. Owszem. Ci, którzy czytali w dzieciństwie i którym czytano, czytają i w wieku dorosłym i żaden „Kordian” im w tym nie przeszkodził i nie przeszkodzi. Czytelnictwo wśród tej grupy dorosłych jest bardzo wysokie. Nic, żadna szkoła nie nadrobi tego, co zaniedbali rodzice, choć fakt, charyzmatyczny nauczyciel czy bibliotekarz może zdziałać cuda. Niestety, zmienia się mentalność społeczeństwa. W większości domów się nie czyta, nie dlatego, że nie stać (biblioteki są wciąż darmowe), ale że nie ma takiej potrzeby. Czytanie poszerza horyzonty. Wymaga myślenia i myślenie rozwija. Otwiera umysł na inne światy, innych ludzi. Łatwiej się żyje nie myśląc. Lepiej się rządzi tymi, którym da się wcisnąć proste, gotowe prawdy, jedynie słuszne lektury. „Prawda to cudowna i straszliwa rzecz, więc trzeba się z nią obchodzić ostrożnie” – pamiętacie to jeszcze, wychowani ponoć na Harrym Potterze? Może zamiast sięgać po kolejną antyutopię z dzielnymi nastolatkami ratującymi świat sięgnąć po nieco inną antyutopię, „1984” i zobaczyć, czy nie bliżej nam do tego świata niż fikcyjnego labiryntu i czy zawsze wszystko będzie dobrze? Młodzi zachwycają się „Igrzyskami śmierci”, ale nie zauważyli, że wcale nie siedzą już na widowni, ale że dali się zamknąć w dystrykcie którymś tam i wręcz na ochotnika wyrywają się, żeby wziąć udział w igrzyskach, a starzy dziadkowie w typie Snowa, tylko mniej przystojni niż Donald Sutherland, przyglądają im się z uśmiechem. „Pamiętaj, kto jest prawdziwym wrogiem”.
    To pokolenie ma cholerne szczęście być pierwszym (oby nie jedynym) w historii Polski pokoleniem, które miało (ma jeszcze) wolność, może swobodnie przemieszczać się, komunikować ze światem, wyjechać, uczyć się innych języków niż jeden nakazany, nie są dla niego niedostępne zagraniczne uniwersytety, może czytać książki, czytać je również w oryginale i ściągać na czytnik zaraz po premierze przez Internet, którego nikt im nie kontroluje. To nie było dane od zawsze. Jak długo będziecie to mieli? Zależy od was i waszych wyborów. Wszystko ma swoje konsekwencje. Na razie, widząc, czym zajmuje się minister kultury i minister oświaty, nie widzę szansy na poprawę czytelnictwa w Polsce. YA w szczególności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa. Sęk w tym, że "nawet" Sienkiewicza można przedstawić w taki sposób, by młodzi (i nie tylko) chcieli go czytać. Dziś mamy bardzo wyraźny podział na "wartościową" i "bezwartościową" literaturę. Do czytania "wartościowej" zmusza się w szkołach.
      Wiadomo - książka albo komuś podpasuje, albo nie. Gorzej, jeśli sam fakt, że jest obowiązkowa, sprawi, że ktoś się do niej uprzedzi.

      Znam wielu ludzi, którzy czytali, a potem - idąc do szkoły - przestali. Bo to, co było przyjemnością stało się obowiązkiem. Jedni walczą na swój sposób i nie przestają czytać, inni poddają się. Ludzie są różni.

      Odnośnie bibliotek - ludzie widzą w nich zakurzone miejca zatrzymane w czasie - za mało mówi się o tym jak bardzo biblioteki się rozwinęły, jak wiele się w nich zmieniło, jak bardzo realny mamy wpływ na to, co w nich znajdziemy. Poza tym - odgórne rozporządzenia też nie pomagają - prosty przykład: w ubiegłym tygodniu dowiedziałem się jakie projekty są realizowane w gminnej bibliotece: książka patriotyczna.

      Czasy potwornie się zmieniają - dzisiaj w modzie jest dystopia, jutro będą loty w kosmos. Każde pokolenie miało i ma swoje lektury. Rzeczą nie jest, by jak Mickiewicz negować stare i wychwalać nowe, lecz żeby nie negować ani jednego, ani drugiego. Wybór jest tutaj najbardziej istotny.

      Usuń
  7. Pozwolę sobie zacytować klasyka:
    "W głupich czasach żyjemy, w głupich."
    Horacy Slughorn

    Bardzo dobrze, że poruszyłeś ten temat. Księgarnie rzeczywiście trochę psują swój wizerunek jeśli chodzi o klasyfikację książek na półkach. Wynika to głównie z działań marketingowych i często jest tak, że sami właściciele lub pracownicy (nie tylko sieciówek typu Empik), nie mają wpływu na ten stan rzeczy.
    Tylko od nas zależy jaki rodzaj literatury wybierzemy i którą będziemy czytać. Mam 35 lat. W moim domu książki były szanowane od zawsze a motto rodzinne "dzień bez książki, to dzień stracony" wpajam teraz swoim dzieciom. Od podstawówki aż do czasów studenckich przeszłam kanon lektur od tych obowiązkowych po uzupełniające. Miło wspominam Anię z Zielonego Wzgórza, Krzyżaków, Lalkę czy Zbrodnię i karę. Na tamte czasy to były fajne książki i mi osobiście sprawiało frajdę czytać każdą z nich ( no, może poza Mickiewiczem i poezją, bo to nigdy mi nie wchodziło). Nie bardzo mi pasuje współczesna literatura pełna wulgaryzmów ale takie mamy czasy i nie unikniemy tego. Osobiście, czytam bardzo dużo i zawsze wybieram to, co chcę przeczytać, po wcześniejszym przeanalizowaniu recenzji książki (m.in. na tym blogu), więc omijam wszystko to, co mi nie pasuje.
    Dodam jeszcze, że do sagi Harry'ego Pottera wracam raz w roku, tak dla kultywowania tradycji sprzed lat i przekonania, że to najlepsza książka na świecie! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyjemy we współczesności, która boleśnie przypomina dawne czasy: oświecenie i romantyzm. Starzy negują nowe, młodzi stare. Zawsze coś musi być lepsze lub gorsze. A ja uważam, że danie człowiekowi wyboru zamyka temat. Wszystko jest sobie równe. Za 100 lat nikt nie będzie mówił, że "Potter" jest gorszy od Sienkiewicza, bo wszystko to będzie "stare".

      Lektury: sam niektóre z nich lubię. Ale na blisko 30-osobową klasę humanistyczną lektury czytała garstka. Uważam, że lepszy skutek przyniosłoby zachęcanie do czytania, a nie zmuszanie. Ciekawe argumenty za i myślę, że wiele osób sięgnęłoby po lektury z czystej ciekawości i dla własnej przyjemności.

      Literatura zmienia się: mamy seks, wulgaryzmy i zrywanie z tabu. Przyznam, że też ciężko mi za tym nadążyć, a mam 27 lat. Jednak im więcej czytam YA, tym bardziej dochodzę do wniosku, że ta zmiana była konieczna. Ugrzecznianie już nie działa. Podobnie metafory. "Wchodzisz między wrony, musisz krakać jak i one" - żeby książka młodzieżowa się przyjęła, musi trafić do odbiorcy. Na szczęście często pod ostrzejszym językiem kryje się sporo mądrości, która nadal ma siłę pozytywnego oddziaływania na czytelnika.

      Pozdrawiamy! :)

      Usuń
  8. nawet nie wiecie, jak bardzo potrzebowałam tego tekstu! mam 19 lat (i pół) i szczerze przyznaję, że wstydzę się mówić, co lubię czytać; głównie fantasy. ileż już się nasłuchałam od mamy, że mogłabym wziąć się za porządniejszą lekturę, niż jakieś czarodziejki i magowie na kiju! :D a ja po prostu nie potrafię przejść w bibliotece od regału "młodzież" do regałów "literatura angielska", "historia starożytna", "polska - lata 70."... raz spróbowałam, ale wystraszyłam się tych wszystkich kryminałów i harlekinów... uciekłam szybciej niż Snape przed szamponem ;)
    i tak jak od kiedy tylko nauczyłam się czytać, dosłownie pożeram książki, tak nienawidzę lektur. ta nieustanna myśl w głowie, że zostały już trzy.. dwa.. tydzień do omawiania; że muszę czytać po 70 stron dziennie, bo inaczej się nie wyrobię. jeśli chodzi o potop i dziadów, to nawet streszczenia mnie odrzucały :D

    powtórzę się, ale super tekst. pewnie jeszcze kilka razy go przeczytam, bo każde zdanie wydaje się być ważniejsze od następnego:)
    trzymajcie się, jesteście super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy za tę opinię :)
      Niestety, takie są fakty - kiedy nie czytamy tego, czego oczekują inni, wymusza się w nas poczucie wstydu. To chore...

      Usuń
  9. Świetny artykuł i święte słowa!
    10 lat może miałąm jak zaczełam czytać "młodzieżową" literaturę, a z 12, jak prawdziwą młodzieżową.
    Końce niedługo 19 i co? Czytam prawie to samo! Tolkiena na zmianę z "Przygodami Alicji...", Zafóna na zmianę z Roth, a stokroć wolę "Kamienie na szaniec" niż wiersze Baczyńskiego.
    Strasznie, strasznie nie lubię głupiego gadania, że książki młodzieżowe są bezwartościowe. Bzdura! To nie podlega dyskusji. A lektury szkolnej, bogu dzięki, z dwa lata już nie miałam w ręce! I jestem usatysfakcjonowana z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy! :)
      Miejmy nadzieję, że przyszłe pokolenia nie będą miały tak ciężkiego życia, kiedy to my będziemy decydować ;)

      Usuń
  10. Lektur raczej nie warto wrzucać do jednego worka i mówić, że są takie niedobre i zniechęcają do czytania :) Zależy na co się trafi. Ja osobiście do dziś pamiętam jak męczyłam się na lekcjach gdy omawialiśmy Ferdydurke czy Nie-boską komedię, ale już na przykład uwielbiałam Cierpienia młodego Wertera i Lalkę. Przy tej ostatniej nikt nawet nie chciał mi wierzyć, że przeczytałam ją całą. Za to nie przyszło mi nawet do głowy by brać się za Potop, a moja przyjaciółka przeczytała ją jednym tchem i była nią zachwycona. Wszystko zależy od charakteru człowieka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda jest taka, że każda lektura znajdzie swoich sympatyków. Tu nie chodzi o wrzucanie do jednego worka, ale generalnie: jeśli jest się do czegoś zmuszanym, nie robi się tego z taką przyjemnością, z jaką robiłoby z własnej woli. Generalnie uważam, że sugestia powinna zastąpić nakaz :)

      Usuń
  11. Dziękuję! Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Bo właśnie to pragnęłam przeczytać! Mogę z pełną świadomością moich słów powiedzieć, że to najlepszy artykuł jaki dane mi było przeczytać odkąd odkryłam istnienie internetu! Czytając kolejne słowa miałam nieprawdopodobną ochotę przepisać niektóre stwierdzenia, oprawić je w ramkę i powiesić na ścianie. Nic mnie tak nie denerwuje jak stwierdzenia, że skoro jesteśmy w klasie maturalnej to należy skupić się na literaturze "wysokiej". I tak oto właśnie od 3 lat zadowalam się streszczeniami, a po nocach czytam książki które całym sercem kocham. Nie sądzę bym kiedykolwiek z nich "wyrosła"... Cóż... może naprawdę oprawię sobie ten artykuł w ramkę... albo jeszcze lepiej, po maturze, zaprezentuję go mojej polonistce, która przez całą lekcję starała się udowodnić mojej przyjaciółce, że wspomnienie o Harrym Potterze na maturze próbnej było zbrodnią. Jeszcze raz, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my bardzo dziękujemy za te miłe słowa (aż nam głupio!). Serdecznie pozdrawiamy!

      Usuń
  12. A w drugiej gimnazjum pani od polskiego poleca nam przeczytanie "Pana Tadeusza", bo to piękna książka jest...
    A pani w bibliotece to znawczyni jakich mało, bo kolega , który ma piętnaście lat, jest za młody, aby przeczytać "Igrzyska Śmierci"...
    Dorośli tacy mądrzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różni ludzie, różne opinie. Nawet trudno skomentować takie incydenty...

      Usuń
  13. Hmm... Bardzo ciekawy artykuł, chyba jeden z lepszych na temat lektur, jaki było mi dane czytać. :)
    Na wstępie muszę zaznaczyć, że jestem jeszcze uczennicą, więc nadal można uświadczyć mnie, narzekającą na lektury, które często do mnie nie przemawiają. O ile ubóstwiam "Kamienie na szaniec", "Małego księcia" i "Tego obcego", o tyle nie mogłam zdzierżyć "Zemsty", "Krzyżaków", i "Buszującego w zbożu", które porzucałam po kilkudziesięciu stronach na rzecz szczegółowego streszczenia. nie mówię, że jestem z tego dumna, ale wychodzę z założenia, że sięgnę po te dzieła wtedy, gdy do nich dojrzeję. To będzie moment, kiedy
    Moja polonistka zapytana przeze mnie, o sposób dobierania lektury, odpowiedziała: "po prostu niektóre książki są bardziej wartościowe od innych". To był moment, w którym zaczęłam czytać jedynie te książki, którymi byłam zainteresowana. Nie uważam, że moja nauczycielka miała rację. Według mnie kluczem do wszystkiego jest danie ludziom wyboru. Bo o ileż chętniej czytaliby młodzi ludzie, gdyby mieli podany temat książki, którą mają za zadanie przeczytać, a potem sami musieliby ją znaleźć?
    Co do YA i NA... Nie zważam na te podziały. Zdarza mi się zapamiętale czytać "Detektywa Pozytywkę", "Igrzyska Śmierci", "Bridę", a także "Pięknego gracza". Bywa też, że pochłaniają mnie sztuki W.Szekspira. Uważam, że dopóki rozumiem to, co czytam, to mogę grzecznie ignorować zdanie krytyków na temat lubianych przeze mnie książek. :)
    Pozdrawiam,
    Małgosia

    OdpowiedzUsuń