Magia tomów pośrednich, czyli o tym jak trylogia staje się pięcioksięgiem

PYTANIE: Z ilu tomów może składać się trylogia?
ODPOWIEDŹ: Z nieskończenie wielu. 


By odpowiedź dookreślić, posłużę się Johnem Greenem cytując fragment jego najpopularniejszej powieści, Gwiazd naszych wina: 

Istnieje nieskończony szereg liczb między zero i jeden. Jest jedna dziesiąta, dwanaście setnych, sto dwanaście tysięcznych i nieskończony zbiór różnych innych. Oczywiście, między zero i dwa czy między zero i milion znajduje się większy nieskończony szereg liczb. Ponieważ niektóre nieskończoności są większe od innych.

W ostatnich latach coraz popularniejsze w sferze książek serie ewoluowały. Przechodziliśmy szał na wielotomowe serie, później prym wiodły (i wciąż starają się utrzymać na szczycie) trylogie, a teraz – z wolna – na powierzchnię zaczynają wypływać dylogie  – być może 2017 rok będzie pierwszym znaczącym w karierze dwutomowych serii (wtedy ma się pojawić m.in. pierwszy tom dwuczęściowej serii Veroniki Roth, autorki Niezgodnej). Jakby nie patrzeć: serie górą. 

O ile w sienkiewiczowskich czasach nietrudno było określić liczbę ksiąg wchodzących w skład trylogii czy tetralogii czy innych logii, obecnie sprawa się nieco bardziej skomplikowała. 

Trochę łopatologii: Harry Potter to septologia, bo składa się z siedmiu ksiąg; Igrzyska Śmierci to trylogia, bo składa się z trzech ksiąg; Zmierzch  to tetralogia, bo z czterech… i tak dalej, i tak dalej. Proste? Proste! 

W tym momencie przechodzimy do szanownego Johna Greena i jego słów na temat nieskończoności. John, słusznie zresztą, zauważa, że nawet między zerem, a jedynką mieści się nieskończona ilość innych liczb. I ma to diabelnie silny związek z nową modą rozpleniającą się wśród serii (zwłaszcza młodzieżowych) niczym zaraza. 

Rozkaz zagłady jako czwarta książka stanowi część trylogii Więźnia labiryntu Jamesa Dashnera. Bynajmniej, nie jest to czwarty tom tej serii, lecz tom numer pół. Tak, u diaska, pół. Nawet na grzbiecie jak byk widnieje napis: Tom 0,5. Niby absurdalne, ale co w takim razie powiecie na to, że w tym roku na rynku pojawi się kolejna odsłona rzeczonej trylogii zatytułowana The Fever Code, a na jej okładce znajdzie się zapis: Tom 0,6? Oto nowy kierunek książkowych serii. Rozrastanie się w ułamki, dodatki i inne pierdółki mające na celu fabularne rozszerzenie serii. 
W ten oto sposób mamy do czynienia z pięciotomową trylogią. 

To nie koniec hecy. Bo im dalej w las, tym więcej drzew. Okazuje się, bowiem, że moda na rozszerzanie serii jest już czymś powszechnym i naturalnym. Jest noc, Czytacz chce czytać, więc skupię się na wybranych, bardziej popularnych cyklach młodzieżowych, które rozwijają się w zaskakujący sposób. I wierzcie – nie tylko w książkowym kierunku. 

Zakładając, że jestem (choć ja wcale nie muszę tego zakładać, bo jestem) miłośnikiem książki papierowej (bo lubię jej zapach, szelest i dotyk papieru, ciężar i mieć zawaloną półkę z książkami itd.), moja przygoda z Mrocznymi umysłami Alexandry Bracken nigdy nie będzie kompletna. Dlaczegóż to, zapytacie: bo W sidłach losu, historia związana z trylogią, została opublikowana tylko i wyłącznie w formie e-booka. Ale to nie wszystko.

Kolejny fragment mrocznoumysłowej twórczości pani/panny (te współczesne pisarki są tak młode, że trudno oszacować, czy mają już męża czy też kontakty damsko-męskie to nadal ścisły temat tabu w ich młodym, niewinnym życiu) Bracken to unikat, który otrzymają (w formie elektronicznej, a jakżeby inaczej) fani zamawiający w przedsprzedaży jej najnowszą książkę: Passenger. Dodatkowy prztyczek w nos dla tych, którzy nie czytają po angielsku. I wreszcie - zbiór opowiadań zatytułowany Through the Dark, na który składają się trzy historie ponumerowane kolejno jako tom 1.5, 2.5 i 3.5. 

Dużo skromniejsza w rozszerzaniu swojej serii okazała się być wspominana już w kontekście dylogii, Veronica Roth. Jej Niezgodna została rozszerzona zaledwie o jeden zbiorek opowiadań zatytułowany Cztery. Plus, że wydany również w formie papierowej. Chwała Veronice! 

Żeby było na czasie: Czerwona Królowa Victorii Aveyard. Ta cudowna książka, której sequel pojawi się w księgarniach w przyszłym miesiącu, na początku stycznia doczekała się wydania zbioru dwóch nowelek związanych z trylogią – Cruel Crown. Gdyby tego było mało, specjalna edycja kontynuacji Czerwonej Królowej – Szklany Miecz, pojawi się przynajmniej w dwóch wersjach. Standardowej i specjalnej, którą kupić można tylko w księgarni internetowej Barnes & Noble. Owa specjalna wersja, poza tym, że podpisana przez autorkę, zawiera dodatki (w tym alternatywne zakończenie pierwszego tomu) niedostępne nigdzie indziej. 

Skoro była seria na czasie, cofniemy się do minionych dni. Kto kojarzy Zmierzch ręka w górę! Stephenie Meyer również nie potrafiła rozstać się z ukochaną tetralogią. Wydała nie tylko krótkie opowiadanie Drugie życie Bree Tanner, ale i pracowała nad powieścią The Midnight Sun, która była Zmierzchem opowiedzianym z perspektywy Edwarda (pisarka porzuciła ten projekt, gdy część książki wyciekła do sieci – za to zainspirowała się nim E.L.James tworząc Greya, czyli Pięćdziesiąt twarzy Greya z perspektywy Christiana). Ostatecznie pani od Zmierzchu powróciła z okazji dziesięciolecia serii z nowym tworem zmierzchopochodnym zatytułowanym Życie i śmierć, w którym pozamieniała role i płci postaci (dużo tłumaczenia, wiem, że to brzmi absurdalnie - więcej dowiecie się spod tego LINKU).

I wreszcie, klejnot koronny rozszerzeń serii. Harry Potter. Siedmioksiąg, który został rozszerzony o trzy fikcyjne książki (dwa podręczniki: Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć i Quidditcha przez wieki oraz zbiorek Baśni barda Beedle’a), spisany na pocztówce prequel, film Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, serwis internetowy Pottermore, dwie gry konsolowe: Księga Czarów oraz Księga Eliksirów i wreszcie sztukę teatralną (kontynuację HP7): Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Że o masie innych dodatków i tworów charytatywnych nie wspomnę. 

Oto, czym stały się serie dla naszych czasów. Never ending stories lub, złośliwie mówiąc, świadectwa braku dyscypliny autorów czy żądza pieniądza. Dodatki: niektóre wydawane w innych formatach lub w zupełnie innym charakterze, niektóre limitowane, niektóre zupełnie niedostępne… Książki coraz bardziej przypominają wydania filmów na DVD czy Blu-ray: żeby mieć wszystkie dodatki, musisz kupić dziesięć kopii tego samego filmu. A i czasami nawet to nie wystarczy. 

Czy naprawdę tak trudno jest powiedzieć do widzenia i zająć się pracą nad czymś zupełnie nowym? 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

5 komentarze:

  1. Dziwię się że nie przytoczyłeś Tolkiena, przecież to on stworzył cały świat i coraz bardziej go rozszeżał i rozszeżał kolejnymi dziełami... moim zdaniem tak samo jest z Potterem i o ile sztuka teatralna to jakiś syf niegodny uwagi, to dodatkowe książki gdyby jakieś DOBRE powstały w świecie magii to byłabym zachwycona. Film... jestem rozbita i nie wiem coo o nim mysleć. Wydaje m się jednak że te twory jak Pottermore i te denne komputerowe ksązki to skok na kasę nic poza tym. Rowling dała sobie wejść na głowę i się wydoić... zrobiła z siebie dojną krowę ot cały problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, to Władca pierścieni jest kontynuacją Hobbita, tak jakby ktoś nie doceniał mocy kontynuacji:)

      Usuń
  2. W sumie nigdy się nad tym nie zastanawiałam... jakież to dziwne! :D "-Który tom teraz czytasz? - 2.3, a Ty?" Taka rozmowa może być (a może już jest!) realna i zaczyna mnie to bawić w absurdalny sposób :D Ja rozumiem, marketing, albo rozwinięcie wątku innego bohatera z serii, ale takie numerowanie jest komiczne. Przynajmniej dla mnie :D

    Pozdrawiam serdecznie,
    Mona Te [Blog]

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie widzę niczego złego w tym, że interesujący temat ciągnie się do wyssania szpiku. Jest coś w mentalności współczesnych czytaczo-oglądaczy, że wolą seriale niż pojedyncze filmy, sagi niż zwarte powieści. Opowiadania już chyba zupełnie upadły (prawie). Może tez dlatego, że w dobie komputerów coraz więcej "autorów" wypluwa z siebie długie teksty z zatrważająca łatwościa? Nikt już chyba nie tnie swoich ksiąek i pomysłów, nie dba o to, żeby całość trzymała się kupy, tylko pisze i pisze... Najwyżej się zrobi tom trzeci, piąty, dziesiąty. Wydawcom tez chyba w to graj. Sykces pierwszej części jest gwarantem kupienia dalszych części, co nie jest takie pewne choćby przy drugej książce tego samego autora, ale traktującej o czym innym. Wszedzie lanie wody i brak szacunku dla słowa. Tylko drzewa padaja kolejne pod ciężarem kolejnych postapo i kryminałów.

    OdpowiedzUsuń
  4. do tego postu można by także dodać twórczość Kiery Cass która po skończeniu serii Rywalki zaczęła pisać kolejne tomy tym razem z perspektywy córki bohaterki z pierwszych książek, a dodatkowo napisała dwie nowelki. Żeby jeszcze opisała w nich coś nowego.... a tak ma się wrażenie, że czytamy dokładnie to samo tylko w innej okładce. Nie przepadam za tym. Uważam, że po napisaniu tych przykładowych trzech tomów powinien nastąpić definitywny koniec - tak jak u S. Collins. Nie ma nic typu - igrzyska z perspektywy kogoś tam, czy 15 lat po igrzyskach. I bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń