"Cztery" - Veronica Roth

A imię jego brzmiało Cztery. 
Dla przyjaciół Tobias. 

Mając tak epickie pierwsze zdanie nic mnie nie powstrzyma przed popełnieniem – w końcu, nareszcie po miesięcznym opóźnieniu – recenzji dodatku do trylogii Niezgodna Veroniki Roth zatytułowane tytułem tak epickim, że epickością ociekającym – Cztery. 

Zaczynając od miejsca, od którego winno się zaczynać – czyli od początku: oszukałem się!
Tak, tak – ja sam swoją osobistą osobę oszukałem wmawiając sobie samemu, że Cztery to nie w kij dmuchał powieść jest. Choćby prequelik. Tudzież spin-offik. Ale powieść, wszakże! Składająca się z blisko 300 stron i posiadająca początek, rozwinięcie i koniec. Lub coś w ten deseń. Albo podobny. 

Jak doszło do tego, że samego siebie oszukałem? Wielokrotnie czytałem o Cztery konsekwentnie pomijając jakiekolwiek opisy mogące zdradzić mi treść owej książki. I mimo, że w nich czarno na białym widniało, że to zbiór opowiadań jest, ja uparcie wmawiałem sobie, że to – wzmiankowana już wyżej – powieść. 

Oto przyczyna mojego opóźnienia i wyjątkowego guzdrania się z tą recenzją! Bo choć w opisach było – ja nie wiedziałem, bo nie czytałem ich. Ot, zrządzenie losu! 

Trochę matematyki objaśniającej. Cztery to zbiór czterech opowiadań o gościu, którego znacie (lub nie) o ksywce Cztery. Gość ten, w filmowej wersji Niezgodnej hojnie obdarzony rysami Theo Jamesa, jest zdecydowanie najciekawszą postacią trylogii, dlatego fakt powstania dodatku traktującego o nim i z jego perspektywy wcale mnie nie dziwi, a nawet i cieszy. 

A oto, co wydawca ma do powiedzenia o swojej książce:

Zanim Tobias poznał Tris…

Altruizm (bezinteresowność), Nieustraszoność (odwaga), Erudycja (inteligencja), Prawość (uczciwość), Serdeczność (życzliwość) to pięć frakcji, na które podzielone było społeczeństwo zbudowane na ruinach Chicago. Każdy szesnastolatek przechodził test predyspozycji, a potem musiał wybrać frakcję. Ten, kto nie pasował do żadnej, zostawał uznany za bezfrakcyjnego i wykluczony. Ten, kto łączył cechy charakteru kilku frakcji – jak Tris i Tobias – był Niezgodny i musiał być wyeliminowany...

Szesnastoletni Tobias, syn przywódcy Altruizmu, dokonał swojego wyboru. Stał się Nieustraszonym o imieniu Cztery, by zacząć wszystko od nowa. I nie pozwolić, by strach zmieniał go w tchórza.

Teraz musi dowieść, że zasłużył na swe miejsce wśród Nieustraszonych. Jego decyzje zaważą na losach innych nowicjuszy. A odsłonięte tajemnice zagrożą przyszłości – jego i całego społeczeństwa frakcyjnego.

Dwa lata później Cztery staje przed następnym trudnym wyborem. Wtedy spotyka Tris, która właśnie porzuciła Altruizm. Z nią droga do naprawienia ich świata może być łatwiejsza. Ale czy z nią Cztery może stać się znów Tobiasem?

Pod choinkę książkę otrzymawszy, nie czekałem do końca Świąt, by ją pochłonąć. Pożarłem ją w okamgnieniu, choć fakt przepaści panujących pomiędzy poszczególnymi opowiadaniami składającymi się na całość, nieznacznie mnie rozpraszał. Bardziej to dla mnie było coś w stylu Divergentmore* aniżeli tworu książkowego, niemniej narzekać nie zamierzam, bo historie Tobiasa w ciekawy sposób poszerzyły moją wiedzę na temat świata Niezgodnej. Może nie w jakiś spektakularny sposób – wszakże do wielkich objawień nie doszło, niemniej drobnostki, które były mi solą w oku przy czytaniu trylogii, nagle znalazły logiczne wyjaśnienie i solą w oku być przestały.

Stylistycznie Roth rozwija się z książki na książkę. Nie mogę się doczekać jej nowej powieści (premiera pierwszego tomu dylogii w 2017), bo jeśli dziewczyna dalej będzie się rozwijała w takim tempie, czeka nas naprawdę kawał dobrego i treściwego książkowego mięcha.

Może i trochę zabrakło mi w Cztery opowiadania, którego akcja toczyłaby się po wydarzeniach opisanych w Wiernej – wówczas można byłoby liczyć na jakieś emocjonująco zaskakujące zaskoczenie, którego nikt się nie spodziewa (a przynajmniej większość lub chociaż mniejszość), niemniej Cztery jest całkiem, całkiem. Choć nadal nie rozpatruję tego zbioru jako książki. Bo wiecie – te przepaści między opowiadaniami… Jakby nie można ich było uzupełnić o te 300 stron… ;-)

Presja ciąży nade mną olbrzymia, by wykrzyczeć w euforii: TAK! Tak! Ta książka zmieniła moje życie. No, ale nie zmieniła. To i owo uzupełniła, tam i ówdzie coś ciekawego dodała dopełniając znaną mi już z trylogii historię. Niemniej fajnie było wrócić do tego świata i załatać w nim pewne dziury. Z pewnością, jeśli kiedykolwiek ponownie będę czytał Niezgodną, Cztery pozwoli mi ją bardziej zrozumieć i bardziej polubić (pamiętacie pewnie, że pierwszy tom mnie na kolana nie powalił i zachwytu w mym sercu nie rozniecił).

Koniec końców – fajny dodatek. Fikuśny taki i dopełniający to czy tamto. Jako samodzielna książka nie funkcjonuje, ale myślę, że fani Niezgodnej i tak go pokochają/pokochali.



*Divergentmore - taka moja wariacja na temat Niezgodnej w formie Pottermore ;-)
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Zdecydowanie muszę sięgnąć po tą książkę! Piękne wydanie trylogii z autografem autorki już zajmuje honorowe miejsce na mojej półce i z przyjemnością znów wejdę w świat Niezgodnej, chociażby w nieco innym wydaniu ;)

    OdpowiedzUsuń