Veronica Roth, autorka "Niezgodnej" w Polsce!

Niezgodność (tudzież brak zgodności) Czytacza polega na tym, że nie zgadza się z nikim i niczym poza samym sobą (choć znane są przypadki wewnętrznych batalii, które pozostają nierozstrzygnięte), co oznacza, że kiedy dowiaduje się o wizycie lubianej pisarki, rzuca wszystko i zabiera się za planowanie wyjazdu. Tej bestii nie przegadasz. I kropka. A nosiciel drania (czyt. ja) mocno pojmuje syndrom dr Jekylla i Mr Hyde’a. 

Zapowiedź wizyty Veroniki Roth w Polsce zelektryzowała mnie, poderwała z krzesła i rzuciła w wir planowania i przygotowań do wyjazdu. Czytacz powciskał wszystkie przyciski w moim ciele wywołując w nim chaos i wzbudzając diabelną, nieustraszoną chęć spotkania pisarki. 

Przede wszystkim, co warto dodać – a nawet trzeba, ponieważ nie dodanie tego byłoby bardzo niewłaściwym uproszczeniem – wizyta w Polsce pisarki tej rangi (a mówiąc o randze mam na myśli światową popularność i miliony sprzedanych książek) to nie w kij dmuchał, wielkie wyróżnienie dla naszego kraju! Logiczne, że nie mogła się ona odbyć bez pewnych obostrzeń. Brak możliwości robienia pozowanych zdjęć z autorką, autograf tylko dla 250 wytypowanych w konkursie osób – pewnikiem było, że spotkanie będzie się cieszyło olbrzymią popularnością, wobec czego jego organizatorzy, wydawnictwo Amber i empik – mając również na względzie uwagi samej Roth – musieli podjąć takie, a nie inne decyzje organizacyjne. 

Wspominałem, że nienawidzę podróży do stolicy? Nie mam stamtąd zbyt miłych wspomnień, niemniej Czytacz nie pozostawił mi wyboru. Nie będę mówił, czym mi zagroził, bo nie wypada, niemniej była to groźba niezwykle okrutna. Dałbym mu za to w dziób, gdybym wiedział, gdzie toto ma dziób.

3 GODZINY PRZED
Pod empikiem zebrała się już mała grupka fanek oczekujących na otwarcie salonu i pragnących jak najszybciej wtargnąć na piętro, by odebrać zaproszenia uprawniające do zdobycia autografu. 

3,2,1 i… drzwi się otwierają, grupa wpada do środka i gna co sił w tempie przyspieszonego chodu w kierunku ruchomych schodów. 

Na piętrze już czekają organizatorzy z listą osób, które wygrały zaproszenie. Po lewej ustawiają się ci z nazwiskami zaczynającymi się od liter A – M, po prawej cała reszta. Chwila poszukiwań, podpisanie listy i zapisanie swojego imienia na kartce, którą należy podać Veronice (by nie literować jej trudnych polskich imion) i lecimy dalej! 

W głębi sali wznosi się scena. Stylowy stolik już czeka na przybycie autorki. Egzemplarze tetralogii w jednym tomie dumnie prężą się do fanów. Jakieś takie zadowolone te książki, szczęście aż bije im z okładek, a one same zdają się pokrzykiwać: Mamusia przyjeżdża! Mamunia, matuleńka! 

Wokoło ekrany dumnie zapowiadają, że tego konkretnego dnia – 12 grudnia – w samo południe na scenie pojawi się Veronica Roth. Miejsca pod barierkami rozstawionymi przed sceną powoli się zajmują. Czytacz podskakuje mi gdzieś w okolicach żołądka i z wywalonym jęzorem świętuje. Drań jeden. Wyrwał mnie z łóżka o 4 nad ranem i jeszcze ma czelność świętować! 

2,5 GODZINY PRZED
Ludu coraz więcej. Wszędzie słychać podniecone głosy i to szeptanie, szeptanie o Potterach… tfu! O frakcjach! Słychać szeptanie o frakcjach! Ale można się pomylić, zwłaszcza kiedy obok stoi dziewczyna zagłębiona w lekturze Więźnia Azkabanu.

Grupka dziewczyn w tematycznych koszulkach (w tym jedna ze spoilerem – niedobra, trafisz za to do piekła!) krążą wokół fanów i proszą o podpisanie polskiej wersji Niezgodnej, która ma być prezentem dla Veroniki. 

Inne rysują lub czytają. Wokoło błyskają ekrany smartfonów. 

Czuję się coraz dziwniej – nie tylko dlatego, że takie staruchy jak my (Natalia, Czytacz i mua) znalazły się w środku pokolenia Millenium… 

1,5 GODZINY PRZED
Rozsiadająca się grupa ludzi z wolna zaczyna się podnosić i przytulać do barierek. Jak jeden mąż lewa strona wstaje, a prawa jej wtóruje. Jak fala. 

Nie mam już wątpliwości. Poziom poczucia dziwności sięga apogeum. Patrzę na lewo – dziewczyny. Patrzę na prawo – dziewczyny. Patrzę za siebie – tak samo. Wyłowić w tym tłumie facetów, mężczyzn, chłopców, chłoptasiów to prawdziwa sztuka, bo jest ich (nas!) jak na lekarstwo. Widzę 3-4? 

Kobiece hormony buzują dookoła. No dobra – dziewczęce, bo tłum składa się w głównej mierze z młodszych lub starszych nastolatek. 

30 MINUT PRZED
Ostatnie porządki: przetarcie stołu i podestu sceny. Pierwsze fotosy coraz mocniej napierającego na barierki tłumu. Wielokrotnie powtarzane prośby o cofnięcie się i poprawianie barierek, które nie wytrzymują naporu. 

Organizatorzy wyglądają na lekko zestresowanych. Na scenie pojawia się Justyna Dżbik-Kluge, dziennikarka Polskiego Radia. Wywołując salwy śmiechu pobudza tłum do działania, zdradza również, że Veronica zgodziła się na zdjęcia z fanami, co wywołuje prawdziwy okrzyk radości. 

Ile emocji! Atmosfera robi się gorąca. Błyskają flesze, panuje gwar, chwilami słychać piski. Prawie jak na koncercie! 

ILEŚTAM MINUT PRZED
Jeszcze chwila, jeszcze moment… Veronica zaraz przyjdzie! 
Justyna Dżbik-Kluge ogłasza, że pisarka zgodziła się podpisać więcej książek – również osobom bez zaproszenia! 

Po tym ogłoszeniu ogłuchłem. Otępiały trafiłem do szpitala, gdzie obudziłem się po tygodniu nie wiedząc, co zaszło.

Żart. Choć krzyk skondensowanej grupy kilkuset nastoletnich dziewcząt naprawdę ma moc. Jak uderzenie obuchem. 

3, 2, 1 i… 
Veronica Roth pojawia się na schodach. Uśmiechnięta choć nieco onieśmielona wchodzi na scenę. Czytacz szaleje. Hormony (wokół) buzują (fanek, nie Czytacza). 

Rozmowa prowadzona przez dziennikarkę rozpoczyna się od pytania o polskie korzenie Roth. Ta przyznaje, że jej dziadkowie i matka pochodzą z Polski. Potwierdza również, że to jej pierwsza wizyta w naszym kraju. 

Ośmielona przez fanów i prowadzącą spotkanie wypowiada znane jej polskie słowa: Gdańsk i Łódź (do których zaraz dołącza również Kielce). Opowiada też o pierogach, które miała okazję jeść dzień wcześniej. 

Rozmowa przechodzi przez standardowe w takich przypadkach tematy: inspiracje, ulubionych bohaterów (najbardziej lubiła pisać o Calebie – dlatego, że nie jest on jednoznaczną postacią), osiągnięcie sukcesu, ulubiony tryb pisania czy rady dla początkujących pisarzy. Czytacz skamle w duchu na myśl o setkach milionów bardziej dogłębnych, trafnych pytań, których nikt nigdy nie zadał, ale godzi się z tym faktem – jak na niego – z olbrzymią pokorą. 

Roth przyznała, że nie wierzyła w sukces, a ponadto uważa, że pisanie książek z zamysłem osiągnięcia sukcesu nigdy się nie powiedzie. Pisanie nie polega na tym, żeby chcieć jak najszybciej dokończyć książkę. Trzeba kochać to robić, chcieć pisać i robić to dla przyjemności, nie sukcesu – powiedziała. Zdradziła także, że wielu pisarzy boryka się z problemem, żeby usiąść i po prostu pisać. Na ogół wykorzystują wymówki, żeby odwlec pracę w czasie, dlatego ona sama bardzo lubi tworzyć w podróżach lub w trakcie lotu samolotem – wtedy może się skupić całkowicie na pisaniu. Nic jej nie rozprasza. 

W temacie wydania książki uspokaja aspirujących pisarzy: Na początku dostaniecie odmowę. Zawsze tak jest. Ale nie można się tym przejmować. 

Veronica bardzo lubi książki młodzieżowe i naprawdę dużo czyta. Przyznała, że ważny jest dla niej Harry Potter i bardzo lubi tę serię, choć ceni sobie także m.in. Grę Endera. 

NIEKOŃCZĄCA SIĘ KOLEJKA
Po zakończeniu trzydziestominutowej rozmowy (Veronica podziękowała po polsku), zgromadzona pod barierkami masa jak jeden mąż zwróciła się w kierunku końca kolejki po autograf. 

Znajdując się w środku pozakręcanej i stale powiększającej się kolejki (końca nie było widać) rozpoczęło się długie oczekiwanie na zdobycie autografu w książce. Fani byli spokojni – padła obietnica, że wszyscy otrzymają autograf. Czytacz tym bardziej się nie martwi – ma zaproszenie, siłą go stąd nie wyniosą! 

Ale po półtorej godziny zaczęła się lekka nerwówka.
Organizatorzy krążyli w tłumie wyszukując osoby z zaproszeniem. Przypominało to nieco wyszukiwanie niezgodnych (dodatkowa atrakcja!). Na szczęście – o czym donoszą relacje uczestników spotkania z końca kolejki, Veronica podpisała książki wszystkim, choć niewątpliwie po trzech godzinach składania autografów i pozowania do zdjęć była już wykończona. 

Wreszcie nadeszła nasza kolej. Veronica okazała się być przesympatyczną osobą – pobłogosławiła nasze książki swym podpisem (Mamusia! – te zakrzyczały z radością łaskotane matczyną dłonią i markerem) nie zapominając również o stosownych dedykacjach (be brave) i z uśmiechem na twarzy przyjęła od nas drobny podarunek (torbę niekoniecznie znanych w USA polskich słodyczy) mówiąc, że na pewno z tego prezentu będzie bardzo zadowolona.

Jeszcze tylko zdjęcia (fotki robiła menadżerka Veroniki) i przyszło nam pożegnać się i zrobić miejsce innym, którzy cierpliwie i niezłomnie trwali w ogonku kolejki. 

Pragnienia Czytacza zostały zaspokojone. Kilka słów zamienionych z autorką Niezgodnej dogłębnie go ukontentowały. Leży sobie teraz gdzieś w mojej piersi rozwalony i zadowolony z życia. Próżny drań. 

Spotkanie z Veronicą Roth było drugą najfajniejszą wyjazdową przygodą jaka mnie w życiu spotkała. Każdą z tych fantastycznych podróży i świetnych spotkań zawdzięczam Czytaczowi. 

Czytacz mnie załatwił. Na całego!  

Właśnie wdzięczyłem się i uśmiechałem do kobiety prawie w moim wieku (urodzona dokładnie rok i dzień przede mną). Wręczyłem (ode mnie i od Natalii, ale to ja byłem wręczycielem, więc głównym winnym!) jej torbę pełną słodyczy. 

Żona zadała mi pytanie, którego żaden facet nigdy nie chciałby usłyszeć od swojej kobiety i, bynajmniej, nie jest to pytanie czy poczytamy sobie razem Niezgodną.

Ładna jest, prawda? 

Cholera.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz