"Mroczne umysły" - Alexandra Bracken

Dlaczego, dlaczego do jasnej ciasnej, zawsze słucham ludzi, którzy polecają mi książkę wartą przeczytania? Czy nie mam wystarczająco długiej listy książek, które sam od siebie chcę przeczytać? 

No jasne, że mam! Ale co z tego? 
Mroczne umysły były mi wpajane (nie kojarzyć ze Zmierzchem) już od jakiegoś czasu. Zawsze, gdy pytałem (z grzeczności, rzecz jasna), co przeczytać, widziałem: Mroczne umysły, Mroczne umysły, Mroczne umysły. Jakby się komuś płyta zacięła. 

Kupiłem. Przeczytałem. Oceniam.

Najbardziej niepokojąca książka od czasów „Igrzysk śmierci”!

Mam na imię Ruby.
Potrafię wedrzeć się do twojego umysłu, a nawet wymazać wspomnienia.
Jako dziecko zostałam wysłana do obozu „rehabilitacyjnego” dla takich jak ja.
Zieloni, Niebiescy, Żółci, Pomarańczowi, Czerwoni. Mroczne umysły.
Zostałam przydzielona do Zielonych, ale w rzeczywistości jestem ostatnią z Pomarańczowych.
Ukrywam to, żeby przetrwać.

Brzmi niepokojąco? 
Początek nie powalił mnie na kolana. Pomijając fabułę i bohaterów, troszkę rozjeżdżałem się ze stylem tej książki. Nie do końca pasował mi jej język, przez co nie dane mi było przejść przez nią jak burza. Dobrze napisana – to fakt. Ale w pewien sposób nieumiejętnie. Alexandra Bracken ma w głowie sporo pomysłów i widać, że miała pomysł na tę książkę, jednak nie była to zbyt lekka lektura. 

Co nie znaczy, że była zła. Bo kiedy dotrę w swoich głębokich analizach do fabuły, okaże się, że Mroczne umysły prezentują fajną wizję i w ciekawy sposób się jej trzymają. Obozy (w domyśle: zagłady), nieustający lęk i nadludzkie moce zawsze budzą emocje. Choć wszystko to rażąco przypomina X-menów. 

Przedstawienie Mrocznych umysłów jako swego rodzaju powieści drogi również odciska się piętnem na całości. Bohaterowie ciągle gdzieś zmierzają, gnają przed siebie. To cholernie sztampowy motyw, choć i najbardziej obiecujący. Bracken zdaje się mieć tego świadomość, bo droga, którą pokonują jej postaci, jest upstrzona nieprzewidzianymi zdarzeniami. 

Sporym problemem tej książki jest dynamika akcji – miałem wrażenie, jakby – niezależnie od tego, co się dzieje i jak bardzo jest to emocjonujące – styl utrzymywał tempo na jednym poziomie. Zabrakło mi trochę językowej dynamiki, przez co większość książki była dla mnie – że się tak wyrażę – sucha. Coś nie zagrało, czegoś zabrakło. Serce nie zabiło mocniej. 

Ten sam problem utrzymuje się w odniesieniu do bohaterów. Są bardzo prostoliniowi. Bardzo jednoznaczni. Zaledwie ich poznajemy, a już niewiele pozostaje do odkrycia. Są wyraziści – to fakt. Różnią się od siebie. Ale brakuje im głębi. I słowo daję, kiedy odkładałem książkę, pamiętałem tylko trzy imiona. Tylko troje bohaterów zapisało się w mojej głowie na tyle, bym ich zapamiętał. Czyli znowu: coś nie zagrało.

W moim odczuciu dopiero ostatnie kilkadziesiąt stron ma moc. Fakt: zwrot akcji okazuje się lekkim niewypałem, ponieważ spodziewałem się go od początku. Ale o ile jeden zwrot byłem w stanie przewidzieć, o tyle następny zwrot następujący po owym zwrocie jest już zaskoczeniem. Wówczas rodzi się chęć poznania ciągu dalszego, a serce zaczyna bić szybciej. I kiedy obawiam się już powtórki z rozrywki znanej z Niezgodnej (pierwszy tom był dla mnie nijaki – ani na plus, ani na minus), zakończenie zbija mnie z nóg i zdmuchuje z powierzchni Ziemi. Ostatnich czterysta stron przestaje mieć znaczenie, bo czuję, że autorka wreszcie doszła do momentu, w którym ta historia naprawdę się zaczyna. To znaczy: ta konkretna, przedstawiona w pierwszym tomie, kończy się.  

Byłbym głupcem (jakoż poważnie to brzmi!), gdybym skreślił trylogię Mrocznych umysłów po pierwszym tomie, zwłaszcza, że Niezgodna oczarowała mnie dopiero przy drugim. Tym większym byłbym głupcem zważywszy na fakt, że to dobra książka. Może nie wybitna, może nie wyrywająca z kapci i wżerająca się w pamięć jak wspomnienie dawnej wpadki na randce, ale nadal dobra. Wszystkie ubytki leżą w języku – wierzę, że drobna poprawa stylu pisania i będzie naprawdę bardzo dobrze. Bo potencjał jest. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

2 komentarze:

  1. Uwielbiam mroczne umysły i podobała mi się cała trylogia. A co do niezgodnej, rozczarowało mnie zakończenie całej serii :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie przed lutym, ale zamierzam dokończyć trylogię "Mrocznych umysłów". Wyczuwam w tej serii potencjał i nie mogę się doczekać ciągu dalszego. Co do "Niezgodnej" - mnie finał oczarował najbardziej ze wszystkiego :)

      Usuń