"Dożywocie" - Marta Kisiel

Przypadek. 
Przypadkiem w moje ręce trafiło Dożywocie Marty Kisiel. 
Przypadkiem było to, że akurat na dwa dni przez Targami Książki w Krakowie, na których była obecna Marta Kisiel.

Co zrobić? 
Jak już książka jest, to warto zdobyć w niej autograf z dedykacją. 
Tak też uczyniliśmy. 

Potem książka leżała. Podpisana. Kiedy czytałem inne powieści, Dożywocie zdawało się wygrażać mi pięściami (kartkami) domagając się uwagi. Boże, ileż w tym było impertynencji! Te nieustanne żądania, groźby i w ogóle. 

Przestraszony zacząłem czytać. W końcu kto wie, co za licho się w niej kryje! Lepiej nie ryzykować. 

Co do jednego miałem rację. W Dożywociu kryje się prawdziwe Licho. Jest nim anioł stróż. Dodam więcej: anioł z uczuleniem na pierze. 

A tak prezentuje się oficjalny opis: 

Siła wyższa bez wątpienia jest kobietą, Pech bez wątpienia mężczyzną, a Licho... licho je tam wie. Poza tym płeć uczulonego na własne pierze anioła stróża z manią czystości to dla Konrada Romańczuka [głównej osoby tego dramatu] bynajmniej nie największy problem.

Z połączonych mocy nadprzyrodzonego trio powstaje bowiem fatum z prawdziwego zdarzenia: klątwa ciekawych czasów. Będzie ona odtąd sprawowała dożywotni nadzór nad każdym krokiem Konrada, świeżo upieczonego spadkobiercy Lichotki, wiekowego domu z upiorną, gotycką wieżyczką rodem z kiepskich filmów grozy, oraz całym dobrodziejstwem inwentarza:

Nieszczęsną duszą panicza Szczęsnego, seryjnego samobójcy, poety, mistrza całorocznej depresji i haftu krzyżykowego - sztuk 1.

Mackami szefa kuchni o chrypiącym imieniu [Krakers, jakby ktoś pytał], przybyłego wprost z głębin odwiecznego ZUA - sztuk minimum 8.

Utopcami zawsze nie w tej łazience co trzeba - sztuk 4.

Najprawdziwszą Zmorą w postaci charakternej kotki - sztuk 1 plus 4 kły i 18 pazurów w pakiecie.

Wrednym, różowym królikiem, niepozornym omenem straszliwej zagłady - zbiór nieprzeliczalny.

Tylko właściwie kto tu kogo dostał w spadku: Konrad dożywotników czy dożywotnicy Konrada?
Panie Boże, spraw bym po lekturze tej książki nadal pozostał przy zdrowych (w miarę) zmysłach. 

Bóg mnie nie wysłuchał. Teraz zamiast mózgu mam whiskas. 

Trudnością nie jest napisanie recenzji normalnej książki. Jest nią natomiast napisanie recenzji książki tak głęboko – i w pozytywnym tego słowa znaczeniu – nienormalnej jak Dożywocie. Nawet Mickiewicz jadący tygodniami na absyncie nie byłby w stanie stworzyć czegoś takiego! Ale on nie był polonistką, a jak wiemy – polonistki bywają (SĄ!) nawiedzone. 

Dożywocie to zdecydowanie najzabawniejsza książka, jaką w życiu czytałem. Niemal doprowadziło do rozpadu mojego małżeństwa, kiedy pogrążony w lekturze wybuchałem w środku nocy śmiechem narażając się na gniew żony. Wszechobecny absurd skondensowany z wyrafinowanym i wypieszczonym do granic możliwości, wyrażonym w przesycie najznamienitszych środków artystycznego wyrazu, stylem okazały się być najlepszą komedią, z jaką w życiu miałem styczność! Można więc powiedzieć, że na tym polu Ałtorka (pisownia zamierzona) pozbawiła mnie cnoty. 

Cóż można powiedzieć o bohaterach, których sztab składa się z anioła, żywcem wyjętego z epoki romantyzmu poety, stwora morskiego, któremu nie dorównałby nawet MasterChef, utopców, wyjątkowo charakternego kota i jeszcze bardziej charakternego różowego królika? Każdy z nich jest mistrzem świata w swojej kategorii i każdy dodaje +100 do komizmu i zamierzonego absurdu Dożywocia. No i każdego chciałoby się najpierw zabić, zakopać pod płotem, a później odkopać i przytulić. Kolokwialnie mówiąc: zajebistość, level hard. 

Fabuła. FABUŁA. fAbUła. Fabuła? 
Równie absurdalna i komiczna jak cała reszta. Dopełniająca obraz szaleństwa przedstawiony w książce. Mówiąc krótko: fabuła nie z tego świata. Ani z żadnego innego. Wszechświat z głowy szalonej polonistki. Po prostu boski! 

Zazwyczaj zaznaczam niebieskimi karteluszkami ciekawsze fragmenty książki. Zwykle znajduję ich 2-3 na powieść. A Dożywocie jest całe niebieskie. Wszędzie wystają karteluszki, a ja nie potrafię wybrać najulubieńszego cytatu. Refleksje na temat stworzenia, które pretendowało do miana istoty płci żeńskiej czy prawda na temat tego, do czego jesteśmy potrzebni kotu: Aha, żyjesz (…). To dobrze, przydasz się jeszcze, bez ciebie łóżko jakieś takie zimne, niewygodne, wszechogarniający tumiwisizm nieustannie zderzają się z milionem innych – i jak tu wybrać najlepszy cytat? 

Najzabawniejsze jest to, że Bóg mnie nie uchronił i po kilku godzinach spędzonych w tym szalonym świecie, zakochałem się w Dożywociu i stwierdzam głośno i wyraźnie, że to najlepsza polska książka jaką czytałem nie tylko w tym roku, ale kiedykolwiek. Wiem, że to oznacza, że mam kisiel z kłulika zamiast mózgu, ale co mi tam! 

Gorąco polecam każdemu, kto ma dość bycia normalnym.
Od tej chwili moje życie już nigdy nie będzie takie samo. 
Na dowód dodam, że Czytacz właśnie biega nago w świetle pełni księżyca. Mimo, że piszę ten tekst w południe. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

6 komentarze:

  1. O BOŻE!
    Czytając sam opis uznałam, że MUSZĘ to przeczytać, stanowczo mam dosyć bycia normalną! Brakuje mi tylko tu emotikonki płaczącej ze śmiechu ;'D
    Recenzja też cudowna, uśmiałam się, to co dopiero książka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie! Ta książka powala i rozwala na łopatki. Śmiechu co nie miara :) Dzięki za miłe słowa! :)

      Usuń
    2. Przeczytałam! Rzuciłam wszystkie rozpoczęte książki, natrudziłam się żeby ją zdobyć, bo "Książka chronicznie niedostępna", i skończyłam kilka dni temu.
      Cudowna, przezabawna, napisana cudownym językiem, przesympatyczne perypetie. Śmiech i uśmiech na ustach, aczkolwiek zakończenie niemal łamie mi serce </3
      I sam fakt, że przygoda z dożywotnikami się skończyła to tragedia ;)
      Polecam każdemu wszem i wobec i wyląduje na blogu :)

      Usuń
  2. Wczoraj znalazłam "Dożywocie" pod choinką. Zaczęłam czytać i na razie jestem bardzo ciekawa ciągu dalszego. Książka jest inna niż wszystkie. Napisana świetnym językiem. Fabuła też wydaje się być wyjątkowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dla odmiany pod choinką znalazłem "Nomen Omen". Nie czytam - zostawiam tę dawkę humoru na 2016 :) Fakt, książki Marty Kisiel są napisane nadzwyczaj dobrym językiem, jej styl jest boski :)

      Usuń
  3. A co sądzisz o zakończeniu?
    Dożywocie kupiłem i przeczytałem z niemałą przyjemnością. Nawet zaśmiałem się parę razy na głos, co nie zdarza się często przy czytaniu książki. Wszystko było pięknie, a tu nagle - jak grom z jasnego nieba - spada mi na głowę koszmarne zakończenie. Licho wie, czy planowane, czy przez goniący termin oddania do redakcji.

    OdpowiedzUsuń