"Zbuntowana" - Veronica Roth

Z seriami zawsze jest ten sam problem. 
Tudzież cała lista problemów. 

Wahania formy – jedna książka lepsza, druga gorsza. Jeśli pierwsza jest zła, mniej osób sięgnie po drugą. Jeśli ostatnia jest zła, cała seria staje się do d…. Bywa też, że zapowiedziana kontynuacja nigdy się nie pojawi. Bo autor straci wenę, albo wydawca jej nie będzie chciał. 

Jedno jest pewne: jedna książka jest w stanie wszystko zaprzepaścić. 
I koniec pieśni. 

Kilka tygodni temu psioczyłem pod nosem na Niezgodną Veronici Roth. Najpierw książkę odrzuciłem bez pardonu po kilkudziesięciu stronach, później się z nią przeprosiłem i niemal szczęśliwie dobrnąłem do końca. Niemal, bo ciągle coś mi w niej nie grało. Koniec końców stanęło na gruncie neutralnym. Plusy zrównoważyły minusy. No, może plusów było więcej. O jeden, maleńki – tyci, tyciusieńki – plusik. W końcu coś musiało sprawić, że chciałem dać tej serii jeszcze jedną szansę. 

Sięgając po Zbuntowaną nie żywiłem wielkich nadziei. Miałem jednak nadzieję, że odejście od Igrzysk Śmierci i własna ścieżka trylogii okażą się decydujące dla oceny całości. 

Wybór Tris zburzył jej świat, ale i połączył z Nieustraszonym Cztery. Jego uczucie pomaga przetrwać jej wśród krwawej walki frakcji. Tylko on rozumie jej rozpacz. I tylko on zna jej tajemnicę… Konflikt frakcji zmienia się w wojnę. Wśród Nieustraszonych szerzy się zdrada. A Tris staje przed kolejnym wyborem. Czy zaryzykuje wszystko, żeby ocalić tych, których kocha?

Pierwsza myśl na podstawie streszczenia: szału nie będzie. 
Pierwsza myśl po rozpoczęciu lektury: … 

Zamurowało mnie. 
Zamurowało, bo już pierwsze zdania pokazują jak bardzo inna jest ta książka od swojej poprzedniczki. Dużo lepiej napisana, dojrzalsza, inteligentniejsza. 

Wszystko uległo poprawie. 
Język stał się o wiele bardziej plastyczny i przyjemny, opisy bardziej wyraziste i bardziej obrazowe, bohaterowie wyraziści i żywi, emocje – chwilami przesadzone – ale dużo bardziej naturalne. I wreszcie fabuła – w końcu coś nowego! 

Potwornym mankamentem Niezgodnej była dla mnie tytułowa bohatera. Infantylna, nierzeczywista, nie wzbudzająca sympatii. Ale Zbuntowana prezentuje Tris w zupełnie nowym wydaniu – jako dziewczynę zmagającą się z własnymi lękami, ciężarem przeszłości, wyrzutami sumienia oraz targającymi nią pragnieniami. W drugim tomie bohaterka staje się dużo bardziej złożona, bardziej rzeczywista, bardziej ludzka. Może i autorka nie dała rady unieść pełni ciężaru psychiki bohaterki, ale powiedzmy sobie szczerze – widać olbrzymi postęp. Bo mimo kilku niedoskonałości w charakterystyce głównej bohaterki, to nie przeszkadza w jej odbiorze. Nadal pozostaje żywa. I ludzka. A to dla mnie bardzo ważne. 

Dynamicznie rozwijająca się fabuła, prowadzona równolegle z nieustanną walką wewnętrzną Tris, świetnie ze sobą harmonizują i równoważą się. Lawirując w wąskiej uliczce, Roth nie wypada z drogi i utrzymuje książkę w ryzach. Trzeba przyznać, że to nie łatwe i najmniejszy błąd mógł zniszczyć tę książkę. 

Gorzej wypada, natomiast, dawkowanie napięcia w Zbuntowanej. W kluczowych momentach niejednokrotnie zastanawiałem się, czy autorka nie powstrzymuje pióra z poczucia, że tak właśnie trzeba zrobić. Czuję na karku jej gorący, przyspieszony oddech i niemal widzę, jak drży jej ręka z przejęcia, gdy nie może się już doczekać napisania tego, co za chwilę się wydarzy. Wyraźnie widać, że ostatnie zdania przed kulminacją bywają wymuszone, ale to drobnostka. Wierzę, że Roth – która już pokazała wielki rozwój swoich umiejętności pisarskich – z czasem nauczy się również dawkowania napięcia. 

Podobają mi się relacje między bohaterami, ich złożoność. I znowu – może te relacje nie są na najwyższym, światowym poziomie, ale pozostają wierne, logiczne, prawdziwe. Bolą mnie płytkie relacje, prostoliniowe do bólu – nie wierzę, że takie w ogóle istnieją, a już na pewno nie w przypadku przyjaźni czy miłości. Obawiałem się, że związek Tris z Cztery będzie sztampowy, przesadnie słodziutki i milusi, tymczasem zaskoczyło mnie jak bardzo jest on skomplikowany. Bohaterowie nie mają lekko, prowadzą ze sobą nieustanne batalie, docierając się w obliczu dramatycznych wydarzeń, w których centrum się znaleźli. Tło nie mogło pozostać bez znaczenia i nie pozostało – widać jego realny wpływ na to, co robią i jak się zachowują bohaterowie. Fajnie, że Veronica Roth o tym pomyślała – wielu pisarzy zapomina o tym, jaki wpływ na bohaterów powinno wywierać środowisko, w którym żyją i wyzwania, z którymi się mierzą. 

Prawie wszystkie uwagi, które miałem do Niezgodnej pokrywają się ze zmianami zastosowanymi w kontynuacji. Najwyraźniej sama autorka – być może dzięki czytelnikom – doszła do zbawiennych wniosków, które ratują trylogię windując ją na dużo wyższy poziom. Zbuntowana jest naprawdę dobra i stawia solidne fundamenty pod tom wieńczący trylogię. A ja cieszę się przede wszystkim z tego, że pomimo mieszanych uczuć żywionych wobec pierwszej części, zdecydowałem się sięgnąć po kolejną. To była słuszna decyzja. Oby Wierna potwierdziła jej słuszność.  
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

2 komentarze:

  1. Uff, uspokoiłeś mnie, bo muszę przyznać, że pierwsza część średnio przypadła mi do gustu, o dziwo bardziej podobała mi się ekranizacja. Nie lubię jednak nie kończyć zaczętych serii, więc i po następne sięgnę, ale teraz będę spokojniejsza :D

    Pozdrawiam serdecznie,
    Mona Te [Blog]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga książka to zdecydowany rozwój umiejętności pisarskich Roth - tę książkę po prostu dobrze się czyta. Nie jest jakichś wysokich lotów, ale to przyjemna lektura :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń