"PAX. Myling" & "PAX. Bjera" - Asa Larsson i Ingela Korsell

Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę zaczytywał się w młodzieżowym urban fantasy i z niecierpliwością oczekiwał premier książek o tytułach tak dziwnych, że bardziej już nie można, postukałbym się palcem w czoło i fachowo stwierdził u owego śmiałka szaleństwo. Bo – nie ukrywajmy – nie dla mnie już typowe, młodzieżowe książki z dziecięcymi bohaterami. Tyle, że w życiu nie ośmieliłbym się powiedzieć, że seria PAX to typowe książki… 

Nie jest tajemnicą poliszynela, że strasznie spodobały mi się dwie pierwsze książki napisane przez duet: Asę Larsson i Ingelę Korsell i zilustrowane przez Henrika Jonssona. Od czasów Dzieci z Bullerbyn były to pierwsze szwedzkie książki po które sięgnąłem. (A będąc zupełnie szczerym, były to też pierwsze szwedzkie książki, które udało mi się przeczytać do końca!). I wpadłem jak śliwka w kompot. Znowu poczułem się młody (albo raczej młodszy) i piękny (nie pytajcie dlaczego), a moja fantazja wystrzeliła ku wyżynom, by pławić się w blasku świetnej fabuły. Cudowna metafora, prawda? 

I tylko jedno mnie uwierało. Niczym ziarnko grochu pewną znaną księżniczkę. Jak szydło pewną znaną panią polityk. Zakończenie drugiego tomu. 

Bo kiedy przeczytałem za jednym zamachem pierwszy tom i przebrnąłem przez drugi (książki z tej serii wydawane są po dwa tomy naraz), okazało się, że zatrzymałem się w najbardziej emocjonującym momencie, jaki tylko można sobie wyobrazić. Do diabła z tymi Szwedami! 

Żeby poznać ciąg dalszy musiałem czekać cierpliwie (a trzeba wiedzieć, że będąc na głodzie czytelniczym cierpliwy nie jestem) kilka miesięcy. Kilka długich miesięcy. Ciągnących się w nieskończoność i zmuszających do refleksji, że zachowuję się jak dziecko, a nie jak dorosły facet – mąż i ojciec. Bo czy dorosłemu facetowi wypada tak mocno wyczekiwać kontynuacji młodzieżowej serii? Nie wiem, czy wypada, ale w nosie to mam. A przynajmniej moje alter ego – Czytacz – ma to w nosie. I dobrze mi z tym. 

Wreszcie w moje ręce trafił tom trzeci i czwarty – obdarzone jeszcze dziwniejszymi tytułami niż dwa pierwsze, a ja – wreszcie odprężony i w pełni ukontentowany – zasiadłem do lektury. Albo raczej – przysiadłem. Bo przy PAXie zasiedzieć się nie można. Za szybko się kończy. Trzask-prask i po książce. 

PAX. Myling rozpoczyna się dokładnie w momencie, w którym urwał się tom drugi – a więc od razu atmosfera jest gorąca i serce zaczyna bić mocniej. Potem, stopniowo – szybciej niż Pendolino – akcja skupia się na głównym wątku trzeciego tomu. 

Jest Halloween – wszyscy przygotowują się do świętowania, organizowane są huczne zabawy z dzieciakami poprzebieranymi za najróżniejsze stwory, monstra i potwory. Szybko okazuje się, że wśród przebierańców grasuje prawdziwy duch – tytułowy myling. I, bynajmniej, nie jest to pokojowo nastawiona duszyczka, lecz żądna krwi i zemsty zjawa, która przybywa, by odegrać się na tych, którzy niegdyś ją skrzywdzili. 

Czy Alrikowi i Viggowi uda się rozwikłać łamigłówkę i powstrzymać ducha, nim będzie za późno? 

Przyznam, że jak dotąd trzeci tom zrobił na mnie największe wrażenie. Stanowi kwintesencją klasycznego horroru i widać, że fabuła została dobrze przemyślana. Faktem jednak jest, że trudno oceniać te książki z osobna, ponieważ one nigdy się nie kończą. W momencie, gdy brakuje stron, pewnym jest, że akcja zaraz zostanie urwana i przeniesiona do kolejnej książki. W zasadzie każda z tych opowieści stanowi odrębne, jednowątkowe opowiadanie stanowiące coś a’la koralik w rozbudowanej historii, która ma zamknąć się w dziesięciu tomach. Cliffhangery stanowią jej znak rozpoznawczy. 

Gdy trzeci tom dobiega końca, automatycznie sięga się po czwarty, PAX. Bjera który opowiada o kolejnym nieznanym stworze – rzeczonej bjerze. 

W Mariefred dochodzi do kradzieży – giną cenne przedmioty, biżuteria, pieniądze, a głównym podejrzanym zostaje Alrik. Prawie nikt nie jest w stanie uwierzyć chłopcu, że to nie on stoi za owymi kradzieżami. Bo któż uwierzyłby, że to magia może być prawdziwą przyczyną? 

Kto stworzył bjerę i jaki ma w tym cel? I czy Alrikowi uda się uniknąć kary za coś, czego nie zrobił?

Trudno mówić o większych różnicach pomiędzy poszczególnymi tomami. Zarówno trzeci, jak i czwarty tom trzymają poziom i ani pod kątem językowym, ani fabularnym nie ustępują swoim poprzednikom. Wszystkie książki stanowią spójną opowieść i pokusiłbym się o stwierdzenie, że to faktycznie jedna duża historia pociachana w odpowiednich punktach i rozciągnięta na kolejne części. Rozpoczynanie lektury od któregoś z dalszych tomów nie jest rozsądne – podobnie jak rozsądne nie jest czytanie książki zaczynając np. od setnej strony… 

Tym, co cieszy jest świadomość, że autorom nie brakuje pomysłów na kolejne przygody Alrika i Vigga – fajnie też widzieć, że mieli frajdę pisząc te książki. To czuć po tym, jakie są one lekkie i niewymuszone. 

PAX, który bardziej przypomina serial niż serię książek, to doskonała odskocznia od rzeczywistości. Uważam – a powiem nawet, że wiem – iż jest to seria dobra nie tylko dla młodzieży. Starszy czytelnik również znajdzie w niej coś dla siebie. To ciekawa fabuła, dobrze nakreśleni bohaterowie – tak charakterystyczni, że nie sposób pomylić jednego z drugim, a do tego to naprawdę mądra opowieść – z morałem. Ciężko w dzisiejszych czasach o książki dla młodzieży, które nie skupiają się tylko i wyłącznie na efekciarstwie czy przesadnym altruizmie, natomiast seria stworzona przez Larsson i Korsell wyróżnia się na tym polu, będąc dodatkowo świetnie wyważoną i pouczającą. 

Tak, to naprawdę fajna seria…

…i cholernie wkurzająca. 
Bo kiedy dochodzi się do końca, okazuje się, że dalsze przygody zapowiadają się jeszcze ciekawiej. Z łomocącym w piersi sercem dotarłem do zakończenia Bjery i co? Zabrakło stron. Akurat w momencie, gdy emocje sięgały zenitu. NAPRAWDĘ!? NO JAK TAK MOŻNA!?
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz