Nieznane opowieści Johna Greena

Nie chcę uchodzić za znawcę. Wszakże Johna Greena poznałem dopiero w tym roku. Zacząłem najgorzej jak się dało. Od filmu. A potem nagle mnie olśniło, jakie to ciekawe książki może mieć do zaoferowania autor Gwiazd naszych wina.

Pewnie wielu z Was zna go lepiej ode mnie. Możliwe, że macie na półkach kopie wszystkich jego powieści, a każdą z nich znacie na wylot. I pewnie czasami żałujecie, że nie możecie wymazać sobie pamięci i przeczytać ich jeszcze raz po raz pierwszy. Ha! Pod tym kątem możecie mi zazdrościć, bo nie licząc filmu (Gwiazd naszych wina) mam na koncie przeczytane tylko (aż!) dwie książki Johna – Papierowe miasta i Szukając Alaski. W obu jestem bezgranicznie zakochany. 

Nie. Nie o wzbudzanie zazdrości mi dzisiaj chodzi. Tak naprawdę liczę skrycie, że będąc takim laikiem, jeśli chodzi o twórczość Johna Greena, czymś Was zaskoczę! Taki ze mnie bezczelny gość! Nie zna się, a chce zaskakiwać! 

Zacznę od dyrdymałów – na wypadek, gdyby ten zacny tekst trafił do kogoś, kto Johna Greena nie zna i nie kojarzy. Zacznę pompatycznie: John Green to król nad królami, pan nad panami, pisarz nad pisarzami – to człowiek, który wybił się ponad chmury dzięki powieściom młodzieżowym. Dodam: mądrym, pouczającym, głębokim i zmuszającym do refleksji powieściom młodzieżowym. Jego książki sprzedają się w milionach egzemplarzy na całym świecie i dwie z nich (Gwiazd naszych wina oraz Papierowe miasta) doczekały się ekranizacji filmowej! 

John Green debiutował w 2005 roku powieścią Szukając Alaski (prace nad ekranizacją już trwają), jednak prawdziwy sukces i rozpoznawalność przyniosło autorowi opublikowanie bestsellerowych Gwiazd naszych wina. Do kwietnia 2015 na świecie rozeszło się 18,5 miliona egzemplarzy! (A przynajmniej Wikipedia tak twierdzi). 

Wystarczy tych dyrdymałów! Chcecie wiedzieć więcej – poszukajcie w necie. Net nie gryzie. Zresztą, powtarzanie tego, co zostało powiedziane już tryliard bilionów razy ani chwały, ani sławy mi nie przyniesie, a przecież z taki zamiarem porywam się z motyką na… eee… Greena. 

W 2012 roku pojawiła się (na świecie, rzecz jasna) ostatnia powieść Johna Greena – Gwiazd naszych wina. Jak przyznał sam autor, od tamtej pory nie bardzo ma czas na pisanie. Pisze, jak najbardziej, choć nie w takim tempie do jakiego przywykł. Olbrzymia sława książki, znalezienie się w centrum zainteresowania i współpraca przy produkcji filmów – to główni winowajcy odpowiedzialni za brak nowości! Ale deklaracja jest – a to najważniejsze. 

Nie zaskoczę nikogo wymieniając tytuły wszystkich książek Greena (zresztą, musiałbym się posiłkować netem, ponieważ jeszcze nie wszystkie pamiętam, ale planuję wkrótce nadrobić zaległości), ale być może zaskoczę stwierdzeniem, że autor Gwiazd naszych wina ma na swoim koncie jeszcze kilka nieznanych polskiemu czytelnikowi pozycji. Wiele z nich powstało – jak przyznaje sam autor – w pośpiechu, ale posłużyły wsparciu szczytnych celów. 

Po kolei. 
W 2009 roku John Green obwieścił światu, że pracuje nad książką zatytułowaną roboczo (albo i nie) – The Sequel. Książka nigdy nie trafiła do sprzedaży – ba, nie została nawet ukończona – ale niektóre z jej elementów zostały przerobione i trafiły do Gwiazd naszych wina. Ale to nie koniec historii, bo The Sequel ujrzał światło dzienne w formie e-booka. W 2012 roku John Green przekazał nieukończoną powieść jako nagrodę dla osób wspierających akcję charytatywną Project for Awesome 2012.  

Nim jednak świat – albo raczej maleńka jego cząstka – zatopił się w lekturze niedokończonego The Sequel, poznał Zombicorns. W 2010 roku każdy, kto przekazał na Project for Awesome przynajmniej 25 dolarów, otrzymał elektroniczną wersję książeczki, której okładkę zdobił… jednorożec-zombie. Starczy powiedzieć, że to ciekawe, prawda? 


Zaledwie rok później – również z myślą o tej samej akcji – Green wypuścił kontynuację Zombicorns – The Wars for Banks Island

Ci, którzy przegapili szansę na zdobycie fragmentu The Sequel otrzymali ją ponownie w 2013 roku, albowiem wtedy wspierając akcję Harry Potter Alliance's Equality (tak, HARRY POTTER!) John przekazał zbiór zatytułowany Double On-Call and Other Stories wśród których poza wymienionym tytułem znalazły się dwa dodatkowe opowiadania: The Odd at Sea i, oczywiście, Double On-Call. 

Tego samego roku darczyńcy, którzy wsparli kampanię charytatywną Indiegogo, otrzymali perełkę w postaci fragmentu… The Prize of Dawn! Tak, książki, którą Augustus podarował Hazel! (Choć formalnie tego nie wiem, bo jeszcze nie czytałem książki – nadrobię w grudniu, przysięgam!). 

I wreszcie dochodzimy do roku 2014, kiedy z podobnych względów, John Green postanowił podzielić się z fanami fragmentem – dość surowym, jak przyznał – książki, którą pisał przez kilka miesięcy równocześnie z pierwszą powieścią, jaką kiedykolwiek napisał! The Space & The Cat and the Mouse znowuż trafiło w ręce szczęśliwców, którzy zdecydowali się wesprzeć szczytny cel. Jako ciekawostkę dodam, że The Cat and the Mouse to krótka opowieść, którą pisarz napisał w wieku 5 lat!

Ponadto – nie odkryję teraz Ameryki, bo Wikipedia również o tym informuje – autor Gwiazd naszych wina ma w swoim dorobku również krótkie historyjki (The Approximate Cost of Loving Caroline, The Great American Morp, Freak the Geek i Reasons) czy Thisisnottom (multimedialną powieść ukrytą w zagadkach). 

Teraz pojawia się pytanie: czy zdałem egzamin? Czy udało mi się odkryć nieznane sekrety i wzbudzić okrzyki zachwytu, czy wręcz przeciwnie, okazałem się kolejnym kolesiem, który myślał, że odkrył Amerykę. Na wypadek, gdyby odpowiedź okazała się być niekoniecznie tą, którą życzyłbym sobie widzieć, zakończę bezpieczniej: ten John Green to naprawdę fajny gość – zawsze znajdzie czas, żeby napisać coś dla celów charytatywnych. I coś mi mówi – a mogę się mylić jak diabli (bo mogę – w końcu jestem laikiem), że jeszcze niejednym tekstem przeznaczonym na takie cele autor Gwiazd naszych wina nas zaskoczy. Oby! 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz