"Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta" - Claire North

Rzadko mi się zdarza, by serce biło mi mocniej na myśl o nieznanej książce, nieznanego autora ze streszczeniem, które nie do końca mnie porywa. A jednak coś kazało mi wyszukiwać wzrokiem „Pierwszych piętnaście żywotów Harry’ego Augusta” w każdej księgarni czy markecie, do których akurat zdarzyło mi się wejść. I niemal zawsze, gdy tylko napotkałem wzrokiem charakterystyczną okładkę, podchodziłem i brałem do rąk książkę Claire North czując delikatne ukłucie żalu – bo do „dziesiątego” daleko… Skąd taki pociąg do tej książki?  

Intuicja? Nieee… To zarezerwowane dla kobiet. 
Więc co? Wrodzony geniusz i dostrzeganie piękna w nieznanym? 
To już prędzej i będę sobie powtarzał, że właśnie te cechy skłaniały mnie ku powieści North. 

Książka opowiada o Harrym Auguście, człowieku niezwykłym. Niezwykłym, bo podróżującym w czasie, choć nie w tej oklepanej formie, którą znamy z dziesiątek filmów czy innych książek. Harry August ma zdolność przeżywania swojego życia na nowo. Umiera i za każdym razem rodzi się w tym samym miejscu i czasie, by od nowa przeżyć całe swoje życie i na ogół umrzeć w ten sam sposób. Tyle, że Harry nie jest jedynym, który ma taką zdolność. U schyłku jedenastego życia przy jego szpitalnym łóżku zjawia się dziewczynka z wiadomością, którą bohater musi przekazać w przeszłości. Stawką jest przyszłość. Harry musi uczynić wszystko, co w jego mocy, by zapobiec katastrofie. 

Sam fakt opisu piętnastu żywotów bohatera, nierzadko przeplatających się ze sobą i łączących, to olbrzymie wyzwanie. Miałem lekkie obawy, że to może być zbyt duży ciężar dla autorki, która porywa się z motyką na słońce. Fabułę tej książki można było skomplikować (jeszcze bardziej) z dziecinną łatwością. Tyle, że Claire North zdecydowanie była świadoma tego, co chce zrobić. W każdej sekundzie lektury „Pierwszych piętnastu żywotów…” dostrzegałem jej kunszt i tylko mogę sobie wyobrażać, jak wielkim wyzwaniem było zaplanowanie tego wszystkiego. 

Książkę – pomimo ciężkiej tematyki i poważnej formy przedstawienia, czyta się nadzwyczaj dobrze. Plastyczny styl, porywające opisy i fenomenalnie nakreślony bohater (a nawet i bohaterowie, ponieważ w tej książce każdy z nich żyje własnym życiem) szybko sprawiają, że wszelkie obawy ulatniają się w niebycie. Brak jednoznaczności jest błogosławieństwem przedstawionych w powieści postaci.

Fabuła jest… zawiła. Ależ to odkrywcze stwierdzenie! Zupełnie jak opisanie wody jako mokrej. Ale tak – jest ona zawiła i wielokrotnie zakręca, nierzadko w najmniej spodziewanych momentach. Najważniejsze, że czytelnik w żadnej chwili nie natrafia na mur czy nie potyka się o absurd. Przecież w tej powieści było tyle elementów, które mogły nie wyjść, że prawdziwym cudem byłoby, gdyby do żadnych błędów rzeczowych czy logicznych nie doszło. A jednak! Książka jest tak spójna i kompletna, że w mojej głowie błąka się tylko jedno określenie na nią: majstersztyk. 

Fabuła świetna, prowadzenie przez nią – równie dobre. Styl kapitalny, bohaterowie cudowni. Czego chcieć więcej? 

Świadomości czytelnika. 
Wiem, że znajdzie się masa malkontentów, którzy stwierdzą, że dzieło Claire Nort jest ciężkie. To prawda – książka nie należy do najłatwiejszych, ale jest wystarczająco plastyczna, by móc się w niej zakochać bez pamięci. Stanowi sumę wszystkich atutów doskonałej książki. Niezwykle błyskotliwa, inteligentna i wciągająca bez reszty. Świetnie nakreślone zmagania Harry’ego Augusta z jego antagonistą. Podkreślenie wagi przyjaźni i przedstawienie zmian wynikających z różnych sposobów prowadzenia życia. Niekiedy wróg jest najlepszym przyjacielem, innym razem wrogiem – tak po prostu. Ale relacje pomiędzy bohaterem, a jego przeciwnikiem są tak mocno rozwinięte, że gdzieniegdzie zaciera się granica pomiędzy dobrem, a złem. Poczucie względności i relatywizm moralny to wielkie zalety powieści North. 

Z bólem serca odkładałem „Pierwszych piętnaście żywotów…” na półkę. Niemal od razu pożałowałem, że autorka zdecydowała się opisać zaledwie piętnaście cykli życiowych Harry’ego, zamiast pięćdziesięciu. Ciężko było mi rozstać się z tą książką i pomimo, że dobrnąłem do końca, nieustannie chciałem (i chcę!) czegoś więcej. 

Mógłbym reasumować swoje rozważania i napisać bardziej lub mniej ładne podsumowanie, ale wiem, że żadne słowa nie oddadzą tego klimatu i emocji towarzyszących lekturze. A ja – zamiast rozpisywać się na kolejne stronice, podsumuję krótko: to jedna z najlepszych książek, jakie w życiu czytałem. Czytacz drzemiący w mojej piersi czuje się całkowicie ukontentowany. 



Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

2 komentarze:

  1. Ja też uważam, że ta książka jest jedną z najlepszych jakie czytałem w swoim życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam teraz wielki dylemat - szykuję ranking najlepszych książek przeczytanych w 2015 i przechodzę prawdziwą wewnętrzną batalię :)

      Usuń