"Niezgodna" - Veronica Roth

Czytacz zwykł czytać to, co mu się podoba. A jeśli mu się nie podoba, to odkłada na półkę i już do tego nie wraca. Z reguły. Jest to działanie w pełni uzasadnione, kiedy w kolejce czekają inne książki, na myśl o których aż ręce świerzbią. Ale co zrobić, gdy listonosz nie dociera na czas i nie ma co czytać, bo wszystko inne już przeczytane? Trzeba się przeprosić z odrzuconą książką i dać jej jeszcze jedną szansę. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Aż trudno uwierzyć, że odrzuconą stała się Niezgodna

Obejrzałem film. Miałem już pewną wizję książki napisanej przez Veronicę Roth. Zrobiłem więcej – obejrzałem też Zbuntowaną. W kinie. Z żoną u boku. I stwierdziłem, że może warto sięgnąć po te książki? 

Dlaczego nie wcześniej? Dlaczego nie po obejrzeniu Niezgodnej
Z idiotycznego powodu: ta książka wkurzyła mnie samą okładką. Uważam, że międzynarodowe prawo powinno zabraniać wydawania książek z okładką, która wzorowana jest – do bólu – na okładce książki już wydanej. Zwykle takiej, która odniosła sukces. Dlatego nienawidzę podobieństwa okładek trylogii Niezgodnej do Igrzysk Śmierci. Dlatego nie sięgam po książki innych autorów, których okładki wyglądają jak okładki książek Johna Greena. Dlatego zbiera mi się na wymioty, gdy widzę całe półki pięćdziesięciotwarzogreyopodobnych tomiszczy. Brak własnej wizji to dla mnie potworny grzech. 

Z tego powodu byłem śmiertelnie obrażony na Niezgodną

Pierwszy film obejrzałem, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że nie warto sięgać po książkę. Znowu dystopia – tak popularna od czasów Igrzysk Śmierci. Znowu dziewczyna, która stanie się zarzewiem rewolucji i którą wszyscy będą chcieli zabić. Znowu podzielony kraj z uwagi na dawne, złe czasy… Uroczo. Ale koniec końców nie było tak źle. A drugi film przekonał mnie, że ta historia zmierza jednak w innym kierunku. Pomyślałem, że warto dowiedzieć się, co ma do powiedzenia książka. 

Niezgodna przedstawia niepokojącą wizję przyszłości. Zbudowane na ruinach Chicago nowe społeczeństwo podzielone jest na pięć frakcji: Altruizm, Nieustraszoność, Prawość, Serdeczność i Erudycję. Każdy członek społeczności przechodzi przez test przynależności, który wskazuje mu, która frakcja stanie się dla niego domem. Ci, którzy nie odnajdują się we własnych frakcjach, zostają z nich usunięci i stają się bezfrakcyjnymi. Z kolei ci, którzy pasują do zbyt wielu frakcji są Niezgodnymi i muszą zostać wyeliminowani. 

Jak wybór podjęty przez szesnastoletnią Beatrice wpłynie na jej życie? I czy, będąc Niezgodną, zdoła się uchronić przed niebezpieczeństwami czyhającymi na każdym kroku? 

Zacząłem czytać. Początek był miałki. Mało obrazowy i pozbawiony artyzmu język. Grubymi nićmi szyta fabuła (jedni poświęcają się w 100% dla innych, nie myśląc o sobie, a drudzy niczego się nie boją?) – trudno sobie wyobrazić taką społeczność, zwłaszcza gdy nie stoi za tym (a przynajmniej pierwszy tom na to nie wskazuje – kolejnych nie czytałem) żadne pranie mózgu ani przerażające medykamenty… I dość powierzchowne opisy, słabo nakreślające klimat i nie budzące emocji. 

Tak mi przeleciało 100 stron. Mój kredyt zaufania dany Niezgodnej wyczerpał się. Książka trafiła na półkę. 

Po nieudanej lekturze przeczytałem kilka innych książek, pochłaniając każdą w tempie, które nawet mnie zdziwiło. Jeśli czytacz – podobnie jak sportowiec – jest w stanie wypracować sobie kondycję, to ja właśnie znalazłem się u szczytu mojej. Pożerałem książki. Jeszcze nie zdążyły się dobrze zagrzać w moich dłoniach, już wracały na półkę przeczytane. 

To musiało się w końcu stać. Zabrakło mi książek do czytania. 

I tak drugą szansę otrzymała Niezgodna
Tym razem pokonałem pierwsze 100 stron, przebrnąłem kolejnych 100 i… wkręciłem się. Pomimo, że Veronica Roth nie napisała tej książki, lecz ją opowiedziała (stąd słabszy styl – początkującym autorom często brakuje pisarskiego zacięcia – zamiast skupić się na formie, skupiają na samym opowiedzeniu historii – wiem to na własnym przykładzie), odkryłem w niej coś, co kazało mi ją przeczytać do końca. 

Fajnie nakreślone indywidua – dla mnie postacie Ala i Cztery to najlepiej przedstawieni bohaterowie tej książki; ciekawa akcja – niebezpieczne wyskoki i emocjonujące wyzwania - choć nie kupuję nagłej przemiany Tris, która dość szybko żegna się z wizerunkiem grzecznej dziewczynki i staje Nieustraszoną; i pomysł na ciąg dalszy. Powiedziałbym, że to główne zalety tej książki, choć nierzadko wynikające z jej wad. Moim zdaniem największym grzechem Niezgodnej jest sama tytułowa bohaterka. Jej emocje są nieprzewidywalne i boleśnie zmienne. W przeciągu jednej akcji jest w stanie dwa razy zareagować zupełnie inaczej na bardzo podobną sytuację (zwłaszcza w finale). 

Sama powieść to połączenie dobrych pomysłów z Igrzysk Śmierci oraz Więźnia labiryntu oraz szczypta własnej inwencji twórczej. Za mało, bym pokochał Niezgodną, ale za dużo, bym mógł skreślić ją z listy ciekawych książek jako niegodną przeczytania. 

Przez kilka tygodni borykałem się z myślą, czy Niezgodna zasługuje na pozytywną opinię i czy warto sięgać po następny tom. Głowiłem się, czy warto zaufać tej historii jeszcze raz. Jak widać – powrót okazał się być szczęśliwy – cieszę się, że wróciłem do tej historii. Ale czy dalej będzie lepiej? Choć Niezgodna nie oczarowała mnie i zdaje u mnie na warunkowym, na półce czekają dwa kolejne tomy.  A nawet trzy. Wydanie trzy w jednym (bo bardziej opłacalne od zakupu dwóch tomów oddzielnie). Albo będzie to spektakularny postęp, albo spektakularna klapa.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

4 komentarze:

  1. Na kolejnych tomach raczej się zawiedziesz, mi o ile w miarę podobała się pierwsza część, tak dalsze czytałam "dla świętego spokoju".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda mi się jakoś przebrnąć :)

      Usuń
  2. "Niezgodna" jest jedną z moich ulubionych książek i przyznam, że ciężko czytało mi się twoją niekoniecznie przychylną jej opinię.
    Czytałam zarówno "Igrzyska" jak i trylogie "Niezgodna" i jak seria o przeładowanej sprzecznymi emocjami, narcystycznej Katnis do mnie nie przemawiał, tak seria o Tris skradła moje serce już po pierwszej stronie i czytałam z zapartym tchem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy jesteśmy inni - do każdego przemawia coś innego. Mimo wszystko ta recenzja nie jest ani pozytywna, ani negatywna. Stanęło pomiędzy. Kolejne tomy zdecydują - mam nadzieję, że na plus :)

      Usuń