"Dziewczyna z pociągu" - Paula Hawkins


Klient doskonały. Zobaczył reklamę, dał się wciągnąć w promocję i nie znając książki czuł, że MUSI ją mieć. A gdy tylko nadarzyła się okazja, był jedną z pierwszych osób, która rzuciła się za książką, jakby jej jutro miało nie być… 

Dziewczyna z pociągu. Debiut Pauli Hawkins. Książka, która światło dzienne ujrzała w lutym tego roku, a teraz jest światowym bestsellerem, z prawami sprzedanymi w 47 krajach. Najszybciej sprzedający się debiut dla dorosłych w Wielkiej Brytanii (nie książka, bo w szerszym ujęciu niemal wszystkie rekordy należą do Harry’ego Pottera). Książka, która dotąd oczarowała miliony. 

I jak przejść obojętnie obok takich haseł? Pozostać ślepym na to, co świat – jak się zdaje po opiniach – uznaje za objawienie? A z drugiej strony – dać się prowadzić jak dziecko we mgle, za rączkę przez sprawną machinę marketingową? 

Wiem jedno. Marketing Dziewczyny z pociągu jest świetny. Świetny do tego stopnia, że ja – nie przepadający wybitnie za thrillerem psychologicznym – marzyłem o tej książce od chwili, gdy się o niej dowiedziałem. A nie znałem nawet zarysu fabuły. Żałosne? Powiedziałbym raczej: skuteczne – z perspektywy marketingu. 

Życie Rachel nie jest kolorowe. Straciła męża, pracę i ma problemy z alkoholem. Na domiar złego udaje przed swoją najlepszą przyjaciółką, że wszystko jest w porządku i każdego dnia wsiada w pociąg, którym dotychczas jeździła do pracy i błąka się całymi dniami bez celu, by nie zdradzić się z tym, że została zwolniona. 

Jedyną namiastkę szczęścia stanowi dla Rachel obserwacja ludzi mieszkających w jednym z domów, obok którego codziennie przejeżdża pociągiem. Stworzyła idealną wizję pary i kiedy okazuje się, że jest to tylko złudzenie, świat wali się bohaterce na głowę. 

Co gorsza – wkrótce kobieta zamieszkująca w obserwowanym domu znika, a Rachel nie pamięta, co robiła w wieczór jej zaginięcia… 

Dziewczyna z pociągu wciąga od samego początku. To wnikliwa, ciekawie napisana powieść z dobrze wykreowanymi bohaterami i genialnie wykreowaną główną bohaterką. Rachel jest alkoholiczką – każdego dnia zmaga się z nieszczęściami, które na nią spadły i każdego dnia walczy o to, by pozostać trzeźwą, co jest niezwykle trudne. W opisywaniu takiej bohaterki bardzo łatwo jest się zagubić i przesadzić. Przyznaję – miałem pewne obawy, jeśli chodzi o tę konkretną kreację. Bałem się, że najbardziej wychwalana książka roku może okazać się kolejną naiwną opowiastką, w której ludzie zmieniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Na szczęście Paula Hawkins nie dysponuje magiczną różdżką, a rzetelnym piórem. Uważam, że kreacja Rachel jest fenomenalna. A to już bardzo solidna podstawa dla tej książki. 

Codzienność opisywana przez Hawkins nie jest jakoś szczególnie urzekająca. Spowita w odcieniach szarości, ale i na tym polu daleka od karykatury. 

I wreszcie – główny wątek. Para, którą główna bohaterka obserwuje z pociągu. Para, z którą nawiązuje niewidzialną więź i za którą – w pewien pokręcony sposób – czuje się odpowiedzialna. A to prowadzi do szeregu komplikacji, które mają realny wpływ na fabułę książki. Ale co ważniejsze – zgrabnie ją dopełniają. 

Dobry język to kolejny atut Dziewczyny z pociągu. Paula Hawkins ma ewidentny talent – umiejętność wyrażania myśli, lekkie pióro i spory zasób słownictwa. Miło się czyta tak dopracowaną pod kątem językowym powieść. Bo kiedy akcja zwalnia – a w tej powieści rzadko przyspiesza – to język wszystko ratuje i podtrzymuje. Zgrabne operowanie słowem budzi ciekawość, chęć czytania, pragnienie poznania zakończenia. To słowa – bardziej niż fabuła, bardziej niż kreacja bohaterów – stają się tym, bez czego ta książka nie mogła by się obejść. Ale też – razem z ową fabułą i bohaterami stanowi dzieło kompletne, pełnowartościowe. 

Zakończenie? Nieprzewidywalne. Przynajmniej nie dla mnie. Ale za to dobrze przemyślane, choć w pewien sposób trącące sztampowością. To tak charakterystyczne dla kryminałów, tak nierzeczywiste – moim zdaniem – dla realnego świata… Cóż – książka to nie realny świat, nawet jeśli przez kilkaset stron to właśnie jego opisuje. 

Dziewczyna z pociągu to kreacja złożona z tego, co już znamy z wielu innych książek. To twór, który pozornie nie powinien zaskakiwać, ani zachwycać, a jednak to robi. To powieść cudownie niezwykła w całej swej normalności. Podobnie jak burza – przynosi świeżość. A choć burza jest powszechna, za każdym razem jest to niezwykłe zjawisko. Dla mnie thriller Pauli Hawkins jest właśnie taką burzą w świecie literatury. I choć chciałoby się powiedzieć, że przereklamowaną, to trudno to zrobić – bo czy ktoś, kto widział milion piorunów powie o którymś, że jest przereklamowany?
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz