Nachodzi nowe Pottermore!


Już wkrótce otworem stanie przed nami świat, w którym wyobraźnia jest jeszcze bardziej nieograniczona. Ma być więcej magicznego świata wykreowanego przez J.K.Rowling i w końcu dane nam będzie opuścić mury Hogwartu. O czym mowa? O Pottermore, oczywiście!

Nadchodzą zmiany, a mają to być zmiany, które całkowicie zrewolucjonizują Pottermore, jakie poznaliśmy dotychczas. Jak donoszą twórcy, „dobiega końca pierwsza część historii Pottermore, w trakcie której mogliśmy cieszyć się śledzeniem losów Harry’ego” – druga część popularnego serwisu ma oprzeć się na rozwoju magicznego świata, w związku z czym oddalimy się od magicznej szkoły, by eksplorować szeroki świat czarodziejów. Wszystko ma ulec zmianie, o czym mamy się przekonać już niebawem. Ale zanim dojdzie do zapowiadanej rewolucji, przeanalizujmy po raz ostatni „stare” Pottermore. 

Prace nad Pottermore rozpoczęły się już w 2008 roku. Powstawanie serwisu było owiane tajemnicą. Niewiele osób miało pojęcie o tym projekcie. Pierwsze oficjalne doniesienia przedstawiono nam latem 2011, kiedy to przed śmiałkami z całego świata postawiono siedem zadań. Wypełnienie któregokolwiek z nich dawało szansę na dostanie się do ograniczonej grupy użytkowników beta strony. Do tego czasu o samym serwisie wiadomo było bardzo niewiele. Jedynie nazwa i strzępki informacji na temat rozszerzenia magicznego świata znanego z książek. Ale to wystarczyło, by rozgrzać do czerwoności miliony fanów „Harry’ego Pottera” na całym świecie. 

Jesienią użytkownicy bety otrzymali dostęp do strony – wówczas jeszcze bardzo niestabilnej i niezdolnej przetrwać zmasowany napór miłośników serii. 

Po wielu opóźnieniach i przesunięciach terminu, 14 kwietnia 2012 roku, Pottermore otworzyło swe podwoje dla wszystkich. Strona oferowała fanom magicznego cyklu eksplorowanie magicznego świata znanego z książek w postaci tzw. „momentów”. Każdy rozdział podzielony był na kilka takich momentów, które stanowiły różne obrazy (bardziej lub mniej animowane) przedstawiające część fabuły książki. W ramach owych momentów można było zbierać różne przedmioty czy odkrywać nowe teksty napisane specjalnie dla Pottermore przez J.K.Rowling. I nie ma co ukrywać – to te teksty zapewniały stałą żywotność strony. 

Dodatkowe atrakcje w stylu warzenia eliksirów czy czarodziejskich pojedynków okazały się być nudne i chyba jedynie najbardziej wytrwali i zagorzali miłośnicy byli w stanie cieszyć się nimi na dłuższą metę. Stronie doskwierała nuda. Bo kiedy odkryło się wszystkie momenty i przeczytało wszystkie teksty napisane przez Jo, co można było tam dalej robić? W nieskończoność podziwiać obrazki? 

Pierwsze zmiany, które spadły na Pottermore były raczej kosmetyczne. Zmienił się panel, tu i ówdzie dodano nagrania audio i w zasadzie tyle. Zmiany te najlepiej widać na ilustracjach przedstawiających Pottermore. 

Kiedy w kwietniu 2014 r. ogłoszono zakończenie współpracy pomiędzy Pottermore i Sony, które od początku było zaangażowane w budowę strony, jasnym stało się, że idzie za tym coś nowego. Choć wtedy raczej nikt nie był w stanie dookreślić, o jakie nowości chodzi. Błyskawiczne i pobieżne przejście pozostałych do odkrycia książek (na Pottermore każda książka była odkrywana stopniowo, a każdy rozdział dzielony na kilka momentów, natomiast od „Zakonu Feniksa” twórcy zaczęli pomijać bardzo wiele rozdziałów i robić duże przeskoki przy prezentacji fabuły książek), wyraźnie dawało do zrozumienia, że stara forma się wypala i twórcy strony chcą mieć ten etap jak najszybciej za sobą. Skąd takie nagłe przyspieszenie fabuły? Z powodu kiepskich wyników. Ruch na Pottermore generowały głównie nowe teksty Rowling, a kiedy nie było nic nowego, drastycznie malał. Nie taki był cel. Pottermore nie stanowiło nawet zbyt dobrej promocji dla ebooków. A przecież o to chodziło – by miliony zauroczonych stroną użytkowników zdecydowało się na zakup elektronicznej wersji ukochanej książki. Pottermore stanęło u kresu swoich możliwości. Zwłaszcza, gdy ze strony usunięto możliwość publikowania komentarzy – w celu obrony najmłodszych… 

I wreszcie, kiedy wszystko zaczęło sięgać dna, ktoś powiedział: „basta!”. Obudził się i stwierdził, że stronie potrzebne są zmiany. I to konkretne zmiany, bo same ulepszenia już nikogo nie zwiodą i nie oczarują. Pottermore potrzebuje rewolucji. W przeciwieństwie do wielu milionów innych witryn internetowych, Pottermore nie może liczyć na dynamiczny napływ świeżej krwi, a to dlatego, że niemal wszyscy zainteresowani są już zarejestrowani na stronie. Jedyną szansą jest pobudzić zarejestrowanych uczestników i oczarować ich na nowo. I – miejmy nadzieję – na dłużej. 

Dlatego nadeszła pora na zmiany. 
Na razie możemy gdybać, że na Pottermore znajdzie się miejsce zarówno dla „Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć” jak i dla „Harry’ego Pottera i Przeklętego Dziecka”. Być może J.K.Rowling pokusi się też o dalszy rozwój uniwersum i przedstawi losy zupełnie nowych bohaterów egzystujących w tym samym świecie, co Harry. 

Wiemy, że nie będzie zmagań pomiędzy domami Hogwartu i Pucharu Domów. Wiemy, że zmieni się model przedstawiania znanych już momentów z książek. Wiemy, że będzie nie tyle więcej Pottera (PotterMORE) co magii (magicMORE). Ale jaki będzie tego efekt? 

Mam nadzieję, że dobry. I bardzo na to liczę, ponieważ kolejna porażka Pottermore może odwrócić się przeciwko nam, fanom. W jaki sposób? Choćby w postaci nałożenia abonamentu na użytkowników. Choćby skromna kwota pozwalająca na dostęp do serwisu, przyniesie firmie olbrzymie pieniądze. Cel finansowy tak czy siak zostanie osiągnięty, bo miliony osób na świecie zapłaci, by móc dalej eksplorować magiczny świat J.K.Rowling. Tylko szkoda płacić za coś, co teraz jest za darmo. Dlatego – choć ten optymizm jest ponad zdrowy rozsądek – bardzo liczę na to, że druga wersja Pottermore rzeczywiście okaże się być porywająca i fascynująca.


Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz