"Gregor i przepowiednia zagłady" - Suzanne Collins

Tak, tak – wiem, że facetowi w moim w wieku, w dodatku żonatemu i dzieciatemu, nie przystoi już czytać książek dla dzieci (a przynajmniej nie czytać ich dla siebie), ale zawsze będę się zasłaniać tym, że sprawdzam, jakie książki podsunąć kiedyś mojej córce. I tej wersji będę się trzymał. 

Po pierwszą część „Kronik Podziemia” – „Gregor i niedokończona przepowiednia” sięgnąłem z czystej ciekawości. Ta ciekawość ma nazwisko. Suzanne Collins. Oczarowany przed laty trylogią „Igrzysk Śmierci” nie mógłbym oprzeć się pokusie, by sięgnąć po inne jej dzieło – niekoniecznie związane z Panem. Niezależnie od tego, że seria o Gregorze skierowana jest raczej do młodszego odbiorcy, z niecierpliwością jej wyczekiwałem na polskim rynku. I się doczekałem. Nie chcąc się powtarzać, na dalszą część tej historii zaproszę TUTAJ

A teraz przejdę do rozwinięcia. Czyli do momentu, kiedy znowu ja – jeszcze starszy, w dłuższym o kilka miesięcy stażu małżeńskim i starszym o tyle samo miesięcy dziecku – z nową niecierpliwością wyczekiwałem premiery drugiego tomu owych „Kronik”. Nie pytajcie skąd we mnie taka niecierpliwość, bo nie wiem. Najwyraźniej pierwszy tom obudził we mnie tego samego czytelniczego zwierza, zwanego Czytaczem, z którym stykałem się w swoim życiu przynajmniej kilka razy. To zwierz nakazujący czytać. Lesen macht frei – czy jakoś tak. Bo choć oczywiście lesen nie czyni nas frei, to przynajmniej wzbogaca i ubarwia nasze życie. 

Do rzeczy. 

Drugi tom „Kronik Podziemia” jest genialny. 
Koniec recenzji. 
Możecie już biec do księgarni po książkę. 


Przepraszam. Nie możecie. 
Bo jeszcze jej tam nie ma. Będzie za 3 dni. 

W takim razie napiszę trochę więcej na temat samej książki. Po to tylko, żeby was żal ściskał, że ja już ją przeczytałem, a wy jeszcze musicie poczekać. 

Nikt nie mówił, że zwierz czytelniczy dobry jest, łaskawy czy sprawiedliwy. Zwierz to zwierz. Bywa brutalny. 

No więc zaczynając zdanie od „no więc” zdradzę, że drugi tom serii – „Gregor i przepowiednia zagłady” – rozpoczyna się na kilka miesięcy po zakończeniu pierwszego. Jest zima, niedaleko do Bożego Narodzenia. Życie Gregora i jego rodziny nie wygląda zbyt kolorowo – z pewnością na święta życzyliby sobie nieco więcej zdrowia i pieniędzy. 

Początek przygnębia, ponieważ widzimy naszego bohatera w sytuacji, która nikogo nie mogłaby uszczęśliwić. Na domiar złego sytuacja ta komplikuje się, kiedy ze śladem znika ukochana siostra Gregora – Botka. Dodam, że jest to ślad prowadzący do Podziemia. Pomimo złożonej samemu sobie przysięgi, że nigdy tam nie wróci, chłopiec jest zmuszony jeszcze raz dostać się do podziemnej krainy, by wydostać stamtąd uprowadzoną siostrę. A kiedy tam dociera, okazuje się, że sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana, niż mogło się wydawać na początku. Nad życiem Botki wisi widmo śmierci. By ocalić dziewczynkę, Gregor ponownie musi poddać swój los tajemnej przepowiedni i wyruszyć w niezwykle niebezpieczną podróż, by na jej końcu stawić czoła swemu przeznaczeniu. 

Książka od samego początku budzi wiele emocji. Jest dużo lepsza od pierwszego tomu. Bardziej wyrazista. Krwista. I nieziemsko wciąga. 

Kiedy rozpoczyna się przygoda, trudno oderwać się od lektury. Zarówno fabuła jak i sami bohaterowie są dowodem na to, jak wielkie postępy poczyniła Suzanne Collins od napisania pierwszego tomu (a warto pamiętać, że seria o Gregorze powstała przed „Igrzyskami Śmierci”). Czuć na własnej skórze, że pisarka nabrała wprawy i doświadczenia. Stała się bardziej świadoma, a to wychodzi książce na dobre. Liczne zwroty akcji i fenomenalny, bardzo zaskakujący finał, to niewątpliwe atuty tej powieści. Sama konstrukcja podziemnego świata bardzo zyskała. Bohaterowie stali się głębsi (choć płytcy nie byli nawet w pierwszym tomie), a ich relacje bardziej złożone. No i jest zakończenie, które sprawia, że chciałoby się pogonić tłumacza i wydawcę z trzecim tomem. 

W „Gregorze i przepowiedni zagłady” jeszcze mocniej czuć ducha „Igrzysk Śmierci” – pomimo, że to zupełnie inna opowieść, dla innej grupy odbiorców i bardziej nastawiona na fantazję – dostrzegam w niej mrocznego ducha najpopularniejszego dzieła Collins. I czuję się tym faktem niezwykle mocno ukontentowany. 

Sięgając po tę książkę spodziewałem się prawdziwego tortu wysokiej jakości. Smacznego, idealnie wyważonego, nie za słodkiego i nie mdłego. Tymczasem to, co otrzymałem okazało się być wielopiętrowym tortem najwyższej – światowej klasy – o milionie doskonale komponujących się ze sobą smaków i zapachów, gdzie wszystko pozostaje ze sobą w idealnej harmonii. Ta książka to prawdziwy miód na serce książkowego Czytacza, który ponownie wychyla z mojej piersi swój długi nosek węsząc z nadzieją na kontynuację. Oby tylko to oczekiwanie nie było zbyt długie.

Chcesz zdobyć "Gregora i przepowiednię zagłady"? Weź udział w naszym KONKURSIE
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz