Zatraceni w fandomie

Zwykle nie odnoszę się do filmów, niemniej w tym przypadku zrobię wyjątek i odwołam się do ekranizacji Harry’ego Pottera i Czary Ognia. Przed trzecim zadaniem Turnieju Trójmagicznego Albus Dumbledore zwraca się do jego uczestników: „w labiryncie nie będzie smoków, ani morskich stworzeń. Czekają was o wiele trudniejsze wyzwania. W labiryncie ludzie zmieniają się. Szukajcie tego pucharu, ale uważajcie, żeby nie zgubić po drodze siebie.” 

Krótkie wyjaśnienie. Fandom Harry’ego Pottera jest jednym z najbardziej rozwiniętych i najbardziej żywych fandomów na świecie. Seria trafiająca do dzieci i młodzieży ma dużo silniejszą moc oddziaływania, aniżeli jakakolwiek książka przeznaczona dla dorosłego odbiorcy. Trafiając na młody, ciągle rozwijający się umysł, ma moc wpływania na niego i kształtowania go. Nie można zaprzeczyć temu, że książki J.K.Rowling zupełnie inaczej wpłyną na dziecko, a inaczej na dorosłego, który wcześniej nie miał z nimi żadnej styczności. Harry Potter dla wielu osób będzie właśnie takim labiryntem. Wchodząc do niego, mamy mnóstwo dróg, mnóstwo możliwości wyboru. Trwając w ograniczonym, zamkniętym świecie, dążymy do celu – do środka labiryntu, do zwycięstwa. Ale istotnie – nasze losy podczas tej wędrówki, tych poszukiwań, mogą się potoczyć bardzo różnie. 

Mierzę się dziś z bardzo ciężkim tematem. Tematem, który każe szufladkować fanów serii. Który – w oparciu o obserwację szerokiego spektrum różnych ludzi – każe wyselekcjonować poszczególne grupy. Poniższe rozważania należy traktować jako zupełnie subiektywne. 

Fani Pottera dzielą się na poszczególne grupy:

1) Outsiderzy – najczęściej utożsamiają się z Harrym i podobnie jak on czują się niezrozumiani i nie pasujący do świata, w którym żyją; nierzadko wyśmiewani, szykanowani i zakompleksieni. 

2) Ciekawscy – ci, którzy sięgnęli po te książki z ciekawości – w końcu cały świat o nich mówi!

3) Chcący być na czasie – osoby, które chcą być na bieżąco i nadążać za zmieniającym się nieustannie światem. 

Żeby udowodnić, że w byciu outsiderem nie ma nic złego, sam przyznaję, że zaliczam się do tej grupy. 

Niezależnie od tego, w jaki sposób rozpoczęła się nasza przygoda z Harrym, czujemy się pochłonięci przez te książki. Moc Harry’ego najbardziej daje się we znaki outsiderom – zmienia ich życie, ich spojrzenie na świat, pomaga pozbierać się z emocjonalnych dołków i na nowo przeanalizować swoje życie. Oczywiście, przynależność do drugiej i trzeciej grupy, nie wyklucza tego, że nasze życie ulegnie zmianie. I właśnie rzecz w tych zmianach. Jako ludzie, którzy nie mają nic do stracenia, a wiele do zyskania – choćby powszechną akceptację i zrozumienie – często poddajemy się tym zmianom i płyniemy z nurtem. Jesteśmy w labiryncie i wybieramy ścieżki, które pozwolą nam poczuć radość z życia i zmienić się. 

Ale te zmiany nie zawsze są dobre. Nie każdy potrafi nad nimi zapanować i nie każdy potrafi do końca pozostać sobą w obliczu redesignu własnego życia. 

Oczywiście, na ogół słyszymy o dobrych skutkach potteromanii – ktoś nabrał pewności siebie, uwierzył w siebie i zaczął naprawiać swoje życie; ktoś szczęśliwie poznał swoją bratnią duszę (albo nawet i kilka takich dusz) – generalnie Harry Potter wyczarował komuś słońce, które od tej pory będzie świeciło w jego życiu. 

Ale zdarzają się też zmiany niekoniecznie dobre. 

Harry Potter jest książką bardzo wieloznaczną i nierzadko zbyt dosłowny jej odbiór, może generować złe skutki. Nie mówię tu, bynajmniej, o tym, że czytelnik Pottera zacznie uprawiać czarną magię czy uczestniczyć w seansach spirytystycznych (choć i do takich absurdalnych przypadków dochodzi), ale o tym, że w pewnym momencie zatraca siebie w tym labiryncie. Albo zakłada maskę. 

Konkrety. Każdy z nas utożsamia się z jakimś domem w Hogwarcie. Ktoś czuje się Gryfonem, ktoś Krukonem, ktoś Ślizgonem. No i czasami, od święta, znajdzie się też jakiś Puchon. To normalna rzecz. Podobnie jak normalną rzeczą jest sympatia żywiona do ulubionych postaci. Ale tutaj tkwi cienka granica poza sympatią, a utożsamianiem się. Pal licho, jeśli utożsamiamy się z bohaterem, do którego faktycznie blisko nam pod względem charakteru czy przekonań. Gorzej, jeśli utożsamiamy się z kimś, kim nie jesteśmy. 

W tym momencie często zaczyna się lans. Realni Ślizgoni obrażają wszystkich (zwłaszcza, a może i tylko) w sieci, publikują obraźliwe komentarze, atakują kogo popadnie i nieustannie podkreślają swoją przynależność do domu Slytherina. Działa to na zasadzie: będę chamski, bo Ślizgonowi wypada być chamskim. Przykro mi, że uczepiłem się Ślizgonów, ale to na ogół ta grupa wiedzie prym w sieci i ta grupa najgłośniej i (nierzadko) najbardziej wulgarnie zaznacza swoją obecność. Literacka kreacja – fikcja i fikcyjne ideologie – przenika do rzeczywistości. Realna osoba zaczyna realizować siebie w swojej fikcyjnej postaci, udając kogoś kim naprawdę nie jest. I bez najmniejszych skrupułów krzywdzi i rani innych ludzi, bo przecież jej wolno! Tak musi być! Taka jest natura tego świata. 

NIE.

Naturą świata wykreowanego przez J.K.Rowling było rozpowszechnianie tolerancji i piętnowanie złych wzorców, by promować te dobre. W jej świecie rasizm i nietolerancja są największym złem. Jaką naukę z lektury tych książek odebrały osoby, które na poważnie – przez zatracenie siebie lub założenie maski – postanowiły realizować wizję siebie jako przeciwieństwa ideałów podkreślanych w Harrym Potterze

Osoba przeświadczona o własnym „ślizgoństwie” zamyka się w swoim małym świecie osób, które podobnie jak ona pomyliły fikcję z rzeczywistością. I niemal wszystko w swoim życiu usprawiedliwia fikcyjną przynależnością do fikcyjnego domu w fikcyjnym Hogwarcie. Kłamię, bo jestem Ślizgonem. Krzywdzę, bo jestem Ślizgonem. Jestem bezczelny, bo jestem Ślizgonem. 

Bardziej nawet niż zdegenerowany wątek Potter-porno, uważam tę gałąź fanostwa (?) za zgniłą. Każdy utożsamia się z czymś innym, ale na Boga! – nie pozwólmy dać porwać się szaleństwu! Bo obrażający i raniący wszystkich dookoła, chamski, wulgarny i przeświadczony o własnej nieomyślności Ślizgon w istocie, w swojej fikcji, staje się bohaterem komicznym, jeśli nie tragicznym. Ukrywanie siebie pod maską arogancji, obłudy i innych podłych zachowań, świadczy nie o sile, ale o słabości. Wyjątkowej słabości i nie radzeniu sobie z własnym życiem. 
Kościół katolicki zwykł uogólniać i upiera się w nieustannym twierdzeniu, że Harry Potter jest zły. Psychologia upiera się na podstawie wyników badań, że ma zbawienny wpływ na ludzi i ich rozwija. Czarne i białe. Ale ani jedni, ani drudzy nie mają racji. 

Bo z Harrym Potterem trzeba uważać, nie dlatego, że jest zły, ale dlatego, że może być źle odebrany. Nie jest też dobry, bo – jak każda książka wpływająca na ludzi – może zostać odebrany niewłaściwie i stać się podstawą dla czerpania złych wzorców. Jeden będzie widział walkę Harry’ego ze złem i jego poświęcenie – to stanie się mottem przewodnim jego życia. Drugi zauważy, że Harry kłamie i nie ponosi za to odpowiedzialności. Czy Rowling popełniła błąd tworząc rzeczywistych bohaterów? Ani czarnych, ani białych, lecz skąpanych w odcieniach szarości? 

Kwintesencją tego wpisu jest – zwłaszcza w obliczu zbliżającej się premiery ilustrowanego wydania Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego – zwrócenie uwagi rodzicom, że należy bacznie obserwować dziecko i rozmawiać z nim, gdyż każda rzecz – każda książka, każdy film, każda gra – może być przez nie źle zinterpretowana. A potem może okazać się, że jest już za późno. 

Nie każdy umysł jest równie silny jak inne. Nie każdy wyciągnie odpowiednie wnioski. Na stu Gryfonów zawsze znajdzie się stu Ślizgonów. I źle, jeśli w którejś z tych setek znajdzie się fanatyk. Bo z fanatyzmem można wygrać jedynie w chwili, gdy ten dojrzewa. Dojrzały jest jak zgniłe jabłko. Za późno na pomoc. 

Bądźmy Gryfonami, Ślizgonami, Krukonami i Puchonami, czytając Harry’ego Pottera. Ale pamiętajmy, że jakkolwiek te książki zmieniają nasze życie – dla nas samych na ogół na lepsze – to jest to fikcja i trzeba wiedzieć, że w istocie nadal pozostaje się sobą. Nie zatraćmy się w tym labiryncie, bo to nie tylko wstyd dla fandomu ale i obraza dla jego twórcy. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

8 komentarze:

  1. Wydaje mi się, że to jest raczej tak, że osoby, które atakują innych (ślizgoni) nie robią tego, żeby dopasować się do Slytherinu, ale po prostu mają skłonności ku temu, a przynależność do Slytheriniu wybierają na zasadzie przyzwolenia na takie zachowanie oraz fakt, że mogą tam znaleźć "bratnie dusze", które będą im w tym towarzyszyć. Czytanie ze zrozumieniem to jedno, ale trzeba pamiętać, że literatura to nie tylko odczytywanie, "co autor miał na myśli". Istnieje pewna dowolność interpretacji, a każdy czytelnik znajduje w serii HP coś dla siebie. Świadczy to tylko o bogactwie tych książek. Co do postaci tylko czarnych i białych - takie rozpisanie bohaterów zabiłoby tę książkę. Dla mnie ogromnym plusem jest to, że nawet wiele negatywnych zachowań bohaterów zostało umotywowane czymś konkretnym. Stąd łatwo się jest utożsamiać nie tylko z głównym bohaterem, ale także np ze ślizgonami i innymi postaciami z "ciemniejszej strony mocy". Co do zatracenia się w fandomie... cóż... mi się to zdarza, przyznaję. Ale wiem z czego to wynika. Zatracenie się w fikcyjnym świecie jest ucieczką od świata realnego i od siebie realnego. Może to też działać jako pewnego rodzaju katharsis. Czy jest to coś złego? Można porównać to z działaniem jakiejkolwiek używki - w niewielkiej ilości może pomóc oderwać się od rzeczywistości. Przedawkowanie jest jednak niewskazane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że zwróciłeś uwagę na jeden fakt: źródłem prblemu nie jest sam Harry Potter, lecz czytelnik. Jesli ktoś utożsamia się ze Ślizgonami i jest przez to chamski w sieci, to źle świadczy o nim i o jego wychowaniu tudzież wartościach moralnych. Każda ksiązka, każdy film, każda bajka może być w tej sytuacji zagrożeniem, bo każda z założenia musi mieć postacie negatywne.

    alessandra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać, nic ująć :)
      Dzięki za komentarz!

      Usuń
  3. W pewnym sensie masz rację jednak nie jest tak, że niektóre osoby próbują na siłę wpasować się do jakiegoś domu? Akurat t najlepszym przykładem jest dom węża. Fanki zauroczone Tomem Feltonem próbują na siłę być Ślizgońskie. Spotkałam się już z sytuacją gdzie dziewczyna starała się być złośliwa i sarkastyczna tylko dlatego, że chciała być jak Severus i Draco.
    Każda książka źle odebrana może ciągnąć za sobą katastrofalne skutki. To, że wspomniałeś o Ślizgonach było dobrym pomysłem, ale czy jednak niektórzy Ślizgoni nie mają w sobie tych lepszych cech? W końcu w uczniach domu węża są jednak pozytywne cechy. Myślę, że większość tych "Ślizgonów w internecie" to właśnie te osoby, które wolą dostrzegać tylko te dobre cechy tego domu.
    Harry Potter sam w sobie nie jest zły, jest wyjątkowy na swój sposób. W moim przypadku to właśnie ta książka ukształtowała mój charakter i sposób bycia i prawdopodobnie dalej go kształtuje. Mogę śmiało rzec, że po pewnym czasie od przeczytania książek nie byłam tą samą osobą, a pomysł z Potterem jako dziełem szatana wydawał mi się nadzwyczajnie mało inteligentny.
    Och, moja wypowiedź nie ma sensu, jest nielogiczna i odbiega od tematu no, ale cóż można się spodziewać od trzynastoletniej osoby przepełnionej hormonami? xD Serdecznie pozdrawiam i liczę na jeszcze więcej tak interesujących wpisów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy dom Hogwartu jest szlachetny i nie jest zły od środka. To ludzie czynią rzeczy złymi. Tak samo jest ze Slytherinem.

      A to, że Harry kształtuje charakter - to bardzo dobrze, bo wielu osobom pomaga.

      13 lat to fantastyczny wiek, nawet pomimo buzujących hormonów! ;)

      A Twój komentarz ma sens i jest logiczna - wierz w siebie! :)

      Pozdrawiamy ciepło!

      Usuń
  4. Teraz wypowiem się ja jako Ślizgonka.

    Kwestia numero uno: Uogólnianie!

    Ci tacy internetowi Ślizgoni z charakterem niczym Parkinson to naprawdę nieliczne przypadki. Osobiście z żadnym się nigdy nie spotkałam (zapewne wiele przede mną). Ludzie (głównie dziewczyny) przydzielają się tam z innego powodu, który napiszę w kolejnym punkcie.


    Kwestia numero dos: Napalone hot 13 (i teraz mi głupio, że sama mam 13 lat).

    Wiele dziewczyn (no dobra dziewczynek (no dobra dziewczyn o mentalności dziewczynek)) chce być Ślizgonkami z powodu jednej osoby- Draco Malfoya, a konkretniej Toma Feltona, który gra go w filmach. Przyznam się bez bicia, że lubię Draco- uważam, że jego historia i to jak zmienił się miedzy 6 częścią, a epilogiem (ta zmiana poglądów i wogóle) jest ciekawe. Przyznam się też, że czytam fanficki o Dramiona, ale tylko te w które jestem w stanie choć w 10% uwierzyć. Niestety są laski, których zachowanie przypomina bardziej bycie "rzonami" (błąd celowy) Malfoya. Często można się spotkać z tekstami w stylu "OMG <3 <3 <3 Jaki on suodki!!! Muj Dracuuuśśś!!! <3 <3 <3" (błędy wciąż celowe. I osobiście nie znoszę tego typu hot 13.


    Kwestia numero tres: Dlaczego jestem w Slytherinie?

    Weszłam na Pottermore, użyłam tiary przydziału i wybrała Slytherin. Przez jakiś czas rozmyślałam czy aby napewno tam pasuje (zawsze wolałam Ravenclaw) i uznałam, że jestem zarówno sprytna jak i ambitna. Wredotą jestem tylko jak któś mi zajdzie za skórę. Sama wredota nie była cechą, którą trzeba było mieć by być w Slytherinie. Napewno było wielu normalnych Ślizgonów, ale Rowling bardzo uogólniła temat robiąc ze Snape'a jakiś niesamowity wyjątek, który jest dobry.


    Kwestia numero kłatro: Z rozumem.

    Niestety są ludzie którym przydałby się zakup nowego mózgu. Na to nie można nic poradzić, bo tacy są wszędzie. Zarówno wśród Beliebers, Trybutów jak i fanów metalu. Należy po prostu nauczyć się z nimi żyć i liczyć na to, że kiedyś zmądrzeją.


    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bycie Ślizgonem nie jest złe - obsesja na tym punkcie jest zła. I myślę, że zarówno mój jak i Twój tekst doskonale to potwierdza :) Pozdrawiam!

      Usuń