Potter pod ochroną!

Wiele milionów zainwestowanych w ochronę książki. Ostatni rozdział przechowywany w sejfie. Specjalne umowy z pracownikami wydawnictw i wzmożone kontrole w drukarniach. Harry’ego Pottera wielokrotnie ogłaszano najmocniej strzeżoną książką w historii. Wydawcy niejednokrotnie szczycili się podwyższonymi normami bezpieczeństwa – ba, ponoć 10 milionów funtów zostało zainwestowanych w ochronę, by zapobiec jakimkolwiek wyciekom fabuły ostatniego tomu. Fakt, że skan całej książki pojawił się w sieci na tydzień przed oficjalną premierą, daje sporo do myślenia. Im forteca pilniej strzeżona i trudniejsza do zdobycia, tym większą rodzi pokusę. 

Dlatego dziś – z okazji ośmiolecia Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci, przypomnimy sobie o sytuacjach, które niejednokrotnie zmroziły krew w żyłach autorki, jej agentów i wydawców, a nas – czytelników – niemal ograbiły z przyjemności czytania. A było takich sytuacji przynajmniej kilka… 

Ale zacznijmy pozytywnie. Przy trzech pierwszych tomach nie było mowy o żadnych przeciekach czy wyciekach. Nikt nie próbował wykraść pilnie strzeżonych tekstów, a w bramach wiodących do domów wydawniczych nie stali posępni ochroniarze z karabinami maszynowymi gotowi rozstrzelać każdego mugola, śmierciożercę czy skrzata domowego, którzy choćby pomyśleliby o wyniesieniu skrawka papieru z budynku… 

Wszystko zaczęło się od Czary Ognia i dzikiego pragnienia autorki i wydawców, by do dnia premiery utrzymać w sekrecie… tytuł książki. Trudno teraz powiedzieć, czy było to wynikiem czystej naiwności czy czegoś innego. Zwłaszcza, że miała to być pierwsza książka z serii, której amerykańska i brytyjska premiera miały odbyć się jednego dnia – 8 lipca 2000 roku. Chodziło o to, żeby skutecznie zakamuflować kilka milionów książek i ukryć nawet ich okładki przed niepowołanymi osobami! 

I udało się! Dziennikarze spekulowali, fani zgadywali, Rowling podjudzała. Przez wiele miesięcy czwarty tom figurował w mediach jako Harry Potter and the Doomspell Tournament (Harry Potter i Turniej Magicznego Przeznaczenia). Pojawiały się plakaty przedstawiające okładkę książki pozbawioną tytułu. Była to jedyna sytuacja w całym wydawniczym życiu Pottera, kiedy najpierw znana była szata graficzna okładki, a dopiero na samym końcu tytuł. Dobra passa trwała kilka miesięcy, aż do felernego dnia na przełomie maja i czerwca, kiedy tytuł wyciekł. Oczywiście, wydawca nadal robił dobrą minę do złej gry utrzymując, że oficjalnie tytuł zostanie ogłoszony 27 czerwca. I został ogłoszony. Szału na nikim to nie zrobiło, bo od blisko miesiąca tytuł był znany. Zabawne, że obecnie niemal nikt już nie pamięta o tym zajściu. 

Przed podobną wpadką przy następnej książce J.K.Rowling zabezpieczyła się w bardzo niespodziewany sposób. Tytuł piątego tomu zdradziła nieoczekiwanie, kiedy zapytał ją o to młody fan przygód czarodzieja. Raczej nikt nie spodziewał się, że słynąca z utrzymywania wszystkiego w tajemnicy, autorka, odpowie na to pytanie. A jednak. Ale nawet to nie uchroniło Zakonu Feniksa przed znacznie poważniejszymi problemami, aniżeli przedwczesny wyciek tytułu. Najpierw dwa egzemplarze książki pozbawionej okładki zostały znalezione w środku pola – znalazca był bardzo podekscytowany, niezwłocznie zgłosił znalezisko jednemu z największych brukowców Wielkiej Brytanii – The Sun. Dziennikarze bardzo zainteresowali się tematem i mógł to być bardzo zły zwiastun dla książki, której premiera miała się odbyć dopiero za kilka miesięcy. Wystarczy sobie wyobrazić, co zrobiłby nasz rodzimy Fakt w obliczu takiego znaleziska… Na szczęście redaktorzy z The Sun zachowali zdrowy rozsądek. A raczej obawiali się konsekwencji w przypadku, gdyby opublikowali coś z treści książki. Bo warto pamiętać, że media zawsze słono płaciły za nastąpienie J.K.Rowling na odcisk. 

Zaledwie jeden problem został rozwiązany (książki wróciły do wydawnictwa, do globalnego wycieku treści nie doszło), gdy pojawił się drugi. Znacznie poważniejszy. Czymże, bowiem, są dwie książki w obliczu siedmiu tysięcy? Skąd ta liczba? Tyle egzemplarzy Zakonu Feniksa mieściło się w ciężarówce, która została skradziona. Później odnaleziono zagubiony samochód. Ale książek w nim nie było. Ryzyko, że trafią one na czarny rynek przed oficjalną premierą było olbrzymie. Brytyjskiemu wydawcy pozostało modlić się o to, by nie ziściły się najgorsze prognozy. A Amerykanom – patrzącym z boku na bezradność Brytyjczyków – pozostało zaciskać zęby. Na szczęście i tym razem magia Harry’ego Pottera uchroniła go przed olbrzymią porażką. 

Pomni niepożądanych sytuacji z przeszłości, wydawcy brytyjski i amerykański, postanowili znacznie bardziej przyłożyć się do strzeżenia treści Księcia Półkrwi. Było to trudne zadanie, zważywszy na fakt, że z każdym kolejnym tomem wzrastał poziom globalnej potteromanii. Ludzie dosłownie szaleli na punkcie tej książki. Tym razem żadne egzemplarze nie trafiły na pole, żadna ciężarówka nie została skradziona. Ale doszło do prawdziwie kryminalnego zajścia. Pracownik gazety The Sun został postrzelony przez mężczyznę, który wtargnął do siedziby gazety z egzemplarzem Księcia Półkrwi i usiłował odsprzedać go za 50 tysięcy funtów. Prawy rycerz, jakim był ów pracownik brukowca, starał się przekonać napastnika do pozostawienia książki i opuszczenia budynku. Na próżno. W konsekwencji bohater został postrzelony. A przynajmniej The Sun tak twierdzi, ponieważ oficjalne źródła jednoznacznie potwierdziły, iż broń dzierżona przez napastnika była zwykłą… zabawką (więcej na temat: TUTAJ). 

A koniec końców i tak już w maju 2005 roku, na dwa miesiące przed premierą książki, wiadomo było, że w finale powieści z życiem rozstanie się Albus Dumbledore – był to najczęstszy typ w zakładach bukmacherskich składanych w pobliżu drukarni… 

„Dość tego panowie!” – zakrzyknęli zapewne wydawcy i agenci J.K.Rowling zebrawszy się przy bardziej (lub mniej) okrągłym stole w obliczu przygotowań do publikacji ostatniego tomu serii. „Zbyt wiele już było błędów! Zbyt wiele wycieków! Musimy przedsięwziąć największe środki ostrożności!”. 

W mojej wyimaginowanej scenie Christopher Little, ówczesny agent literacki Rowling i jej prawa ręka, siedział zapewne mocny pogrążony w myślach, gdy poirytowany przedstawiciel amerykańskiego Scholastica uderzył pięścią w stół i spojrzał na wszystkich znacząco. 

A było to spojrzenie na tyle twarde, bezwzględne i wiele znaczące, że gdy spotkanie dobiegło końca, wiadome już było, że tylko duże pieniądze ochronią Pottera przed ostatecznym przeciekiem. 10 milionów funtów miało załatwić sprawę. Sama aura tak dużych pieniędzy miała zniechęcić śmiałków do prób wykradzenia książki. Tylko nieliczni mieli do niej dostęp. Była to doskonała pożywka dla mediów. Na całym świecie pisano i mówiono na temat wzmożonej ochrony wokół Pottera. Każda, nawet najmniejsza wzmianka o wycieku powodowała burzę medialną – nawet nasze Fakty w głównym wydaniu zaprezentowały fragment kiepskiego ff jako oficjalne zakończenie książki. 

Ochrona zdawała egzamin. Żaden fragment powieści nie został ujawniony. Żadna książka nie została skradziona. Do czasu… 
Na tydzień przed oficjalną premierą Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci do sieci trafił skan całej książki. Po tylu miesiącach bez przecieku, raczej nikt nie spodziewał się, że dojdzie do niego na finiszu. A jednak. Początkowo wydawcy starali się wmówić, że to NIE jest prawdziwa książka, lecz kolejny fanfik. Na dowód zaprezentowano skan spisu rozdziałów z rzekomo prawdziwej książki. Ostatnia próba ratowania sytuacji nie powiodła się – spis był przygotowany na szybko w programie graficznym. Ewidentne było, że wydawcy starają się jak mogą, by uratować sytuację. Ale 21 lipca 2007, dokładnie 8 lat temu, już wszystko było jasne. Doszło do największego wycieku. Nie pomogły miliony funtów. Nie pomogły solidne zabezpieczenia i mocno obwarowane umowy… Pomimo lat doświadczeń, prób i błędów, nie wszystkie dziury w systemie udało się załatać. Każda kolejna książka przynosiła nowe wypadki, ujawniała nowe luki – ale patrząc na ogrom potteromanii, prawdziwym cudem byłoby, gdyby do takich wpadek nie dochodziło. 

A kolejny wyciek już wkrótce – bo czy ktoś naprawdę wierzy w to, że da się utrzymać w tajemnicy wygląd ilustrowanego wydania Kamienia Filozoficznego, gdy książka ma mieć swoją światową premierę – w ponad 20 językach – tego samego dnia? 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

19 komentarze:

  1. Nie miałam pojęcia o tych wpadkach i wyciekach, powiem szczerze, że to ciekawy temat. Kiedy wycieki Harry'ego miały miejsce ja byłam jeszcze malutka, więc kompletnie nie miałam pojęcia, że miały miejsce takie zdarzenia :)
    Jestem też ciekawa, czy tym razem uda się ,Bloomsbury i agentom Rowling, utrzymać w tajemnicy ilustrowane wydanie. Miejmy nadzieję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super artykuł :)
    A ja tam się dziwię jak przez 100 lat uniknięto wycieku receptury Coca-Coli... :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, o niczym z poruszanych tu wycieków nie miałem zielonego pojęcia :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy moglibyście wyłączyć pojawienie się tego okna proponującego polubienie blogu na facebook za każdą zmianą strony? To jest wkurzające. Niestety nie jestem w stanie przeczytać więcej niż dwie strony, bo to ciągłe pojawianie się powiadomienia jest wnerwiające. Jak ktoś już polubił (albo nawet i nie), nie powinien być ciągle bombardowany tymi wyskakującymi oknami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, widget okazał się być wadliwy. Już go nie ma :)

      Usuń
  5. To w sumie ekscytujące, że ludzie tak się bili o książkę! Jest w tym jakaś... magia :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja byłam świadkiem nie tyle wycieku,co błędu pracowniczego,kiedy to w czasie premiery HPiIŚ,pracownicy supermarketu ustawili książki do sprzedaży na regałach dwa dni przed oficjalną premierą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce to było powszechne zjawisko.

      Usuń
  7. To jest niesamowite. Naprawdę. Akcje z próbą przejęcia książek niczym z filmów sensacyjnych. To tylko pokazuje, jak światem i wyobraźnią ludzi zawładnęła seria o młodym czarodzieju. Nic dziwnego... majstersztyk. Książki, które wychowały mnie i są ogromną częścią mojego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie patrzeć - te książki nierzadko były (niektóre nadal są) tak bardzo wartościowe, że bardziej opłaca się ukraść jedną niż napadać na bank :)

      Usuń
  8. Pamiętam że oglądałem to wydanie faktów gdy odczytywali tamten rzekomy fragment książki. Jednak nie pamiętam dokładnie jego treści :( ktoś ma dostęp do tego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę tylko coś o Privet Drive i że było to naprawdę kiepskie :D

      Usuń
    2. Mam pytanie co do tego "fragmentu": czy były to zwykłe wydanie faktów w TVN? Prowadzę poszukiwania tego fragmentu, ponieważ jestem bardzo ciekawa, co to właściwie było :) każda podpowiedź mile widziana! :D

      Usuń
    3. Tak, to było standardowe wydanie o 19:00 :) Emitowane na pewno przed 21 lipca 2007.

      Usuń
  9. Tak odbiegając od tematu mam pytanie czy wy tłumaczyliście te 12 historii które JK Rowling opublikowała na święta? A jeśli tak to gdzie mogę je znaleźć? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - wszystki te teksty znajdują się w dziale Pottermore :)

      Usuń
  10. Interesujący post - nie miałam pojęcia o większości z przecieków i o tym jak bardzo próbowano im zapobiec :)
    Sama kojarzę chyba tą z wyciekiem skanu książki.
    Osobiście tak czy siak czekałam po prostu na premiery książek i do głowy mi nie przychodziło próbować dostać się do nich wcześniej - niezwykły urok miało już samo czekanie na kolejne tomy, nie chciałabym sobie tego odbierać. I niesamowite były akcje organizowane przy okazji premier. Świta mi, że w moim mieście jedną z księgarni zamieniono w Esy i Floresy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nigdy nie czytałem przed premierą - niemniej, wszyscy o tym pisali, więc ciężko było nie natrafić gdzieś na takie niechciane rewelacje.

      Co do premier - szkoda, że dziś już ich nie ma :( Ja pamiętam premierę na zamku w Będzinie - całość prezentowała się niesamowicie magicznie.

      Usuń