O encyklopedii "Pottera" i jej zabójcy

Jeszcze przed wydaniem szóstego tomu serii, Harry Potter i Książę Półkrwi, pojawiało się wiele pytań kierowanych do J.K.Rowling: co po siódmym tomie? Czy zostanie przy świecie Harry’ego Pottera, czy definitywnie się z nim pożegna? Tak szybko jak pojawiły się te pytania, autorka udzieliła na nie odpowiedzi. A były to odpowiedzi, na jakie wielu z nas liczyło. I, jakby to rzec, byliśmy w pełni ukontentowani. 

J.K.Rowling zapowiedziała powstanie encyklopedii Harry’ego Pottera

Ta zapowiedź zelektryzowała niemal wszystkich fanów młodego czarodzieja. W końcu każdy z nas zadawał sobie setki pytań na tematy, sprawy, o których J.K.Rowling zaledwie wspomina w swoim siedmioksięgu, a których – z takich czy innych powodów – pisarka nie rozwinęła. Albo co gorsza – rozwinęła, ale rozwinięcie wycięła z kolejnej książki skazując nas na wieczną niewiedzę. Przykład? Florian Fortescue, lodziarz z ulicy Pokątnej. Jego porwanie miało być zaczątkiem nowego, fascynującego wątku. Harry i jego wierni towarzysze – Ron i Hermiona, mieli zorganizować misję ratunkową, by odbić poczciwego starca z rąk niegodziwców, którzy bynajmniej nie dla fantastycznych lodów go porwali. Koniec końców, Rowling się odwidziało i Harry trafił na inną ścieżkę, a biednemu lodziarzowi przyszło umrzeć bez powodu. Rzec by się chciało z aluzją – bo lody nie były wystarczająco słodkie! 

Więc gruchnęła wiadomość o tym, że powstanie encyklopedia. Oczami wyobraźni już widziałem tego kolosa, który przywędruje na moją półkę i z którym spędzę niezliczoną ilość dni, wieczorów, a może nawet i nocy poszukując odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania i kwestie. W końcu autorka wielokrotnie chwaliła się tym, że notatki na temat świata Pottera wypełniają kilka kartonów! 

W 2007 roku odbyła się premiera ostatniego tomu, po lekturze którego spora część naszej potterowskiej braci – niczym dzieci przyklejone do szyby sklepu ze słodyczami/zabawkami/książkami (niepotrzebne skreślić) – oczekiwała na dalszy rozwój wydarzeń. Wbrew rowlingowym zapowiedziom, siódmy tom nie tylko nie objaśnił wszystkich zagadnień, ale i dał życie zupełnie nowym. 

I jak z tym żyć? 

Minął rok jeden, potem drugi i trzeci. A encyklopedii jak nie było tak nie ma. Powstanie kompendium wiedzy, które Rowling żartobliwie określała tytułem Szkockiej Książki, opóźniało się i opóźniało. 

Potem ogłoszono powstanie serwisu Pottermore. Nadeszła wielka niewiedza. Czyżby ta strona miała być wstępem do opublikowania tak długo i niecierpliwie oczekiwanej przez nas encyklopedii? Na to się zanosiło. Wszakże strona miała być źródłem wiedzy dodatkowej i skarbnicą informacji, których próżno szukać na kartach Harry’ego Pottera. Taak – Pottermore mogło być doskonałym zwiastunem nadejścia oczekiwanej encyklopedii. 

Okazało się być jej grobem. 

W 2012 roku J.K.Rowling ogłosiła, że… encyklopedia nie powstanie. Pisarka uzasadniła tę decyzję argumentem, że Pottermore doskonale spełnia rolę encyklopedii i to tu będą publikowane – nieodpłatnie – dodatkowe informacje i teksty związane ze światem Harry’ego Pottera. 

My wcale nie uważamy, że Pottermore spełnia rolę encyklopedii. Mówiąc krótko – jest jednym ze źródeł oferujących nowe informacje (inne źródła to np. Wonderbooki czy filmy z serii Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć), natomiast nie oferuje rzetelnie zebranych i przygotowanych informacji. Po co więc ta cała szopka? 

Pottermore się nie sprawdza. Serwis, który miał gromadzić fanów z całego świata i który miał się stać jedyną oficjalną „księgarnią”, gdzie będzie można kupić elektroniczną wersję książek o Potterze, nieustannie traci na popularności. W 2012 roku ta tendencja była już do przewidzenia, kiedy użytkownikom wersji beta, strona szybko się znudziła.

Czas tylko potwierdzał obawy osób odpowiadających za Pottermore. Olbrzymia popularność witryny aktywuje się tylko w chwilach, kiedy publikowane są na niej nowe teksty od J.K.Rowling. To z kolei doprowadziło do diametralnego wzrostu tempa publikacji tych tekstów i wypuszczenie niedopracowanych i niekompletnych kolejnych rozdziałów – wszystko po to, byleby przyciągnąć odbiorcę i zatrzymać go na dłużej. Ale nic z tego. Stronie nie pomogło zakończenie współpracy z Sony, nie pomogła zmiana szaty graficznej i wprowadzenie wielu nowych bajerów, które użytkownikom nudzą się, zanim ci zdołają je w pełni rozgryźć. Dodatkowo usunięcie opcji komentowania przez użytkowników, zdaje się być samobójstwem dla Pottermore jako serwisu, który miał być a’la społecznościowym. Oczywiście – wszystko to „dla naszego bezpieczeństwa”. A może dla zamknięcia nas pod kloszem? 

Pottermore, - grobowiec encyklopedii HP, jedyny dystrybutor e-booków Pottera… 
Zwłaszcza to drugie powinno nas nieco niepokoić. Dlaczego? Bo każdy, kto kupuje te e-booki, zostawia w serwisie swoje dane. W tym momencie rozmiar bazy danych użytkowników Pottermore jest porażający. Porażające jest również to, że serwis może tych danych użyć. Czyżbyśmy mieli do czynienia z wilkiem przebranym za owcę? Kusi się nas i mami soczystymi kawałkami od Rowling, a my – jak te owieczki – dajemy się wciągnąć w pułapkę. To oczywiście czarny scenariusz, który należy traktować z przymrużeniem oka. 

Mam obawy. Obawy, co do dalszej dostępności Pottermore dla wszystkich. Skąd biorą się moje obawy? Już tłumaczę: nadrzędnym celem istnienia serwisu jest prowadzenie sprzedaży e-booków – to jedyne źródło dochodu tej strony. Jedyna opcja do wyciągnięcia pieniędzy od użytkownika strony. I o ile na razie nie mamy czym się martwić, bo sprzedaż utrzymuje się na zadowalającym poziomie, o tyle problem możemy mieć, kiedy zacznie ona spadać. Uważam, że w sytuacji kryzysowej Pottermore będzie w stanie np. wprowadzić opłatę abonamentową dla swoich użytkowników – w końcu znajdziemy tam unikalne teksty i w ogóle! Nic nie ma za darmo. 

Kiedy strona internetowa wypiera papierową encyklopedię serii, którą propagowano odchodzenie od nowoczesnych technologii i spędzenie czasu z książką w ręku – wiedz, że coś się dzieje. I raczej nie jest to nic dobrego. 

Pozostaje tylko pytanie: czy zabójca encyklopedii może okazać się być przynętą, na którą wszyscy zostaniemy któregoś dnia złowieni?
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

9 komentarze:

  1. Cóż, ja jestem jedną z osób, które szybko znudziły się serwisem. To, co z początku wydawało się super - to eksplorowanie kolejnych rozdziałów książek, szukanie ukrytych informacji na temat HP, których nie było w książkach, zdobywanie punktów, puchar domów itd., z czasem stało się po prostu żmudne. Po dwunastokrotnym przeczytaniu serii człowiek nie chce gdybać w elektronicznej minimalizacji tego, co już czytał tylko po to, aby dostać strzępek dodatkowych informacji. Na początku Pottermore trzeba było czekać kilka miesięcy na rozdziały kolejnej książki. Nie wiem, czy wszystkie już są dostępne; jeśli nie, to dziwię się, że ktoś ma jeszcze do tego cierpliwość. Pottermore było super pomysłem, ale jego wykonanie jest kiepskie. Nie zamierzam tam wracać, mimo że przykro mi trochę tracić tę dodatkową wiedzę. O Wonderbookach się nie wypowiadam, bo nie mam konsoli :( a Waszych tłumaczeń nie czytam, bo jakoś wolę te informacje w oryginale, sorki ;P Encyklopedia, w której cała ta wiedza była udostępniona w jednym miejscu, byłaby o wiele lepsze. Mogłaby być nawet w wersji elektronicznej, byle bez zbędnego gdybania nad tym, jak się do tej wiedzy dostać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba większości użytkowników Pottermore dość szybko się przejadł. Pozostaje mieć nadzieję, że jego twórcy któregoś dnia pojmą, że wydanie tych wszystkich ciekawostek w formie książki dużo bardziej zainteresuje fanów :)

      Usuń
  2. W Pottermore złe jest to, że strona jest słabo funkcjonalna. Niby łatwo można dostać się do wszystkiego, co teoretycznie najważniejsze (z ich punktu widzenia) - do danych rozdziałów książek, na Pokątną, takie tam, jednak do szewskiej pasji doprowadzał mnie brak zwykłego spisu wszystkich informacji, jakie były do znalezienia w rozdziałach. Sama do teraz nie wiem, jak znaleźć tam te nowe teksty, o których swojego czasu było głośno, a jak pomyślę o tym, ile musiałabym wycierpieć, żeby je na Pottermore wykopać... Ale mimo wszystko nadal tam zaglądam, kiedy wychodzą nowe rozdziały - został mi sentyment z czasów bety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100%. Brakuje takiego spisu, lepiej rozbudowanej nawigacji...

      Usuń
  3. A ja już miałam nadzieję, że jednak Rowling wyda tą Encyklopedię. Czytałam gdzieś, że zaczęła już na nią pracę, ale to najwyraźniej były tylko plotki, a szkoda. A Pottermore, jest naprawdę drobnym niewypałem. Jeśli chodzi o ważenie eliksirów to kompletnie nie można się połapać o co w tym chodzi. Jedyną rzeczą, dla jakiej tam wchodzę są pojedynki...A tak naprawdę nie ma w tym nic ciekawego. Poza tym nawet jeśli Rowling sądzi, że Pottermore miało by być taką "Encyklopedią Harry'ego Pottera", to zauważmy, że wszystko jest tam w języku Angielskim. Wiem, że w większości da się taki test zrozumieć, ale wiadomo, że nam jako Polkom łatwiej byłoby przyswoić różnego rodzaju informacje i połapać się w nich, gdyby cała ta "encyklopedia" była w naszym ojczystym języku :) Dodatkowo w "Harrym" istnieje wiele nazw "własnych", przetłumaczonych na nasz język przez Andrzeja Polkowskiego i czasem naprawdę ciężko jest się w takim tekście połapać. To tyle z mojej strony, jednak jestem zawiedziona decyzją Rowling, bo z chęcią zakupiłabym taką "Papierową encyklopedię Harry'ego Pottera" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chcę tomiszcze Encyklopedii Świata Harry'ego Pottera, najlepiej tak ze 2000 stron :D

    ~Potterheadka

    OdpowiedzUsuń
  5. O encyklopedii słyszałam już jakiś czas temu i miałam nadzieję, że może powstanie, a tu proszę - nic z tego. Może Rowling zmieni zdanie? Zgadza się, Pottermore nijak nie spełnia takiej funkcji. Encyklopedia powinna być zwięzła, krótka na temat, a wszystkie informacje w niej - ładnie uporządkowane. Całkowite zaprzeczenie rozgardiaszu panującego na wyżej wymienionej stronie :)

    Pottermore brakuje - wspomnianej już tu chyba - dobrej nawigacji, przede wszystkim.
    Beznadziejny jest także system Pokoju Wspólnego, proces warzenia eliksirów, sposób pojedynkowania się (mogło być gorzej, ale i tak mi nie pasują...). Powinni też przetłumaczyć stronę na więcej języków. Na razie całość prezentuje się kiepsko. Bardzo kiepsko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Encyklopedia powinna być zwięzła, pojęcia w niej zamieszczone opisane krótko i na temat [...]

      Usuń
    2. Rowling niejednokrotnie zmieniała już zdanie i robiła coś, czego miała nie robić. Dowodem jest powrót do uniwersum "Pottera" :)

      Usuń