Książka na złe (i nie tylko) chwile - recenzja "Very Good Lives" J.K.Rowling

Przy premierze „Trafnego wyboru” – ostatniej powieści, którą J.K.Rowling sygnowała własnym nazwiskiem, Charles Finch napisał: „J.K. Rowling mogłaby napisać instrukcję obsługi kosiarki, a i tak sprzedałaby się w 2 milionach egzemplarzy. Ona nigdy nie napisze niczego, czego bym nie chciał przeczytać”. Na szczęście, nie musimy się JESZCZE martwić o to, że talent najpoczytniejszej pisarki naszych czasów przemieni ją w autora najpoczytniejszych instrukcji na świecie, ale słowa Fincha zdają się idealnie obrazować bieżące realia – wydanie – po raz pierwszy w historii – przemowy wygłoszonej na uniwersytecie w Harvardzie – w formie książki. „Very good lives” od wtorku rozchodzi się jak ciepłe bułeczki. 

Ale zacznijmy od początku. W 2008 roku J.K.Rowling została zaproszona do wygłoszenia przemowy dla świeżo upieczonych absolwentów Harvardu. Pisarka długo rozmyślała nad tematem, który mogłaby poruszyć w tak ważnym dla tych młodych ludzi dniu, decydując się ostatecznie na prelekcję na temat wartości porażki i znaczenia wyobraźni w życiu człowieka. Stanąwszy na mównicy trudno było jej powstrzymać stres i zdenerwowanie. Kiedy zaczęła mówić, głos jej lekko drżał, a wszyscy obecni w milczeniu spijali każde słowo, które spływało z jej ust. Przemowa ta stała się hitem YouTube i pomimo upływu czasu, pozostała tak żywa, jak gdyby wygłoszona została zaledwie wczoraj. Miliony wyświetleń, setki tysięcy pokrzepionych serc. 

Ten sukces nie mógł rozpłynąć się w niebycie. 

I nie rozpłynął się. 

Pod koniec 2014 roku świat obiegła informacja głosząca, iż przemowa J.K.Rowling doczeka się swojego książkowego wydania. Publikacja zatytułowana „Very good lives” miała pojawić się 14 kwietnia 2015 roku, a dochód z jej sprzedaży miał trafić w głównej mierze na rzecz organizacji charytatywnej założonej przez J.K.Rowling – LUMOS (mała część zostanie przekazana na rzecz uniwersytetu w Harvardzie). Nic nie zdziwiłoby mnie w tej informacji, gdyby nie fakt, że doskonale znałem „objętość” owej przemowy. Zaledwie 4-5 stron maszynopisu. Jak zrobić z tego książkę? Pytanie to zadźwięczało w mojej głowie tym mocniej, gdy podano do wiadomości ilość stron „Very good lives” – 80. Skąd!? Jakim cudem!? I nie, nie przekonywało mnie wytłumaczenie, że będzie to „ilustrowana” edycja. Bo nawet jeśli, to i tak nie powinna przekroczyć 15-20 stron. No chyba, że… I tutaj w mojej głowie zapaliła się lampka: chyba, że poza przemową znajdzie się w tej książce jeszcze jakaś inna treść. Albo przemowa zostanie rozszerzona? 

Nie mogłem się doczekać poznania odpowiedzi na moje pytania. Ba, z biegiem czasu stwierdziłem, że to przecież naturalne, że treści całej książki nie będzie stanowiła sama treść przemowy. Jaki byłby sens wydawania w formie książki i do kupienia czegoś, co w sieci można znaleźć za darmo? I to nawet w formie samego przemówienia na YouTube? 

Z biegiem kolejnych tygodni tylko utrzymywałem się w swoim przekonaniu. A później, im bliżej było premiery książki, tym większe nachodziły mnie wątpliwości. Wydawca nigdzie nie sugerował, że w książce znajdzie się jakakolwiek dodatkowa treść, a przecież to byłaby niezła reklama i pewnie pomogłaby w samej sprzedaży. 

Szkoda czasu na rozmyślanie nad tym. Poczekałem (mniej lub bardziej) cierpliwie do chwili, kiedy książka trafiła w moje ręce. 

I prawda wyszła na jaw. 

Przemowa J.K.Rowling przy użyciu niemal brutalnej siły została rozciągnięta na 80 stron! Wszechobecne grafiki, ilustracje, ryciny, obrazki czy specjalnie „wytłuszczone” cytaty zajęły lwią część całej publikacji. A tekst? Tekst został potraktowany olbrzymią interlinią i starannie podzielony – na kilkuwersowe urywki, by za dużo treści nie pojawiło się na stronie. I ani jednej litery ponad to, co było już opublikowane w Internecie. 

Gdyby nie fakt, że dochód ze sprzedaży książki wędruje na cele dobroczynne, powiedziałbym, że to jawny i bezceremonialny skok na kasę. A tak, muszę ugryźć się w język i powiedzieć, że cel jest szczytny i warto. Do samego tekstu przyczepić się, oczywiście, nie mogę – był świetny kiedy oglądałem przemówienie J.K.Rowling, pozostał świetny, kiedy go czytałem i tłumaczyłem na język polski i w formie książkowej również pozostaje świetny. Tyle, że względnie drogi. 10 funtów – blisko 55 złotych. Drogo. Ale można przełknąć ten wydatek, dzięki świadomości, że te pieniądze komuś pomogą. 

Abstrahując od tekstu - jak to brzmi! – książka wygląda całkiem ciekawie. Ilustracje/grafiki/szkice przyciągają uwagę i dość dobrze ją dopełniają (żeby nie powiedzieć, że wypełniają), a całość dzięki nim nabiera pewnego niepowtarzalnego charakteru. 

Dla kogo jest ta książka? Odpowiedź, że dla wszystkich – bo przecież zawiera w sobie mądrości uniwersalne – byłoby lekką przesadą. Na pewno jest idealna dla swojej grupy docelowej, dla której sama przemowa została przygotowana – świeżo upieczonych absolwentów – na koniec szkoły czy roku szkolnego. Widzę tę książkę jako fantastyczny upominek do świadectwa szkolnego. Podarowaną nie jako nagrodę, lecz ot tak, po prostu. Widzę ją również jako idealny prezent dla tych, którzy borykając się ze swoją własną porażką, znaleźli się w dołku. I dla tych, którzy nie potrafią z tego dołka wyjść. 

Konkludując tę recenzję, tak sobie myślę, że cena tej książki wcale nie jest zawyżona – jest ona, poniekąd, adekwatna do jej treści. Nawiązując niejako do słów, które powiedziała sama J.K.Rowling na temat życia, ja wykorzystam je dla idealnego określenia tej, oraz wielu innych, książek – nie ważne jak długa ona jest, lecz jak dobra. Ta książka jest magiczna w swojej prostocie i lapidarności, a mądrość w niej zawarta jest dużo bardziej obfita, niż mogłoby się jej zmieścić choćby i na 800 stronach. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

3 komentarze:

  1. Bardzo lubisz używać stwierdzenia "spijać słowa z czyiś ust" (ew. jak nektar), widzę je już po raz kolejny na tym blogu :D (to nie jest żaden "hejt" w twoją stronę, po prostu przykuło to moją uwagę :) )
    A książki bym nie kupiła, nawet mając świadomość na co idzie dochód z jej sprzedaży. Mimo wszystko jest w tym wydaniu trochę "skoku na kasę"...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomiędzy tytułem wpisu a jego treścią przemknęła mi myśl, że J.K.Rowling napisała coś nowego. Lekkie rozczarowanie ;-) Rzecz jasna autorką, nie Twoim wpisem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy wiadomo coś na temat tłumaczenia polskiego?

    OdpowiedzUsuń