Siedem lat później...

Siedem lat temu, zachęcony serdecznym przyjęciem mojej refleksyjnej pisaniny przez użytkowników Epulsa (niegdyś to miejsce w sieci zastępowało dzisiejszego Facebooka czy przechodzącą w niebyt Naszą Klasę), postanowiłem wypłynąć na szersze wody i spróbować swoich sił w blogowaniu. Wówczas założyłem mojego pierwszego bloga – In Memoriam. Blog ten, mający spełniać rolę mojego dziennika, pamiętnika, notatnika czy też wolnej przestrzeni, w której będę mógł dać upust swoim emocjom, bardzo szybko okazał się przechodzić magią. Coraz częściej poruszanym przeze mnie tematem był „Harry Potter”, a w końcu okazało się, że żadnego innego nie było. Wtedy In Memoriam przeszło do mojej pamięci, znikając bezpowrotnie z sieci zaledwie po kilku tygodniach od pojawienia się w niej. I wtedy, a było to dokładnie siedem lat temu, narodził się blog, który miał zrewolucjonizować – dosłownie i w przenośni – całe moje życie. 19 marca 2008 r. napisałem pierwsze: „Witajcie!” i tak rozpoczęła się moja przygoda z Harry Potter Kolekcją. 

Ten blog sprawiał ból. Niemal fizyczny. W nagłówku miałem Voldemorta (fragment słynnego plakatu: „You will lose, everything”), tekst stanowiły wielkie, rażące w oczy litery i generalnie wszystko było do niczego, ale mnie i tak było wszystko jedno. Bo było mi tu dobrze. Czułem, że w końcu piszę o tym, o czym kocham pisać. Przelewałem na wirtualny papier słowa, których nie mogłem wypowiedzieć na głos, bo nie znałem drugiego takiego fana „Pottera” jakim ja sam byłem. I nie zrażało mnie nawet to, że nikt nie czytał moich postów. Może nie zabrzmi to zbyt dobrze, a tym bardziej skromnie, ale wiedziałem, że któregoś dnia ludzie zaczną na niego wchodzić i czytać. Postrzegałem swoją stronę jako ostatnią twierdzę w świecie spustoszonym przez apokalipsę. Już wtedy, w 2008 roku, z głębokim żalem obserwowałem upadek świata, który tak bardzo kochałem. Padł Auror.pl, HPNews.pl, SFP, HPNowości – większe bądź mniejsze portale, które regularnie odwiedzałem, ogłaszały swój koniec. Z wolna zaczęła powstawać nisza, a ja wiedziałem, że przyszłość nie będzie łaskawa dla potterowskich witryn. Nie dla tych, które ukierunkowane są na newsy. Dziś pozostałym gigantom z przeszłości pozostało pisanie o aktorach i z żalem wczuwam się w położenie administratorów tych stron, którzy muszą bardzo cierpieć widząc, że czasy świetności przeminęły. Wszystki, im należą się gorące podziękowania za lata poświęcone na rzecz krzewienia i podtrzymywania w Polsce potteromanii. Ci ludzie to prawdziwi bohaterowie. 

Zostałem, więc, ze swoim małym i wyjątkowo szpetnym blogiem. Czas dla niego biegł powoli. Aż nazbyt wolno. Czytelników można było wyliczyć na palcach jednej ręki. Do dzisiaj pamiętam imiona tych pierwszych. Wspominam ich komentarze z wielkim sentymentem. To oni nadawali mojemu działaniu sens i podtrzymywali we mnie, tak kruchą wówczas, wolę prowadzenia bloga. 

Pierwszy kryzys przyszedł tego samego roku, kiedy nieoczekiwanie moje życie uległo diametralnej zmianie. Wszystko się zmieniło. Rozpoczął się jeden z największych koszmarów, jakie kiedykolwiek musiałem przejść. Z dnia na dzień straciłem ukochany dom i musiałem zamieszkać w miejscu, które przez wiele lat było dla mnie symbolem tego jak wiele i jak szybko można stracić. Przez trzy miesiące nie miałem dostępu do Internetu, a każdy kolejny dzień przynosił kolejne zmartwienie i nawarstwiał smutek, który oplótł moje życie niczym gruby i wyjątkowo szorstki sznur. Byłem na pograniczu szaleństwa. Niewiele brakowało, bym padł na kolana i się z nich nie podniósł. Wtedy „Harry Potter” i prowadzenie bloga ocaliły mi życie. Regularnie siadałem do komputera i pisałem. Pisałem na każdy temat, który wiązał się z Potterem. Odkopywałem najgłębsze wspomnienia i dobijałem się do uśpionych refleksji. Stopniowo stało się to moim sposobem na odgrodzenie się od świata, w którym dementor czaił się w każdym kącie. A ja przetrwałem. 

Potem było już prościej. Oddałem blogowi sporą część swojego serca i dawałem z siebie wszystko, by był on jak najlepszy i miał jak najsilniejszą pozycję w sferze stron potterowskich. Wiedziałem, że skoro pomógł mi, to każdemu może. Jednym pomoże znieść smutek wiążący się z końcem „Harry’ego Pottera”, innym pozwoli oderwać się od trudów życia i choć na chwilę zanurzyć się w magicznym świecie, który tak często mnie samemu przynosił ukojenie. 

Nie znaczyło to, że blog ruszył z kopyta. Nadal był szpetny. Oj, wyjątkowo szpetny. A każda kolejna transformacja pozostawała na nim blizny i gdyby nie fakt, że w 2012 roku Natalia wzięła się za niego, dziś wyglądałby jeszcze bardziej dramatycznie niż Szalonooki Moody. Ale nie wyprzedzajmy faktów. Był w okresie tego bloga czas, gdy był on czarny, szary, niebieski, fioletowy, a nawet i… różowy. Raz zdarzyło się nawet, że moja mugolska osoba stała się centrum nagłówka. A choć był to pierwszy nagłówek, który nie szpecił tak bardzo tego bloga (o niebo lepszy od różowego), to dopiero następny tchnął w niego życie. 

Mówiłem, że ten blog zrewolucjonizował moje życie. Bo to prawda. Dzięki niemu stałem się w miarę rozpoznawalnym fanem, zainteresowały się mną media i miałem fantastyczną sposobność oprowadzania ekipy Polsatu po Londynie śladami „Harry’ego Pottera”. Później niewielka reklama sprowadziła na tego bloga kobietę, która dziś jest moją żoną. Zaczęły się dla mnie bardzo dobre czasy. A pomyśleć, że dopiero z Natalią ten blog rozwinął skrzydła i wzleciał na wyżyny, o jakich wcześniej nawet nie śniłem… Dzięki kobiecej dłoni blog stał się bardziej uporządkowany, przejrzysty i bardziej subtelny. 

Minęło siedem lat… Jak dziwnie to brzmi. Staram się wyobrazić sobie siebie sprzed tych siedmiu lat. Młodego, wiecznie nieszczęśliwie zakochanego chłopca, który zamiast przygotowywać się do matury, po nocach tworzył wpisy na bloga. Zawsze byłem sentymentalny. Dlatego tak trudno było mi zerwać z blog.onet.pl (później: blog.pl) i przejść na nową platformę. Ale w końcu się udało. I nie żałuję, że zdobyłem się na ten krok. 

Ale jest coś, czego żałuję. Żałuję, że nie potrafię wrócić do moich pierwszych notek. Za każdym razem, kiedy wczytuję się w to, co sam napisałem, powracam myślami do dawnych czasów – czasów, kiedy z wypiekami na twarzy oczekiwało się na kolejne tomy i kiedy to wszystko było takie nowe i świeże. Przy okazji ocieram się też o różne etapy mojego życia – niektóre z nich miło się wspomina, a inne pozostają zadrą w sercu. Jakby nie patrzeć – zostawiłem tu kawał swojego życia. Najlepsze i najgorsze momenty. Nie wiem, co tkwi w sercu potteromaniaków nowego pokolenia – w moim szczególne miejsce zajmują rzeczy, których nie ma prawa być w sercach młodych fanów. Czy czuję się przez to lepiej? Przez to, że sam doświadczyłem na własnej skórze tego wszystkiego? Trudno odpowiedzieć, ale gdybym musiał znaleźć właściwą odpowiedź, pokusiłbym się o stwierdzenie, że może nie czuję się z tym lepiej – a na pewno nie czuję się dzięki temu lepszym potteromaniakiem – ale rad jestem, że byłem naocznym świadkiem tworzenia się tej historii i że sam dołożyłem swoją cegiełkę – choć tak niewielką i mało zauważalną w całym oceanie – do tego, by ten fenomen urósł jeszcze bardziej. 

A ten blog jest tego dowodem. Bo każdego dnia, kiedy setki z Was wchodzi na niego, czyta te wpisy, przegląda je bądź rzuca na nie okiem, udowadniamy – i my i Wy – prawdziwość słów wypowiedzianych przez J.K.Rowling. Mógłbym skalać te słowa tłumacząc je na język polski, dlatego pozostanę przy ich oryginalnym brzmieniu: „Hogwarts will always be there to welcome you home”.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

15 komentarze:

  1. Ten baner z Tobą wymiata :D
    Mnie dane nie było być z HP od początku... Jakby nie patrzeć, pierwsza część wyszła, gdy miałam dwa lata :) Książki odkryłam dopiero w pierwszej klasie podstawówki. Pamiętam ekscytowanie się z koleżanką tym, że "ponoć Harry będzie się całował w 5 części!" [taaa...]. Pamiętam oczekiwanie na Księcia Półkrwi (jak go dostałam, to czytałam bez przerwy 2 dni) i wyczytywanie wszelakich newsów choćby na wspomnianym Auror.pl. Blogów wówczas nie czytywałam, w sumie to nie wiem, czemu. Trochę za tym klimatem tęsknię, ale pewne rzeczy są piękne akurat w tym, że już nigdy nie wrócą.
    Zawsze to dobrze być jakąś cegiełką w historii, czy to mniejszą, czy większą, a Wy raczej jesteście jedną z większych :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To były piękne czasy. I stresujące. Pamiętam mój niepokój, kiedy lata mijały, a nie było nic wiadomo o piątym tomie. W połowie 2002 r. obawiałem się już, że Rowling się wypaliła i że ciągu dalszego nie będzie. Harry był pierwszą serią, którą czytałem i czułem się zawiedziony, że to wszystko może się skończyć na czwartym tomie... To był jedyny raz, kiedy zwątpiłem w Rowling i schowałem te książki do szafki. Ale jaka była potem ekscytacja, gdy okazało się, że piąty tom się jednak pojawi! Cudowne czasy :-)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Rowling jest mistrzem trafnych podsumowań :-)

      Usuń
  3. Hah, pomyśleć, że pamiętam Twojego bloga jeszcze sprzed czasów, kiedy na nagłówku pojawiłeś się Ty sam, a fakt, że na śledzę tego bloga od około 4 lat sprawia, że czuję się niezmiernie staro. Mam nadzieję, że wytrwasz tutaj jeszcze kolejne siedem razy siedem lat, wciąż przy Harrym Potterze.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze, nie miałem pojęcia, że jesteś tu od tak dawna! :-) Bardzo miło mi to "słyszeć" :-) A z "Harrym" zamierzam wytrwać - w końcu taki był plan :D
      Pozdrawiam :-)

      Usuń
  4. Aż się człowiekowi ciepło robi w sercu, gdy widzi ile serca wkładacie w tego bloga ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten blog niemal staje się naszym horkruksem :D Choć nie musimy nikogo mordować, by przelewać w niego swoje serca i dusze :-)

      Usuń
  5. Bardzo lubiłam nagłówek, który w tym wpisie został zaprezentowany jako pierwszy. Już wtedy wygląd bloga był bardzo klimatyczny.

    Pozdrawiam i życzę kolejnych sukcesów! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to był pierwszy z moich nagłówków, który miał jakiś sens i coś sobą reprezentował :D Wcześniejsze były koszmarne (kilka późniejszych też :D).

      Pozdrawiam i wszystkiego naj! :-)

      Usuń
  6. Pamiętam że dostałam od dziadków na Boże Narodzenie pierwsze dwa tomy Harry'ego (bo tylko dwa były wtedy wydane). Rodzice czytali mi na dobranoc. Bardzo dobrze pamiętam to wyczekiwanie na kolejne części oraz na filmy. Do kina jeździliśmy na dwa samochody, tyle nas chętnych dzieciaków było. To było częścią mojego dzieciństwa:) pozdrawiam was serdecznie i dzięki za wspaniałego bloga!
    Natalia G.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki "Harry'emu" nasze dzieciństwo było po prostu magiczne :-)

      Usuń
  7. Moja pierwsza styczność z tym blogiem to chyba czasy jak Daniel brał udział w Turnieju Magicznym na hogsmeade.pl. Ciągle mam na komputerze filmiki z ostatniego zadania wszystkich uczestników :D nie wchodziłam tutaj regularnie, ale po x tygodniach zawsze nadrabiałam wszystkie wpisy. Potem był fp na facebooku, od tamtego czasu jestem na bieżąco :)
    Powodzenia w dalszych działaniach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był 2009/2010 rok, jeśli się nie mylę? :-) Cieszy mnie to, że nadal tu zaglądasz i że robisz to od tak dawna :-)

      Dzięki i pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  8. Bardzo się cieszę, że już tak długo ten blog istnieje. Jak dla mnie jest to zdecydowanie najwspaniaksza polska strona poświęcona naszej ukochanej serii i ukochanej autorce. A końcowe słowa Jo nadal wprawiają mnie we wzruszenie. Życzę dalszych sukcesów! ;)

    OdpowiedzUsuń