(Nie)obowiązkowy "Potter": czy "Harry Potter" powinien zostać lekturą szkolną?

Coraz częściej powtarzane jest pytanie: czy „Harry Potter” powinien zastąpić „Janko Muzykanta” na liście lektur szkolnych? Jest ono wynikiem plebiscytu ogłoszonego pod koniec ubiegłego roku przez MEN (Ministerstwo Edukacji Narodowej), w którym dzieci oraz dorośli utworzyli listę wymarzonych lektur. Biorąc pod uwagę głos samych dzieci, na pierwszym miejscu pozycji, które należałoby włączyć do kanonu lektur znalazłby się „Harry Potter”, w ogólnym zestawieniu plasuje się on na miejscu trzecim (wyprzedzają go „Tosia i Pan Kudełko” oraz „Psie troski”). Czy to oznacza, że książka J.K.Rowling stanie się obowiązkową literaturą dla kilkulatków? I czy w ogóle powinna? 

Zacznę od odpowiedzi na pierwsze pytanie – wynik plebiscytu o niczym nie przesądza. Jak stwierdziła Minister Edukacji Narodowej, Joanna Kluzik Rostkowska, ma on raczej być „sygnałem” dla nauczycieli, by wiedzieli, co podoba się dzieciom i młodzieży, a nie zwiastunem realnych zmian. A przynajmniej nie na razie - choć pierwotne założenie i opinia pani Minister o konieczności przyjrzenia się liście lektur i jej zmiana, sugerowała, jakoby to właśnie było celem owego badania, w którym wzięło udział ok. 12 tysięcy osób, a które pochłonęło ok. 15 mln złotych. 

Abstrahując od liczby pieniędzy wyrzuconych w błoto… tzn. środków zainwestowanych w słuszną sprawę, nie dziwię się skąd taka zmiana podejścia Joanny Kluzik Rostkowskiej do tematu zmiany kanonu lektur. Raczej nieopatrznie, pani Minister poprosiła dzieci i młodzież o to, by sami zgłaszali swoje wymarzone lektury, wśród których – co pokazują wyniki ankiety – wysoko znalazła się okultystyczna seria książek o Harrym Potterze. Zatwierdzenie takiej listy wzbudziłoby, zatem, niemałe kontrowersje. Przynajmniej w gronie fanatyków religijnych, których – pomimo, że czasy zacofania i palenia czarownic na stosie rzekomo już przeminęły – wcale nie brakuje. Ale i odżegnam się od tego problemu – wszak to nie mój problem, a problem pani Minister i jej resortu. Skoro więc nie na pieniądzach i uprzedzeniach, to na czym mam się skupić? 

Na najważniejszym, fundamentalnym wręcz pytaniu: czy „Harry Potter” powinien zostać wpisany do kanonu lektur i usadowić się obok, albo wręcz zająć miejsce np. „Janko Muzykanta”? Tak, wiem – nikt nie lubi „Janko Muzykanta”. Czasami w ogóle zastanawiam się, czy ktokolwiek przeczytał tę koszmarną nowelkę… Ale jakkolwiek koszmarny, utwór ten wpisuje się w tradycję i kulturę polskiej literatury – jest jej częścią i częścią naszego dziedzictwa. Możemy nie kochać lektur szkolnych, możemy psioczyć na Mickiewicza, przeklinać Sienkiewicza i rzyg… wymiotować Norwidem, ale nie możemy zaprzeczyć, że ich twórczość ukształtowała pokolenia. Pokolenie naszych rodziców, dziadków. Tacy ludzie jak Mickiewicz działali na innych jak zapalnik – zagrzewali ich do walki o niepodległość, pomagali zachować tożsamość narodową – zapalali iskierkę nadziei w czasach, gdy wszędzie panował mrok. Nigdy nie przeczytałem żadnego utworu Sienkiewicza. Nie dałem rady. Okropny i nieczytelny styl. I nie, żebym był jakimś nieukiem czy głupkiem – Mickiewicz nie stanowił dla mnie najmniejszego problemu. Ci ludzie byli symbolami. Budowniczymi naszej kultury i tradycji. Architektami naszej polskości. Obrońcami naszej tożsamości. Co stanie się, gdy nierozważnym i pochopnym działaniem ktoś wykopie ich i zastąpi literaturą popularną? „Potter”, „Narnia”, „Percy Jackson” czy „Feliks, Net i Nika” – każda z tych pozycji ma niezwykły dar i potężną siłę – siłę oddziaływania na wyobraźnię. Siłę zaszczepienia w ludzkich sercach miłości do czytania. Siłę budowania wyobraźni. Ale żadna z nich nie powie nam, kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Żadna nie wpłynie na poczucie naszej więzi z krajem. Z tego powodu mówię pierwsze NIE „Harry’emu Potterowi” jako obowiązkowej lekturze szkolnej. 1:0 dla starego kanonu. 

„Jezioro, do którego nie jest doprowadzana świeża woda, z czasem staje się bagnem. Umiera”. I dzieje się tak również z kulturą, dlatego drugi wywód rozpocznę od tego, że od lat lista lektur pozostaje niemal niezmieniona. Wciąż okupują ją pozycje, które każdy przynajmniej kojarzy, ale niekoniecznie są to pozycje dla nas aktualne. Bo co z tego, że uczymy się w szkole o antyku, romantyzmie czy 20-leciu międzywojennym, skoro współczesność pomijamy szerokim łukiem? Kanon lektur ogranicza się do przeszłości, odżegnując się tym samym od teraźniejszości. To źle. Zwłaszcza, że współczesność proponuje zupełnie inną literaturą, inne trendy i nowe, mieszane gatunki literackie. Współczesna literatura wcale nie jest gorsza od dawnej. Jest inna, ale determinuje to, kim jesteśmy teraz – pokazuje obraz współczesnego człowieka, z którym najłatwiej jest nam się identyfikować, co jest rzeczą oczywistą. Wiem, że w szkole brakuje czasu na podstawowe lektury, ale jeśli wyrzucenie z kanonu dwóch lub trzech książek powielających schematy i tendencje, miałoby dać szansę na poznanie tego, co nowe i aktualne, uczeń na pewno nie straciłby na tym, a zyskał dużo szerszy punkt widzenia. „Harry Potter” jako bogata mieszanka gatunkowa i powieść łącząca stare tradycje i podania z nowoczesnością, mógłby być strzałem w dziesiątkę na liście lektur. Dobrym punktem wyjścia dla pokazania tego jak na przestrzeni lat ewoluowała literatura – nie tylko dziecięca. Z tego powodu mówię TAK „Harry’emu”. 1:1. 

A jeśli dodać do tego wszystkiego fakt, że wiele lektur szkolnych – pomimo swoich wspaniałych właściwości i wartości – może człowiekowi skutecznie i, czasami, na całe życie odebrać chęć czytania, nie można zignorować tego problemu. Bo „Harry” sprawia, że czytanie staje się przyjemnością – staje się przeżyciem niemniejszym, a pewnie nawet i większym – od kina czy najwspanialszego spektaklu. Światowe badania dowiodły, że dzieci, młodzież czy nawet starsi, którzy sięgnęli po „Harry’ego”, z dużo większą przyjemnością i łatwością sięgnęli po kolejne książki, a wielu z nich pokochało czytanie. W tej sytuacji możemy wybierać pomiędzy Sienkiewiczem, a Rowling. Jeden autor nas uśpi i zniechęci, a drugi zachwyci i oczaruje. Nie może być inaczej – TAK dla „Pottera”. 1:2. 

Ten argument nie do każdego przemówi, ale skupi się na bardzo ważnym problemie. Problemie dostępu do książek. Dodanie do listy lektur książek o „Harrym Potterze” przyniesie duży problem. Problem finansowy. Bo szkoły będą musiały zaopatrzyć się w dodatkowe egzemplarze książki, która wcale nie należy do tanich. Podobnie biblioteki publiczne, a nierzadko i sami rodzice będą zmuszeni do zakupu książki, której – z racji właśnie na jej cenę i niewystarczające możliwości szkoły czy biblioteki – nie będzie można swobodnie wypożyczyć. Nie łudźmy się – edukacja pochłania bardzo duże pieniądze. Zestaw nowych podręczników kosztuje majątek, a program zmienia się tak często, że bywa, iż co roku wprowadzane są zmiany w podręcznikach, przez co starych nie można ani odsprzedać, ani odkupić. Skończyłem szkołę w 2008 roku, więc może moje dane są nieaktualne, ale w ostatniej klasie liceum zestaw nowych podręczników kosztował moich rodziców 300 zł. Z racji tego, że była to nowość, nie mogłem nabyć używanych, bo ich nie było. Wiem, że w podstawówce jest jeszcze gorzej. Dorzućmy więc do szkolnych wydatków książkę, której cena rynkowa wynosi ok. 30 zł. Dobijmy rodziców kolejnym wydatkiem. Sienkiewicz tyle nie kosztuje. Zresztą – Sienkiewicza pełno na regałach bibliotecznych i chyba nikt nigdy nie narzekał na jego brak. Ba, nierzadko w domu mamy po kilka egzemplarzy jednej jego powieści. Dlatego tutaj powiem NIE dla „Harry’ego” jako lektury. 2:2. 

I ostatnia kwestia, która znalazła się na końcu nie bez przyczyny. „Harry Potter” jako niezależna książka odniósł niekwestionowany i globalny sukces, o jakim innej książki mogą tylko pomarzyć. Nie oznacza to jednak, że wszyscy kochają „Pottera” i przyjmą jego obecność na liście lektur z ucałowaniem ręki. Dla niektórych książki Rowling mogą stać się udręką niemniejszą od książek Sienkiewicza. Taki już los lektur szkolnych – przeważnie się ich nienawidzi. Coś, co staje się obowiązkiem nie daje tyle przyjemności, ile coś, co sami wybieramy. Często obowiązkowe książki odrzuca się z przekory. Albo z uprzedzenia. Dlatego na koniec warto sobie zadać pytanie: czy chcemy rozbierać „Harry’ego” na części pierwsze i doszukiwać się w nim czegoś, czego być może w nim w ogóle nie ma, czy chcemy go kochać nadal ot tak, po prostu – jako cudowną książkę, która zaczarowała nasze życie? 

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

29 komentarze:

  1. Z tą przekorą coś jest, ja jak ognia unikałam czytania lektur w liceum, a kilka miesięcy temu, nie przymuszając się, przeczytałam "Lalkę" Prusa - i to z wielką chęcią! I myślę, że zapamiętam z niej więcej niż gdybym musiała przeczytać ją na polski w 2 klasie liceum.
    Wolałabym, żeby HP było czytane z własnych chęci, a nie z musu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób tak do tego podchodzi. Nikt nie lubi być do niczego zmuszany.

      Usuń
  2. Cóż, ja 'Janka muzykanta' czytałam i bardzo lubię do tego wracać.
    Nie widzę HP jako lektury - widzę podejście mojego młodszego brata, który dopiero odkrywa ten cykl, do czytania, gdzie do lektur nie daj lesie, bo nie przeczyta, tylko przemęczy. Z resztą to chyba każdy zna - jak obowiązkowe, to od razu traci na wartości, chociażby 'Lalka', która mnie w tym momencie nadal przytłacza - matura za dwa miesiące - a wiele osób chwali.
    HP ogólnie nie wydaje mi się dobrym materialem na lekturę. Co innego Narnia, jakoś ten cykl mi się wydaje... Wartościowszy może? Nadal czytam to z nieukrywanym zachwytem, pierwszy, piąty, dwudziesty raz, Harry też nadal interesuje, ale to się jakoś zaczyna przejadać. Pierwsze tomy wydają mi się za 'dziecinne', miła.odmiana w poważniejszej literaturze, ale jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HP to książka dla dzieci przecież, pisana z myślą o dzieciach, przekazywaniem im wartości, a nie z myślą o przemawianiu do osób dorosłych. Argument, że pierwsze tomy wydają się za bardzo dziecinne, jak dla mnie jest strasznie nietrafiony - do targetu trafia, wpływa na ten target i go kształtuje. Robi to, co powinien.

      Usuń
    2. W moim mieście "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" są lekturą. W jednej tylko szkole, ale są. Nie wiem jak to możliwe, ale ta pozycja pojawia się na liście książek do przeczytania.

      Kto mówi, że "Janko Muzykant" jest nudny? :/ A "Narnia" też jest lekturą szkolną :)
      Jestem tego samego zdania co autor posta ;) Fajna notka :)

      Usuń
    3. Dzięki za Wasze opinie :-)
      Ja "Janko Muzykanta" nie byłem w stanie przeczytać - a była to jedna z niewielu lektur, których nie przeczytałem. Mam nadzieję, że moje polonistki tego nie czytają :D A jeśli nawet to pozdrawiam i przyznaję się, że "Potopu" nawet nie tknąłem. Mam alergię na Sienkiewicza... :(

      Usuń
  3. Ja jakoś, nigdy nie byłam za tym, by Harry był na liście lektur. Cieszę się, że podzielacie moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my się cieszymy, że podzielasz nasze :-)

      Usuń
  4. Ja miałam Pottera jako lekturę uzupełniającą w podstawówce (co "w tamtych czasach" było rarytasem). W klasie książkę miały 2 osoby + jeden egzemplarz w bibliotece więc każdy musiał przeczytać po jednym rozdziale - sukcesu pedagogicznego nie było ;) Zakochałam się w wielu książkach i żadna z nich nie była lekturą szkolną więc nie jestem za tym, żeby Pottera na siłę do szkoły wpychać. Takie (jakże drogie) badania mają chyba jedynie na celu zrobienie dobrego PR Pani Minister (jaka ta nasza edukacja postępowa!) bo raczej wątpię, żeby pociągnęły za sobą jakieś konsekwencje.
    Aga
    PS. Ej! Janko Muzykant jest bardzo fajny ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w gimnazjum, w pierwszej klasie, drugi "Potter" był jako lektura dodatkowa. Wiele osób przeczytało go wówczas po raz pierwszy i się zachwyciło. Ale wiele też znielubiło tę książkę, bądź w ogóle jej nie tknęło. Coś, co miało być przyjemnością, wielu osobom przyniosło mękę. Nawet "HP" nie jest dla każdego.

      Usuń
  5. Chodzę do drugiej klasy gimnazjum i lektury to dla mnie katorga! O ironio, kocham czytać. Czytamy już czwarty dramat (wystarczyłby jeden), a ja nie mogę się zmusić, po prostu nie potrafię, do przeczytania go. Quo Vadis, Krzyżacy, Potop i W Pustyni i W Puszczy - to samo. On - arogancki, ona - delikatna. On zakochuje się w niej, potem zmienia się i ona na końcu z nim jest. O ile W Pustyni i W Puszczy czytałam setki razy i za każdym razem z nie mniejszą przyjemnością niż, gdy czytałam Pottera to do Quo Vadis zmusić się nie potrafię.
    Pamiętam, że największą męką w sp było dla mnie czytanie Psa, Który Jeździł Koleją - spoiler - pies ucieka, wraca, ucieka, wraca, ucieka, wraca, ucieka, wraca, ucieka, wraca, ucieka, wraca, ginie. Na całe szczęście w klasie V i VI miałam ludzką nauczycielkę i czytaliśmy Baśnibór, Ulysses Moore czy Hobbita.
    W gumnazjum pojawia się problem. Nie mogę czytać. Nie przeczytam ciekawej książki dopóki nie skończę lektury, a nie skończę jej, bo po prostu nie dam rady.
    Artykuł bardzo ciekawy i zgodzę się całkowicie. Harry nie powinien być obowiązkowy. Wiem to po sobie. Gdybym musiała go przeczytać to nie zrobiłabym tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubiłem "O psie, który jeździł koleją"! :D Przez wiele lat to była jedna z moich ukochanych książek, choć fakt - strasznie powielające się sceny potrafiły dobić :-) Dzięki za Twoją opinię!

      Usuń
    2. Też ją lubiłem :P

      Usuń
  6. A ja w podstawówce miałam jako lekturę pierwszą część Harrego i od tego zaczęła się moja miłość do całej serii :) niestety nie pamiętam za jaką inna lekturę, ale nie żałuję :) pozdrawiam serdecznie!
    EMKA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że i do takich sytuacji dochodzi :-) Przynajmniej jest jakiś pozytyw z tego, że czasami "HP" jest wciągany na listę lektur :-)

      Usuń
  7. A jak dla mnie (jako, że za dwa lata piszę maturę) powinno być tak, że "stare lektury" powinny się przeplatać z "nowymi". Wtedy każdy by był szczęśliwy uczniowie znali by dzieła takich słynnych pisarzy jak Mickiewicz, Norwid czy Sienkiewicz i mieli by okazje zapoznać się z nowoczesną literaturą taką jak HP, IŚ itp. Społeczeństwo na pewno zaczęło by więcej czytać, bo książki nie kojarzyły by im się tylko z Krzyżakami, Panem Tadeuszem czy Dzidami, ale też z czymś przyjemnym i ciekawym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wówczas trudniej byłoby wplatać "Pottera" w wypracowania szkolne. Sam pamiętam, że w wypracowaniach maturalnych prawie zawsze zgarniałem 4 pkt. za walory, bo do każdego tematu potrafiłem podciągnąć "Pottera" :D

      Co do czytelnictwa... Być może coś w tym jest, że to lektury - czyli książki, które poznajemy od wczesnej młodości, zniechęcają później do czytania. Ale obawiam się, że nawet "HP" będąc lekturą nie zmieniłby tego. W naszym kraju książki są traktowane po macoszemu. Mógłbym wiele powiedzieć w tym temacie, ale to raczej wywód na inny wpis :D

      Usuń
  8. Wszyscy piszą o Potterze jak o jednej książce a w tej całej dyskusji zabrakło wzmianki że jest to siedem książek... To jest większy problem. Którą część mają czytać dzieci w szkole, pewnie pierwszą. A ci starsi z gimnazjum, liceum, którą dostaną ? Ogólne pisanie o Potterze w tej formie mu szkodzi, tak jak teraz głośno było o tej liście wszyscy mówili Pottera wybrały dzieci, laicy przez to przekonuje się że są to książki tylko dla dzieci a przecież te siedem książek się diametralnie różni od siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo się tyczy choćby "Opowieści z Narnii". Według mnie głupotą byłoby robienie w gimnazjum np. trzeciej części jako lekturę, bo logiczne byłoby, że bardzo wiele osób nie przeczyta dwóch pierwszych.

      Usuń
  9. To kwestia na głęboką dyskusje. Ja w podstawówce jako lekturę miałam "Narnie" i "Hobbita" pomińmy fakt, że żadnej wcześniej nie lubiłam, ale skoro karzą nam czytać takie coś to dlaczego nie można wstawić HP?
    A "Ania z Zielonego Wzgórza" mimo jako lektura jest lubianaą książką - przez znaczną większość, ale są i wyjątki.
    Uważam, że "Harry" powinien być lekturą, ale uzupełniającą i nie dla podstawówek tylko dla gimnazjów.
    Dziwnie by było gdyby "Harry" był obowiązkowy, szczególnie, że niektórym osobą religia zabrania czytania książek gdzie jest magia etc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem wyjątkiem. "Ania z Zielonego Wzgórza" to mój numer 1 na liście najbardziej znienawidzonych książek. Będąc w szóstej klasie płakałem i zgrzytałem zębami czytając tę książkę. To była pierwsza lektura, której nie przeczytałem. Nienawidziłem jej każdą cząstką siebie.

      Religia nie zabrania czytania fikcji. To zacofani ludzie i radykałowie zabraniają.

      Usuń
  10. A co do kwestii dostępności "Harry'ego" - nie sądzę, by był z tym większy kłopot. Szkoły podstawowe i gimnazja, mimo że "Potter" nie jest lekturą szkolną, mają w swojej bibliotece teksty. Moje gimnazjum np. ma paręnaście sztuk. Biblioteka zamawia "Pottera", bo wie że dzieci chętnie go czytają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że większości szkół nie stać na ten luksus, by zakupić choćby kilka egzemplarzy "Pottera". Na ogół spotyka się po 2-3 kopie.

      Usuń
  11. http://hpkolekcja.blogspot.com/2009/06/rekord.html
    Czy ciągle organizowane są takie quizy? Może wiesz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ostatnim czasie pojawił się podobny quiz na stronie Bloomsbury (bloomsbury.co.uk - zakładka "Harry Potter") :-)

      Usuń
    2. Kurde... ciągle nie mogę znaleźć :D A gdzie dokładnie? ;) I dzięki :)

      Usuń
    3. Na stronie www.bloomsbury.com na podstronie dot. "HP" :)

      Usuń
  12. U mnie w szkole (jestem w 3 gimnazjum) większość wpisała na listę "Harry'ego Pottera" (łącznie ze mną) uważam, że jak ma być lekturą, to dopiero w 3 gimnazjum. Dzieci z podstawówki nie są jeszcze dojrzałe, przez co traktują wszystko zbyt poważnie - pamiętam jak w wakacje przed 11 urodzinami czekałam na list z Hogwartu, którego się nie doczekałam. Warto jeszcze zaznaczyć, że teraz w pierwszej klasie podstawówki są dzieci w wieku 6 lat, niektóre z nich jeszcze nawet nie dojrzały by chodzić do szkoły, a przecież w książce jest opisana magia, okultyzm itp... czyli coś co jest niezgodne z religią katolicką. "Harry Potter" to wspaniała, wartościowa książka, lecz czytając ją trzeba umieć odróżnić rzeczywistość od fikcji...
    U mnie w szkole nauczycielka języka polskiego po zebraniu kartek (z tytułami ulubionych książek) stwierdziła, że "Harry Potter" będzie naszą (mojej klasy) dodatkową lekturą po egzaminie gimnazjalnym - już się nie mogę doczekać.^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że w "Harrym" opisana jest magia i okultyzm. To brednie powtarzane przez katolickich radykałów, którzy "Pottera" nigdy nie trzymali w ręce. Niezgodne z religią katolicką jest uważanie się za nieomylnego, a to jest, niestety, coś, co często czynią owi radykałowie. Tak bardzo zaślepieni swoją pychą i przeświadczeniem, że o wszystkim wiedzą najlepiej. "Harry Potter" to czysta fikcja literacka. Nie ma w niej nic złego czy zdrożnego. To logiczne, że mniejsze dzieci mogą jej nie zrozumieć - podobnie zresztą jak Pisma Świętego. Bo czy Bóg jest dobry, skoro uprawia hazard, zakładając się z diabłem i niszcząc życie dobrego człowieka? Według mnie fakt, że Hiob ma potem nową rodzinę, długie i szczęśliwe życie, nie usprawiedliwia faktu, że jego bliscy zginęli dla kaprysu Boga. Jestem zdania, że skoro niektórzy doszukują się zła w książkach dla dzieci, powinni również odnaleźć je w Biblii. Bo i ona pokazuje złe przykłady i może być źle odebrana.

      Usuń