Kulisy magii - rozmowa z Bryony Evens, "która NAPRAWDĘ odkryła Harry'ego Pottera"

Nawet najlepsza książka potrzebuje pomocy, by oczarować świat. Nawet najlepszy autor nie obejdzie się bez pomocy innych. Wiele osób można określić mianem matek i ojców sukcesu "Harry'ego Pottera" - ci ludzie przyczynili się do promocji książek, powstania ich światowych wydań i generalnie wykonali wielką pracę przy budowie największego fenomenu literackiego w historii. Ale na niewiele zdałaby się ich pomoc i praca, gdyby na początku nie było kogoś, kto ODKRYŁ "Harry'ego Pottera". Bo przecież, gdyby "Harry" nie został odkryty, to nie byłoby jego fenomenu, a J.K.Rowling pozostałaby na zawsze Joanne. Zatem komu winni jesteśmy podziękowania za tę fantastyczną serię? Kto sprawił, że młody czarodziej wydostał się z komórki pod schodami i zawojował cały świat? 

Tą osobą jest Bryony Evens - była asystentka Christophera Little'a, pierwszego agenta literackiego J.K.Rowling. Bryony na przekór zasadom panującym w agencji (o nie przyjmowaniu książek dla dzieci), postanowiła dać szansę "Harry'emu" i dając z siebie wszystko przekonała innych do słuszności swojego przekonania. To od jej aprobaty wszystko się zaczęło i to ona zapisała się w wydawniczej historii jako osoba, która odkryła talent J.K.Rowling. W ubiegłym miesiącu mieliśmy niezwykły zaszczyt porozmawiać z nią. 


HPKolekcja: „Dla Bryony, która NAPRAWDĘ odkryła „Harry’ego Pottera” – to dedykacja, którą J.K.Rowling napisała w twoim egzemplarzu „Harry’ego Pottera i Czary Ognia”. Zastanawia cię czasami, jak mogłyby się potoczyć losy „Harry’ego”, gdybyś w tamtym czasie nie pracowała w agencji literackiej Christophera Little’a? W końcu inni odrzucali manuskrypt „Kamienia Filozoficznego”, a ty postanowiłaś dać mu szansę. 

BRYONY EVANS: Właściwie agencja Christophera Little była zaledwie drugą, która dostała kopię manuskryptu. Pierwsza agencja, tak samo jak my, nie zajmowała się książkami dla dzieci, wobec czego odesłała go bez czytania - i ja powinnam była zrobić dokładnie to samo, a jednak rzuciłam na niego okiem, a to, jak sądzę, przypieczętowało moje przeznaczenie! Być może, gdyby w tej pierwszej agencji zwrócili uwagę na ten rękopis, może też dostrzegliby w nim to, co ja? Cieszy mnie, że mogę powiedzieć o sobie, że nie jestem jak ten sławny człowiek z Decca Records, który odrzucił Beatlesów – wierzę, że potrafię dostrzec dobrą rzecz, gdy wpadnie ona w moje ręce! Ale na poważnie - tak naprawdę myślę, że ktokokolwiek pierwszy spojrzałby na tę książkę, dostrzegłby jej zalety – to fantastyczna opowieść, ujmująca od samego początku, z czego teraz już wszyscy zdajemy sobie sprawę. 

HPK: Prawie nikt nie wie, jak wyglądasz, ale każdy, kto interesuje się genezą „Harry’ego Pottera” i tym jak został odkryty, zna twoje nazwisko. Jak się z tym czujesz? 

BE: Myślę, że to cudowne – to wspaniale być znaną z tak szczęśliwego powodu i własnego wkładu w podarowanie przyjemności milionom (a może nawet miliardom!?) ludzi na całym świecie! To sprawia, że czuję się bardzo dumna i przynosi mi to też wiele przypadkowych „nagród”, takich jak wygłoszanie mowy na wydarzeniu z Buzzem Aldrinem, pojawienie się u Oprah czy usłyszenie od mojej przyjaciółki, Siiri, że jednej niedzieli po południu, usłyszała jak zostałam wspomniana podczas pieszej wycieczki po lokacjach znanych z „Harry’ego Pottera” na londyńskim West Endzie!

HPK: Co się stało, kiedy pierwsze trzy rozdziały „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” przyszły do agencji? 

BE: Książka przyszła w teczce z zaciskaną klamrą – nigdy wcześniej takiej nie widziałam. Ta teczka przykuła moją uwagę i sprawiła, że spojrzałam na pierwszą stronę standardowego zestawu trzech rozdziałów, który został w niej przysłany. Zaczęłam czytać manuskrypt i pokochałam jego ton. Gdy dotarłam do linijki, w której było o tym, jak pani Dursley mówi panu Dursleyowi, że Dudley nauczył się nowego słowa („nie będę!”) zachichotałam i zdałam sobie sprawę z tego, że to naprawdę dobry tekst, więc postanowiłam przeczytać resztę w przerwie na lunch. Osoba zajmująca się w agencji czytaniem przysłanych tekstów, Fleur Howle, przyszła do mnie tego poranka i pokazałam jej rękopis, który leżał na szczycie w koszu, w którym znajdowały się teksty do rozpatrzenia. Jej również się on spodobał, a gdy przeczytałam wszystkie trzy rozdziały podczas godzinnej przerwy na lunch, wiedziałam, że bardzo chcę przeczytać resztę książki. 

HPK: I teraz musiałaś zachęcić do tej książki Christophera Little’a. Jak ci się udało przekonać go do zaakceptowania książki dla dzieci? 

BE: Najpierw zapytałam go, czy byłby zły, gdybym poprosiła o resztę książki, a on nie miał nic przeciwko, więc tego samego dnia napisałam do Joanne Rowling prosząc o pozostałą część manuskryptu. A gdy ten dotarł, po prostu nie mogłam go odłożyć – był naprawdę bardzo podobny do książki, którą teraz wszyscy czytacie, więc na podstawie swoich uczuć podczas pierwszego czytania, wiecie, co ja sama wówczas czułam. W całym rękopisie były porozsiewane ilustracje, wśród których znajdowała się jedna bardzo skrzętna, całkowicie oryginalna przedstawiająca grę w quidditcha! Poprosiłam Christophera, by rzucił okiem na tę książkę, bo sądziłam, że mieliśmy w rękach coś naprawdę wyjątkowego, a on przeczytał ją w ciągu jednej nocy, a potem dyskutowaliśmy na temat odpowiedzi, którą wyślemy do Jo. Christopher uważał, że w książce powinno być nieco więcej o regułach gry w quidditcha (wówcza trochę trudno było się w nim połapać), bo to trafi do chłopców, ja z kolei uważałam, że powinno być trochę więcej Neville’a, który pomimo, że był postacią drugoplanową, był bardzo ujmującym bohaterem tego pierwszego szkicu. Napisałam do Joanne mówiąc, że jeśli mogłaby rozbudować nieco te dwa aspekty, to z wielką przyjemnością będziemy ją reprezentować. Sama później powiedziała (w wywiadzie dla „Sainsbury’s Magazine”), że to był najlepszy list, jaki kiedykolwiek otrzymała (wydaje mi się, że to był ten list, bo raczej nie ten pierwszy z prośbą o dosłanie reszty manuskrytpu). W odpowiedzi, którą otrzymałam od Jo, napisała, że z wielką przyjemnością wprowadzi te zmiany, bo właściwie usunęła zasady quidditcha, ponieważ wydawały się jej być zbyt techniczne, więc bez problemu umieści je z powrotem w tekście, a jeśli chodzi o Neville’a, to jest on również jedną z jej ulubionych postaci, więc z przyjemnością napisze o nim więcej. Oczywiście, jak nam teraz wiadomo, napisała o tym świecie dużo więcej, niż trafiło do książek, więc nie sądzę, by praca nad tymi zmianami trwała zbyt długo, a gdy poprawiony rękopis do nas trafił, był gotowy, by rozsyłać go do wydawców. 

HPK: Na ciebie spadł obowiązek odpowiedniego przygotowania manuskryptu i wysłania go do wydawców. 

BE: Z racji tego, że byłam tylko kierownikiem biura, a nie agentem literackim (wcześniej sprzedałam tylko jedną książkę [„The Seventh Daughter” Vivienne Savory – przyp. tłum.] i co dziwne, też była ona o czarownicach!), przydzielono mi budżet wystarczający na wykonanie trzech kopii rękopisu, który miał zaledwie 1,5 cm grubości. Dla jasności – często robiłam jedenaście czy dwanaście kopii manuskryptów powieści o grubości 4 cm, by wysyłać je do wielu wydawców za jednym razem. Tak więc wysłałam te trzy egzemplarze do wydawców książek dziecięcych, których preferencjom, według mnie, ten manuskrypt odpowiadał. I czekałam. Przez wiele kolejnych miesięcy, bo tyle musiałam czekać, nie mogłam wysłać rękopisu do kolejnego wydawcy, dopóki któraś z kopii nie została zwrócona, przez co wiele razy musiałam poganiać osoby odpowiedzialne za czytanie propozycji i redaktorów. W jednym wydawnictwie redaktor był tak długo na zwolnieniu lekarskim, że poprosiłam kolegę o to, by przejrzał piętrzący się stos i znalazł „Harry’ego”, by mi go odesłać! Stopniowo przychodziły odmowy - od ośmiu bądź dziewięciu wydawców i wówczas, gdy jedna kopia nadal była w Harper Collins, które było zainteresowane, Christopher zasugerował mi, bym wysłała manuskrypt do Barry’ego Cunninghama z Bloomsbury, który właśnie wydał „Toots and the Upside-Down House” Carol Hughes, jednej z naszych długoletnich autorek. Christopher uważał, że Barry ma odpowiedni stosunek i gust wydawniczy, jeśli chodzi o komercyjne książki dla dzieci. Nie pamiętam, czy Henry Selick, który dopiero co wyreżyserował film „Jakubek i brzoskwinia olbrzymka”, już wtedy był zainteresowany zrobieniem filmu na podstawie „Toots” (ostatecznie zrobił „Koralinę i tajemnicze drzwi”, która była podobnym typem opowieści) – ale to było odpowiednie towarzystwo dla tej książki. Krótko po otrzymaniu manuskryptu, dowiedziałam się od Barry’ego, że powieść tak bardzo przekonała go i jego kolegę, że wykonali kopie dla wszystkich kolegów, którzy mieli wziąć udział w spotkaniu dotyczącym nowych nabytków, dołączając do każdej tubkę cukierków Smarties, gdyż uważali, że ta książka wygra Smarties Prize! I mieli rację – pierwsze trzy tomy serii zdobyły tę nagrodę, nim wycofano je z udziału w konkursie, by dać szansę innym autorom! Bloomsbury zdecydowało się nabyć książkę i wynegocjowaliśmy bardzo małą umowę dla Jo. Mieliśmy nadzieję, że Harper Collins też będzie zainteresowane i podbije cenę, ale powiedzieli, że jakkolwiek są zainteresowani, to nie są w stanie wyrobić się w czasie z umową, więc powinniśmy przyjąć ofertę, którą już dostaliśmy. Po podpisaniu umowy, Jo udała się z Christopherem na sławetny lunch z Barrym Cunninghamem (ja na nim nie byłam), podczas którego Christopher powiedział jej, żeby nie miała nadziei na to, że kiedykolwiek zarobi jakieś pieniądze na książkach dla dzieci!

HPK: W 1996 roku zrezygnowałaś z pracy w agencji Christophera Little’a, a rok później książka została wydana w Wielkiej Brytani. Wiemy, co było potem i jak „Harry Potter” stał się fenomenem. Czy kiedykolwiek żałowałaś opuszczenia agencji, zanim to wszystko się zaczęło? 

BE: Nie do końca – opuściłam agencję z istotnych, wówczas, przyczyn osobistych. Rozstałam się z moim chłopakiem, wyprowadziłam z domu i chciałam zarabiać więcej pieniędzy, więc złożyłam papiery w agencji nieruchomości, która lepiej płaciła. Wiele się w niej nauczyłam i po kilku latach znowu zrobiłam właściwy, z mojego punktu widzenia, krok i wróciłam do wydawniczego świata. Nadal śledziłam rozwój książek Christophera Little’a w sklepach czy prasie, zwłaszcza „Harry’ego Pottera”, a w dniu publikacji zadzwoniłam do Bloomsbury z prośbą o egzemplarz książki, którą im sprzedałam, a oni uprzejmie mi ją przysłali!

HPK: Jak myślisz, co jest przyczyną fenomenu „Harry’ego Pottera”? Dlaczego, według ciebie, te książki są tak popularne? 

BE: Wystarczy je przeczytać, by wiedzieć – one stanowią doskonałą mieszankę bajki, powieści detektywistycznej, opowieści o dojrzewaniu, historii o walce dobra ze złem, magii i fantazji, opowieści szkolnej i innego rodzaju wspaniałej i popularnej fikcji. Te książki są napisane w bardzo przystępnym języku i wciągają czytelnika od początku do końca. Ich popularność zaczęła się na zasadzie polecenia z ust do ust i naturalnie urosła bazując na ich świetności. Wynikający z tego rozgłos z pewnością pomógł temu fenomenowi, ale to książki zaczęły to wszystko – światowy sukces nigdy by się nie narodził, gdyby nie były one takiej jakości, jakiej są, dlatego one – i Jo – w pełni zasługują na to całe uznanie!

HPK: Czy czytałaś inne dorosłe powieści napisane przez J.K.Rowling? Jak ci się one podobają? 

BE: Czytałam je i uważam, że są doskonałe. Wiem, że wielu ludzi usilnie walczyło z „Trafnym wyborem” – musiałam przeczytać połowę książki, by w niej zatonąć, ale gdy już się to stało, nie mogłam jej odłożyć! Nie mogę się doczekać telewizyjnej adaptacji, która wkrótce ma być w BBC, sądząc po tym, że tydzień temu widziałam książkę z filmową okładką w księgarni. 

Zdecydowanie kocham dwie książki Roberta Galbraitha – książki detektywistyczne tego rodzaju to mój ulubiony gatunek. Przecież „Kamień Filozoficzny” to cudowna powieść detektywistyczna – i to było to, co przede wszystkim mnie w nim zachwyciło! 

HPK: Czy wciąż jesteś fanką „Harry’ego Pottera”? Wielu fanów nienawidzi epilogu, który sam postrzegam jako idealne zakończenie dla tej serii. A co ty o nim myślisz?

BE: Zdradzę ci pewien sekret – siódmy tom przeczytałam tylko raz! Dostałam go na dzień przed premierą u księgarza, który był gotów przełamać embargo w sekrecie, i przeczytałam go w całości przez weekend, pomimo, że byłam wtedy na weselu (nie byłam jedyną osobą czytającą go pod stołem w czasie obiadu!). Chciałam się po prostu dowiedzieć jak to wszystko się kończy najszybciej jak to tylko możliwe, a teraz naprawdę niewiele z niego pamiętam. Z takiej czy innej przyczyny, jeszcze do niego nie wróciłam. Poszłam do kina i obejrzałam ostatni film z przyjaciółką (ostatnie trzy filmy obejrzałam w kinie dopiero w tygodniu, kiedy swoją premierę miał ostatni – były wyświetlane noc po nocy) i trochę się popłakałam na końcu – zdałam sobie sprawę, że od mojego pierwszego czytania do zakończenia ostatniego filmu minęło jakieś 16 lat mojego związku z tymi książkami, co było zakończeniem długiej podróży. Jednakże, ostatni rok, albo coś koło tego, spędziłam z paroma młodszymi kolegami, którzy dorastali z tymi książkami i byli wielkimi fanami Harry’ego – oni zainspirowali mnie do ponownego przeczytania siódmej części i dali mi egzemplarz w miękkiej oprawie jako prezent na Boże Narodzenie, więc niedługo zanurzę się w nim na nowo.

HPK: Ile razy spotkałaś się z J.K.Rowling? Jak wyglądały wasze spotkania? 

BE: Tuż po publikacji „Komnaty Tajemnic” (i krótko po tym jak ogłoszono, że powstanie film) poszłam z moją ciotką na Cheltenham Literary Festival i kupiłam jej egzemplarz pierwszej edycji dla dorosłych „Kamienia Filozoficznego” w ramach podziękowania za to, że wzięła mnie ze sobą. Było tam mnóstwo dzieciaków, które, oczywiście, doskonale znały obie książki i podczas sesji, w trakcie której Jo czytała o Zgredku, zadawały jej wszelkiego rodzaju interesujące i techniczne pytania. Byłam pierwszą dorosłą osobą, która zadała pytanie i zastanawiałam się, co Jo myśli na temat dyskusji prasowych na temat castingu do filmu, które były w tym czasie bardzo błędne, gdyż książki nie były jeszcze tak szeroko znane. Gdy potem stałyśmy w kolejce, Jo podpisała moje dwie książki i książkę mojej ciotki, a następnie uściskała mnie naprzeciw tłumu osób czekających w kolejce na podpisanie książki, co było urocze!

Po raz drugi spotkałam Jo na podpisywaniu „Czary Ognia”, które odbyło się w wagonie kolejowym na Didcot Railway Centre. Gdy Jo podpisywała się w mojej książce, rozmawiałam z panią zajmującą się jej PR-em i dopiero później przeczytałam, co w niej napisała. To była pierwsza książka, w której wystąpiła Rita Skeeter, a jej wątek odzwierciedla problemy Jo z prasą tabloidową. Tydzień wcześniej sama miałam z nimi sprzeczkę: po tym jak „The Times” opublikował artykuł o mnie, „The Mail on Sunday” opublikował inny, mówiący o tym, że to Fleur Howle, osoba czytająca teksty, jest prawdziwą odkrywczynią tej książki, co było wkurzające, bo powiedziałam prawdę dziennikarzowi z „The Mail”, który był kimś, kogo poważałam, a on potem powypisywał kłamstwa na mój temat. Jo, co oczywiste, wiedziała o tej sprawie i właśnie dlatego napisała: „Dla Bryony, która NAPRAWDĘ odkryła Harry’ego Pottera”. 

Kolejny raz spotkałam Jo na podpisywaniu „Trafnego wyboru”. Fan z Argentyny, Patricio, poprosił mnie, bym poszła tam i zabrała jego egzemplarz do podpisu, na wypadek, gdyby nie zdołał dotrzeć do Anglii na to wydarzenie, a ja z przyjemnością to dla niego zrobiłam, gdy ostatecznie nie był w stanie przybyć. Miałam spory ubaw stojąc w kolejce i gawędząc z amerykańskimi fanami, którzy przyjechali specjalnie na tę okazję. Joanne była cudowna przy biurku, pamiętała zarówno mnie jak i Patricio i podpisała dla nas obie książki! Byłam po tym trochę roztrzęsiona i zafascynowana, wobec czego musiałam usiąść na chwilę, żeby ochłonąć! 

Ostatnim razem, gdy się spotkałyśmy, było to podczas wystąpienia „Roberta Galbraitha” na Harrogate Crime Festival zeszłego lata – ta sama fantastyczna ciotka załatwiła dla mnie wejściówkę i zachęciła do tego, bym zadała pytanie, co ostatecznie uczyniłam. Moje pytanie było ostatnim pytaniem z publiczności, które Val McDermid pozwoliła zadać i dotyczyło tego jak zaczęła się przygoda Jo z książkami detektywistycznymi – czy najpierw wymyśliła bohatera czy historię? (Odpowiedź brzmiała, że Cormoran był pierwszy!). Później, podczas podpisywania, podziękowałam Jo za dwa odniesienia do mojej osoby w „Wołaniu kukułki” (Robin odkryła niezwykły spinacz do papierów w biurku i jedna z postaci miała na imię Bryony) – a ona zaskoczyła mnie mówiąc, że właściwie były trzy odniesienia do mojej osoby i przeprosiła za błędne zapisanie mojego nazwiska – nie zauważyłam odniesienia do siebie w bohaterze o nazwisku Evan. CO ZA ZASZCZYT! – być uwiecznioną w podziękowaniu w twórczości kogoś, kogo szanuję – to fantastyczne! To jedna z najcudowniejszych rzeczy w historii – nawet biorąc pod uwagę to, że nigdy nie miało zostać ujawnione, że Robert Galbraith to tak naprawdę J.K.Rowling. Byłam szczególnie zachwycona, gdy dowiedziałam się o jej pseudonimie, gdyż przez cała lata powtarzałam i powtarzałam, że gdybym była nią, chciałabym wiedzieć, czy mogłabym powtórzyć ten sukces jeszcze raz, bez tego całego szumu generowanego przez „ciężarówkę” „Harry’ego Pottera”, wobec czego zdecydowanie napisałabym książkę pod fałszywym nazwiskiem – i to była wielka przyjemność, gdy okazało się, że miałam rację i mam nadzieję, że Jo również była zadowolona z recenzji i wspaniałych ocen krytyków, które dostała, zanim sekret został ujawniony. 

HPK: Ostatnie pytanie. W 2007 roku J.K.Rowling napisała własnoręcznie siedem kopii „Baśni barda Beedle’a”. Sześć z nich podarowała ludziom, którzy byli niezwykle ważni dla publikacji „Harry’ego Pottera”. Sądzę, że zdecydowanie zasługujesz na to, by być właścicielką jednego z tych egzemplarzy… Czy mam rację? 

BE: (Śmiech) Nie – nie jestem aż TAK ważna!

HPK: Bardzo dziękuję za wywiad. 

BE: Cała przyjemność po mojej stronie. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy i wyczerpujący wywiad. Rozgadana ta Bryony :)
    Aczkolwiek naprawdę zaskoczyła mnie odpowiedź na ostatnie pytanie. Wiedziałam wcześniej o rozdanych egzemplarzach Beedle'a i również uważam, że pani Evens zasługuje na niego. No, ale J.K.Rowling odniosła się do niej w swoim "Wołaniu kukułki", więc to miłe, że wciąż pamięta o tej kobiecie.
    Co do zakończenia HP... Kiedy skończyłam czytać 7 tom, naprawdę nie znosiłam epilogu! (Miałam prawo, jako dziecko w podstawówce :D) No bo jakże to tak, powinno być więcej, a najlepiej jeszcze ósmy tom itd. itp... Teraz jednak zgadzam się z Tobą. Epilog pasuje idealnie do takiej serii.
    Rozbawiła mnie wizja gości weselnych czytających pod stołem Pottera... Gdybym miała taką sytuację u siebie, sama bym im książki z rąk wyrywała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki za te miłe słowa :)
      Niestety, ostatnie pytanie pozostawia taki dość nieciekawy wydźwięk, ale bez względu na wszystko - Bryony jest i pozostanie najważniejszą osobą po J.K.Rowling, która przyczyniła się do tego, że "HP" ujrzał światło dzienne.

      Gdyby moje wesele wypadło w dniu premiery książki, to sam czytałbym "HP" pod stołem :D

      Usuń
  2. Wyczerpujący wywiad! Wielkie dzięki za wysiłek, jaki w niego włożyliście. Świetnie było przeczytać o pani Evens :)

    Vanessa

    OdpowiedzUsuń