"Harry Potter" dla bogatych

Tytuł tego wpisu jest dwuznaczny, ponieważ niektórym nasunie na myśl pierwsze wydania „Harry’ego Pottera”, które warte są dziesiątki, a nawet i setki tysięcy, zaś inni spojrzą na coś o wiele bardziej „przyziemnego” i zastanowią się nad ceną normalnych książek, które też nie są tanie. W końcu za „Zakon Feniksa” trzeba zapłacić ponad 50 zł, a cena od lat pozostaje na tym samym poziomie, co może dziwić, zwłaszcza, że przywykliśmy do tego, że z czasem książki, filmy czy muzyka tanieją. Mogliśmy się o tym przekonać choćby w kontekście ekranizacji „Harry’ego” na DVD, które można już zakupić za niecałe 2 złote w sklepach typu „Wszystko za 2,50 zł”… Co, w takim razie, autor miał na myśli nadając temu artykułowi tak dwuznaczny tytuł? 

W 2002 roku, jeszcze przed publikacją piątego tomu cyklu, J.K.Rowling przekazała na aukcję charytatywną pocztówkę, na której wypisała – UWAGA! – 93 słowa odnoszące się do „Zakonu Feniksa”. W czasach, kiedy wszyscy wyczekiwali publikacji nowej powieści, a proces powstawania jej przedłużał się i przedłużał (każdy tom pojawiał się rok po poprzednim, ale „Zakon Feniksa” był wyjątkiem od tej reguły – musieliśmy czekać na niego aż 3 lata!), każdy marzył o tym, by czegokolwiek dowiedzieć się na temat tak długo i niecierpliwie oczekiwanej książki. I ostatecznie jeden szczęśliwiec się doczekał. A był nim anonimowy nabywca, który zdecydował się zapłacić za pocztówkę aż 28.680 funtów! Treść owej pocztówki nigdy nie została podana do publicznej informacji, a jedyne znane słowa, które zostały na niej wypisane to: „Ron, miotła, wyrzucony, skrzat domowy, nowy, nauczyciel, umiera, przepraszam”. Na szczęście wszystkie sekrety skrywane przez tajemniczą pocztówkę ujrzały światło dzienne wraz z wydaniem piątego tomu serii. 

I o ile fakt zatajenia treści owej pocztówki jestem w stanie zrozumieć, o tyle przeraża mnie przyszłość, która miała czekać „Baśnie barda Beedle’a”. 

Siedem ręcznie napisanych kopii, spośród których sześć trafiło do ludzi, których zasługi wobec publikacji i sukcesu „Harry’ego Pottera”, J.K.Rowling oceniła jako wybitne. I egzemplarz nr 7 – przeznaczony na aukcję charytatywną. 13 grudnia 2007 roku odbyła się licytacja najbardziej wyjątkowej i najbardziej unikalnej książki napisanej przez J.K.Rowling. Już od chwili ogłoszenia powstania tych niewielkich książeczek, emocje sięgały zenitu i cały świat zdawał się mówić tylko o tym. Nikt nie krył ciekawości i każdy chciał poznać treść tego niepublikowanego dzieła. I pomyśleć, że nigdy nie miało do tego dojść! Zgodnie z pierwotnym założeniem, nabywca książki miał zachować ją tylko dla siebie, zazdrośnie chroniąc ją przed światem… Walka o „Baśnie…” była zażarta i z każdą minutą wzbudzała większe emocje, a kiedy prowadzący aukcję, Philip Errington, krzyknął: „sprzedane!”, nikt na sali ani poza nią nie mógł uwierzyć w to, co właśnie się wydarzyło. 1.950 000 funtów. Tyle zwycięzca aukcji zgodził się zapłacić za rękopis. To rekordowa suma za rękopis żyjącego autora. I kiedy wszyscy zastanawiali się, kim jest tajemniczy nabywca, prawda wyszła na jaw dopiero z czasem – to spółka Amazon prowadząca największą na świecie księgarnię internetową. 

Mieliśmy szczęście. 
Nasze szczęście polegało na tym, że rękopis nie trafił w ręce bogatego snoba, który zamknąłby książkę przed światem, lecz w „ręce” firmy chcącej nieźle zarobić na fakcie posiadania tak znamienitego unikatu. Niebawem po zakupie, na stronie księgarni pojawiło się stosowne oświadczenie oraz wyraz żalu z powodu niemożności opublikowania treści zawartej w książce. Ale gigant znalazł na to sposób, publikując na swojej stronie… streszczenia każdej baśni! W ten sposób miliony osób na całym świecie mogło poznać ich treść, a to – choć zabrzmi to okrutnie – rozsierdziło ówczesnego agenta J.K.Rowling, Christophera Little’a, oraz samą pisarkę. Nie spodobało im się to, że Amazon wykorzystuje fakt nabycia książki i działa tym, jakby nie patrzeć, na swoją korzyść. Śmiało można stwierdzić, że te prawie 2 miliony wydali na najbardziej skuteczną kampanię martetingową, jaką tylko mogliby sobie wymarzyć. A potem okazali się być jeszcze bardziej „bezczelni” i zaproponowali Rowling wydanie tej książki. Możemy sobie tylko wyobrażać jak trudne musiały to być negocjacje – w końcu Amazon zdołał obejść wszelkie kruczki z umowy podpisanej po zakończeniu aukcji. Ale tak czy inaczej, do porozumienia lub, jak niektórzy wolą nazywać wynik tej sprawy, ugody, doszło i 4 grudnia 2008 roku „Baśnie…” doczekały się masowego wydania na cały świat, a Amazon dodatkowo stał się jedynym na świecie dystrybutorem specjalnego wydania kolekcjonerskiego – repliki rękopisu. 

Tak świat zdobył „Baśnie barda Beedle’a”. 
Tak czujność agencji Rowling została wyostrzona. 
Tak zyskując jedno, straciliśmy wszystko inne. 

21 maja 2013 roku odbyła się kolejna wyjątkowa aukcja, na którą J.K.Rowling przekazała pierwsze wydanie brytyjskiego „Kamienia Filozoficznego” ze swoimi adnotacjami. Na 43 stronach pisarka zamieściła 22 ilustracje własnego autorstwa oraz 1100 słów tekstu. W artykułach prasowych i na stronie internetowej aukcji zostało zaprezentowanych zaledwie kilka stron – reszta pozostała tajemnicą. I świat, mając w pamięci sytuację z „Baśniami…”, znowu miał nadzieję ujrzeć całość unikalnego materiału, gdy tylko licytacja dobiegnie końca. Na próżno. Nowa agencja J.K.Rowling i jej nowy agent, Neil Blair, zadbali o to, by tym razem umowa była nie do obejścia w żadnym punkcie. Nabywca książki dostał zakaz jakiegokolwiek dysponowania nią i jej treścią, nawet w sferze streszczeń czy wystaw. Jego nazwisko również nie zostało podane do informacji. Jedna z najcenniejszych pamiątek została sprzedana za 150.000 funtów i rozpłynęła się w niebycie. Trafiła na półkę bogacza – tam, gdzie przeznaczono jej skończyć. 

Powiada się, że „nie dla psa kiełbasa”. Przykre to zwieńczenie tego wpisu, zwłaszcza, że to my wszyscy, którzyśmy zbudowali fenomen „Harry’ego Pottera” i oddali mu swoje serca, jesteśmy psami, które o „kiełbasie” mogą tylko pomarzyć. 
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

7 komentarze:

  1. Co do ostatniego akapitu, zgadzam się w całości. Sądzę, że my, jako czytelnicy, też powinniśmy mieć dostęp do takich rzeczy, skoro to my budujemy popularność tej serii. Tekst jak zawsze bardzo dobry i czekam na następne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za te miłe słowa :)

      Usuń
  2. Mam złe wrażenie,że Joanne nie zachowuje się fair wobec tych ludzi, których nie stać na udział w tak drogich aukcjach...To nie w porządku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wokół Jo jest sztab ludzi, który wykonuje całą tę robotę. Nawet ludzie współpracujący z Rowling twierdzili niejednokrotnie, że ona sama posiada bardzo mgliste pojęcie na temat tych wszystkich działań pobocznych. Rozumiem, że mogła się zirytować, gdy Amazon wykorzystał jej książkę do własnych celów marketingowych, ale jakby nie patrzeć, dzieki temu zyskali wszyscy inni.

      Usuń
  3. Mnie po tym artykule zaciekawiło, czy to agencja Rowling szuka byle jakiego sposobu, by zarobić, czy ona sama tak strzeże wszystkich swoich materiałów i dlatego żąda tyle kasy za ujawnienie choćby rąbka tajemnicy. Niby żyjemy w materialnym świecie, ale przecież ona by nagle nie stała się biedna, jakby podzieliła się ze wszystkimi fanami materiałami ze świata Pottera, który przecież bez nas by nie istniał. Okej, mamy Pottermore, ale to przecież jest niewielka część z tego, co Rowling posiada. A teraz, kiedy seria już dawno dobiegła końca, mogłaby się nimi z nami dzielić. Nikt by na tym nie ucierpiał.

    Chociaż zawsze będę ją cenić za stworzony przez nią świat, to jednak za takie zachowania nie potrafię jej szanować, bo odnoszę wrażenie, jakoby ona nie szanowała fanów, którzy nie śpią na milionach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja porównałbym to działanie do sytuacji z Coca Colą - koncern ma stabilną pozycję na rynku, marka znana jest od lat, a jednak receptura napoju nadal jest ściśle strzeżona. Nie mam problemu z tym, że Jo ma mnóstwo materiałów, których nie chce ujawniać - to jej prywatna sprawa i ma do tego pełne prawo, boli mnie, natomiast, jeśli już daje coś od siebie i kieruje to do jednej osoby - tej, która wyłoży najwięcej pieniędzy na stół. A to nie jest w porządku.

      Jej współpracownicy, których jest naprawdę wielu, dbają o to, by Rowling nie zajmowała się niczym poza pisaniem - zresztą sama Rowling to przyznała, że jej jedyną rolą jest pisanie, a wszystkim innym zajmuje się jej agencja. Ale to już temat na inny wpis.

      Usuń
  4. Jakoś nie bardzo zrozumiałam, dlaczego J.K. Rowling nie życzy sobie, żeby publikowano to, co napisała i wystawiła na aukcję charytatywną. Rozumiem, że nie chce, aby ktoś czerpał zyski z jej pracy - to naturalne. Ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego NIE CHCE publikować materiałów, a jednak je sprzedaje (jednej, wybranej osobie).Nie ptrafię zrozumieć takiego działania.

    OdpowiedzUsuń