"Skrajne korzyści wynikające z porażki i znaczenie wyobraźni" - polskie tłumaczenie przemowy J.K.Rowling

14 kwietnia 2015 roku wydana zostanie książka J.K.Rowling, w której zawarta zostanie treść jej przemówienia, które wygłosiła w 2008 roku podczas uroczystości rozdania dyplomów na Harvard University. Wydawnictwo zatytułowane "Very good lives" zostanie opublikowane w Wielkiej Brytanii i w USA nakładem wydawnictwa Little Brown i wszelkie dochody pochodzące z jego sprzedaży zostaną przekazana na cele dobroczynne. Na obecną chwilę nie wiadomo, co poza treścią wystąpienia Rowling i ilustracji Joela Hollanda znajdzie się w książce, która ma sobie liczyć 80 stron. 

Poniżej znajduje się polskie tłumaczenie przemowy J.K.Rowling. 

SKRAJNE KORZYŚCI WYNIKAJĄCE Z PORAŻKI I ZNACZENIE WYOBRAŹNI


Rektorze Faust, członkowie Harvard Corporation i Bord of Overseers, wykładowcy, dumni rodzice i, przede wszystkim, absolwenci. 

Pierwsza rzecz, jaką chciałabym powiedzieć to: „dziękuję”. Harvard nie tylko ofiarował mi niezwykły zaszczyt, ale i tygodnie strachu i nudności, których doświadczałam na samą myśl o tej przemowie, a które sprawiły, że straciłam na wadze. Podwójne zwycięstwo! Teraz wszystko, co muszę zrobić, to zaczerpnąć kilka głębokich oddechów, rzucić ukradkowe spojrzenie na czerwone bannery i wmówić sobie, że jestem na największym na świecie zlocie Gryfonów.

Wygłoszenie przemowy to wielka odpowiedzialność – tak przynajmniej myślałam, dopóki nie powróciłam myślami do czasu, kiedy sama ukończyłam studia. Tego dnia oratorem była wybitna brytyjska filozof, baronowa Mary Warnock. Zastanowienie się nad jej mową ogromnie pomogło mi w napisaniu tej, ponieważ okazało się, że nie pamiętam ani jednego słowa, które baronowa wypowiedziała. To wyzwalające odkrycie sprawiło, że przestałam się lękać, że nieumyślnie wpłynę na was i przekonam do porzucenia obiecujących karier w biznesie, prawie czy polityce na rzecz przyprawiającego o ból głowy pragnienia zostania homoseksualnym czarodziejem. 

Widzicie? Jeśli lata później nadal będziecie pamiętać żart o „homoseksualnym czarodzieju”, to przebiłam baronową Mary Warnock. Osiągalne cele: pierwszy krok do poprawienia swojej samooceny. 

Tak naprawdę zadręczałam swój umysł i serce tym, co powinnam wam dzisiaj powiedzieć. Zapytałam samą siebie, co chciałabym wiedzieć, kiedy sama kończyłam studia i jakie lekcje dało mi 21 lat życia nastepujących pomiędzy tamtym dniem, a tym. 

Skończyłam z dwoma odpowiedziami. Zdecydowałam, że w tym pięknym dniu, kiedy zebraliśmy się wszyscy razem, by świętować wasz akademicki sukces, opowiem wam o korzyściach porażki. I, ponieważ stoicie u progu tego, co czasami nazywa się „realnym życiem”, chciałam też wysławić niezwykle ważną rzecz, jaką jest wyobraźnia. 

Może się to wydawać donkiszotowskie lub paradoksalne, ale proszę, byście cierpliwie znieśli moje wybory. 

Spoglądanie wstecz na sibie, kiedy miałam 21 lat i odbierałam dyplom, to nieco niekomfortowe doświadczenie dla mnie, którą jestem teraz – 42-letniej. Połowę życia temu balansowałam na granicy swojej własnej ambicji i tego, czego oczekiwali ode mnie najbliżsi. 

Od zawsze byłam przekonana, że jedyną rzeczą, którą chciałabym robić, jest pisanie powieści. Jednakże moi rodzice, którzy oboje pochodzili ze zubożałych środowisk i żadne z nich nie studiowało, uważali, że moja rozbudowana wyobraźnia była po prostu zabawnym, osobistym dziwactwem, które nigdy nie pozwoli opłacić hipoteki, ani nie zapewni emerytury. Teraz to tak samo ironiczne jak upadek kowadła w kreskówce. 

A zatem moi rodzice mieli nadzieję, że zdobędę stopień zawodowy; chciałam studiować literaturę angielską. Został osiągnięty kompromis, który, w retrospekcji, nie zadowolił nikogo i zaczęłam studiować języki nowożytne. Zaledwie samochód moich rodziców zniknął za rogiem na końcu ulicy, gdy porzuciłam niemiecki i pobiegłam w dół korytarza filologii klasycznej. 

Nie pamiętam, kiedy powiedziałam moim rodzicom, że studiuję filologię klasyczną, więc równie dobrze mogli się tego dowiedzieć w dniu, kiedy odbierałam dyplom. Ze wszystkich przedmiotów z całej planety, sądzę, że bardzo trudno byłoby im wskazać jeden bardziej bezużyteczny niż grecka mitologia, gdy chodziło o zabezpieczenie kluczy do łazienki dla zarządu. 

Nawiasem mówiąc, chciałabym, żeby było jasne, że nie winię moich rodziców za ich punkt widzenia. Jest taka data w życiu, kiedy dobiega końca termin winienia rodziców za to, że kierują tobą w niewłaściwym kierunku; w chwili, kiedy jesteś już wystarczająco dorosły, by przejąć stery, odpowiedzialność spada na ciebie. Co więcej, nie mogę krytykować moich rodziców za to, że mieli nadzieję, że nigdy nie doświadczę ubóstwa. Oni sami byli biedni, i swego czasu ja też byłam biedna, więc całkowicie zgadzam się z tym, że ubóstwo nie jest doświadczeniem, które należałoby nobilitować. Ubóstwo powoduje strach i stres, a czasami depresję, a to oznacza tysiące drobnych upokorzeń i mąk. Wyjście z ubóstwa dzięki własnym wysiłkom to coś, z czego można, w rzeczy samej, być dumnym, ale tylko głupcy mogą uważać ubóstwo jako coś, co samo w sobie jest romantyczne. 

Tym, czego obawiałam się najbardziej będąc w waszym wieku nie było ubóstwo, lecz porażka. 

Będąc w waszym wieku, mimo wyraźnego braku motywacji na uniwersytecie, gdzie zbyt wiele czasu spędzałam na pisaniu opowieści w barach z kawą, a zbyt mało na wykładach, miałam talent do zdawania egzaminów i to przez lata było dla mnie i moich rówieśników miarą sukcesu w życiu. 

Nie jestem na tyle tępa, by sądzić, że z racji tego, że jesteście młodzi, utalentowani i dobrze wyedukowani, nigdy nie mieliście w życiu pod górkę czy nie mieliście złamanego serca. Talent i inteligencja jeszcze nikogo nie uchroniły przed kaprysami losu i nawet przez chwilę nie uważałam, że wszyscy tutaj obecni cieszą się nieustannym uprzywilejowaniem i zadowoleniem z życia. 

Jednakowoż, fakt, że właśnie kończycie Harvard daje do zrozumienia, że nie jesteście zbyt dobrze zaznajomieni z porażką. Lek przed porążką może wami kierować tak samo mocno jak pragnienie sukcesu. W rzeczy samej, wasze pojęcie porażki mogłoby nie być bardzo odległe od pojęcia sukcesu przez przeciętnego człowieka, wobec czego już wznieśliście się na wysoki poziom. 

Ostatecznie to my sami musimy zdecydować, czym dla nas samych jest porażka, ale świat bardzo chętnie podaruje wam zestaw kryteriów do tego, jeśli tylko na to pozwolicie. Sądzę, że słuszne będzie, jeśli ponad wszelką miarę powiem, że zaledwie siedem lat po tym, jak ukończyłam studia, odniosłam porażkę na epicką skalę. Wyjątkowo krótkotrwałe małżeństwo implodowało, a ja byłam bezrobotnym, samotnym rodzicem i byłam tak biedna jak to tylko możliwe we współczesnej Brytanii, nie będąc przy tym bezdomnym. To, czego w moim przypadku obawiali się moi rodzice i to czego sama się obawiałam, stało się rzeczywistością i wedle każdego najzwyczajniejszego standardu, sama stałam się największą porażką, jaką poznałam. 

A teraz nie zamierzam tu stać i opowiadać wam, jaka porażka jest zabawna. Ten okres mojego życia był wyjątkowo mroczny i nie miałam pojęcia, że przybierze formę tego, co prasa przedstawia jako bajkowe zakończenie. Nie miałam wówczas pojęcia na jaką długość rozciąga się ten tunel i przez długi czas jakiekolwiek światełko na jego końcu było bardziej nadzieją niż rzeczywistością. 

A więc dlaczego mówię o korzyściach porażki? Po prostu dlatego, że porażka obnaża z tego, co nieistotne. Przestałam wmawiać sobie, że jestem czymś innym niż jestem i zaczęłam skupiać całą swoją energię tylko i wyłącznie na skończeniu jednej pracy, która miała dla mnie znaczenie. Gdybym odniosła sukces w czymś innym, mogłabym nigdy nie odnaleźć w sobie determinacji do spełnienia się na jedynym polu, do którego naprawdę należałam. Byłam wolna, ponieważ moja największa obawa się ziściła, a ja wciąż żyłam i wciąż miałam córkę, którą uwielbiałam, i miałam starą maszynę do pisania oraz wspaniały pomysł. I to kamienne dno stało się solidnym fundamentem, na którym odbudowałam swoje życie.

Możecie nigdy nie ponieść porażki na taką skalę, na jaką ja ją poniosłam, ale porażka w życiu jest nieunikniona. To niemożliwe, by żyć i czasami nie upadać, chyba, że żyłbyś tak ostrożnie, że tak naprawdę w ogóle mógłbyś nie żyć – co w tym przypadku samo w sobie jest porażką. 

Porażka dała mi wewnętrze bezpieczeństwo, którego nigdy nie osiągnęłam dzięki zdawaniu egzaminów. Nauczyła mnie rzeczy o mnie samej, których nie mogłabym się nauczyć w inny sposób. Odkryłam, że mam silną wolę i więcej dyscypliny niż się spodziewałam; dowiedziałam się też, że mam przyjaciół, którzy są naprawdę warci dużo więcej od rubinów.

Świadomość, że okazałeś się być mądrzejszy i silniejszy od przeciwności losu oznacza, że od tej pory, dzięki swojej zdolności przetrwania, jesteś bezpieczniejszy. Nigdy tak naprawdę nie poznasz siebie albo siły swoich relacji z innymi, dopóki zły los nie podda cię próbie. Ta świadomość jest prawdziwym darem, po tym wszystkim to bolesna wygrana, warta więcej od wszelkich kwalifikacji, jakie kiedykolwiek zdobyłam. 

A zatem, gdybym dostała Zmieniacz Czasu, powiedziałabym 21-letniej sobie, że osobiste szczęście tkwi w tym, żeby wiedzieć, że życie to nie kontrolna lista dorobku czy osiągnięć. Twoje kwalifikacje i twoje CV nie są twoim życiem, choć spotkacie wielu ludzi w moim wieku, albo i starszych, którzy mylą te dwa pojęcia. Życie jest trudne oraz skomplikowane i pozostaje poza czyjąkolwiek całkowitą kontrolą, a pokorą jest wiedza, że umożliwi ci ono przetrwanie jego zmienne koleje.

Teraz możecie pomyśleć, że wybrałam mój drugi temat, istotę wyobraźni, z powodu roli, którą odegrała ona w odbudowie mojego życia, ale to nie do końca tak. Chociaż do samego końca, do ostatniego sapnięcia, będę bronić wartości opowieści na dobranoc, nauczyłam się cenić wyobraźnię w obszerniejszym sensie. Wyobraźnia jest nie tylko unikalną ludzką zdolnością do wizualizacji tego, czego nie ma, ale teź źródłem wszystkich wynalazków i innowacji. W swojej dyskusyjności jest najbardziej transformującą i odkrywczą zdolnością. To moc, która umożliwia wczucie się w sytuację ludzi, których doświadczeń nigdy nie podzielaliśmy. 

Jedno z najbardziej kształtujących doświadczeń w moim życiu przed „Harry Potterem”, zdradza sporo na temat tego, co później opisałam w tych książkach. To objawienie uformowało się w jednej z pierwszych podjętych przeze mnie prac. Chociaż w przerwach na lunch wymykałam się, by pisać swoje opowieści, zapłaciłam za to, gdy miałam niewiele ponad 20 lat i pracowałam w afrykańskim departamencie badawczym w londyńskiej kwaterze głównej Amnesty International. 

Tam, w moim małym biurze, czytałam pośpiesznie naskrobane listy przeszmuglowane z totalitarnych reżimów przez mężczyzn i kobiety, którzy ryzykując zamknięcie w więzieniu, informowali świat zewnętrzny na temat tego, co ich spotyka. Widziałam fotografie przedstawiające tych, którzy zaginęli bez śladu, a które zostały wysłane do Amnesty przez ich zdesperowane rodziny i przyjaciół. Czytałam zeznania ofiar tortur i widziałam zdjęcia ich obrażeń. Otwierałam ręcznie spisane, bezpośrednie sprawozdania świadków procesów i egzekucji, porwań oraz gwałtów. 

Wielu moich współpracowników to byli więźniowie polityczni, ludzie którzy zostali wysiedleni ze swoich domów, albo ratowali się banicją, ponieważ byli na tyle zuchwali, by sprzeciwić się swoim rządom. Wśród osób, które przychodziły do naszego biura byli tacy, którzy przekazywali informacje, albo starali się dowiedzieć, co się stało z tym, co pozostawili za sobą.

Nigdy nie zapomnę afrykańskiej ofiary tortur, młodego mężczyzny, niestarszego ode mnie, który zachorował psychicznie w wyniku tego wszystkiego, co przecierpiał w swojej ojczyźnie. Gdy opowiadał do kamery o wymierzonej w niego brutalności, drżał w niekontrolowany sposób. Był o stopę wyższy ode mnie, a zdawał się być kruchy jak dziecko. Po wszystkim przydzielono mi zadanie odprowadzenia go na stację metra, gdzie ten człowiek, którego życie zostało rozbite przez okrucieństwo, ujął moją dłoń z dojmującą uprzejmością i życzył mi szczęścia w przyszłości. 

I tak długo jak będę żyła, będę pamiętać przejście pustym korytarzem i nagły, dobywający się zza zamkniętych drzwi, okrzyk bólu i przerażenia, jakiego jeszcze nigdy nie słyszałam. Drzwi otworzyły się i wychynęła zza nich głowa badaczki, która nakazała mi pobiec i zrobić coś gorącego do picia dla młodego mężczyzny siedzącego z nią. Właśnie musiała przekazać mu wiadomość o tym, że w akcie zemsty za jego otwarty sprzeciw wobec krajowego reżimu, jego matka została pojmana i stracona. 

Będąc dwudziestoparolatką, każdy dzień, który przepracowałam, przypominał mi jak byłam niewiarygodnie szczęśliwa, że żyję w kraju, w którym rząd jest wybierany w demokratycznych wyborach i gdzie prawna reprezentacja i publiczny proces są prawami każdego. 

Każdego dnia widywałam coraz więcej dowodów na zło wymierzane przez ludzkość w innych ludzi, po to by uzyskać lub utrzymać władzę. Zaczęłam miewać koszmary, wyraźne koszmary, na temat rzeczy, które widziałam, o których słyszałam i czytałam. 

Ale w Amnesty International nauczyłam się też więcej o ludzkiej dobroci, niż kiedykolwiek wcześniej. 

Amnesty mobilizuje tysiące ludzi, którzy nigdy nie byli torturowani czy uwięzieni przez własne wierzenia, by działali na rzecz tych, którzy byli. Potęga ludzkiej empatii, prowadząca do zbiorowego działania, ocala życia i uwalnia więźniów. Zwykli ludzie, którym dobrze się powodzi i którzy mają zapewnione bezpieczeństwo, łączą się ze sobą w olbrzymie liczby, by ocalić tych, których nie znają i nigdy nie poznają. Mój mały udział w tym procesie był jednym z najbardziej dobijających i inspirujących doświadczeń w moim życiu. 

W przeciwieństwie do innych stworzeń zamieszkujących tę planetę, ludzie mogą się uczyć i rozumieć rzeczy bez doświadczania ich. Potrafią wczuć się w położenie innych ludzi. 

Oczywiście, to władza, która – podobnie jak magia w moich fikcyjnym świecie – jest moralnie neutralna. Jedni mogą wykorzystywać tę zdolność do manipulacji czy kontroli, zaś inni do zrozumienia i współczucia. 

I wielu ludzi woli w ogóle nie korzystać ze swojej wyobraźni. Decydują się oni pozostawać wygodnie w granicach własnego doświadczenia, nigdy nie kłopocząc się zastanawianiem, jakby to było, gdyby urodzili się innymi niż są. Mogą odmawiać słyszenia krzyków lub spojrzenia do klatek; mogą zamknąć swoje umysły i serca na jakiekolwiek cierpienie, które osobiście ich nie dotyczy; mogą odmówić wiedzy. 

Mogłabym się pokusić o pozazdroszczenie ludziom, którzy mogą żyć w ten sposób, z tym, że nie uważam, by mieli oni mniej koszmarów ode mnie. Wybór życia w wąskich przestrzeniach prowadzi do czegoś w rodzaju psychicznej agorafobii, a ta niesie ze sobą swoją własną grozę. Myślę, że ci, którzy świadomie decydują się nie mieć wyobraźni, widzą więcej potworów. I często są oni bardziej przestraszeni. 

Co więcej, ci którzy wybierają brak współczucia zostawiają otwartą drogę prawdziwym potworom. Nawet nie popełniając osobiście żadnego złego czynu, poprzeż własną apatię, są z nimi w zmowie. 

Jedną z wielu rzeczy, których nauczyłam się na końcu korytarza filologii klasycznej, na który postawiłam mając 18 lat, poszukując tam czegoś, czego nie potrafiłam zdefiniować, było to, co napisał grecki autor Plutarch: „To, co osiągamy wewnątrz siebie, zmieni zewnętrzną rzeczywistość”. 

To zadziwiające stwierdzenie, które każdego dnia naszego życia jest udowadniane po tysiąckroć. Wyraża ono, w rzeczywistości, nasz nieunikniony związek z zewnętrznym światem, fakt, że dotykamy żyć innych ludzi, tak po prostu, poprzez własną egzystencję. 

Ale o ile bardziej wy, absolwenci Harvardu z 2008 roku, dotkniecie żyć innych ludzi? Wasza inteligencja, zdolność do ciężkiej pracy i edukacja, którą odebraliście, dają wam unikalny status i unikalną odpowiedzialność. Nawet wasza narodowość jest tym, co was wyróżnia. Zdecydowana większość z was należy do jedynego pozostałego na świecie supermocarstwa. Sposób, w jaki oddajecie swój głos, sposób, w jaki żyjecie, sposób w jaki protestujecie i nacisk, który wywieracie na swój rząd mają dużo większy zasięg niż wasze własne granice. To wasz przywilej i wasze brzemię. 

Jeśli zdecydujecie się wykorzystać swój status i wpłyniecie na to, by zabrać głos za tych, którzy nie mogą tego zrobić; jeśli zdecydujecie się identyfikować nie tylko z władzą, ale i z bezsilnością; jeśli zachowacie zdolność do stawiania siebie w położeniu tych, którzy nie są tak faworyzowani, wówczas nie tylko wasze dumne rodziny będą świętować wasze istnienie, ale tysiące i miliony ludzi, których rzeczywistość pomogliście zmienić. Nie potrzebujemy magii, by zmieniać świat, całą moc, którą potrzebujemy już mamy w sobie: mamy moc wyobrażenia sobie lepszej rzeczywistości. 

Już prawie skończyłam. Żywię wobec was jedną, ostatnią nadzieję, która jest podobna do tej, którą miałam, gdy byłam 21-latką. Przyjaciele, których miałam w dniu zakończenia studiów, stali się przyjaciółmi na całe życie. To rodzice chrzestni moich dzieci, ludzie, do których mogłam się zwrócić w trudnych czasach, ludzie, którzy byli na tyle mili, że nie pozwali mnie, kiedy użyłam ich nazwisk dla nazwania śmierciożerców. Podczas naszego rozdania dyplomów byliśmy związani ze sobą ogromną sympatią, wspólnym doświadczeniem czasu, który już się nie powtórzy i, oczywiście, świadomością, że posiadamy fotograficzny dowód na to wszystko, który mógłby okazać się bardzo wartościowy, gdyby któreś z nas zostało premierem. 

I dzisiaj, ja wam nie życzę niczego lepszego niż podobnych przyjaźni. I mam nadzieję, że jutro, choćbyście nie pamiętali żadnego z moich słów, będziecie pamiętać słowa Seneki, jednego z tych starych Rzymian, którego poznałam, gdy uciekłam w dół korytarza filologii klasycznej, rezygnując z drabiny zawodowej, w poszukiwaniu starożytnej mądrości: „Oto opowieść o tym, jakie jest życie: nie o tym jakie długie ono jest, lecz o tym, jakie dobre, bo to się liczy”. 

Życzę wam wszystkim bardzo dobrego życia. Dziękuję wam bardzo. 

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

8 komentarze:

  1. Wow! Naprawdę świetna przemowa! Wielkie dzięki za przetłumaczenie :)

    Vanessa

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały tekst! Dziękuję Wam za tłumaczenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpiękniejszy teskt pod słońcem. Oglądałam to przemówienie tysiące razy, ale bardzo jestem wam wdzięczna za to tłumaczenie, bo nareszcie znam każde słowo. Jo jest po prostu niesamowita...

    OdpowiedzUsuń
  4. hej, mam do was małą prośbę. czy moglibyście przetłumaczyć ten tekst? http://www.mtv.com/news/2033933/harry-potter-draco-malfoy-history/ nie chodzi mi o to żeby słowo w słowo, ale ogólnie, choć parę słów o tym, co to za sekret Malfoya? jeśli nie macie czasu czy coś to nie ma sprawy oczywiście. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumaczenie całego tekstu z Pottermore o Malfoyu znajduje się w dziale "Materiały od JKR" na naszym blogu ;) Miłej lektury :-)

      Usuń
  5. Wspaniały tekst :)
    Ta to ma jednak mózg :D
    Wesołych Świąt :)

    mlwdragon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń