Nie oceniaj fana po wydatkach...

Wpisz w Google frazę: „największy fan Pottera”. U szczytu strony pojawi się odnośnik do artykułu o Stevie Petricku. Jak Steve zyskał sobie miano największego na świecie fana „Harry’ego Pottera”?:

A. Zna najlepiej na świecie twórczość J.K.Rowling 
B. Zachęca nowe pokolenia do czytania tych książek
C. Jest orędownikiem serii i dba o jej pozytywny wizerunek

D. Po prostu wydał kupę kasy


Rzeczywistość bywa idiotyczna i przekłamana. Czyjeś zamiłowanie, sympatię do czegoś mierzy się po ilości wydanych pieniędzy, zwracając uwagę tylko na to, co jest widoczne na pierwszy rzut oka. Steve Petrick jest jedną z wielu osób na świecie, które zgromadziły gigantyczne kolekcje gadżetów związanych z „Harrym Potterem” – nawet w minionym tygodniu świat obiegła wiadomość o kolejnym „największym fanie”, który zgromadził rekordową kolekcję pamiątek z „Pottera”. Prawnik z Meksyku,  Menahem Asher Silva Vargas, zebrał w swoim domu 3097 potterowskich gadżetów, ustanawiając tym samym światowy rekord Guinnessa. Globalne media prześcigają się w informowaniu o jego olbrzymiej kolekcji, niektóre posuwają się nawet o krok dalej: nazywają kolekcjonera największym fanem na świecie. Ale czy to, aby nie o krok za daleko? 

Zdarza się, że kolekcjonerzy rozgłaszają fakt istnienia ich kolekcji. Niektórzy określiliby to parciem na szkło, ale nie widzę nic zdrożnego w tym, że ktoś, kto całe lata poświęcił na budowanie i nadawanie kształtu swojemu zbiorowi, nie ma ochoty zamknąć go w komórce pod schodami. Chwalić się – rzecz ludzka. Ale nie o to chodzi w moim wywodzie. Osobiście doceniam starania podjęte przez Petricka, Vargasa i masę bardziej lub mniej bezimiennych osób, które zadały sobie trudu budowania swoich kolekcji, niemniej – powiedzmy sobie to otwarcie – głównym czynnikiem powstania niemal każdej kolekcji są pieniądze. Bo bez pieniędzy ani rusz. Blisko dziesięć tysięcy złotych wydaliśmy razem z Natalią na wszystkie książkowe „Pottery”, które stoją teraz na naszych półkach dumnie wypinając swe piękne grzbiety. Gdyby wliczyć do tego rachunku wydatki na filmy, gry i gadżety, musielibyśmy dodać kolejne pięć, a może i siedem tysięcy złotych. Dla jednych dziesięć tysięcy to niewiele, dla nas – to fortuna. Zdaję sobie sprawę, że zgromadzenie ponad trzech tysięcy pamiątek musiało być wydatkiem rzędu ponad stu tysięcy dolarów, ale nie tylko na gadżety zamożni fani wydają krocie. Bo setki tysięcy, a nawet miliony można wydać również na książki – samo pierwsze wydanie brytyjskiego „Kamienia Filozoficznego” warte jest kilkadziesiąt tysięcy… Zmierzam do absurdalnej konkluzji: czy naprawdę, by stać się największym fanem „Harry’ego Pottera”, trzeba wydać mnóstwo pieniędzy? 


Jaka jest różnica między największą kolekcją na świecie, a byciem największym fanem? 
Według wielu mediów żadna…


Posiadamy największą na świecie kolekcję zagranicznych wydań „Harry’ego Pottera”. W tej chwili nikt nie jest nawet blisko poziomu, na którym się znaleźliśmy. Ale jest jedna rzecz, którą podkreślamy w relacjach z mediami: jesteśmy właścicielami największej kolekcji, ale nie jesteśmy największymi fanami. Bo czy na podstawie wydanych pieniędzy bądź zgromadzonych dóbr można stwierdzić, że jest się największym fanem? Jak przykre jest to, że w obecnych czasach wszystko mierzy się grubością portfela… Na myśl rzucają mi się pewne porównania, aczkolwiek byłyby one wysoce niestosowne, dlatego ograniczę się jedynie do postawienia pytania: czy krezus, który nigdy nie przeczytał ani słowa napisanego przez J.K.Rowling,  a który wydałby dzisiaj pięć milionów dolarów na wszelkie związane z „Potterem” gadżety, stałby się największym fanem na świecie? Czy człowiek nie mający pojęcia o tym, czym się różni bogin od dementora, mógłby się stać numerem jeden? Ktoś zarzuci mi, że przytaczam skrajny przypadek. Może i tak, ale nie zmienia to faktu, że ten przykład daje do myślenia. Zwłaszcza, że po drugiej stronie mamy inną skrajność: czy ktoś, kto nie posiada w swoim domu ani jednego tomu przygód „HP”, ani żadnej rzeczy związanej z nim, może być największym jego fanem na świecie? Znam przypadki osób, których nie było stać na książki, więc wypożyczały je z biblioteki i przepisywały. PRZEPISYWAŁY. Osoby te nie były w kinie na żadnej części filmu i nie wydały ani grosza w sklepie Noble Collection. Ale mają w sobie tę niezwykłą miłość do powieści napisanych przez Rowling, a kiedy o nich mówią, aż im się oczy świecą z entuzjazmu. Widać różnicę? Skoro tak, pora postawić sobie fundamentalne, dla mojego dzisiejszego wywodu, pytanie: 


KIM JEST PRAWDZIWY FAN?


Nie jestem wyrocznią i nie chciałbym generalizować, ale dla mnie prawdziwym fanem zawsze będzie osoba, która ma w sobie miłość do danego tworu, dzieła czy też jego twórcy. Prawdziwy fan nie wstydzi się przedmiotu swojego zamiłowania i zawsze z radością porozmawia o nim. Wiadomo – wymogiem jest znanie ukochanego dzieła na wylot i wypadałoby też dzielić się swoją miłością z innymi – czasami wystarczy komuś polecić daną książkę czy film, by ta osoba chętnie po nią sięgnęła. Nie ma tu mowy o nachalności czy chodzeniu po domach niczym świadkowie Jehowy i namawianie do czegokolwiek – potęga tkwi w sugestii. 

Oczywiście, bycie fanem nie wyklucza gromadzenia kolekcji czy uczestniczenia w komercyjnych aspektach fenomenu, ale warto pamiętać, że to jedynie kwestia chęci, a nie obowiązku… Strasznie nie lubię, kiedy ktoś twierdzi, że jest największym fanem, bądź gdy mówi się tak o kimś, bo dla mnie to tak jak powiedzenie: „kocham moją mamę bardziej niż ty swoją”. Zamiłowanie jest pochodną miłości, a jak wiemy, tej nie da się zmierzyć. Generalizowanie i podstawianie do wzoru, bądź pod tekst, by ten lepiej wyglądał, jest idiotyczne. Wielkość kolekcji można zmierzyć, wielkości oddania i zamiłowania już nie. A przynajmniej nie na tak głębokim gruncie, o jakim mowa w tym wpisie. Wielokrotnie spotykam się z wiadomościami od osób, które w odniesieniu do naszej kolekcji, z niewiadomych przyczyn, czują się gorsze od nas. Bo nie mają takich kolekcji. Bo zdarza się, że nie mają nawet kompletu książek. Ale jakie to ma znaczenie? Jeśli kochasz „Harry’ego Pottera”, żadne przedmioty, które posiadasz, bądź których nie posiadasz, nie mogą świadczyć o Twojej samoocenie. Wkurza mnie, kiedy w gazetach opisują nas jako „największych fanów Harry’ego Pottera”. Cisną mi się wtedy na usta niecenzuralne słowa, bo są to brednie. Bo co znaczy być tym „naj”, kiedy nie da się tego zweryfikować? To tylko puste i gołe słowa, które mają dobrze wyglądać w artykule i być może potęgować dystans, bo my jesteśmy tymi największymi fanami, a Wy – cała reszta – jesteście przy nas tacy malutcy… Czy to nie jest chore? 

Reasumując ten nader żywiołowy i emocjonalny wywód: pieniądze mają znaczenie wtedy, kiedy chcesz być kolekcjonerem, ale do bycia fanem potrzebne jest Ci tylko jedno: serce.  
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

27 komentarze:

  1. Świetny wpis! A do tego bardzo prawdziwy. Ja na przykład nie mam gadżetów z "Pottera" (jedynie książki, filmy no i może jakieś stare plakaty i naklejki, ale nie jestem do końca pewna, w której szafie ;p ) i jakoś nie czuję się z tego powodu gorsza od "największego fana Harry'ego Pottera na świecie", Steviego Petricka, bo znanie historii jest o wiele ważniejsze.

    Ps. Dodałaby jeszcze, że bycie fanem oznacza też cieszenie się z sukcesów innych. Ja, jak pewnie wielu innych, zawsze się cieszyłam z waszych kolejnych ksiązek, jak do moich rąk one wpadały ;D

    Vanessa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Określanie kogoś "największym fanem HP" po tym ile wydaje na HP kasy to moim zdaniem żałocha. Liczy się pasja i to co się ma w serduszku (dobra tak na prawdę w głowie, ale w sercu lepiej brzmi) Bardzo fajna notka, w tej kwestii zgadam się z Wami w 100% :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze tu mówią, polać im ! Przecież pieniądze nie mają znaczenia w byciu fanem ! Zgadzam się w 100 % i pozdrawiam :* /Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mądry wpis. Pamiętam jeszcze z czasów podstawówki, kiedy moje zamożniejsze koleżanki miały coraz to nowsze gadżety z Harry'ego Pottera, a jedynymi gadżetami które ja miałam, była trójwymiarowa zakładka za 3 zł i jakieś świecące naklejki, które kupił mi tata (i z których cieszyłam się jak głupia i do tej pory nawet je mam xD) i zawsze było mi strasznie przykro, bo wydawało mi się że chyba ja jednak nie jestem w takim razie prawdziwym fanem, mimo że z czystym sumieniem mówię, że Harry Potter zmienił moje życie i każdy tom czytałam po tyle razy, że w niektórych odpadają okładki. Teraz już wiem, że to bzdura i w zupełności zgadzam się z Waszym wpisem ; )

    OdpowiedzUsuń
  5. W pełni się z wami zgadzam. Moim zdaniem używanie frazy "największy fan" jest bezsensowne w każdym aspekcie sztuki (ksiażki, muzyka, film). Widzę, że myślimy tak samo... niby jak zmierzyć czyjeś zamiłowanie do czegoś? Przyznam, że sama mam świra na punkcie pewnego zespołu, mam całkiem spora kolekcję plakatów, ale zbieram je bo to moje hobby. I choćbym miała multum gadżetów nigdy nie ośmieliłabym się nazwać największa fanka...bo niby czym różniłabym się od innych? Ano niczym. Nie grubość portfela, ale poświęcenie i oddanie sprawie moga w jakimś stopniu określać zamiłowanie. Jeszcze wracajac do wpisu...naprawdę wzruszyła mnie wzmianka o dzieciach przepisujacych ksiażki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pieniądze to tylko taki jakby komponent całego obrazu fana, jednak nie niezbędny :) Bo przecież książkę/plakat musiał zakupić. Ale osoby, które nie mogły sobie pozwolić na wydatki i wypożyczały z biblioteki książki HP, mogą o wiele bardziej kochać sagę Rowling niż choćby wyżej wymieniony "Największy fan".

    OdpowiedzUsuń
  7. Zastanawia mnie wasza duża pewność siebie co do mniemania że to Wy macie największą kolekcję zagranicznych wydań. Szczerze w to wątpię że jesteście jedyni. Gdybym ja zbierał te książki i nie prowadził bloga nikt by o mojej kolekcji nie usłyszał... Nie wiecie więc czy nie ma więcej ludzi którzy już dawno zebrali wszystkie wydania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nie trzeba prowadzić bloga, żeby ktoś się dowiedział o tym, że zbierałbyś te wydania. Prawda jest taka, że w przypadku klasyków, naprawdę trudno jest stwierdzić, ile książek liczy największa kolekcja, ale warto zwrócić uwagę na to jak "młodą" książką jest "Harry Potter" i to jak ograniczone są źródła dostępu do niego. Poza tym - jeśli siedzisz w jakimś temacie wystarczająco długo, jesteś w stanie w sieci znaleźć choćby poszlaki, które pomogą Ci zobrazować całą sytuację i znaleźć nawet takiego kolekcjonera, który nie chciałby zostać znaleziony. Chyba, że od 2001 roku osobiście zwiedziłby cały świat i nie pozostawiając po sobie ani śladu zebrał wydanie w każdym języku, ale chyba sam dostrzegasz jak mało realne to jest.

      Co do innych ludzi, którzy od dawna mają wszystkie wydania - w przypadku "HP" nie istnieje takie pojęcie jak "od dawna", bo każdego roku pojawia się przynajmniej kilka translacji. Byli ludzie, którzy w przeszłości mieli komplet, ale potem odpuścili, bo swój cel osiągnęli, tudzież rozsprzedali swoje zbiory. Poza tym nie zwracasz uwagi na pewien ważny aspekt psychologiczny - rzadko zdarza się, by właściciel pokaźnej kolekcji trzymał ją zazdrośnie pod kluczem, nie mówiąc o niej nikomu. Jest to pewna forma próżności, kiedy wielki kolekcjoner pokazuje światu swoje zbiory, ale umówmy się: gdyby tego nie robił, większość jego pracy i starań poszłaby na marne. Kolekcjonowanie na niższych szczeblach i na małą skalę wynika głównie z kaprysu, ale kiedy zabierasz się za coś dużego, musisz mieć z tyłu głowy jeszcze jakiś inny cel, inaczej prędzej czy później braknie Ci motywacji. Tak czy inaczej: można w to wierzyć lub nie, ale nie istnieją nawet najmniejsze przesłanki, co do tego, że ktoś jeszcze w świecie posiada wydania we wszystkich językach.

      Usuń
  8. Ostatnie zdanie piękne, a sam wpis bardzo kształcący ;)
    O tym, że ktoś przepisywał Harry'ego nigdy nie słyszałam, a teraz normalnie spadły mi kapcie. Przepisywać książkę, by móc ją mieć w domu, kurcze, to jest wyczyn!
    Pozdrawiam <3
    Kercia

    OdpowiedzUsuń
  9. Akurat w tym przypadku "największy" ma znaczenie przenośne, nie zaś takie że "jest on najwyższy spośród wszystkich fanów, bo ma 2,20m wzrostu", a więc tak jak inne przymiotniki opisujące rzeczy subiektywne (typu najlepszy, najsmaczniejszy) mówi tylko o tym, według kogo ktoś/coś jest naj, a nie że taka rzecz faktycznie ma miejsce (np. najwyższa góra świata - jest tylko jedna i nikt temu nie zaprzeczy).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że nie do końca rozumiem? Pozdrawiam.

      Usuń
  10. Bardzo ciekawy wpis. Uważam się za fankę HP - może nie największą, ale taką sporych rozmiarów, a moja kolekcja liczy całe 3 tomy ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieistotne jest jak wiele książek stoi na Twojej półce, ważne jakie miejsce zajmują w Twoim życiu :)

      Usuń
  11. Pomimo tego, że jestem zadowolona ze swojej wciąż powiększającej się kolekcji potterowskich gadżetów, to nic tak mnie nie ucieszyło jak wprowadzenie do słownika mojego totalnie mugolskiego Szefa słów: "teleportacja" i "dementor" - bo przecież jak coś się kocha, to się tym dzieli, prawda? :D
    Pozdrawiam
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki takiemu myśleniu możemy z optymizmem spoglądać w przyszłość potterowskiego fandomu :)
      Pozdrawiamy!

      Usuń
  12. Wpis bardzo ciekawy, a przede wszystkim - mądry. Dobrze ujęty temat, zgadzam się z Wami w 100%. Kolekcje może posiadać każdy, lecz nie wszyscy mają do nich taki sam stosunek. Niektóry nie mają co zrobić z pieniędzy, inni są ogarnięci jakąś manią posiadania, a kolejna grupa - rzeczywiście, z uporem gromadzi przedmioty związane z czymś bliskim sobie.
    Posiadanie przedmiotów związanych z fandomem nie czyni człowieka fanem. Analogicznie, noszenie koszulek np. z Kurtem Cobainem nie sprawia, że kogoś można uznać za wielbiciela Nirvany.

    Puenta posta sprawiła, że łezka zakręciła mi się w oku. Zwłaszcza teraz, kiedy fandom Potterhead nakręcają głównie gadżety, warto pamiętać, że wszystko zaczęło się od zwykłej fascynacji magicznym światem. Trudno byłoby wyłowić największego fana Pottera, ponieważ moim zdaniem, każdy kto w jakikolwiek sposób pracuje nad tym, aby to "społeczeństwo" istniało i rozwijało się, zasługuje na ten "tytuł". Chodzi mi tu nie o nagonkę na produkty związane z sagą, lecz o działalność dającą coś innym - rysowanie artów, prowadzenie blogów, pbf-ów, stron o tematyce potterowskiej, organizacja zlotów i dzielenie się swoją pasją. To dzięki takim ludziom fandom funkcjonuje. Ponieważ prawdziwi fani, nigdy nie zapominają.
    Pozdrawiam.
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękujemy za ten komentarz, zwłaszcza, że zgadzamy się z nim w 100% i choćbyśmy nawet chcieli, nie mamy nic do dodania do Twoich słów :)

      Pozdrawiamy!

      Usuń
  13. Fascynuję się Potterem od małego. Odkąd babcia na Dzień Dziecka dała mi płytę z fragmentami Kamienia Filozoficznego i naszyjnik z dość prostym rysunkiem Harry'ego na miotle. Po przesłuchaniu poprosiłam tatę by mi kupił bądź ściągnął całość. I potem słuchałam kolejnych i kolejnych. I czekałam z niecierpliwością na kolejne. Jak tylko się nauczyłam to zaczęłam czytać wszystkie części. Parę lat po pamiętnym Dniu Dziecka "zaraziłam" moją przyjaciółkę pasją do Pottera. Moja druga przyjaciółka oglądała tylko filmy i czytała pierwszą część, ale ma wszystkie książki i dzięki mnie się w nich orientuje. Ale nie o to chodzi. W tamtym momencie kiedy zaczęłam słuchać Kamienia Filozoficznego zapałałam do tej serii wielką miłością. Zaczęłam sama sobie robić gadżety: różdżki, plakietki z godłami domów, zaczęłam pisać opowiadania. Podsumowując: zgadzam się z Tobą. Mogę nie być zbyt bogata, mogę nie być największą fanką i mogę nie mieć zbyt wielu gadżetów. Ważne jest to, że kocham Pottera całym sercem. I choć niektórzy myślą, że mi przejdzie to ja wiem, że tak się ie stanie.
    Pozdrawiam,
    M.
    P.S. Troszkę się rozpisałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękujemy za ten komentarz :-) I cóż mogę powiedzieć - nic dodać, nic ująć, cieszę się, że inny też mają takie samo zdanie jak my. Fanem jest się głównie w sercu, reszta nie ma znaczenia. Kolekcje są fajne, ale najważniejsze jest to, co czujemy. I nam też wiele osób wmawiało, że mania nam minie. Jak widać, nie tylko nie mija, ale i przenosi się na kolejne pokolenie, bo nasza córka już dorasta z magią "Harry'ego Pottera" :-)
      Bądź sobą i pozostań sobą niezależnie od tego, co mówią inni.
      Wszystkiego, co naj! :-)

      Usuń
  14. super wpis! Uwielbiam Harr'ego. Mam tylko audiobooki, książki, filmy, plakaty a jednak jestem jego fanką nie mniej niż panowie opisani przez ciebie

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak mi się przypomniało, a propos rozglaszania Harry'ego Pottera po pokoleniach, że mam na sumieniu jedną osobę którą zaraziłam miłością do Rowling. Koleżankę z klasy. I jestem z tego teraz tak bardzo dumna! Może każdy fan powinien spróbować zarazić kogoś innego potteromanią? Żeby być takim pełnym, przekonującym fanem? Nie wiem. Ale wiem na pewno, że wśród fanów nie powinno być rozróżnienia na największych i tych zwykłych (czy tam najmniejszych). Fanów powinna łączyć miłość do książek, natomiast nie powinni oni być rozdzielani przez jakąś tam hierarchię. Kropka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To genialna wiadomość :) Dzięki temu "HP" zawsze będzie popularny. Nie mam nic do dodania - wszystko, co istotne, sama powiedziałaś :)

      Usuń
  16. Powiem tak ze bardzo mądrze i psychologicznie podeszliście do sprawy. Może to głupie ale bardzo przypomnieliście mi moja trenerke od tańca towarzyskiego. Na początku było to moje hobby ale potem przerodziło się w pasje i miłość. Tak samo było z HP. Od lat obserwowałem ze największe wyniki osiągali nie ci którzy mieli najwięcej pieniędzy ale ci którzy pomimo ograniczonych środków potrafili oddać się temu całkowicie i mieli cel. Bo jak napisaliście jeśli ktoś zbiera gadżety tylko dlatego bo są modne i fajne to szybko sobie odpuści bo podświadomie wie ze nie stoi za tym pasja a zwykła chęć pokazania siebie jako największego fana.
    Reasumując uważam ze największy fan( nie ważne czego) to ten który nosi to w sercu a nie w portfelu. Dlatego "największych" fanów są setki gdyż HP zmienił ich życie.
    P.S mam nadzieje ze można coś z tego zrozumieć , a jak nie to spotkamy się na waszym zlocie w sierpniu i wyjaśnię jeszcze raz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za te miłe słowa - to co napisałeś idealnie pokrywa się z tematem tego wpisu i chyba nic więcej dodawać do tego nie trzeba :-)
      Pozdrawiamy i do zobaczenia w sierpniu! :)

      Usuń
  17. Święte słowa. Szkoda, że inni tego tak nie widzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widzą tego na ogół ci, którzy mają za dużo pieniędzy i którzy szastają nimi na prawo i lewo. Z pasją jak z miłością - nie można jej kupić :)

      Usuń