Magiczne kolonie z Harrym Potterem

Co będzie, jeśli zaczarowana barierka nie ustąpi i zamiast na peron 9 ¾, trafisz na oddział neurologiczny z rozwaloną głową? Tym, na szczęście, nie musi się martwić żaden adept magii, który zdecyduje się na podjęcie czarodziejskiej edukacji w Polsce.

Europejskie Centrum Kształcenia już od 2002 roku (wówczas jeszcze jako Centrum Promocji Edukacji w Raciborzu) spełnia marzenia młodych czarodziejów, którzy nie doczekali się swojego listu z Hogwartu, organizując dla nich wyjątkowe i unikalne kolonie tematyczne związane z „Harrym Potterem”. Ale czy w istocie są one wyjątkowe?

Może i jestem totalnym mugolem, ale kolonie nigdy nie budziły we mnie tej szczególnej fascynacji, która sprawiała, że innym dzieciakom, na samą myśl, serca zaczynały bić szybciej. Uważałem kolonie za sztampowe i powtarzalne, bo co można robić w jednym miejscu przez dwa tygodnie? Z drugiej jednak strony, jestem fanem „Harry’ego Pottera” i mojej uwadze nie może umknąć działalność robiąca ukłon w kierunku sympatyków serii napisanej przez J.K.Rowling. Zwłaszcza, jeśli rzecz dzieje się w Polsce. Bo, wbrew pozorom, w naszym kraju niewiele jest atrakcji dla fanów chłopca z blizną na czole. Na przestrzeni lat, natomiast, coraz częściej słyszy się głosy osób komentujących pojawianie się kolejnych potterowskich atrakcji za granicą: „w Polsce nigdy nic się nie dzieje”, „Polska jest sto lat za murzynami”, „dlaczego ja nie mieszkam w Anglii!?”. Tymczasem już od dwunastu lat możemy się szczycić tym, że w Polsce, jako jednym z niewielu krajów, organizowane są kolonie inspirowane „Harrym Potterem”. I wbrew pozorom i na przekór malkontentom – posiadamy miejsca, które idealnie nadają się do adaptacji na szkoły magii. ECK udowadnia to organizując każdego roku Letnią oraz Zimową Szkołę Magii na zamku Czocha oraz magiczne turnusy na zamku w Gniewie. Pojawia się jednak wątpliwość, wszakże miejsce – nawet najbardziej magiczne – nie jest w stanie zagwarantować magii „Harry’ego Pottera”, jeśli same kolonie będą nudne jak flaki z olejem. Na szczęście organizatorzy potterowskich kolonii doskonale zdają sobie z tego sprawę, albowiem ich oferta zdaje się aż ociekać magią. 

Pomówmy o konkretach.

Nauka starożytnych run, zielarstwa, iluzji scenicznej czy eliksirów to zaledwie namiastka tego, co czeka uczestników, którzy zdecydują się na udział w LSM lub ZSM, ponieważ pełen program atrakcji jest bardzo rozbudowany. Na dobry początek dzieciaki przydzielane są do jednego z trzech domów: Equitas, Consillium bądź Animus (skoro można coś widzieć oczami wyobraźni, to ja już słyszę uszami wyobraźni głośny jęk zawodu z powodu braku domów znanych z książek o Harrym – prawda jest jednak taka, że ekstremalnie trudno byłoby zdobyć prawa od agenta Rowling do wykorzystywania zastrzeżonych nazw, a wykorzystanie ich bez tej zgody, mogłoby przynieść organizatorowi masę problemów) – od tej pory uczestnik turnusu zobowiązany jest do szanowania swojego domu i zdobywania dla niego punktów.  Po Ceremonii Przydziały wnikamy już całkowicie do świata, który tak dobrze znamy… Wielu profesorów do złudzenia przypomina swoje książkowe odpowiedniki (przerażona profesor Trelawney dostrzegając grozę czającą się w herbacianych fusach, ciska filiżanką, ku przerażeniu adepta, nad którym ciąży widmo okropieństw, które tylko jej wewnętrzne oko jest w stanie dostrzec), a lekcje niejednokrotnie przyprawiają o mocniejsze bicie serca (pomimo niechęci do Eliksirów, sam chętnie wziąłbym udział przynajmniej w jednej lekcji). Do tego zajęcia, których próżno doszukiwać się w planie lekcji ucznia Hogwartu – takie jak metamorfomagia czy szyfrologia – sprawiają, że każdy wchłania nowo nabytą wiedzę jak gąbka. Ogólnie trudno określić te zajęcia innym epitetem niż MAGICZNE. Przypatrując się scenografii, dekoracjom i rekwizytom, chwilami czuję się jak gdybym oglądał plany filmowe z WB Studio Tour „The Making of Harry Potter” i czuję się naprawdę niesamowicie wiedząc, że aby zobaczyć coś takiego, wcale nie trzeba lecieć do Londynu. I nie trzeba posiadać wielce rozwiniętej wyobraźni, by dać się porwać złudzeniu, że naprawdę jest się w Hogwarcie. Jeśli do tego dodać ryzyko, że lekcje mogą zostać przerwane atakiem śmierciożerców bądź samego Voldemorta, trudno wymarzyć sobie doskonalszą możliwość spędzenia wakacji czy ferii zimowych. Będąc stu procentowym Polakiem trudno jest mi się nie doczepić do czegokolwiek – w końcu narzekanie mam we krwi – ale biorąc pod uwagę polskie realia i możliwości, naprawdę trudno jest mi sobie wyobrazić, by potterowskie kolonie w tym kraju można było lepiej zorganizować. Wystarczy spojrzeć na samego „Żonglera”, pięknie wydawaną w trakcie trwania turnusu gazetę wzorowaną na piśmie Ksenofiliusa Lovegooda, by zapragnąć znaleźć się w tym miejscu choćby przez chwilę (albo i kilkaset chwil), a najlepszą rekomendację i zachętę do tego stanowią opinie uczestników, którzy są oczarowani panującą na LSM i ZSM atmosferą oraz profesjonalizmem kadry. 

No właśnie. Kadra. Przecież kolonie to przede wszystkim ludzie, którzy je organizują. Jeśli ktoś posiada pasję, nie ma opcji, by coś się nie udało. Jestem pod wrażeniem tego, jak bardzo pracownicy zaangażowani są w świat „Harry’ego Pottera” – np. głównym pomysłodawcą LSM-owego quidditcha jest główny sędzia Polskiej Ligi Quidditcha oraz polski delegat Europejskiego Związku Quidditcha, Jagoda Sadecka. A to sprawia, że nawet quidditch przestaje być dziecinną zabawą, kiedy uczestnicy kolonii uczą się prawdziwego, realnego sportu opracowanego na zasadach IQA (International Quidditch Association).

MAGICZNY ROK 2015

Aż mnie żal ściska na myśl, że jestem już za stary na to, by uczestniczyć w potterowskich koloniach. Moje paskudne samopoczucie potęguje dodatkowo fakt, że ECK organizuje je już od dwunastu lat, co oznacza, że miałem szansę na udział w którymś z pierwszych turnusów. Ale czymże jest moje samopoczucie, kiedy porównać je do samopoczucia Natalii, która kilkanaście lat temu była bardzo bliska wyjazdu na kolonie organizowane na zamku w Gniewie, ale jej plany w ostatniej chwili uległy zmianie?...
Ale nie będę egoistą, ani psem ogrodnika i zdradzę, co czeka szczęśliwców, którzy zdecydują się na magiczny wyjazd w przyszłym roku. A szykuje się naprawdę fascynujący rok, ponieważ poza Letnią i Zimową Szkołą Magii ECK planuje również Ligę Quidditcha, autorski program zrealizowany po raz pierwszy w 2012 roku na zamku Grodziec. Ten ostatni turnus przygotowany jest z myślą o realnym qudditchu, którym zainteresowanie nieustannie rośnie, a jego uczestnicy nie tylko będą trenować i grać w czarodziejską grę na zasadach IQA,  ale i poznają jej fascynującą historię i dowiedzą się o tym jak książkowa gra będąca wytworem wyobraźni utalentowanej mistrzyni słowa, J.K.Rowling, przerodziła się w sport, który już w tym roku doczekał się pierwszych oficjalnych Mistrzostw Świata (pierwszym gospodarzem turnieju była Kanada, zwyciężyło USA).

Działalność ECK pozwala mi z optymizmem spoglądać w przyszłość. Tak długo jak ludzie świadomi magii żyjącej w „Harrym Potterze” będą się poświęcali dla dalszego krzewienia jej i oczarowywania nowych pokoleń, magia serii napisanej przez J.K.Rowling będzie trwać. Wiedząc jak tematyczne kolonie „Harry’ego Pottera” wyglądają w Anglii, czuję się dumny, że jestem Polakiem, bo te organizowane na zamku w Czosze i Gniewie są bez porównania dużo lepsze i bardziej magiczne. A to dlatego, że tworzą je ludzie z prawdziwą pasją. A sami doskonale wiemy, jak ważna jest pasja. 

TUTAJ znajduje się link do oficjalnej strony ECK, na której możecie zapoznać się z aktualną ofertą, jak i odnaleźć odpowiedzi na wszelkie pytania związane z magicznymi koloniami.

*zamieszczone we wpisie zdjęcia pochodzą ze strony http://koloniena5.pl
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

26 komentarze:

  1. Eh, nigdy nie byłam na takiej kolonii. Brzmi całkiem ciekawie! Dzięki za artykuł :)

    Vanessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My, niestety jesteśmy już na nie za starzy, ale aż nam "ślinka" cieknie na samą myśl... :(

      Usuń
  2. Bardzo fajnie to wygląda ;) Z kolonii wyrosłam już jakiś czas temu, ale na taką chętnie bym się wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc ten tekst uświadomiłem sobie, że ja już jestem o 8 lat za stary na te kolonie... Okropna świadomość, zwłaszcza, że chętnie byśmy się na nie wybrali całą trójką :D Lilka mogłaby robić za Zgredka :D

      Usuń
  3. Nie polecam LSM.
    Nie ma tam prawie nic związanego z HP, wszyscy są zmuszani do tańca/gry w quidditcha który w rzeczywistości jest poczciwym palantem.
    Jedzenie jest straszne.
    Psorowie cały czas krzyczą, chodzą po pokojach nawet starszych i każą chodzić spać. :) Kurde, bez przesady, żeby nie można było nawet muzyki słuchać. :>
    Ze swoimi ulubieńcami którzy jeżdżą na kolonie od lat imprezują.
    Nawet ludzie nie są tam fanami HP, chyba że małe dzieci których jest tam najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się z Panem nie zgodzić. Spędziłem na tej koloni łącznie jakieś pół roku. Pierwszy raz pojawiłem się w Zamku Czocha w 2008 roku i był to mój pierwszy wyjazd na jakąkolwiek kolonie. Nie zapamiętałem psorów, którzy cały czas krzyczą, tylko świetnych ludzi, z którymi do dziś utrzymuje kontakty. Wyrazem tego jak kreatywnych i ciekawych ludzi można tam spotkać są np. prezentacje, które organizuje każdy dom dwa razy podczas turnusu. A lekcje to najmagiczniejsza część tego wszystkiego. Wiedza jaką się pozyskuje jest nie tylko osadzona w magicznych i potterowych klimatach, ale może się nieraz przydać, jak mi np. runy na lekcjach historii. Ale nie każdy nadaję się na LSM. W końcu świat jest pełen mugoli

      Usuń
    2. Muszę się z tobą nie zgodzić, ja bardzo dobrze wspominam turnusy na których byłem i gorąco polecam LSM.
      Fabuła turnusu jest bardzo silnie osadzona w świecie HP. Jeśli chodzi o quidditcha to nie jest to teraz palant, fakt kiedyś tak było ale teraz jest całkiem inaczej. Quidditch który teraz jest bardzo przypomina książkowego, oczywiście w ramach możliwości :]
      Jedzenie nie jest może jak z 4 gwiazdkowej restauracji ale nie jest też straszne. Psorowie są świetni, widać że mają pasje i lubią to co robią. Dają z siebie więcej niż 100%. Wiem co mówię bo byłem LSM-owiczem przez ostatnie 3 lata i posiadam najnowsze dane. Pewnie to co opisujesz jest autorską fikcją albo danymi z zamierzchłych czasów.
      Ja niestety przekroczyłem już magiczną linie wieku i nie mogę jechać więcej jako uczestnik :[ ale wszystkich zachęcam do pojechania na te obozy. Poznałem na nich wiele wspaniałych osób z którymi spotykam się do dziś, choć mieszkamy w różnych częściach Polski :]

      Usuń
    3. Mój syn był pierwszy raz w tym roku,podobało się bardzo tak że na drugi rok też chce jechać.

      Usuń
    4. Nie masz racji. Jednym zdaniem, nic byłam na lepiej przygotowanym obozie.

      Usuń
  4. Wpis jak zwykle świetny. Miłą niespodzianką było też napotkanie wzmianki o Jagodzie Sadeckiej, którą poznałam osobiście ( chodziłam przez pewien czas na treningi przeciwnej drużyny: ,,Warsaw Mermaids" ). Moglibyście napisać post o quidditchu i polskich drużynach. Ten sport u nas dopiero zaczyna się rozwijać i potrzebna mu pewna ,,reklama". :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając Twój komentarz mimowolnie się uśmiecham, bo z radością mogę powiedzieć, że wkrótce spełnimy Twoją prośbę - będzie wpis o quidditchu :-)

      Usuń
    2. To świetnie! Nie mogę się doczekać!

      Usuń
    3. P.S. Mam nadzieję, że wyczerpiecie temat i napiszecie o polskich dryżynach :-)

      Usuń
    4. kiedy wpis o quidditchu?

      Usuń
  5. Też byłam kiedyś na potterowskiej kolonii ( chociaż nie była organizowana w żadnym z wymienionych miejsc, tylko w Dziwnówku) i pomimo tragicznego zakwaterowania, warunków żywieniowych i mało wyrozumiałych wychowawców , wspominam ją bardzo dobrze. Było sporo ciekawych atrakcji związanych ze światem HP ( m.in. uczyli nas właśnie grać w quidditcha czy organizowali nam turniej trójmagiczny. I domy były jak najbardziej hogwardzkie- chociaż występowały jedynie Gryffindor i Hufflepuff) Ale w moim przypadku było podobnie jak u powyższego anonima- większość osób na kolonii nawet nie była fanami HP, tylko losowymi dzieciakami, których rodzice po prostu wysłali na pierwszy lepszy obóz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeżdżę na LSM już od paru ładnych lat i chciałabym odnieść się do Twojej opinii, Drogi Anonimie.
    Nie ma tam prawie nic związanego z HP? Nie wiem, kiedy byłeś/aś ostatni raz na LSMie, ale zajęcia są przecież ściśle związane z różnego rodzaju sferami magicznymi, starożytne runy, szyfrologia, astronomia, zielarstwo, magiczne stworzenia, zaklęcia, historia magii. Takich przedmiotów nauczano też w Hogwarcie. Nie wiem, czego więcej oczekujesz ;) A quidditch? Swego czasu owszem, był to poczciwy palant, ale firma z roku na rok coraz bardziej się rozwija i obecnie gramy już w zupełnie innego quidditcha bazującego na zasadach książkowych, opracowanego specjalnie przez Kadrę na rzecz kolonii. Taniec? Jeśli bardzo nie chcesz tańczyć - wcale nie musisz. Ale jeśli zamierzasz tylko marudzić pod nosem i nie potrafisz otwarcie powiedzieć "Nie" to nie dziw się, że tańczysz ;)
    Jedzenie również z roku na rok zyskuje na poziomie, poza tym nie jest ono zależne ściśle od firmy, a raczej od zamkowej kuchni.
    A może Psorowie mają powody, żeby krzyczeć? ;) Obecne Kadrą są młodzi i energiczni ludzie pełni pasji i zapału, fani Harry'ego Pottera, którzy dokładają wszelkich starań, żeby kolonie stale się rozwijały i klimat, jaki panuje na zamku jest zdecydowanie niepowtarzalny w dużej mierze dzięki naszym Psorom i ich podejściu do uczestników :3
    A wysypiać się warto na kolonii, skoro następnego dnia czeka Cię pobudka o ósmej ;)
    A co robią Psorzy poza LSMem? To jest ich sprawa. Też są ludźmi i mają prawo spędzać czas jak chcą i z kim chcą ;) Właściwie, czasem to lepiej, kiedy Psor nie jest zimny i odległy, a taki, z którym chętnie porozmawiasz i spędzisz czas także i poza kolonią. To świadczy tylko o tym, że są wspaniałymi ludźmi, otwartymi na nas wszystkich, nie uważasz?
    A co do uczestników - nigdy nie wiesz, kto się tam pojawi. Jeżdżą i prawdziwi fani i dzieciaki, które rodzice wysłali na tą akurat kolonię, bo magia, będzie super. Uczestnik, jak uczestnik, uważasz, że powinny być robione jakieś egzaminy wstępne, żeby dostać się na kolonię? Pomyśl, że ktoś, kto nie czytał HP może po powrocie sięgnąć po sagę, dzięki temu właśnie, że spędził wspaniale czas na LSMie.

    Podsumowując - z Twojego opisu wnioskuję, że znasz LSM sprzed lat, a jak już powiedziałam, firma stale się rozwija, w każdej dziedzinie i robi znaczące postępy, żeby dzieciakom na kolonii było jak najlepiej. Osobiście polecam LSM, jest czymś, na co czekam cały rok, miejscem, gdzie poznałam najlepszych przyjaciół i gdzie spędzam magiczne dwa tygodnie w roku, które są jak oderwanie od szarej codzienności. Pojedźcie, nie pożałujecie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również od kilku lat jeżdżę na LSM - najlepszą kolonię, na której poznałam przyjaciół na śmierć i życie.
    Jak to nic nie jest związane z HP? Chociażby podział na domy w trakcie ceremonii przydziału czy quidditch pokazują, że tak nie jest ;)
    Jeśli chodzi o "zmuszanie" do gry czy tańca... cóż, po coś się jedzie na te kolonie prawda ? skoro jest to w programie to fajnie byłoby wziąć w tym udział; z drugiej strony jeśli otwarcie powiesz "nie" to przecież nikt Cie nie zmusi! :}
    Quidditcb już od 3 lat nie ma formy palanta, ponieważ Jagoda Sadecka stworzyła wersję dużo bliższą tej książkowej, która podbiła te kolonie i serca uczestników ;)
    Jedzenie nie zależy od firmy, poza tym z roku na rok jest coraz lepsze - nie widzę powodu do narzekań ^^
    Zdecydowanie polecam LSM, zmienił moje życie i to właśnie na te magiczne dwa tygodnie czekam najmniej cierpliwie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. W 2003 roku byłam na koloniach Potterowskich na terenie Kotliny Kłodzkiej. Może nie wyglądało to tak jak opisują w różnych folderach biur podróży, ale dostaliśmy różdżki, stroje, była noc duchów, poszukiwanie kamienia filozoficznego, nauka iluzji, zabawy w alchemie w kopalnii złota. Mieszkaliśmy w zamku w środku lasku, odcięci od świata. Najbliższa wioska oddalona jakieś 3 km. Dormitoria 5-10 osobowe, wspólne łazienki, wielka sala, cieplarnia, zakazany las i wiele innych. Czuć było magię :)) Oczywiście wszystko dzięki ludziom, którzy tam byli. Nie każdy z nich był potteromaniakiem (jeden z kolegów wyglądał jak Harry :D ), ale nie było to konieczne do świetnej zabawy, w magicznej atmosferze! Najlepszą recenzją chyba jest jednak to, że z radością wróciłam tam następnego lata wraz z poznanymi na "1 roku" nowymi znajomymi! Nie wiem jak takie kolonie wyglądają teraz - 10 lat później w dobie dzieciaków goniących z smartfonam, laptopami, żyjących wśród coraz to nowszych technologii. Dla mnie, 9letniego dzieciaka pochłaniającego pod kołdrą z latarką Harry'ego było to niezapomniane przeżycie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Cóż ja na takich koloniach nigdy nie byłam, zresztą na kolonie nigdy nie jeździłam. Wątpię też by moi rodzice byliby zadowoleni z takiego pomysłu, ale kto wie? W każdym razie chciałam tylko powiedziać, jak dla mnie wyglądały kolonie HP na zamku Czocha z zewnątrz. Bo miałam okazję zwiedzać zamek w czasie trwania takich koloni i... raczej kiepsko. Tzn zamek Czocha ogólnie mi podpadł, a jako uczestnik koloni, raczej nie chciałabym jeść rosołu nad którym przeszło 400 osób zwiedzajacych zamek. Tandetne czarne plerynki zrobione chyba z worka na śmieci, też nie zrobiły na mnie wrażenia. Klimat na zamku moze i jest, ale nie kiedy codziennie przebiega przez niego kilkadzieisat wycieczek. Ale biznes is biznes so...
    Takie są moje odczucia, ale nie oceniam, bo byłam tam zaledwie raz.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja już skończyłem 18 lat i skończyło się moje jeżdżenie na kolonie, ale przez ostatnich 5 lat byłem co roku na turnusie LSM w Czosze. Powyższa sytuacja to chyba jakiś wyjątek, nigdy nie prowadzono wycieczek przez miejsca w których akurat mieliśmy posiłek czy zajęcia, poza tym wycieczka szła z przewodnikiem, i nigdy po części hotelowej, czyli tej gdzie mieszkaliśmy. Poza tym podpisuję się pod wszystkimi dobrymi słowami ktore juz zostały powiedziane o lsmie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mogę wziąć w tym udział ostatni raz potem już 18 i papa Hogwarcie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo! A jedziesz na któryś z turnusów? Bo ja na II

      Usuń
  12. Ja osobiście jeżdżę na kolonie z Quevertonem, spędziłam z nimi naprawdę wspaniałe tygodnie i nie wyobrażam sobie jechać z kimś innym do zamków. Są naprawdę zorganizowani i niezwykle podobni do Harry'ego Pottera <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Prawdopodobnie pojadę w przyszłe ferie :))

    OdpowiedzUsuń
  14. W wakacje jadę po raz czwarty na kolonie z Quevertonem ;) Tak jak nigdy nie płaczę podczas rozstań, tak każde zakończenie turnusu wywołuje u mnie potok łez. Przez ten tydzień/ dwa tygodnie przywiązuję się nie tylko do uczestników, ale także do niezwykłej kadry, z którą można bez problemu żartować, rozmawiać itp.
    Jestem bardzo zadowolona z tego rodzaju wypoczynku i zawsze wszystkim to polecam :D

    OdpowiedzUsuń