Zapomniane okładki "Harry'ego Pottera"

Erę wydawania książek o „Harrym Potterze” możemy podzielić na trzy części. Część pierwsza obejmuje edycje wydane do 2000 roku, część druga od 2000 do 2009 roku, zaś w części trzeciej zawierają się edycje wydane po roku 2009. 
Co cechuje te poszczególne części? O tym właśnie będzie ten wpis. 

Świat doskonale zna twarz „Harry’ego Pottera”. Bynajmniej, nie o twarzy Daniela Radcliffe’a tu mowa. Mowa, natomiast, o twarzy stworzonej specjalnie na front książek J.K.Rowling. Precyzując – o twarzy, którą stworzyła amerykańska ilustratorka, Mary GrandPre. Zaiste, statystyka może powalać, kiedy okazuje się, że blisko 60% edycji językowych „Harry’ego Pottera” na świecie zdobi dokładnie ta sama okładka. Zero oryginalności i pójście na łatwiznę przez wydawców, chciałoby się rzec. Ale czy na pewno?

Gdyby w tym momencie padła odpowiedź twierdząca, już teraz zakończyłbym swój wywód, ale skoro nieprędko mi do postawienia ostatniej kropki nad „i”, znaczyć to może tylko i wyłącznie, że to dużo bardziej złożony temat. 


SŁOWEM WSTĘPU

Po raz pierwszy styczność z „Potterem” miałem w 2001 roku – wówczas w moje ręce trafił świeżo wydany w Polsce trzeci tom przygód nastoletniego czarodzieja. Z wiadomą okładką. W ciągu najbliższych lat mojego rosnącego zamiłowania serią pisaną przez J.K.Rowling, odkryłem, że w niektórych miejscach na świecie książki te prezentują się zupełnie różnie od tych, które dumnie stały na mojej półce. Z niemałym zainteresowaniem oglądałem w sieci okładki wydań brytyjskich, niemieckich, francuskich, fińskich, szwedzkich czy włoskich itd. Wszystkie one były zupełnie inne od tak dobrze mi znanej polskiej, przez co wydawały mi się być takie świeże i oryginalne. Może nie wszystkie mi się podobały, ale z całą pewnością było w nich coś intrygującego i wiele z nich mnie zachwyciło. Z drugiej strony czułem rozczarowanie widząc kolejne i kolejne zagraniczne tłumaczenia oprawione w okładki zaprojektowane przez Mary GrandPre. Przez całe lata żyłem w przekonaniu, że jednorodność „Harry’ego Pottera” to wina wydawców, którzy poszli na łatwiznę adaptując amerykańską okładkę – wszakże stworzenie nowej, oryginalnej okładki wymaga chęci, czasu i pieniędzy. Dopiero później zdałem sobie sprawę, że moje przekonanie było błędne i za brakiem różnorodności w światowych wizerunkach „Harry’ego Pottera” stoi ktoś inny. 

Nim J.K.Rowling złożyła swój, pełen zawijasów, podpis na umowie łączącej ją z Warner Bros., sprzedano już prawa do wydania „Harry’ego Pottera” w 28 językach, co oznaczało, że w wielu krajach znana już była postać młodego czarodzieja. Od publikacji pierwszego tomu w Wielkiej Brytanii minęły prawie trzy lata, a wśród pierwszych państw, które zdecydowały się na wydanie własnego tłumaczenia tej książki, znalazły się m.in. Niemcy, Francja czy Wietnam. Co zaskakujące, większość wydań „Harry’ego Pottera”, które pojawiły się na rynku do 2000 roku, cechowało się indywidualizmem – oryginalną szatą graficzną. Przykre jest to, że dziś wiele z tych edycji jest już nieosiągalnych, a pozostałe uległy „kosmetycznym” poprawkom… 

Do 2000 roku, czyli do dnia, w którym Rowling sprzedała Warnerowi prawa do marki, świat znał kilkanaście twarzy Harry’ego. Swoje wersje okładek zaprezentowali: 

- Czechy
- Dania
- Finlandia
- Francja
- Hiszpania (wydanie kastylijskie i katalońskie)
- Holandia
- Islandia
- Japonia
- Niemcy
- Portugalia
- Szwecja
- USA
- Węgry
- Wielka Brytania
- Wietnam
- Włochy


Tylko trzy wydawnictwa, które do tamtej pory opublikowały swoją własną wersję przygód Harry’ego, zdecydowało się na wykorzystanie okładek już istniejących na świecie: koreańskie (amerykańska), greckie (brytyjska) i słoweńskie (amerykańska). 


CZASY WARNER BROS. 

Przedstawiciel węgierskiego domu wydawniczego, Animus, nawet nie stara się zaprzeczać, że powodem zmiany okładki w ich wydaniu „Harry’ego Pottera” był Warner. Dotychczasową szatę graficzną węgierskiej edycji zastąpiono standardową, amerykańską okrywą. Ale taki los czekał i inne wydania językowe – z rynku również zniknęły oryginalne wydania czeskie (ilustrowane również w środku),  portugalskie, katalońskie, islandzkie i wietnamskie, zaś pozostałe musiały się dostosować do nowych norm.

CZESKIE
ISLANDZKIE
KATALOŃSKIE
PORTUGALSKIE
WĘGIERSKIE
WIETNAMSKIE



Wydawcy, którym udało się uniknąć konieczności zmiany okładek, musieli na nich wprowadzić kosmetyczną zmianę – człon tytułu „Harry Potter” musiał zostać zapisany w postaci charakterystycznego logo (w przypadku wydania francuskiego usunięto też ilustracje z tekstu). Trudno zrozumieć, dlaczego takiej opcji nie zaproponowano wspomnianym wyżej wydawcom, którzy musieli całkowicie pozbyć się swoich własnych grafik. Nie jest trudno, natomiast, zrozumieć, dlaczego Warner Bros. zdecydował się podjąć takie kroki – o wiele łatwiej promuje się markę, która wygląda tak samo na całym świecie. Wystarczy spojrzeć na przykład Coca-Coli Company czy Pumy – czy wyobrażamy sobie, by gdziekolwiek etykieta czy logo produktów tych koncernów wyglądało inaczej? Tak samo Warner nie wyobrażał sobie, by „Harry Potter” mógł, ponieważ wówczas w każdym kraju, w którym pojawiłaby się seria napisana przez J.K.Rowling, trzeba byłoby wyłożyć na stół grubą kasę na potrzeby promocji. 

DUŃSKIE
FIŃSKIE
FRANCUSKIE
GRECKIE
NIDERLANDZKIE
JAPOŃSKIE
KASTYLIJSKIE
NIEMIECKIE
SZWEDZKIE
WŁOSKIE



Choć początek współpracy J.K.Rowling z Warnerem znajdujemy w 1998 roku, to właśnie w 2000, kiedy koncern zyskał nowe własności i prawa, zostały wprowadzone radykalne zmiany. Z jednej strony mowa o nacisku na wydawców, a z drugiej o nacisku na fanów, którym zabroniono prowadzenia stron internetowych poświęconych Harry’emu. Były to ciężkie czasy potteromanii, kiedy fanom grożono sądem i nakazywano zamykać strony. Tyle, że fani nie poddali się łatwo i stanęli naprzeciw giganta tworząc strony internetowe, na których zbierali się wszyscy niezadowoleni z polityki prowadzonej przez firmę i grozili bojkotem wszystkich licencjonowanych gadżetów z „Harry’ego Pottera”, jak i filmu, który miał niebawem pojawić się na ekranach kin. Ostatecznie to fani zwyciężyli w tej wojnie i Warner musiał odpuścić. Opisana sytuacja ma podkreślać jak twarde rządy chciał sprawować nowy właściciel „Harry’ego Pottera”. 


LATA STANDARYZACJI 

Niektórzy wydawcy – jak czescy czy węgierscy – chcieli uchronić swoje okładki przed odrzuceniem, toteż zastosowali na oryginalnych szatach graficznych logo „Pottera”, chcąc w ten sposób udobruchać giganta i zyskać aprobatę dla swoich edycji. Koniec końców i tak przegrali, a ostatnie egzemplarze książek z oryginalnymi okładkami zniknęły ze sklepowych półek w 2004 roku. 
W międzyczasie na rynku pojawiło się wiele nowych tłumaczeń książek J.K.Rowling, spośród których nieliczne nie były zgodne z amerykańskim standardem. Brytyjskie wydawnictwo, Bloomsbury, nie zamierzało zrezygnować ze swoich okładek i wątpliwe jest, by w świetle umów, które pisarka podpisała z nim na długo przed związaniem się z WB., nawet ów gigant miał jakikolwiek wpływ na wizerunek brytyjskiego „Harry’ego”. Co więcej, Bloomsbury wydało więcej edycji językowych wykorzystując własne okładki (irlandzką, walijską, łacińską i starogrecką). Prawdą jest jednak, że w latach 2000 (od chwili podpisania umowy) do  2009, bardzo niewiele krajów mogło poszczycić się wydaniem „Harry’ego” we własnych „barwach”. Bywało, że nowe edycje wykorzystywały nie-amerykańskie okładki (np. wydanie fryzyjskie bazujące na okładce niderlandzkiej czy albańskie wzorowane na włoskiej), ale tylko jeden kraj zyskał sobie wówczas prawo do publikacji „Harry’ego Pottera” zdobionego oryginalną szatą graficzną. A była to… Ukraina. 
Ukraina była pierwszym krajem posługującym się nie-łacińskim sposobem zapisu, któremu zezwolono na publikację książek opatrzonych oryginalną grafiką i nie nakazano umiejscowienia na okładce zapisanego w łaciński sposób logo „Harry Potter” (tytuł wydania ukraińskiego zapisany jest cyrylicą czcionką wzorowaną na czcionce „Lumos”). Ale, żeby nie było tak kolorowo, był jeden warunek, który ilustrator owego wydania, Vladyslaw Yerko, musiał spełnić: postaci przedstawione na ilustracjach musiały być odwzorowaniem postaci filmowych… 

Innym ciekawym przypadkiem z tego okresu czasu jest syngaleskie wydanie, w którym posłużono się okładką brytyjską. O ile w przypadku innych wydań z tą okładką (poza wydawanymi przez Bloomsbury) wymagane było umieszczenie logo „Harry’ego Pottera” na froncie, o tyle na wydaniu syngaleskim nie znajdziemy go. Dlaczego? Ponieważ syngaleskie wydanie pierwotnie było wydaniem pirackim, nielegalnym i ostatecznie, chcąc cokolwiek zarabiać na „Potterze” na Sri Lance, Warner przystał na warunki tamtejszego wydawcy (jak to mówią: „lepszy rydz, niż nic”). 


ZMIANA POLITYKI 

Kiedy w 2007 roku został wydany ostatni już tom przygód Harry’ego Pottera, jasnym stało się, że apogeum popularności seria ma już za sobą. Im więcej czasu mijało od daty publikacji finalnej części cyklu, tym bardziej spadało zainteresowanie serią. Przez blisko dwa lata Warner Bros. przypatrywał się ze smutkiem spadającym notowaniom, obmyślając jednocześnie strategię na ich poprawę. Doskonale wiemy, że w tym okresie czasu wiele się działo – produkowano ostatnie filmy serii, planowano otworzenie parku rozrywki i wydanie masy licencjonowanych produktów – jedynym martwym sektorem zdawały się być książki. Wówczas zmianie uległa polityka koncernu, który dał wolną rękę wydawcom i zezwolił na publikację „Potterów” niepodobnych do tych powszechnie znanych. Od tego czasu w sprzedaży pojawiły się wydania bośniackie, oksytańskie, mongolskie, bretońskie, azerskie i asturyjskie, które cechuje oryginalna szata graficzna i (w większości) zastąpienie znanego logo zupełnie inną czcionką. Co więcej, na światowych wydawców zaczęto naciskać, by publikowali nowe edycje książek o Potterze z nowymi okładkami. O ile cały ten wpis odnosi się jedynie do standardowych wydań, o tyle nie mógłbym nie wspomnieć o tym, że po 2009 roku świat został zalany masą zupełnie nowych oblicz Chłopca, Który Przeżył i wielu światowych wydawców zaczęło korzystać z zagranicznych okładek (np. ukraińska szata graficzna pojawiła się na wydaniu duńskim, brytyjskie okładki dla dorosłych posłużyły „czarnej edycji” – nowej polskiej edycji). Z jednej strony możemy się radować powstawaniem nowych wersji wizualnych „HP”, ale z drugiej musimy mieć przykrą świadomość, iż powstanie większości z tych edycji zostało na wydawcach wymuszonych. I, bynajmniej, nie przez fanów… 

Pozostaje mieć nadzieję na powstanie zupełnie nowych tłumaczeń „Harry’ego Pottera”, które zaprezentują znaną całemu światu historię nie tylko w nowym języku, ale i o nowym obliczu, tak jak miało to miejsce w przypadku poniższych edycji:
Od góry od lewej: azerskie, mongolskie, bretońskie, bośniackie, oksytańskie i asturyjskie

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

11 komentarze:

  1. bardzo interesujący post... jestem rozczarowany postawą wytwórni Warner Bross

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdy marketingowiec zrobiłby to samo, co WB... Dla nas jest to rozczarowanie, a dla nich zaoszczędzenie gigantycznych sum.

      Usuń
  2. Kocham takie posty! Wielkie dziękie za jego napisanie. A o Warner Bross nawet nie będę się wypowiadała...

    Vanessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo nas to cieszy, zwłaszcza, że w planach mamy więcej wpisów tego typu :)

      Usuń
  3. Interesująca sprawa, wcześniej nawet nie myślałam, że to od kogoś innego zależało to, jaką okładką będzie szczyciło się dane wydanie, zawsze w prosty - no i dość logiczny sposób, jakby nie patrzeć - wydawało mi się, że to wszystko od chęci wydawcy. Jeśli miał chęci, to szukał grafika czy kogokolwiek, kto namaluje okładkę, jeśli nie - pojawiała się wersja amerykańska. Okazuje się jednak, że to głębsza sprawa. Dziękuję bardzo za Waszą pracę poświęconą temu wpisowi i uświadomienie nas, zwykłych zjadaczy chleba, jak to wygląda naprawdę.
    Pozdrawiam,
    Frigus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękujemy za te miłe słowa i obiecujemy, że z czasem podobnych wpisów będzie więcej :)

      Pozdrawiamy! :)

      Usuń
  4. Bardzo dobry tekst, pokazujący po prostu realia. Ciekawe podsumowanie sytuacji. Jak odkryłam HP w innych okładkach (tak około 2003 r.), to byłam w szoku, gdyż sądziłam, że tu sprawa wygląda jak z 'Małym Księciem". Zdziwiłam się nawet widząc wydanie brytyjskie. Fascynowało mnie to, chciałam zobaczyć wszystkie pozostałe. (W sumie, dzięki Wam, mogę powiedzieć, że marzenie się spełniło, choć nie to jest przedmiotem tego wpisu. ;p) Czekam na kolejne artykuły. ;)
    Pozdrawiam
    Lilijka

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, mam wrażenie, że już kiedyś wspominaliście o tym w jakimś poście również związanym z różnorodnością okładek HP... ;) Bo sprawa z Warner Bros ogólnie była mi znana i to na pewno z tego bloga!
    Bardzo intrygujący tytuł wpisu mnie przyciągnął i nie żałuję. No cóż, jedno dobre, że chociaż dzięki Internetowi możemy zobaczyć owe okładki i nacieszyć nimi oko.
    I można pisać, że jest się rozczarowanym postawą firmy, ale tak dzisiaj postępują wszyscy "Giganci" jak ich nazwaliście w poście i niestety, trzeba się z tym pogodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wspominaliśmy o tym pisząc artykuły o poczynaniach Warner Bros. niemniej wówczas skupialiśmy się bardziej na innych aspektach i o książki potraktowaliśmy dość pobieżnie :) Niemniej, wszystko to się łączy ze sobą, choć szczerze mówiąc również w pełni rozumiem decyzję WB. o ujednoliceniu szaty graficznej - jednolity wygląd książki na świecie z pewnością czyni ją bardziej rozpoznawalną. To doskonała zagrywka marketingowa.

      Usuń
  6. Musieliście naprawdę wgłębić się w ten temat, by dowiedzieć się, na jakich warunkach w danych krajach były wydawane te Pottery itp. Naprawdę podziwiam i cieszę się, że powstał tego typu wpis. Bardzo lubię tego typu smaczki. Podziwiam za włożoną pracę i pozdrawiam,
    Frigus :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny wpis! Takie lubię najbardziej na tej stronie i najlepiej Wam wychodzą. :) Staram się również czytać recenzje, ale nad nimi trzeba jeszcze trochę popracować, ponieważ niestety już tak fajnie napisane nie są.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń