Czarnogóra zdobyta!

Najcenniejszy eksponat kolekcji to ten, który najtrudniej było zdobyć.


Ostatnia walka rozpoczęła się dawno temu – choć to, oczywiście, pojęcie względne. Nie potrafiłbym nie odwołać się w tym momencie do wydania grenlandzkiego – prawdziwego białego kruka naszej kolekcji i bez wątpienia, najcenniejszej książki, którą posiadamy w naszym zbiorze. Ale nawet nasz biały kruk w pojedynkę nie czyni naszej kolekcji jedyną w swoim rodzaju i wyjątkową. Ani, tym bardziej, kompletną. Każda z ponad 150 książek znajdujących się w naszej kolekcji jest elementem olbrzymiej układanki i nabiera szczególnego znaczenia dopiero w zestawieniu jej z innymi. Wielokrotnie mówiłem o wzgórkach i pagórkach oraz o murach, które stanowiły – najpierw dla mnie, potem dla nas – przeszkody do obejścia, bądź przeskoczenia. W tym roku pokonaliśmy, jak wówczas sądziłem, ostatnią większą przeszkodę i zdobyliśmy kłopotliwe wydanie indonezyjskie. Odetchnąłem z ulgą mając przeświadczenie, że teraz już nic nieoczekiwanego nie stanie nam na drodze. Bo jaki kłopot może być w zdobyciu wydania walenckiego, telugu czy czarnogórskiego? Walenckie, choć nie tak łatwo dostępne jak wiele innych światowych wydań, można znaleźć w sieci bez większego problemu, zdobycie telugu jest bajecznie proste, a wydanie z Czarnogóry to żadne wyzwanie. Ha! Żadne wyzwanie… Dobre sobie! Czarnogóra, bowiem, ostatecznie okazuje się być największym wyzwaniem, jakie przed nami stanęło.


Początek…

Na początku była informacja o wydaniu czarnogórskiego „Pottera”. Dowiedziałem się o tym z oficjalnej strony agenta literackiego J.K.Rowling i niezwłocznie przystąpiłem do działania. 4 grudnia minionego roku napisałem treściwego maila do wydawcy tej nowej edycji. Wydawnictwo Nova Knjiga odpowiedziało błyskawicznie, gdyż już następnego poranka w mojej skrzynce czekała odpowiedź – bardzo pozytywna, dodam. Przedstawiciel wydawnictwa zdradził nam, iż prawa do publikacji książki zostały dopiero zakupione i obecnie trwają prace nad przygotowaniem czarnogórskiej edycji, niemniej gdy tylko będzie cokolwiek więcej wiadome w tej sprawie, skontaktuje się z nami, by umożliwić nam zdobycie upragnionego tytułu. Bułka z masłem.

Lecz gdy pod koniec maja książka „Hari Poter i Kamen Mudrosti” weszła do sprzedaży, okazało się, że skrzynka pocztowa jest pusta i nie nadszedł żaden oczekiwany mail. Zapomnieć – rzecz ludzka, dlatego bez wahania napisałem maila przypominającego o naszym zainteresowaniu edycją. Spodziewałem się otrzymać odpowiedź w ciągu tygodnia, toteż byłem rozczarowany, kiedy takowa nie nadeszła. Upłynął kolejny tydzień, a ja napisałem kolejnego maila, a później następnego i jeszcze jednego, i jeszcze… Żadna z moich wiadomości nie doczekała się odpowiedzi. W obawie przed filtrem antyspamowym pisywałem z różnych adresów, lecz za każdym razem moje próby okazywały się być nieskuteczne. Co gorsza – jako obcokrajowiec, nie mogłem dokonać zakupu na stronie wydawcy, toteż pozostało mi kombinować i starać się odnaleźć książkę w inny sposób, najlepiej z innego źródła. Tyle, że innego sposobu nie ma. A choć później iskra nadziei rozbłysnęła jaskrawym światłem, szybko okazało się, że światełko było jeno złudzeniem, które szybko zgasło okrywając nas całunem niepewności.

2 czerwca dowiedziałem się, że znajomy wybiera się z rodziną na wycieczkę po Europie i będzie przejeżdżał przez Czarnogórę. Niezwłocznie zapytałem go o możliwość zakupienia przez niego książki dla nas, a on bez wahania się zgodził. Ale wówczas ja sam popełniłem katastrofalny w skutkach błąd… Dopiero, gdy kilka dni później przesłał mi wiadomość, że udało mu się zdobyć książkę, dotarło do mnie, że w Czarnogórze sprzedawane są również – albo i przede wszystkim – książki w języku serbskim. Co gorsza, okazało się, że tytuł czarnogórskiego i serbskiego „Pottera” jest ten sam, zaś nazwa wydawcy „Nova Knjiga” znaczy „nowa książka”. Pozostawało mieć nadzieję, że znajomy zakupił właściwą książkę. Ale 23 czerwca książka, którą wydobyliśmy z paczki, okazała się nie być wydaniem czarnogórskim… Tym sposobem odnieśliśmy pierwszą tak dużą i znaczącą porażkę, jaka nie przytrafiła się jeszcze nigdy, albowiem nigdy nie kupiliśmy niewłaściwej książki… 

Po tej porażce szybko dotarłem do informacji, które sprawiły, że poczułem się jeszcze mniej pewnie. Czarnogórski „Potter” to adaptacja serbskiego tłumaczenia i jest dostępny tylko w jednej (!) księgarni na świecie – w księgarni wydawnictwa Nova Knjiga. Na domiar złego, wszystko wskazuje na to, że wydrukowano tylko 1000 egzemplarzy książki, co jest minimalnym nakładem…

Rozpoczęła się rozpaczliwa walka o czarnogórską adaptację… 
Ciągłe wysyłanie maili na adres wydawnictwa nie przynosiło żadnego skutku, toteż wyszukiwałem namiary na poszczególnych pracowników Novej Knjigi oraz pisałem prywatne wiadomości na facebooku. Otarłem się nawet o ambasadę… Ale żadne staranie nie przynosiło upragnionego celu, miast tego wzmagając furię, kiedy okazało się, iż menadżer wydawnictwa wykasował moją wiadomość nawet jej nie otworzywszy… Trudno powiedzieć, jak wiele moich maili zostało zignorowanych, niemniej rozesłałem ich jakieś 30, aż przystąpiłem do najbardziej rozpaczliwej próby nawiązania kontaktu wysyłając maile z dopiskami: „mam nadzieję, że tym razem nie zostanę zignorowany” tudzież „bez względu na to, jaka będzie Państwa odpowiedź, liczę na to, że w końcu ją otrzymam”. I otrzymałem… 

Pod koniec lipca trafiłem na człowieka, któremu nasze zainteresowanie zagranicznymi „Potterami” zaimponowało. Przedstawiciel wydawnictwa poinformował mnie, że jeszcze nie istnieje możliwość zakupienia książki przez klientów spoza Czarnogóry, ale postarają się znaleźć dla mnie jakieś rozwiązanie i niebawem się skontaktują. Tyle, że ja już miałem powyżej uszu obietnicy kontaktu ze strony czarnogórskiego wydawcy, który – z niewiadomych powodów – pomimo pierwszego pozytywnego maila, nie raczył odpowiedzieć na żaden z kolejnych. Sam odezwałem się po kilku dniach, łudząc się, że opcja zakupu z zagranicy została już uruchomiona. Oczywiście, nie była. Wyraźnym pozytywem było jednak to, że wydawca zaczął odpowiadać na facebooku i szybko okazało się, że tym razem trafiłem na człowieka, któremu zależy na tym, żeby nam pomóc w zdobyciu książki. Zdarzyło się nam nawet powymieniać bardziej prywatne wiadomości, co wprawiło mnie w przekonanie, że tym razem musi się udać. Choć do samego końca nie została uruchomiona opcja zakupu zza granicy, wydawca przystał na prośbę wysyłki książki po opłaceniu jej za pomocą przekazu pieniężnego Western Union. Po 9 miesiącach oczekiwania i po blisko 3 miesiącach intensywnych starań, mur został zburzony, a my ujrzeliśmy prawdziwy promyk słońca. 13 sierpnia okazał się być dla nas szczęśliwym dniem – dniem, który zakończył walkę o Czarnogórę.


Finał
Być może łudzę się żyjąc w przekonaniu, że wszystko może się zakończyć happy endem, niemniej nie wierzę, by ktoś pozbawiony optymizmu i wiary w ludzi mógł zbudować taką kolekcję, jaką myśmy zbudowali. Dziś po raz kolejny okazało się, że nie ma góry na którą nie dałoby się wejść, ani przeszkody, której nie dałoby się pokonać – fakt, że wydanie czarnogórskie jest już u nas dobitnie dowodzi słuszności tej tezy. 




Czarnogórska odmiana języka serbskiego
Nie tak dawno rozwodziłem się nad potrzebą powstawania adaptacji książkowych (czyli przerabianiem istniejącego tłumaczenia na inny, niezwykle podobny, język, np. amerykańska adaptacja brytyjskiego wydania). Wydanie czarnogórskie to adaptacja serbskiego tłumaczenia – w wielu kręgach język czarnogórski nie jest postrzegany jako oddzielny język, lecz jako „czarnogórska odmiana języka serbskiego”. Poniżej dowód na to jak „podobne” są do siebie te dwa języki. 


I na koniec… 
Na koniec zostały już tylko dwa wydania do zdobycia: walenckie oraz telugu. Jedno z nich usiłowało spłatać nam figla, ale o finale pogoni za nim napiszę już wkrótce. Gdy do nas dotrze. Czyli w przyszłym tygodniu? 



Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

7 komentarze:

  1. Moje gratulacje! Normalnie cieszę się z tego jakby sama właśnie otrzymała przesyłkę z wydaniem czarnogórskim! Trzymam kciuki, aby następna przesyłka dotarła do was jak najszybciej i abyście już wkrótce mieli całą kolekcję w swoim posiadaniu :)

    Vanessa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje ;) Jestem pewna podziwu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastycznie, że jesteście już tak blisko osiągnięcia celu. A co potem? Igrzyska Śmierci?
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Igrzyska Śmierci" to konik Natalii. Nasze plany związane z "HP" nie kończą się wraz ze zdobyciem ostatniego brakującego wydania - już teraz na naszej liście jest wiele kolejnych "eksponatów", które chcemy dołączyć do kolekcji :)

      Usuń
  4. Ja sama chciałabym zebrać Baśnie Barda Beedle'a ale niestety ten pomysł nie zyskał poparcia mojej drugiej połówki. Mam tylko nadzieję, że przekonam go do tego pomysłu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Związek to akceptowanie również swoich pasji i zainteresowań - nie chcę być niedobry, ale na Twoim miejscu nie dałbym się stłamsić i realizowałbym swoje hobby. Skoro kocha, musi akceptować takie rzeczy :)

      Usuń
  5. Podobno wszystko wydaje się niemożliwe, dopóki nie zostanie zrobione. :) Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń