Seria kryminalna dłuższa od "potterowej"!

W ubiegłym roku świat obiegła zdumiewająca wiadomość o prawdziwej tożsamości literackiego debiutanta – Roberta Galbraitha. Któż, bowiem, spodziewałby się, że pod maską anonimowego byłego żołnierza kryje się jedna z najbardziej znanych na świecie pisarek? Początkowe rewelacje w tej kwestii wręcz zalatywały jakimś oszustwem – trudno było im dać wiarę. Ostateczne potwierdzenie przyniosły słowa samej J.K.Rowling, a świat oszalał. Świeże egzemplarze powieści „The Cuckoo’s Calling” (w Polsce: „Wołanie kukułki”) rozeszły się w błyskawicznym tempie i po raz pierwszy zabrakło książek! Wydawcy niezwłocznie, i z nieukrywaną radością, wzięli się do pracy przygotowując gigantyczne nakłady kolejnej edycji, podczas gdy pojedyncze egzemplarze pierwszej trafiły na serwisy aukcyjne, gdzie święciły triumfy. Cena książki dochodziła do kilku tysięcy złotych! Nie wspominając już o podpisanych egzemplarzach!
Wkrótce – a było to kilka – kilkanaście dni po ujawnieniu tożsamości pana Galbraitha, na księgarskich półkach na nowo (bądź po raz pierwszy) zawitał pierwszy kryminał spod pióra Rowling. Szał trwał na całego! Każdy chciał przeczytać tę nową książkę J.K.Rowling, nawet ci, których nie przekonał „Trafny wybór” – każdy chciał się dowiedzieć, co to za książka, wokół której jest tyle zamieszania, co z kolei przyniosło mnogie publikacje za granicą i pojawianie się kolejnych i kolejnych, i kolejnych tłumaczeń…

Tym, co w „Wołaniu kukułki” budziło dodatkową ciekawość była zapowiedź, iż jest to pierwszy tom z planowanej serii… 19 czerwca bieżącego roku na rynku anglojęzycznym pojawiła się kontynuacja zatytułowana „The Silkworm” (w Polsce: „Jedwabnik” – premiera planowana na 24 września) i znowuż spragnieni rowlingowskiego pióra fani rzucili się na książkę jak wygłodniałe rekiny na krwawiącą soczyście zdobycz. I chyba nie było wśród tych fanów osoby, która nie pomyślałaby: „ciekawe jak długa będzie ta seria”. Mając w pamięci słowa pisarki wypowiedziane po zakończeniu pracy nad „Harrym Potterem”, nie łudziłem się, że to będzie długi cykl. Obstawiałem jakieś trzy, maksymalnie cztery tomy. Dziś już wiem jak bardzo się pomyliłem i jak daleki byłem od prawdy, tudzież… jak bardzo swoje zdanie zmieniła sama J.K.Rowling. Dotychczas twierdziła, że nie ma ochoty wchodzić w kolejną serię, ponieważ to wymaga wiele pracy i mnóstwa poświęceń – każdy detal musi być dokładnie zaplanowany, wszystkie książki muszą się łączyć i łatwo tu o błędy. Tymczasem dziś, występując po raz pierwszy jako Robert Galbraith na Theakstons Old Peculier Crime Writing Festival w Harrogate, autorka zdradziła, iż ma w planach stworzenie serii dłuższej od „Harry’ego Pottera”! Cykl powieści kryminalnych poświęconych Cormoranowi Strike’owi ma się znacznie powiększyć. Obecnie Rowling pisze trzeci tom i dotarła w nim już do połowy. Jak zdradziła: „będzie się on skupiał na doświadczeniach powracających żołnierzy”. Żeby tego było mało, okazuje się, że ma już w pełni zaplanowaną czwartą książkę serii!

Trzy oddechy na ochłonięcie. Seria dłuższa od „Pottera”!

I teraz zaczną się spekulacje i dyskusje. Czy wypada jej tworzyć kolejną serię? Czemu zamiast pisać o Strike’u nie wróci do świata wykreowanego w „Harrym Potterze”?... Szczerze mówiąc, nie jestem sobie w stanie wyobrazić, ile osób w tym momencie zgrzyta zębami dowiadując się o planach pisarki – bo czemu Strike’a ma być więcej od „Pottera”?

Trudno mi odpowiedzieć na te spekulacje. Trudno jest mi się zgadzać z różnymi opiniami, a jeszcze trudniej je negować. Ale na jedno pytanie można odpowiedzieć z całą pewnością – pisanie serii o Strike’u jest dużo prostsze od „Harry’ego”. Jak przyznała sama autorka: „Jedną z rzeczy, którą uwielbiam w tym gatunku jest to, że w przeciwieństwie do „Harry’ego”, gdzie historia jest nadrzędna, tutaj mówimy o odrębnych historiach. Dopóki twój detektyw żyje, możesz dawać mu sprawy”. Można opisać setki różnych kryminalnych spraw i pomimo powiązania ich ze sobą postaciami bohaterów i pojedynczymi wątkami, można pozostawić je odrębnymi, niezależnymi od siebie powieściami. Czytając „Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi” trudno jest załapać, o co chodzi. Czytelnik zaczyna tak naprawdę od punktu, z którego nic dla niego nie wynika i więcej jest niewiadomych od wiadomych. Takie poczucie zagubienia nie grozi natomiast czytelnikowi, który zechce sięgnąć choćby po „Jedwabnika”. Bo niby w jakiś sposób się on łączy z „Wołaniem kukułki”, ale ogólnie rzecz biorąc jest to w pełni odrębna książka, którą można się cieszyć bez przeczytania pierwszej. Ot, cała magia kryminałów. To dlatego, kiedy jakiś autor zaczyna je pisać, na ogół powstają całe tabuny kontynuacji. Wystarczy spojrzeć na mistrzynię kryminałów, Agatę Christie, która napisała ponad trzydzieści książek o jednym z najsłynniejszych literackich detektywów świata, Herkulesie Poirot. Czy tak samo będzie z J.K.Rowling? Czas pokaże.

Czy wobec tego warto się martwić o twórczość brytyjskiej pisarki? Czy Cormoran Strike przesłoni jej oczy na tyle, że w międzyczasie nie stworzy czegoś innego?

Myślę, że te obawy możemy śmiało odrzucić. Pisząc „Wołanie kukułki”, J.K.Rowling skupiała też swoją uwagę na „Trafnym wyborze”, a zabierając się za „Jedwabnika” pracowała również nad scenariuszem do trylogii „Fantastycznych zwierząt” i nad tekstami dla Pottermore. Fakt, że kryminał sam w sobie nie jest wielce wymagającą formą sprawia, że pisarka ma czas i na inne projekty, wobec czego, jestem tego pewny, niejednokrotnie nas jeszcze czymś zaskoczy. Może to będzie obiecana książka dla młodszych dzieci? A może coś zupełnie innego? Znowu: czas pokaże.

I wreszcie na koniec: perspektywa sukcesu. Osobiście nie wierzę, by seria detektywistyczna o Strike’u choćby zbliżyła się do sukcesu komercyjnego „Harry’ego Pottera” – nawet gdyby J.K.Rowling napisała i trzydzieści sequeli. Wiem jednak – i to bardzo mnie cieszy – że i sama Rowling na to nie liczy – wielokrotnie w wywiadach podkreślała, że coś takiego jak „Harry Potter” może zdarzyć się tylko raz. Ale mnie nie interesuje komercyjny sukces powieści Roberta Galbraitha – cieszy mnie i napawa dumą świadomość, że w przeciwieństwie do wielu innych autorów, J.K.Rowling nie pozostała autorką jednej książki/serii, lecz brnie do przodu stawiając sobie coraz to nowe wyzwania. I choć sam muszę przyznać, że „Trafny wybór” nie do końca był trafnym wyborem na pierwszą książkę opublikowaną po „Potterze”, to i tak się cieszę, że nawet negatywne recenzje nie zrujnowały w Rowling wiary w siebie, bo dzięki temu, że wciąż pisze i wydaje nowe powieści, przestała być autorką „Harry’ego Pottera”, a stała się pisarką.


Już nie mogę się doczekać jej kolejnej książki…
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz