Rowling w masce - po raz drugi


Kryminał to, według mnie, najbardziej niewdzięczna odmiana powieści. W przeciwieństwie do innych gatunków, które można dowolnie rozwijać i prowadzić, powieść kryminalna jest dość prosta i surowa w swej budowie: fabuła dotyczy zbrodni, jej okoliczności, dochodzenia i wreszcie ujawnienia osoby sprawcy. Dość toporne to i schematyczne. Z tego powodu nie mogę pochwalić się przeczytaniem w życiu zbyt wielu kryminałów. Nie przebrnąłem przez żadną książkę Agaty Christie, a popularna ostatnio Nele Neuhaus odrzuciła mnie już na samym początku… Nie bez lęku stanąłem przed wyzwaniem przeczytania „Wołania kukułki” Roberta Galbraitha. Do tej pory żadna książka napisana przez J.K.Rowling mnie nie zawiodła, ale żadna też nie miała z góry narzuconego schematu, z którego nie sposób się wyłamać...

Kilka miesięcy temu miałem przyjemność pisać recenzję „Wołania kukułki” – pierwszego w moim życiu kryminału, przez który nie tylko przebrnąłem, ale i który szczerze pokochałem. Wyraziści bohaterowie, charakterystyczne dla Rowling bogate opisy oraz fabuła utkana z niebywałą lekkością – nie spotkałem jeszcze dotąd kryminału, który czytałoby się tak lekko, bez tego swoistego „ciężaru”, a „Wołanie kukułki” właśnie było takim ewenementem. Nic dziwnego, zatem, że wprost nie mogłem się doczekać premiery drugiej powieści opowiadającej o Cormoranie Strike’u. Z powieścią „The Silkworm” (polski tytuł: „Jedwabnik”) spędziłem wspaniały weekend rozkoszując się ucztą, którą dla mojego literackiego podniebienia przyszykowała zamaskowana J.K.Rowling. Im więcej stron pozostawiałem za sobą, tym bardziej rosło moje przeświadczenie o tym, że ta powieść to majstersztyk – zaskakująca, trzymająca w napięciu i przyprawiająca momentami o szybsze bicie serca. Aż do tej szczególnej chwili, kiedy na jakieś sto pięćdziesiąt stron przed zakończeniem zdałem sobie sprawę z tego, kto stoi za zbrodnią. Ależ miałem satysfakcję, kiedy udało mi się posklejać wszystko do kupy! Ale z drugiej strony czułem też zawód, że tym razem Rowling może mnie nie zaskoczyć, a jedynie potwierdzić moje przypuszczenia. I dotarłem do finału, w którym okazało się, że dałem się wykiwać jak dziecko. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy poznałem rozwiązanie intrygi! Rowling po raz kolejny dała popis swoich możliwości pisarskich i podarowała mi – a jestem przekonany, że nie tylko mi – wspaniałe godziny spędzone nad fascynującą lekturą.

Skoro już pozachwycałem się najważniejszą częścią „The Silkworm”, teraz przejdę do tej mniej zachwycającej części, czyli do największego mankamentu brytyjskiego wydania powieści. Generalnie książka prezentuje się wprost cudownie – ciekawa szata graficzna, posrebrzane litery – cudo. Ale kiedy przyjrzeć się bliżej, to… okazuje się, że na obwolucie zostają wszelkie odciski palców – materiał, z którego została wykonana jest kompletnie niepraktyczny i dobrze służy jedynie tym, którzy zwykli książki dotykać przez jedwabne rękawiczki… Drugi mankament to owe srebrzenia liter – sreberko ma tendencję do łatwego ścierania się, a jak ustawić książkę na półce tak, żeby nie miała ona kontaktu z innymi i żeby napisy z niej się nie ścierały? W przeciwieństwie do „The Cuckoo’s Calling”, którego wydanie jest całkowicie standardowe, wyraźnie widać, że ktoś chciał uczynić „The Silkworm” bardziej luksusową edycją. Efekt wizualny tego zabiegu jest niezły, ale co z tego, skoro książka przez sposób swojego wydania jest niepraktyczna? Jak dobrze, że to tylko obwoluta, którą można w każdej chwili zdjąć… Niemniej rad jestem, że chociaż do sposobu wydania książki mogę się przyczepić, bo cóż by to była za recenzja bez odrobiny uszczypliwości?

***

A teraz pozostaje czekać do września na polskie wydanie „Jedwabnika”, nad którym już pracuje znakomita tłumaczka, Anna Gralak. Z pewnością chętnie zapoznam się z polską edycją, która pojawi się na naszym rynku dzięki Wydawnictwu Dolnośląskiemu.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Właśnie przeczytałam "Wołanie Kukułki". Jestem mega zachwycona końcówką. Kiedy moja mama, która przeczytała tą książkę przede mną powiedziała, że będę bardzo zaskoczona tym kto stoi za zabójstwem nie mogłam się doczekać by ją skończyć.
    Rowling jak zwykle pokazała na co ją stać i teraz zostaje mi tylko czekać na polskie wydanie "Jedwabnika".

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń