Starożytne wersje "Harry'ego Pottera"

Na przełomie wielu ostatnich lat, niejednokrotnie oczy całego świata skupiały się na książce. Opinie były podzielone, niektórzy radowali się z tego powodu, inni rwali włosy z głowy w bezgranicznej rozpaczy. Jedno pozostawało pewne: fenomen „Harry’ego Pottera” zalał cały glob stając się najszybciej sprzedającą się książką w historii. Kilometrowe kolejki do księgarń, tysiące dzieci (i nie tylko) czekających na wybicie godziny „zero” i wreszcie rekordowa sprzedaż. I w całym tym zgiełku i zamieszaniu, które charakterystyczne są bardziej dla popkultury, aniżeli dla literatury, wielu zadawało sobie jedno, to samo pytanie, na które nasze pokolenie nie pozna odpowiedzi: czy „Harry Potter” stanie się klasyką literatury dziecięcej? Wielu mozolnie usiłowało odpowiedzieć na to nurtujące pytanie, ale przewidzenie popularności „Harry’ego Pottera” w przyszłości to istne wróżenie z fusów. 

Z pewnością, seria napisana przez J.K.Rowling zapisze się w historii jako najszybciej się sprzedająca i bijąca rekordy popularności, ale nie jest to jednoznaczne z wpisaniem się w kanon literatury klasycznej. Bo o tym nie świadczą pieniądze. Prawdę mówiąc – nikt nie ma prawa wiedzieć, czy ta książka klasyką zostanie czy nie. Za to już teraz z całą śmiałością i pewnością można rzec, że powieść J.K.Rowling zapisze się, a właściwie już zapisała się w historii, z innego względu. I nie chodzi tu o pieniądze. „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” jest pierwszą powieścią na świecie, która doczekała się przekładu na język starogrecki i jedną z niewielu, która została wydana w łacinie.

„Harry Potter” jak dotąd doczekał się przekładu na ponad siedemdziesiąt języków. Niemal na całym świecie ludzie mają dostęp do tych książek i nierzadko, mają ten niezwykły przywilej zapoznania się z ich treścią w swoim własnym, ojczystym języku. Niecodziennie pojawia się tłumaczenie książki na język khmerski (Kambodża) czy tybetański. Nie w każdym rejonie świata czytanie jest tak „popularne” jak u nas. Nas zalewa masa publikacji, z których wybierzemy nieliczne. W Polsce nie znamy czegoś takiego jak „głód czytania” – nie oczekujemy z niecierpliwością jakiejkolwiek książki, którą moglibyśmy przeczytać w naszym języku. Kambodża czy Nepal to zupełnie inna bajka. Tam wydanie tłumaczenia jest niemałym świętem – tam ludzie doceniają to, co otrzymują. Ale nie czytelnictwo w szczególnych regionach świata zwraca dziś moją uwagę. Bo, o ile rzadka jest to praktyka, to publikacja książek w „małych” językach nie jest czymś tak niesamowitym jak publikacja w językach, których już nikt od dawna nie używa. Mowa, oczywiście, o martwych językach – językach klasycznych.

Kiedy w 2001 roku wydawnictwo Bloomsbury z Wielkiej Brytanii postanowiło wydać „Harry’ego Pottera i Kamień Filozoficzny” w języku łacińskim, nikt nie spodziewał się tego, co dopiero miało nadejść. Łacina, bowiem, była dopiero pierwszym ukłonem w kierunku klasycyzmu. Nim Peter Needham został zatrudniony do wykonania translacji pierwszego tomu „Harry’ego Pottera”, miał już na swoim koncie przekłady łacińskie takich książek jak „Miś Paddington” czy „Alicja w krainie czarów”. Tłumaczenie książek na łacinę nie jest częste, niemniej w ostatnich latach popularne stało się przekładanie klasyków literatury dziecięcej na ten wymarły język. Powodem tego jest chęć zainteresowania młodzieży nauką języków klasycznych – studiowanie filologii klasycznej niekoniecznie jest najprzyjemniejszym zajęciem, kiedy do dyspozycji ma się jedynie teksty autorów sprzed ponad tysiąca lat… Nowożytne powieści tłumaczone na łacinę mają uczynić lekcje przyjemniejszymi i bardziej przystępnymi. Pojawienie się łacińskiej wersji „Harry’ego Pottera” było do przewidzenia – wszak sama J.K.Rowling wykorzystywała ten język tworząc zaklęcia czy wybierając imiona dla poszczególnych postaci. Sama pisarka stwierdziła niegdyś, że byłaby niezmiernie szczęśliwa widząc swoją książkę w tłumaczeniu na ten język. I tak to się zaczęło. Emerytowany wykładowca specjalizujący się w filologii klasycznej, Peter Needham, był idealnym wyborem. Tłumacząc jedną stronę dziennie, przebrnął przez cały pierwszy tom septologii J.K.Rowling ofiarując światu doprawdy niezwykłą lekturę. Oto, co tłumacz powiedział na temat swojej pracy nad przekładem:

„Nazwałem Harry’ego Harrius Potter. Arrius to łacińskie imię, które występuje np. w poemacie Katullusa. Można je doskonale odmieniać przez przypadki, dlatego w tekście występuje np. Harrium Potterum. Gdyby pokusić się o dosłowne przetłumaczenie „Potter”, otrzymalibyśmy „Figulusa”, ale zależało mi na tym, żeby Potter przetrwał.”

Znawcy języka uważają jego przekład za odpowiedni dla średnio-zaawansowanego czytelnika – „Harrius Potter et Philosophi Lapis” to naprawdę ciekawa propozycja języ- kowa. Praca nad nimi też nie była zbytnio kłopotliwa: „Czasami drapię się w głowę, ale nie ma zbyt wielu takich słów, nad którymi mu- siałbym się zastanawiać. To idealna praca dla starego gościa na emeryturze” – podsumowuje Peter Needham.

Sporo kłopotów miał natomiast tłumacz, który wziął na swoje barki jeszcze bardziej ambitne wyzwanie. Andrew Wilson, również emerytowany wykładowca uniwersytecki, przetłumaczył „Harry’ego Pottera i Kamień Filozoficzny” na starożytną grekę. Podjął się tym samym wyzwania, którego wielu innych bardzo się obawiało.

Starogreckie wydanie „Harry’ego Pottera” jest bez wątpienia naj- szczególniejszą pozycją w naszej kolekcji. Było wiele wydań trudniejszych do zdobycia i wiele atrakcyjniejszych wizualnie, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, co do wartości przekładu starogreckiego. Ta książka to prawdziwy klejnot w zbiorze. Wielu ludzi przeczytało tę książkę tylko dlatego, że została wydana w starożytnej grece. Sięgając po nią nieistotne stało się zamieszanie medialne wokół niej czy sama treść – najważniejsze było to, że jest to pierwsza powieść w historii, która została przełożona właśnie na ten język. Od ponad 1500 lat nie pojawił się tak długi tekst w języku starożytnych Greków. Andrew Wilson dokonał niemożliwego – zaoferował współczesnym filologom klasycznym, studentom i wreszcie miłośnikom „Harry’ego Pottera” oraz klasyki coś, czego jeszcze nie było – prawdziwą współczesną powieść opowiedzianą w sposób, który byłby zrozumiały nawet dla kogoś, kto żył nawet przed dwudziestoma czterema wiekami. A zatem to nie tylko tłumaczenie przygód "Harry'ego Pottera" na antyczny język, ale też jedyna w swoim rodzaju adaptacja powieści J.K.Rowling czyniąca tę książkę jeszcze bardziej wyjątkową.

Jak wyglądała praca nad starogreckim „Potterem”, z czym musiał się zmierzyć Andrew Wilson i co czyni tę książkę naprawdę wyjątkową? Z pewnością nikt nie odpowie na te pytania lepiej niż sam tłumacz tej edycji. Za zgodą autora, prezentujemy artykuł, w którym pan Wilson opowiada o swojej pracy nad najbardziej niezwykłym wydaniem „Harry’ego Pottera” na świecie.

„HARRY POTTER W STAROŻYTNEJ GRECE” – ANDREW WILSON

TŁO

Jesienią 2001 roku szukałem wiadomości związanych z Klasyką, żeby opublikować je na tej stronie i natknąłem się na artykuł z Daily Telegraph, w którym donoszono, że właśnie trwają prace nad łacińskim tłumaczeniem „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” (przetłumaczonego przez Petera Needhama i opublikowanego przez Bloomsbury Press jako „Harrius Potter et Philosophi Lapis”). W artykule tym wspomniano, że są również plany wydania wersji w starożytnej grece, ponieważ „wierzy się, że będzie to pierwszy raz, kiedy dziecięca klasyka zostanie przełożona na grekę”, jednak bardzo trudno znaleźć tłumacza. „J.K.Rowling (która uczyła się łaciny na Uniwersytecie w Exeter) i jej wydawcy mają nadzieję, że tłumaczenia te pomogą dzieciom przezwyciężyć strach wynikający z uczenia się dwóch martwych języków, w których opis wojen w Galii i myśli Wergiliusza na temat pszczelarstwa mogą być naprawdę ekscytujące.” Wygląda to dość prawdopodobnie, zwłaszcza, że zgodnie z niedawnym raportem Telegraphu, w Stanach Zjednoczonych „użycie łaciny w książkach J.K.Rowling wywołało falę zainteresowania klasyką wśród uczniów szkół średnich. Po latach spadku, od czasu, gdy pierwsza książka została wydana w USA przed sześcioma laty, liczba wybierających łacinę w college’u wzrosła o 80 procent.” (Daily Telegraph, 2 lutego 2003).

Niesiony dzikim impulsem, napisałem do redaktora działu literatury dla dzieci w Bloomsbury Press oferując swoje usługi. Komponowanie greckiej prozy było moim ulubionym przedmiotem w szkole i na uniwersytecie, mimo że, co oczywiste, spędzaliśmy przynajmniej trzy godziny nad przełożeniem jednego akapitu z angielskiego na grecki. Tak naprawdę nie spodziewałem się otrzymać odpowiedzi – moja oferta miała nieco żartobliwą formę, ale mimo to kilka tygodni później otrzymałem telefon od Emmy Matthewson z Bloomsbury, która powiedziała mi, że naprawdę poważnie myślą o wersji w starożytnej grece i zapytała, czy chciałbym przetłumaczyć na próbę jeden rozdział. Zgodziłem się i zabrałem Harry’ego (wydawcy wspaniałomyślne dostarczyli mi egzemplarz, ponieważ nigdy dotąd nie czytałem tej książki!) oraz mój leksykon Liddella i Scotta na wakacje na Karaiby, gdzie skleciłem pierwszy rozdział oraz fragment dotyczący quidditcha z jedenastego rozdziału. Na początku stycznia 2002 roku dostarczyłem mój szkic, który został zaakceptowany i otrzymałem propozycję dokończenia zadania do 1 stycznia 2003 roku.

CEL

Moim zamierzeniem było stworzenie takiej wersji książki, która byłaby zrozumiała dla Greka żyjącego do czwartego wieku naszej ery, który w jakiś magiczny sposób zostałby przeniesiony w czasie (owego sposoby uczy się tylko bardzo zaawansowanych uczniów w Hogwarcie) do XXI wieku. Przedmioty i idee byłyby mu obce, niemniej gdyby przywyknął do nowego otoczenia, ta książka miałaby być dla niego całkowicie zrozumiała. Pomyślałem zatem, że bardzo istotne jest dla mnie, bym przez cały czasy myślał o tym Greku podróżującym w czasie. Dalej zadawałem sobie pytania „czy to miałoby dla niego jakieś znaczenie? Co by z tym zrobił?”. Innymi słowy, zaangażowałem się nie tylko w znajdowanie słów, ale i w transpozycję kulturową. Być może ktoś właśnie wyobraża sobie urządzenie takie jak teleporter ze „Star Treka”, ale on wcale nie odbiegałby daleko w swojej dziwaczności od wielu rzeczy opisanych przez J.K.Rowling!

PRZEBIEG PRACY

Zanim zabrałem się za tłumaczenie, musiałem znaleźć odpowiedni styl – J.K.Rowling nie odnalazłaby się w stylu Tukidydesa, Platona czy Demostenesa (którzy byli moimi głównymi modelami przy kompozycji prozy). Ale istnieją też greckie powieści („Kalliroe” Charitona, „Przygody Leukippy i Kleitofonta” Achillesa Tatiosa, „Dafne i Chloe” Longusa, „Afrykańska historia” Heliodora), spośród których przeczytałem wszystkie, podobnie jak prace Lukiana, które były najbardziej zajmującym wyzwaniem. Humorystyczny język Lukiana oraz jego fantastyczne koncepcje takie jak wykorzystane w „Prawdziwej Historii” (która, co zostało zagwarantowane, nie zawiera w sobie ani jednego słowa prawdy) szybko mnie przekonały, że to najbliższy J.K.Rowling pisarz piszący w języku starogreckim. Tak więc Lukian stał się moim wzorem – jego grecki, pomimo czasów (III wiek naszej ery) jest (prawie) czystym odbiciem greki z V wieku przed naszą erą – czas zatoczył koło. Ale to dało mi pretekst do skorzystania z postklasycznych źródeł, bez których nie mógłbym kontynuować mojej pracy. Lukian, podobnie jak ja, był Grekiem nie z pochodzenia, lecz z poczucia kultury i edukacji.

Lukian ma również coś, co go łączy z J.K.Rowling. Wielu krytyków stwierdziło, że „brak jej oryginalności” – w jej twórczości widać oczywisty wpływ szkolnych opowieści Enid Blyton, Justa Williama, Billy’ego Buntera, Tolkiena i tak dalej. W rzeczywistości pisarka odnosi się do sprytnej tradycji mimesis – pożyczania, adaptowania, personalizacji – Longin zwraca uwagę na to, że to nie kradzież. Jak zauważa Ted Brennan w pochlebnej analizie mojego starogreckiego „Harry’ego Pottera”- jeśli mamy ją za to potępiać, musimy potępić największego klasycznego mistrza mimesis – samego Wergiliusza. Ale Lukian też był częścią sceny mimesis. Mimo bezprecedensowego dobrobytu rzymskiego świata w czasach mu współczesnych (żył za czasów „Pięciu Dobrych Cesarzy” od 120 do 180 roku naszej ery), Lukian i jego koledzy, pisarze, byli dobrowolnymi więźniami przeszłości: pisali w uświęconych z czasem formatach, powracali do antycznych motywów i nawet przetwarzali język grecki na taki, w którym pisano przed czterystoma laty, w czasach świetności Aten. Cechowały ich: brak odniesień do współczesnego świata, całkowita negacja koine, wspólnej mowy grecka w ówczesnym świecie.

Czytywałem również sporo Eurypidesa, Arystofanesa, Herodota – i pisarzy medycznych oraz magicznych dla specjalistycznego słownictwa magicznego i medycznego, którego nie obejmują słowniki Woodhouse’a! Niezbędne było czytanie Hipokratesa by odkryć takie słowa jak δοθιήν (wrzeć). Na papirusach znalazłem zaklęcia znacznie bardziej dziwaczne od tych, których używa Hermiona. Liddell i Scott byli niezastąpieni – dość często potrzebowałem także inspiracji ze strony nowożytnej greki: moją najbardziej przydatną własnością jest dziewiętnastowieczny „Słownik języków angielskiego i nowogreckiego, takich w jakich się pisze i mówi” autorstwa dr hab. A.N.Jannarisa, opublikowany przez Johna Murraya w 1895 roku. Pomógł mi on znaleźć słowo „he hamaxostoichia” na określenie „pociągu” zamiast „to treno”. Pracowałem na kodzie w wersji beta, ponieważ wszystkie mapy czcionek starogreckiego dla klawiatury qwerty są idiosynkratyczne, a nie chciałem narzucać konkretnej czcionki drukarkom. (…)

Pracowałem głównie w domu, ale bardzo produktywny byłem też w Classics Faculty Library w Cambridge i – dzięki mojemu zaufanemu podręcznemu komputerowi, Jornadzie z HP – w pociągach, na łodziach i w samolotach, w barach i kawiarniach w całym świecie. Ogromne podziękowania należą się Keith Maclennan, dawnej Szefowej Wydziału Klasyki w szkole rugby za jej mądre rady i inspirujące sugestie oraz doktor Manueli Tecusan za pomoc w bardzo żmudnym i złożonym procesie czytania. Ale tłumaczenie Harry’ego i tak było najprzyjemniejszą z ciężkich prac w moim życiu.

STAROŻYTNI AUTORZY

Pomijając mój oczywisty dług wobec Lukiana, uważni czytelnicy zauważą liczne zapożyczenia z innych klasycznych dzieł (na przykład momenty z Ajschylosa na początku rozdziału drugiego δέκατον μὲν ἔτος τόδʹ ἐπεί. Bez wątpienia starałem się przekazać odrobinę tej epickiej wspaniałości z opowieści J.K.Rowling, ale też wywołać poczucie tragedii unoszącej się nad domem Dursleyów podobnie jak to miało miejsce nad Domem Atreusza. Pani Dursley ma coś w sobie z Klitamejstry, a Hagrid – jak strażnik w Agamemnon – w pewnym momencie ma za długi język - „jakby wół stanął mu na języku”). Ale skarby od Homera, Tukidydesa, Platona i wiele innych poukrywane są dla tych, którzy są na tyle mądrzy, by je dostrzec. To oczywiście dobra praktyka w klasyce – prawidłowy „recykling” traktowany jest jako komplement dla oryginalnego autora. Żuki gnojarze u Arystofanesa w „Pokoju” dostarczają gór Αἰτναῖος („rozmiary Etny” – zwróć też uwagę na akapit dotyczący dźwięków) co jest określeniem dla bardzo dużych rzeczy (mówiąc delikatnie). Inne frazy Arystofanesa zawierają określenie „ἡ ἕνη καὶ νέα” na ostatni dzień miesiąca (Chmury) a Dumbledore mówi gdzieś o „χαίρομαι κεὐφαίνομαι” (Żaby) – lubieżne konotacje nie mogły umknąć przebiegłemu uczonemu! Menander był doskonałym źródłem wykrzyknień i konwersacyjnego stylu, podobnie jak listy Alkifrona. Jako echo pobrzmiewa też Homer – Dumbledore szczególnie lubi od czasu do czasu rzucić epicką frazę, taką jak „ἐπεὶ πόσιος καὶ ἐδήτυος ἐξ ἔρον ἤσθετε”. Dalej homeryckie echo pobrzmiewa w opisie ukochanego Dudley’a – „τηλυγέτος”. Nawet Grecy nie bardzo wiedzą co dokładnie znaczy słowo „τηλυγέτος”, ale od zawsze odnosiło się ono do opisania jakiegoś szczególnego, cenionego dziecka, np. syna Agamemnona, Orestesa. Jak na ironię, to Harry będzie musiał pomścić śmierć zamordowanego rodzica, a nie Dudley.

PROBLEMY

Nazwy własne okazały się być mniej problematyczne, niż sądziłem. Przestrzegałem zasad Herodota starając się uczynić dziwaczne nazwy przypominającymi te pochodzące z greki – niektóre były łatwe: ciotka Marge stała się „Μαργή” [Marge – szalona kobieta w grece], Malfoy to „Μάλακος” [malakos – miękki, mięczak w języku greckim – słowo do dzisiaj używane w nie obraźliwej formie: to wyjaśnia dlaczego wszyscy śmieją się z jego nazwiska}, Crabbe i Goyle zaś otrzymali przydomki „Кάρκινος καὶ Κέρκωψ” [Karkinos kai Kerkops] (przypominający kerkopów – tępych braci schwytanych przez Heraklesa). Ron to ῾Ροών” (Rhoon - raczej uroczy, od greckiego „sad granatu”), mugole to „Μύγαλο” (Mugaloi – z greckiego – polne myszy, dość akuratne w tym przypadku), McGonagall staje się homofonicznym „Μαγονωγαλέα” (Magonogalea - słodka czarownica – zawiera również słowo γαλέη [galea] określające małe zwierzę, np. takie jak kot), a Dumbledore to „Διμπλόδωρος”. Podobnie Quirrell, który stał się „Kiourosem” (z greckiego „skiouros” znaczy wiewiórka). Nazwy domów miały pasować do jambicznego wiersza - piosenki Tiary Przydziału, ale nadal nijako brzmią po grecku. Syriusz Black to „Seiros ho melas”. Kilka imion pochodzi zaś z samej greki (Draco, Hermiona, George, Daedalus) a niektóre można z łatwością przetłumaczyć (Bane to Ateros, a Kieł to Dakos). Hagrid sugeruje greckie Agrios (dziki). Voldemort raczej trafnie stał się Pholidomortosem (Łuska Śmierci – „pholido” to z greckiego łuska, jak u węża, a „mort” oznacza przeznaczenie – tak samo jak łacińskie „mors”, „mortis” – śmierć). Szczególnie jestem dumny z Hogwartu – nie tylko „Hyogoetou” brzmi podobnie do oryginalnej nazwy (swoją drogą jest to przypadek dopełniacza analogicznego jak np. w przypadku „domu Hadesa”). Wyobrażam sobie, że taki właśnie musi być tytułowy Hogwart - jak Tiffin, Bancroft albo Blundell – albo bardziej w stylu edynburskiej publikacji Fette’a albo George’a Watsona). „Hyo” odnosi się do wieprza, a „goetes” to słowo oznaczające czarodzieja. Zręcznie nazwana przez J.K.Rowling w formie kalamburu Ulica Pokątna staje się „ho stenopos diagon” („zaułek prowadzący w jedną stronę”). Harry Potter to „Hareios Poter” („areios” oznacza „należący do Aresa”, boga wojny – to odpowiednie słowo określające młodego wojownika, a „Poter” to greckie słowo oznaczające „puchar” albo „czarę” – przypuszczalnie puchar mądrości, z którego Harry musi się szybko nauczyć czerpać). Inne nazwiska: Weasleyowie wywodzą się od homonistycznego słowa „Εὐισήλιοι” określającego dobrych ludzi o pogodnym usposobieniu. Percy to oczywiście Perseusz, odpowiednik prawego krzyżowca, a Fred to „Φερέδικος” – zwiastun sprawiedliwości. Miłośnik ropuch, Neville Longbottom nosi nazwisko „Νεφελώδης Μακρόπυγος” – imię oznacza „mglisty”. Jego nazwisko rzeczywiście brzmi zabawniej w języku greckim. Parszywek, szczur Rona, zawdzięcza swoje imię łacinie – jest ono bardziej chwytliwe niż greckie. Wstrętny Snape staje się niemal homofonicznym „Σίναπυς”, które wywodzi się od „σίναπυ” – musztardy. Nachalny Irytek Poltergeist to „Ποιφύκτης” – kpiarz, albo ktoś kto się wznosi, zaś Filcha przemianowałem na „Φήληξ”, co z greckiego oznacza „dziką figę” – „oszusta”, ponieważ według Liddella i Scotta dzikie figi chcą nakłonić ludzi do tego, by ci sądzili, że są one prawdziwe. Sympatyczny Flitwick już nie nosi imienia po zapadłej wsi z Bedfordshire, ale ma bardziej pasujące do niego, a podobnie brzmiące – „Φιλητικός” – ktoś sympatyczny. Dudleya nazwałem „Τεύτλιος”, czyli „przypominającego buraka”. Jego chudy kolega, Piers to „Fatso” – analogia względem Małego Johna (takie jak „lucus a non lucendo”* Varra). Wuj Vernon to „Φερνίων”, co w grece jest bardzo zbliżone do „φερνίον” znaczącego „rybny koszyk”. Odnosi się to też do „φερνή”, oznaczającego prywatną własność należącą do żony w małżeństwie. Zdaje się, iż jest to bardzo akuratne „dziobiącej jak kura” pani Dursley.

Specjalne słownictwo. Quidditch stał się „ikarosphairike” (słowo analogiczne do „podosphairike” – piłka nożna oraz „kalathosphairike” – koszykówka – z którymi quidditch jest porównywany). Lukian nazywa filozofa Menippusa Icaromenippusem po jego rzekomej podróży na księżyc – stąd wzięła się moja idea. Kafel brzmi niemal homofonicznie (rodzaj metatezy głoszącej, że Grecy często używają obcych wyrazów) „kolophon”, co oznacza w języku greckim piłkę, a tłuczek to „rhopalosphairion” – piłka przypominająca w swoim zachowaniu maczugę Heraklesa! Pałkarze to „ῥαιστῆρες” – słowem tym określiłem również Młoty, drużynę piłkarską z West Ham, której kibicuje Dean Thomas. Znicz to „phthasteon” – „to, czego należy oczekiwać”. Wyraz ten pochodzi od „phthano”, fantastycznego greckiego czasownika, który nie ma swojego odpowiednika w języku angielski, a który oznacza „zrobię coś, zanim ktoś zda sobie sprawę, że to robię”. Kamień Filozoficzny (zadaję sobie pytanie, dlaczego przed „s” jest apostrof [odnosi się to do brytyjskiego tytułu książki: „Harry Potter and the Philosopher’s Stone” – przyp. tłum.] stał się „he tou philosophou lithos”. Jeśli martwi cię rodzaj, w którym występuje „lithos”, zapewniam cię, że staje się on żeński jedynie w odniesieniu do specjalnego kamienia.
Nowoczesne terminy. O pociągu już wspominałem – inne nowoczesne fenomeny takie jak strzelby, bomby, komputery, magnetofony, zegarki, rowery wyścigowe, motocykle, sygnalizacja świe- tlna i tak dalej, były traktowane w podobny sposób – używałem najstar- szej z nowoczesnej Greki, jaką mogłem znaleźć – najlepiej wywodzącą się z oczywistych klasycznych korzeni – jak „hamaxostoichia”, które Grek skojarzy jako powozy lub wagony w linii. Czasami – w sposób w jaki Herodot wyjaśnia dziwne etniczne zwyczaje – stosuję krótką dygresję, która może pomóc starożytnemu Grekowi zrozumieć zupełnie obcy mu obiekt (np. parkometr). Jestem pewien, że podobnie jak nowożytni Grecy, byłby on bardzo szczęśliwy mogąc nazwać samochód „autokineton” – „coś samojezdnego”, zakładając, że znany był mu rydwan. Ekspres do Hogwartu to połączenie „okyporos hyogoetike” z „hamaxostoichia”, co jest zupełnie zrozumiałe, wobec czego stał się „Stauros Basileios”. Telefony i telewizory korzystają z greckiego przedrostka „τηλε-”. Czytelnicy nie powinni mieć problemów z takimi określeniami jak „βιβλιόφυλαξ” („bibliotekarz”) czy δίοπτρα (μηνοειδῆ) („okulary – pół księżyce”) ani „σβεντήριον” („włącznik – wyłącznik” – Wygaszasz).

Problemy kulturowe. Było ich sporo, a jeden z bardziej oczywistych dotyczył relacji – patriarchalni Grecy naprawdę nie skupiali się na takich powiązaniach rodzinnych jak siostra matki (co, oczywiście, jest bardzo ważne dla Harry’ego), ponieważ poślubiona grecka panna miała bardzo nikły kontakt z jej dotychczasową rodziną. Istnieje natomiast słowo określające ciotkę – siostrę ojca, ale jest ono bardzo rzadkie. Jednakże Grecy mają słowo dla „kobiet, których mężowie są braćmi” – „einateres” – bo to może być ważne, jeśli jeden z braci zmarł. Wuj Vernon opisany jest jako człowiek pragnący jedynie wysłuchać wiadomości – byłby bardzo szczęśliwy mając własną, męską samotnię! Nie ma niewolników – nawet jeśli Harry jest traktowany gorzej niż niewolnik w ateńskim domu; Petunia zdradza, że uważa imię Harry’ego, jak to określiłem w swoim tłumaczeniu, za „paskudną zwyczajową nazwę” - „ἄμουσον καὶ δουλοπρεπές”. O dziwo, system sowiej poczty jest znacznie bliższy starogreckiej praktyce polegającej na przekazywaniu komuś listu do ręki i mówieniu, do kogo ma zostać on dostarczony.

Czas był inny – Greków mało interesowało „mówienie o czasie”, chociaż mieli urządzenia do pomiaru, ile go upłynęło (np. wodne zegary dla taktowania wypowiedzi). Nie dbali też o minuty, nie mówiąc już o sekundach! Najbliższe w dochodzeniu do konkretnego czasu są wyrażenia Tukidydesa na temat „czasu, w którym miejsce targowe zaczyna się wypełniać” lub na temat „czasu, kiedy woły zaczynają wracać do domu z pastwiska”. (Przypomniało mi się, że „nie ma słowa po irlandzku, które wystarczająco określałoby pilny charakter słowa „mañana”). Podobnie jest z miesiącami i latami – „Ollivanderowie, wytwórcy różdżek od 382 roku przed nową erą”. Rok 382 przed nową erą tłumaczy się jako „gdy Evander był jeszcze archontem”, co jest całkiem zgrabne, lecz daty nowej ery muszą być określone w bardziej konwencjonalny sposób. Każde greckie miasto miało swój własny system miesięcy, wobec czego użyłem rzymskiego, który znamy, ażeby uniknąć kompletnego zamieszania!

I kolory – w niewielkim stopniu docenia się sposób w jaki języki dzielą się zgodnie z częstotliwością widzialnego światła– nasz czerwony, pomarańczowy, żółty itd. jest oczywiście całkowicie arbitralny – częstotliwość jest ciągła. Grecy mieli bardzo mało prawdziwych słów określających kolory – homerowskie opisy morza „o winnym wyglądzie, o winnym obliczu” to typowe omówienia (jeśli mają znaczenie w rzeczywistości, to tradycyjne „ciemne jak wino” jest romantyczną sugestią). Trzeba zatem zauważyć, że mamy do czynienia z różnymi żółciami, odcieniami niebieskiego, zieleniami i innymi kolorami, które J.K.Rowling tak lubi – szczególnie różowym (Rzymianie wymyślili to słowo – pochodzi od „puniceus”, kartagiński/punicki kolor – który był wynikiem barwienia tkaniny przy użyciu muszli morskiego mięczaka, którego gatunek pozostaje nieznany. Niemniej, to właśnie był dla cesarzy „fiolet”– z pewnością o niewłaściwym kolorze jak na rumieniec Dudley’a czy określający jego dziecięce zdjęcia). Wobec tego trzeba tolerować określenia takie jak „w kolorze kurzu” jako szarość, „fioletowej barwy” jako fioletowy, „w kolorze żaby” albo „w kolorze pora” jako zieleń (dla których Grecy naprawdę nie mieli wspólnego słowa).
Jedzenie jest jednym z głównych problemów Harry’ego i jego przyjaciół – podobnie jak w przypadku Odyseusza – zarówno cierpieli z powodu niedostatku jak i zamierzali w pełni wykorzystać każdą okazję do jedzenia. Dieta Harry’ego, trzeba przyznać – daleka jest od idealnej, w której skład wchodzi pięć posiłków składających się z owoców i warzyw. Je głównie słodycze, lody i od czasu do czasu hamburgery. Nawet Dumbledore, król filozofii w Hogwarcie, jest uzależniony od słodyczy – czy ktokolwiek jest w stanie wyobrazić sobie Sokratesa albo Platona ssących cytrynowe dropsy? Grecy odżywiali się zgodnie z prostą, zdrową dietą zawierającą pieczywo, warzywa i owoce, spośród których żadne (poza ziemniakami pod każdą postacią) nie były dostępne w Hogwarcie. W istocie jednym z najbardziej obrzydliwych smaków Fasolek Wszystkich Smaków Bertiego Botta był smak kiełków! J.K.Rowling nie zachęca swoich czytelników do jedzenia zieleniny. Dursleyowie każdego ranka mają smażone śniadanie – zarówno jajka jak i mleko są im codziennie dostarczane – dlaczego więc Harry jest taki niewymiarowy? Święta – trzy wymienione w HP1 – są znacznie bardziej uroczyste i wspaniałe niż cokolwiek, co Arystofanes mógłby sobie wyobrazić – nawet, gdyby pobudzić go do wyobraźni, odbierając mu czasy wojny. Jeden albo dwa problemy wymagały szczególnej pomysłowości – błahostką okazała się być „ζωμὸς ᾽Αγγλικός” („zuppa inglese”!), a prawoślaz stał się „μαλάκη ἑλώδης”.

Ubrania są, co oczywiste, szczególnie problematyczne. Grecy nie nosili spodni, kurtek, płaszczy, a co najistotniejsze – nie mieli kieszeni. Płaszcz Hagrida z mnóstwem kieszeni byłby tajemniczą rzeczą budzącą podziw. Na szczęście mundurek szkolny w Hogwarcie składa się z peleryn, które Grekom były bardzo dobrze znane. Ale spodenki i frak noszony przez Dudleya w Smeltingu…

Środowisko naturalne Morza Śródziemnego: od tego trzeba zacząć – nie ma w języku greckim takiego słowa jak „ligustr” określający Privet Drive [„privet” z języka angielskiego znaczy „ligustr” – polski tłumacz nie zdecydował się przełożyć tej nazwy, dlatego w polskim wydaniu pozostaje „Privet Drive” – przyp. tłum.], więc musiałem go zastąpić równie nieciekawym śródziemnomorskim krzewem – mirtem. (Oczywiście, Grecy nie numerowali swoich domów ani nie nazywali ulic – pierwsze zdanie książki jest najbardziej problematyczne w całej książce!). Puszczyki i sowy śnieżne również są w Grecji nieznane, ale Grecy mieli kilkanaście, albo i więcej słów określających sowy, ale trudno przypisać je do konkretnych gatunków: naukowcy nazywają pójdźkę zwyczajną – symbol Ateny – właśnie Ateną – na jej cześć. Hedwiga to „Glaux”, najbardziej popularne starożytne słowo, które ma idealne zastosowanie również w stosunku do „athene noctua”, czyli pójdźki zwyczajnej (Homer określił Atenę jako „glaukopis”, co oznacza prawdopodobnie „sowia twarz”, a nie „szarooka” czy „jasnooka”. Pójdźka zwyczajna mogłaby wywołać mniejsze emocje u mugoli w metrze). Dlatego Hedwiga stała się „Hedyiktin”, co znaczy „słodki latawiec”, co bardzo mi się podoba. Zdaje się, że w grece nie ma też słowa „borsuk” – trudna sytuacja dla Puchonów – Grecy najprawdopodobniej używali słowa „galea” dla określenia wszystkich, bez wyjątku, małych i średnich zwierząt. I nie rozróżniali myszy od szczurów – oba gatunki to „mus” (wybacz, Parszywku!). Wydaje się też, że jest problem z płcią u niektórych zwierząt – wszystkie koty są rodzaju męskiego (tak jak wszystkie niedźwiedzie są żeńskiego) – co przynosi jeszcze większą niespodziankę, gdy McGonagall przemienia się przy Dumbledorze. Płeć pani Norris pozostała żeńska (bynajmniej, nie z powodu kastracji!).

No i mamy jeszcze odgłosy: starożytny Grek miał z jedno albo dwa słowa, którymi określał każdy rodzaj odgłosu: od trzasku do puknięcia, od huku do szelestu, od trąbnięcia do skrzypnięcia i od łomotu do kliknięcia – to znacznie utrudnia życie. Musiałem unikać zbyt częstych porównań z Etną – to był chyba jedyny tak głośny hałas słyszany kiedykolwiek w starożytnym świecie! Nieco patetycznie użyłem go dla określenia magicznej petardy z rozdziału dwunastego, która „wybuchła ze straszliwym hukiem”. Musimy przyjąć za pewnik, że w języku angielskim jest bardzo wiele słów dla określenia różnych rodzajów i intensywności dźwięków.

Piosenki i wiersze: w oryginale, w większości są to nieporadne rymy, jak np. w piosence Tiary Przydziału czy w „hymnie szkoły” („Pieprzo-Wieprzy Hogwart”). W języku greckim nie ma czegoś takiego – albo wiersz jest zdyscyplinowany, albo go nie ma. Z pełną skromnością, uważam, że piosenki J.K.Rowling zostały znacznie ulepszone w tłumaczeniu, poprzez przerobienie ich na jambiczny albo elegijny dystych.

Odniesienia do mitologii: Puszek, trzygłowy pies, to oczywiście Cerber.

* starożytny żart odnoszący się do czegoś, czego nie ma – w tym przypadku chodzi o chudego Piersa, którego imię w przekładzie sugeruje, iż jest on gruby.

-----

Tekst autorstwa Andrew Wilsona w języku angielskim można przeczytać TUTAJ.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz