J.K.Rowling i polskie akcenty (wersja uzupełniona)

Tekst pierwotnie opublikowany 22 maja 2014 uzupełniony 6 stycznia 2016.

Chyba nic nie cieszy tak bardzo jak odnalezienie w twórczości ukochanego autora wzmianek na temat własnego kraju. Może i jestem odosobniony w takim myśleniu, ale zawsze gdy J.K.Rowling napisała coś o Polsce, czułem jak ogarnia mnie ciepło. Było tak przynajmniej w czasach, kiedy pisała książki o Harrym Potterze, ponieważ później, poza ciepłem, które nadal mnie ogarniało, gdy tylko natrafiłem w jej twórczości na wzmiankę dotyczącą naszego kraju bądź rodaków, budziły się we mnie obawy. Obawy te wynikały z tego, że J.K.Rowling najwyraźniej nie ma zielonego pojęcia na temat Polski i Polaków, co niejednokrotnie udowodniła w swoich dziełach popełniając w nich gafy, które mogą bawić bądź zniesmaczać. Dziś skupię się na wszystkich polskich odnośnikach w dorobku brytyjskiej pisarki.

Polska po raz pierwszy pojawia się na kartach powieści o Harrym w czwartej odsłonie septologii, „Harrym Potterze i Czarze Ognia”. Wówczas to znakomity bułgarski szukający, Wiktor Krum, decyduje się na wykonanie pewnego ryzykownego zagrania – Zwodu Wrońskiego. Józef Wroński to polski szukający, który doczekał się nie tylko wzmianki w „Czarze Ognia”, ale i w „Quidditchu przez wieki”, w którym J.K.Rowling napisała:

„(…) polski zespół Goblinów z Grodziska szczyci się znakomitym szukającym, Józefem Wrońskim, którego nowatorskie kombinacje i zwody znane są na całym świecie.” Sam Zwód Wrońskiego również został opisany w dedykowanej quidditchowi książeczce. Czytamy w niej:

„Szukający nurkuje z zawrotną szybkością ku ziemi, udając, że w dole zobaczył znicza, ale w ostatniej chwili hamuje i podrywa się w górę. Celem manewru jest skłonienie szukającego przeciwników do naśladownictwa w nadziei, że nie zdąży wyhamować i trzaśnie w ziemię. Nazwa pochodzi od słynnego polskiego szukającego, Józefa Wrońskiego”.

O przykrych konsekwencjach nieudanego Zwodu przekonał się członek reprezentacji narodowej Niemiec, Thorsten Pfeffer, który w meczu przeciwko Walii w MŚ Quidditcha w 2014 roku, zbyt późno poderwał swoją miotłę, co zakończyło się bardzo groźnym wypadkiem i złamaniem wielu kości (źródło: Pottermore).

Kolejne polskie akcenty pojawiają się w piątej odsłonie cyklu. W „Zakonie Feniksa” pojawia się wzmianka o ścigającym pochodzącym z naszego kraju – Władysławie Zamojskim. Jego nazwisko pada, gdy opisywana jest spektakularna obrona Rona podczas treningu:

„Podczas jednego z pamiętnych treningów zwisł z miotły, trzymając się jej tylko jedną ręką, a mimo to kopnął zmierzającego do jego bramki kafla tak mocno, że piłka poszybowała przez długość całego boiska i przeleciała przez sam środek pętli po drugiej stronie. Reszta drużyny uznała to za wyczyn porównywalny z tym, czego ostatnio dokonał Barry Ryan, bramkarz reprezentacji Irlandii, znalazłszy się sam na sam z najlepszym polskim ścigającym, Władysławem Zamojskim”.

W tej samej książce Hagrid opowiada o swojej podróży przez Polskę:

„Na polskiej granicy nadzialiśmy się na parę zbzikowanych trolli (...).”

Tak wyglądała Polska i Polacy w „Harrym Potterze” – przedstawiani na ogół w kontekście quidditcha, okazywali się być zawodnikami najwyższej klasy, choć o nieco staromodnych imionach: choć moda na stare imiona powraca, raczej niewielu młodych ludzi nazywa się Józef bądź Władysław. Niemniej, pisarka wykorzystała tradycyjne imiona używane w naszym kraju. Może i była to taktyka zachowawcza, ale skuteczna. Szkoda, że nie skorzystała z niej później…

Poza „Czarą Ognia” i „Zakonem Feniksa”, w samym kanonie nie pojawiają się już żadne wzmianki o naszej ojczyźnie. Nie pojawiają się one również w „Trafnym wyborze”, co może dziwić, zwłaszcza, że opisywane miasteczko Pagford mieści się stosunkowo niedaleko od Londynu, w którym mieszka mnóstwo Polaków. Ale to pisarz jest bogiem stworzonego przez siebie świata i nie ma powodów, by mieć J.K.Rowling za złe to, że nie wprowadziła żadnej polskiej postaci do fabuły. Tym bardziej, że zrobiła to w przypadku swojej następnej książki – napisanego pod pseudonimem „Robert Galbraith” – „Wołania kukułki”. Tutaj mamy do czynienia z bardzo ciekawą historią, a mianowicie z historią o tym jak polska tłumaczka książki, Anna Gralak, uratowała pisarkę. W tekście powieści pojawia się postać Lucynki, sprzątaczki z Polski, której angielski – delikatnie mówiąc – nie jest najwyższych lotów:

„[Strike] przesunął się. (…):
- Prowadzę śledztwo – powiedział. Potem przypomniał sobie, co mówił Eric Wardle: Lucynka strasznie kaleczyła angielski.
- Jestem detektywem – spróbował jeszcze raz.
- A. Detektyw.”


Tekst wygląda całkiem normalnie, prawda? Ale nie jest taki dzięki J.K.Rowling, lecz dzięki polskiej tłumaczce, która najwyraźniej nie chciała, by w Polsce wyśmiewano się z pisarki. Przyjrzyjmy się angielskiemu oryginałowi, a raczej jego polskiemu brzmieniu, gdyby Anna Gralak nie wprowadziła zmian:

„Strike przesunął się. (…):
- Jestem detektywem – powiedział. Potem przypomniał sobie, co mówił Eric Wardle: Lechsinka strasznie kaleczyła angielski.
- Kimś w rodzaju policjanta? – spróbował jeszcze raz.
- A. Policja.”


Wniosek: polska sprzątaczka ma na imię Lechsinka i nie zna znaczenia słowa: „detective”. Widząc ten tekst po raz pierwszy byłem autentycznie przerażony. I odrobinę zniesmaczony. Słynąca z drobiazgowego planowania Rowling, popełniła karygodne błędy. A wystarczyło przecież spojrzeć tylko do tłumacza online, żeby przekonać się, że angielski „detective” jest bardzo podobny do polskiego „detektywa”. Kwestię imienia przemilczę. Na ogół jestem przeciwny temu, by tłumacz ingerował w przekładany tekst i zmieniał go, niemniej w tym przypadku jestem wdzięczny Annie Gralak za ingerencję. Szkoda tylko, że w tej chwili właśnie zniweczyłem jej zamiary i sprawiłem, że wielu Polaków pozna prawdę. Jak widać nikt nie jest doskonały i nieomylny – nawet J.K.Rowling.

Warto jednak zaznaczyć, że Lechsinka / Lucynka, doczekała się najbardziej rozbudowanego opisu ze wszystkich Polaków i kwestii polskich, o których Jo kiedykolwiek napisała. Tak pisarka opisała sprzątaczkę z Polski:

„Pod ich nieobecność zjawiła się drobna młoda blondynka. Miała na sobie różowy fartuch, dżinsy i koszulkę. (…) Lucynka była niska i bardzo ładna w zadziornym, dziewczęcym stylu. Twarz miała raczej płaską, nos zadarty i słowiańskie oczy.”

Stare powiedzenie głosi, że „najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”. Nawet J.K.Rowling nie może zignorować wdzięku i seksapilu Polki:

„Dziewczyna obdarzyła Robin i Strike’a lekkim miłym uśmiechem. Wilson (…) podał Lucynce klucz, a ona ruszyła po schodach, kołysząc wiadrem i kusząco kręcąc wypiętym tyłkiem w obcisłych dżinsach” – a ponoć występ naszej reprezentacji na tegorocznej Eurowizji wzbudził niesmak w Brytyjczykach, pytanie tylko: dlaczego? Przecież sam opis polskiej dziewczyny w „Wołaniu kukułki” wręcz epatuje seksem. Cóż zatem tak oburzyło mieszkańców Wysp w zachowaniu Słowianek, skoro J.K.Rowling opisała wzorzec w swojej książce już rok wcześniej? Na szczęście autorka „Harry’ego Pottera” nie poprzestała w swoich opisach Polki jedynie na tym, że po pierwsze: jest sprzątaczką, po drugie: kusi tyłkiem i po trzecie: nie zna języka kraju, w którym pracuje i mieszka… Z tekstu książki dowiemy się, bowiem, jeszcze iż: „miała szczere, niewinne spojrzenie” oraz, że bez względu na wszystko, traktuje swoje obowiązki bardzo poważnie:

„(…) Kiedy sprzątaczka zrozumiała, o co chodzi, nie miała jednak najmniejszych oporów przed rozmową, byleby nie musiała przerywać układania ubrań.”

Kolejne tomy serii poświęconej prywatnemu detektywowi również zawierają polskie akcenty. Niestety, w "Jedwabniku" polski wątek jest mało chwalebny, a dotyczy rzeczywistego meczu, który 20 listopada 2010 roku rozegrali między sobie Arsenal i Tottenham. Faworytem spotkania był Arsenal, który od 17 lat nie zaliczył porażki z Tottenham. W bramce Arsenalu stał Polak, Łukasz Fabiański. Do końca pierwszej połowy meczu faworyci wygrywali 2:0. Sytuacja dramatycznie zmieniła się w drugiej połowie.

"Było dwa dwa. Nie mógł uwierzyć [Strike - przyp. red.], że Spursom [Tottenham Hotspur - przyp. red.] udało się wyrównać. Przerażony odrzucił maszynopis na bok. Obrona Arsenalu rozpadała się na jego oczach. Powinni byli wygrać ten mecz. Mieli być najlepsi w lidze. 
- K***A! - wrzasnął Strike dziesięć minut później, kiedy uderzona głową piłka poszybowała nad Fabiańskim. 
Spursi wygrali". 

Z kolei w trzeciej odsłonie serii, "Żniwach zła", "detektyw znalazł się w brudnym pociągu metra, w otoczeniu gawędzących polskich robotników, świeżych i pełnych werwy o siódmej rano".

Temat „polskości” w twórczości J.K.Rowling, powrócił także w tekstach napisanych dla Pottermore – Polska i Polacy ponownie pojawili się w kontekście quidditcha. Polski zespół zakwalifikował się do gry w Finałach Mistrzostw Świata Quidditcha 2014, w których przegrał w pierwszym starciu z Japonią różnicą punktów 350 do 140. Pisarka opisała naszą reprezentację jako pełną werwy i dynamiczności, lecz pozbawioną doświadczenia, z racji tego, iż tworzą ją młodzi zawodnicy. Niemniej w relacji meczowej, zwraca uwagę na jednego z naszych graczy, którego nazwisko może budzić kontrowersje:

„Warto przyjrzeć się polskiemu Szukającemu, Władysławowi Wolfke: odważnemu i pełnemu wdzięku lotnikowi, który miał nieszczęście przegapić Znicza na początku gry, a później, w pięćdziesiątej dziewiątej minucie, został nieznacznie pokonany przez utalentowaną Noriko Sato”.

W tym tekście pojawia się coś, co sam nazywam „problemem Lechsinki” – polski zawodnik otrzymuje zupełnie niepolskie nazwisko, choć – na szczęście – pisarka zachowawczo zdecydowała się nadać mu imię: „Władysław”, dzięki czemu unika kompromitacji. Nie uniknie jej jednak w przypadku innego polskiego zawodnika, o którym pisała w zapowiedzi tegorocznych rozgrywek:

„Oskarżenia, że polski szukający, Bonawentura Wójcik, jest w rzeczywistości znanym włoskim szukającym, Luciano Volpi, którego przemieniono, zostały obalone, kiedy Luciano Volpi zgodził się wziąć udział w konferencji prasowej z udziałem Wójcika.”

Nie wiadomo jednak, czy Bonawentura Wójcik przestał być szukającym ze względu na swoje imię, czy też J.K.Rowling popełniła błąd opisując dwóch polskich szukających w kontekście tegorocznych Mistrzostw.

Quidditch, sprzątaczka, felerny mecz, robotnicy i zbzikowane trolle – Polska pozostawiła swoje piętno w twórczości J.K.Rowling – i dobrze, bo cieplej się na sercu robi przy wynajdywaniu takich polskich akcentów. Kontrowersje wzbudza natomiast fakt, że pisarka nie ma o nas bladego pojęcia i często podchodzi do naszych rodaków stereotypowo. W swoich tekstach wykorzystuje imiona staromodne, bądź po prostu dziwne: Władysław, Józef, Lechsinka i Bonawentura… Dziwi również fakt braku konsekwencji, jeśli chodzi o pisownię polskich imion i nazwisk. Odniosę się tutaj do pisowni oryginalnej: w piątym tomie stykamy się z Ladislawem Zamojskim, podczas gdy w Pucharze Świata 2014 po naszej stronie gra Wladyslaw Wolfke. Poza tym poznajemy Josefa Wronskiego. Brak polskich znaków nie byłby problemem, gdyby Jo konsekwentnie zapisywała imiona i nazwiska po angielsku, ale zerwała z tą tradycją przedstawiając nam na łamach Pottermore Bonawenturę Wójcika.

I bądźmy tu mądrzy i piszmy wiersze. Albo napiszmy wspólnie list do Jo, którego funkcją będzie wyedukowanie naszej ukochanej pisarki w kwestii polskich imion i nazwisk, bo choć jest ona niewątpliwie czarodziejką w swoim świecie magii, to w kwestii Polski jest totalną mugolką.


Cytaty pochodzą z:
- „Harry Potter i Czara Ognia”, Media Rodzina, tłum. Andrzej Polkowski
- „Harry Potter i Zakon Feniksa”, Media Rodzina, tłum. Andrzej Polkowski
- „Quidditch przez wieki”, Media Rodzina, tłum. Andrzej Polkowski
- „Wołanie kukułki”, Dolnośląskie, tłum. Anna Gralak
„Jedwabnik”, Dolnośląskie, tłum. Anna Gralak
- „Żniwa zła”, Dolnośląskie, tłum. Anna Gralak
- Pottermore, tłumaczenia własne
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

6 komentarze:

  1. Nie pamiętam niestety, w której to było części (czytałam je jako dziecko), ale istnieje jeszcze jedna wzmianka o Polsce. Była w niej mowa o szukaniu olbrzymów oraz o tym, że żyją one również w Tatrach. A skoro wymienione było górskie pasmo, to zapewne chodziło zarówno Słowacką jak i Polską część tychże gór ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czepiałabym się staromodnych imion gdyż
    1) Akcja książki rozgrywa się latach dziewięćdziesiątych, w którym to czasie wspomniane osoby są już dorosłe
    2) Postacie z HP również mają niecodzienne i staromodne imiona, wystarczy spojrzeć na Weasleyów. Jest to typowa cecha tego klimatu. Chociaż z Bonawenturą to naprawdę przesada lekka xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ekscytowałabym się tym zwodem Wrońskiego, bo tak naprawdę ma on raczej negatywne konotacje - jest to manewr na granicy nieczystości, a na pewno nie stosują go ci "dobrzy", a tylko zawodnicy z dalekich i "dzikich" krajów jak Polska czy Bułgaria. Przecież szanująca się drużyna nie postąpiłaby tak, żeby przeciwnik się roztrzaskał o ziemię. Tak naprawdę Rowling i jej stosunek do krajów leżących na wschód od Niemiec jest karygodny.

    OdpowiedzUsuń
  4. W "Jedwabniku" również jest polski akcent :) Rowling wspomina o Fabiańskim na str. 114 gdy Strike ogląda mecz arsenalu ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, w "Karierze zła" również pojawia się polski wątek :) Trzeba będzie zaktualizować tekst :)

      Usuń
  5. Co do Józefa czy Władysława to będę trochę bronił Rowling,bo pisze ona o historii quidditcha,więc imiona nie muszą być modne w dzisiejszych czasach.Myślę,że JK wzorowała się personaliach polskiej szlachty i stąd Zamojski i Bonawentura.Co do tego imienia to pasuje do świata czarodziejów. Ginny to też zdrobnienie od imienia Ginewra,a współczesne Brytyjki raczej się tak nie nazywają.Jeśli chodzi o Ladislawa czy raczej Ladislava to imię używane w Czechach i na Słowacji. Angielska Wikipedia informuje,że to inny wariant imienia Vladislav,więc pewnie dlatego się Jo myślała,że może też napisać tak. Lechsinka to faktycznie straszna wpadka ale jak oswoiłem się trochę z tym imieniem to mi się spodobało. Kojarzy mi się z Lechistanem więc brzmi polsko. Dziwię się,że autor nie zwrócił uwagi na nazwę "Golbliny z Grodziska". Kluby sportowe w Polsce się tak nie nazywają,to taka amerykańska nazwa coś jak Pittsburgh Penguins.

    OdpowiedzUsuń