Bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. "Harry Potter" nr 77

Jeszcze do niedawna sądziłem, że wiem jak zakończy się nasza kolekcja i która książka stanie na półce jako ostatnia pośród wszystkich pozostałych wydań „Harry’ego Pottera” ze świata. Dziś już wiem, że rzeczywistość wygląda inaczej, a ta która miała dołączyć do zbioru jako ostatnia, już dziś zajmuje należne jej miejsce na jednej z naszych półek.

Ale nim przejdę do konkretów, pochwalę się naszym wcześniejszym sukcesem, o którym jeszcze nie było okazji powiedzieć. Zwykle jest tak, że jeśli już mamy książkę w danym języku, nie poszukujemy innych, jednakże sytuacja z wydaniem wietnamskim jest wyjątkowa. Posłuchajcie.


Dawno, dawno temu bardzo chciałem zdobyć „Harry’ego Pottera” z Wietnamu, ale było to w czasach, kiedy najtańsza książka stamtąd kosztowała ok. 150 zł, a i dostęp do niej nie był łatwy. Wówczas zdecydowałem się na tańszy zakup i wybrałem trzy razy tańsze „Baśnie barda Beedle’a”. Tak czy siak – jest to książka z uniwersum „Harry’ego Pottera” i napisana przez J.K.Rowling. Tylko dwa razy zdecydowałem się na takie posunięcie – drugim przypadkiem była translacja koreańska. I tym razem zdecydowałem się na „Baśnie barda Beedle’a”. Ale te sukcesy, nie ukrywajmy, nie są moimi ulubionymi i wiedziałem, że któregoś dnia, razem z Natalią, ustawimy na półce wietnamskie i koreańskie wydanie „Harry’ego Pottera”, a „Baśnie” potraktujemy jako miły dodatek do całego zbioru. Można sobie zatem wyobrażać naszą radość, kiedy anonimowy Darczyńca z Wietnamu przysłał nam „Kamień Filozoficzny” po wietnamsku! I choć żadne z nas nie jest sympatykiem brytyjskiej „Signature’s edition”, to wietnamskie wydanie w rzeczonej edycji bardzo nam przypadło do gustu. Wszakże jest jedyne i niepowtarzalne w naszym zbiorze. Jeszcze raz bardzo dziękujemy za książkę!

A teraz wróćmy do triumfu dnia dzisiejszego, albowiem ma on olbrzymie dla nas znaczenie. Jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko naszego celu i jeszcze nigdy sytuacja nie była tak klarowna. Walenckie, galicyjskie czy indonezyjskie? Dwie książki z Europy, a konkretnie z Hiszpanii, i jedna z Azji.

Ta książka wymykała mi się z rąk od 2011 roku. Ciążyło nad nią jakieś fatum. Kiedy już ją zamówiłem, okazało się, że jest niedostępna. Kolejne zamówienie bardzo się opóźniało, aż w końcu zrezygnowałem z niego. Następna próba – podjęta z Natalią – okazała się być fiaskiem. Zaczęło do mnie docierać, że na tę translację przyjdzie nam czekać do samego końca. Myliłem się.

Dziś dotarło do nas galicyjskie wydanie „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego”!

Prezentująca się w ładnej, hiszpańskiej okrywie książka z tytułem zapisanym w stylu gotyckim, w końcu musiała nam ulec. Jest to kolejne tłumaczenie z Hiszpanii, jednakże do nas trafiło prosto z Włoch. Do tej pory w naszej kolekcji znalazły się edycje: kastylijska, katalońska, baskijska i asturyjska. Ostatnim „brakiem” na liście jest walencka adaptacja wydania katalońskiego, której już nie możemy się doczekać, pomimo, że – co podkreślałem już wielokrotnie – nie stanowi ona dla nas wisienki na torcie, lecz „zło konieczne”. W przeciwieństwie do zdobytego dzisiaj „Harry’ego” w języku gallego, oczywiście. Za ciekawostkę można uznać, że język portugalski uważa się za młodszą odmianę właśnie języka galicyjskiego, która wyodrębniła się na skutek odłączenie się hrabstwa Portucale od Galicji w średniowieczu. Oczywiście, język portu- galski przeszedł długą drogę, by przybrać ostatecznie formę znaną nam (lub nieznaną) w dzisiejszych czasach. Niemniej, podobieństwo między gali- cyjskim, a portugalskim jest, co widać choćby po tytule książki (jest on identyczny), choć niewątpliwy trzon stanowi tutaj język kastylijski (potocznie zwany hiszpańskim). Rozsądzenie kwestii, któremu z tych języków bliższy jest galicyjski, pozostawmy, jednakowoż, ich znawcom.

77 edycji w 74 tłumaczeniach. Ponad 150 książek. I tylko dwie do końca (choć od 12 maja znowu będziemy poszukiwać trzech wydań, albowiem to właśnie na ten dzień zaplanowana jest publikacja edycji w telugu). Nie będę zrzucał na los obowiązku pokazania nam, która książka dotrze do nas jako kolejna, ponieważ podjęliśmy już stosowne kroki, które już w najbliższym czasie powinny przynieść oczekiwane rezultaty. Chociaż i tak nie wiadomo, czy los znowu nie zechce zagrać nam na nosie i spłatać figla. I wbrew pozorom – nie narzekamy z tego powodu. Drobne komplikacje zwiększają apetyt, a im bardziej człowiek się natrudzi, tym lepiej smakuje sukces.

To gdzie skończymy? W Europie czy w Azji?
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz