"Lily Muniowska i Azerski Sukces"

Wpis ten dedykuję dwóm najważniejszym osobom w moim życiu, które każdego dnia uczą mnie cieszyć się drobnostkami i chwilami, gdyż to one sprawiają, że życie jest prawdziwie piękne.

Nigdy w życiu tak się nie stresowałem. Nie mogłem usiedzieć w miejscu, a wszystkie moje luźne myśli odpłynęły gdzieś, bądź zbiły się w jedną myśl nie pozwalając mi tym samym choćby i na moment, oderwać się od rzeczywistości. Ten dzień nie był łatwy – ani dla mnie, ani dla mojej Natalki, ale to właśnie on zapisał się w naszej pamięci i sercach jako najważniejszy w życiu. 21 kwietnia 2014 roku o godzinie 12:25 przyszła na świat i wtedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Wtedy też po raz pierwszy usłyszałem jej krzyk. Musiało jeszcze minąć trochę czasu, byśmy mogli w trójkę cieszyć się swoją obecnością, lecz kiedy już przyniesiono ją nam na salę pooperacyjną, wiedzieliśmy, że bardziej szczęśliwi nie możemy być. Nasza kochana Lily była już z nami. Doskonała w każdym calu, w wyśmienitej formie i bardzo zadowolona z przyjścia na świat, w którym – choć niektórzy w to wątpią – naprawdę istnieje magia. Tę najprawdziwszą i najpotężniejszą znała już od miesięcy, a teraz jeszcze bardziej jej doświadcza z naszej, i nie tylko naszej, strony.

Nie może umknąć uwagi imię, które wybraliśmy dla naszej córeczki – Liliana. Zdecydowaliśmy się na nie, gdyż w „Harrym Potterze” nosiła je osoba, która jednoznacznie kojarzy się z bezgraniczną miłością i dobrocią. A poza tym – czyż to imię nie jest piękne? I magiczne?

Długo mógłbym się rozpisywać na temat naszej Lily, opowiadać o jej minkach, o jej niewiarygodnym wręcz spokoju i wspaniałych więziach między nami, ale nie chciałbym, by kiedyś – za kilkanaście lat, zarzuciła mi, że publikuję dane dotyczące jej prywatnego życia. Jakby nie patrzeć, to mały człowieczek, który ma prawo czegoś sobie życzyć lub nie życzyć.

Na pewno, jednak, chciałbym z całego serca podziękować w tym miejscu najważniejszej osobie w moim życiu – osobie, bez której nie byłoby teraz z nami tego małego szkraba: dziękuję mojej Natalce, bardzo dzielnej i odważnej kobiecie, z której jestem niezwykle dumny i która jest moim wzorem. Wszakże, dosłownie, dała się pokroić z miłości. Jesteś wspaniałą kobietą i cudowną Matką – dziękuję Ci za to, że to mnie wybrałaś i to mnie ofiarowałaś swoją Miłość, którą z lubością raczę się każdego dnia. Kocham Was z całego serca!

KOLEKCJA TEŻ KWITNIE I SIĘ ROZWIJA

Długo zastanawiałem się nad tym czy nie podzielić tego wpisu na dwa, albowiem tematy, które poruszam dziś są dla siebie tak skrajne i odległe, że bardziej już być nie mogą. Ale specjalna dedykacja tego wpisu nie pozwala mi na to. Dlaczego? Już wyjaśniam. W poniedziałek spotkało mnie największe na świecie szczęście, radość nieporównywalna do niczego innego. Nigdy nie byłem tak szczęśliwy. Jednak byłbym prawdziwym niewdzięcznikiem, gdybym radował się „tylko” z tak dużych „rzeczy” i byłoby to wbrew słowom dedykacji. We wtorek otrzymaliśmy kolejną dawkę szczęścia – nie będę tutaj dawkował, ile szczęścia dostaliśmy w poniedziałek, a ile we wtorek, bo nie w tym rzecz – pocztą nadeszła oczekiwana przesyłka, która jest kolejnym krokiem zbliżającym nas do sukcesu kolekcjonerskiego. Zaadresowana pięknym pismem koperta z naklejonymi na niej dwudziestoma znaczkami zawierała w sobie książkę, która jeszcze do niedawna sprawiała nam drobny kłopot. Długośmy poszukiwali odpowiedniego źródła, a gdy w końcu się udało namierzyć azerskiego „Harry’ego Pottera”, z Azerbejdżanu dotarła do nas nie ta książka, którą zamawialiśmy! Jest, bowiem, tak, iż w Azerbejdżanie niedawno pojawiło się nowe wydanie „Harry’ego Pottera” z zupełnie nową okładką dla dorosłych. Do tej pory w tamtejszych księgarniach dostępny był jedynie „Harry Potter” z – nie ukrywajmy – tandetną okładką „dziecięcą” i dopiero w minionym roku opublikowano dużo atrakcyjniejszą z wyglądu edycję. Problem polegał na tym, że jakkolwiek staraliśmy się znaleźć w sieci tę ładną edycję, wszędzie, gdzie była ona dostępna, księgarnie odmawiały wysyłki do Polski. Ostatecznie, już nieco sfrustrowani, zdecydowaliśmy się na zakup standardowego wydania – wszakże nie ważne jak wygląda, byleby było w języku azerskim.

Czekaliśmy na przesyłkę i czekaliśmy. Wręcz doczekać się nie mogliśmy. I wreszcie we wtorek, kiedy byłem w szpitalu z moimi kobietami, zadzwoniła teściowa mówiąc, że przyszła książka z Azerbejdżanu. Zadowoleni poprosiliśmy, by ją przywiozła do szpitala, żeby Nacia mogła ją zobaczyć, nim wróci do domu. Ze sporą ciekawością rozdarliśmy papier i okazało się, że wcale nie otrzymaliśmy zamawianej książki! To znaczy – tak jakby nie otrzymaliśmy zamawianej książki. Zamiast standardowego wydania, przesyłka zawierała wydanie dla dorosłych – to, które tak bardzo chcieliśmy mieć! I może też nie jest ono pierwszej klasy, ale i tak prezentuje się wspaniale. A dlaczego nie pierwszej klasy? Ano, dlatego, że Kamień Filozoficzny przedstawiony na okładce to wizerunek repliki filmowej produkowanej przez Noble Collection, czemu dowodzi zresztą łańcuszek, na którym wisi ów Kamień. Tak, czy siak – to zawsze oryginalna szata graficzna książki. Wyjątkowa i jedyna taka.

A my znowu zbliżyliśmy się do celu. „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” w języku azerskim jest naszą 76-tą edycją w 73-cim języku! A to znaczy, że na tę chwilę do „szczęścia” brakuje nam już tylko wydania indonezyjskiego, galicyjskiego i walenckiego. O wydaniu telugu nie wspominam, gdyż data jego publikacji została wyznaczona na maj.

Coś jednak czuję, że nie minie wiele czasu, gdy nasza kolekcja znowu się powiększy. Teraz już wszystko w rękach poczty i w nogach listonosza.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz