Wiele twarzy brytyjskiego Harry'ego

Nadchodzi nowa era książek o „Harrym Potterze”. A przynajmniej tak zapowiada brytyjska oficyna wydawnicza, Bloomsbury, która zajmuje się publikacją cyklu autorstwa J.K.Rowling na Wyspach Brytyjskich. Co oznacza to dla nas, przeciętnych zjadaczy chleba i potteromaniaków? Szykują się wydatki…

Dziś Bloomsbury ujawniło w informacji prasowej wydanie najnowszej edycji siedmioksięgu – dzień premiery został ustalony na 1 września bieżącego roku i będzie to kolejna edycja „Pottera” dostępna w Brytanii (ostatnia, którą zilustrował Andrew Davidson pojawiła się na półkach księgarskich latem minionego roku). Pytanie, które warto zadać brzmi: czy kogoś to dziwi? Mnie nie. Spodziewałem się, że po niemałym sukcesie amerykańskiego wydania zilustrowanego przez Kazu Kibuishiego, które pojawiło się nawet w Rosji, nadejdzie pora na kolejne publikacje. W końcu nic tak nie przyciąga czytelnika bądź zapalonego miłośnika jak nowa, świeża okładka. Tylko, że jak do tej pory książki te nie różniły się właśnie niczym poza rzeczoną okładką. Nieistotne jest, którą brytyjską edycję „Pottera” się otworzy – każda w środku jest taka sama. Ale to ma się zmienić – zapowiedział to dziś brytyjski wydawca.

Nowa edycja zaprojektowana przez Jonny’ego Duddle’a ma mieć nie tylko nowy design jeśli chodzi o okładkę, ale i ma prezentować się zupełnie inaczej w środku, co ma na celu uczynienie książki atrakcyjną dla nowego pokolenia czytelników. Zgodnie z zapowiedzią, ta edycja cechować się będzie uaktualnioną biografią pisarki oraz ma zawierać w sobie fragmenty bądź całe teksty napisane przez J.K.Rowling dla potrzeb Pottermore. Nowe wydanie ma również promować tę platformę internetową i zachęcać do wirtualnej eksploracji świata poznanego w powieściach. Ogólnie rzecz biorąc brzmi to wszystko bardzo ciekawie, choć nie tak interesująco jak zapowiadana na przyszłoroczną jesień premiera w pełni ilustrowanego kolorowymi obrazkami wydania, nad którym pracuje Jim Kay.

Jestem niesamowicie podekscytowany pracą przy tych wspaniałych książkach. Nie mógłbym prosić o bardziej zadowalający materiał do pracy. To ekscytujące i trudne wyzwanie, wobec czego czuję wielką wagę odpowiedzialności na swoich barkach. Mogę mieć jedynie nadzieję, że moje ilustracje wiernie oddadzą postaci i świat wykreowany przez J.K.Rowling - tak o swojej pracy powiedział ilustrator najnowszego wydania, Jonny Duddle. Czy uda mu się sprostać wyzwaniu? Moim zdaniem jest na bardzo dobrej drodze ku temu, a choć nie powinienem oceniać całej serii po jednej okładce, to uważam, że będzie to najlepsze wydanie brytyjskie, jakie do tej pory się pojawiło na rynku. Według mnie tak właśnie powinien prezentować się „Harry Potter”!

Tyle względem zapowiedzi i zachwytów. Bo fakt – książka piękna, wydanie zapowiada się naprawdę zachęcająco i teoretycznie już chciałoby się sięgnąć do portfela po te 13 funtów na pierwszy tom, ale… No właśnie: ale. „Ale” jest takie, że nie do końca jestem przekonany czy faktycznie właśnie TA edycja będzie tą najlepszą. Wszakże wydana w minionym roku kolekcja z ilustracjami Andrew Davidsona też miała być TĄ najlepszą, a okazała się być – moim zdaniem – po prostu słaba. Ile już było TYCH wyjątkowych edycji, ile razy Bloomsbury przedstawiało nam TO jedno jedyne, szczególne wydanie? Zanim pomówimy nieco na temat powodów i przyczyn, spójrzmy jeszcze raz na wszystkie edycje „Harry’ego Pottera” jakie znalazły się na rynku brytyjskim do tej pory.

EDYCJA DZIECIĘCA

Czyli najprościej mówiąc: standard. To właśnie ta okładka jest pierwszą okładką „Harry’ego Pottera” jaką zobaczył świat. Wykonana przez Thomasa Taylora ma zarówno swoich zwolenników (np. mnie) jak i przeciwników (np. Natalię). Przez wiele lat służyła jako podstawa do stworzenia analogicznych okładek innych edycji: specjalnej, celebracyjnej czy z okazji 21-lecia działalności wydawnictwa Bloomsbury.

***
EDYCJA DLA DOROSŁYCH (I)

To jedna z zapomnianych już edycji, choć do tej pory książki w tym wydaniu (pierwsze cztery tomy) kupić można choćby na Allegro za nieduże pieniądze. Może i nie jest to najcenniejsze wydanie dla kolekcjonera, acz warto wiedzieć jak niegdyś prezentował się „Harry Potter” dla dorosłych. Szału nie ma, ale to naprawdę ciekawa pozycja.


***
EDYCJA DLA DOROSŁYCH (II)

Od niedawna dostępna i w Polsce. Ta szata graficzna zyskała sobie spore grono zwolenników i co tu się dziwić – zasłużenie. Trudno się wypowiadać na temat polskiego wydania z tymi okładkami, które pozbawione złoconych napisów, niezwykle tracą na atrakcyjności, niemniej brytyjska edycja prezentuje się – nie powiem, że bajecznie, bo kolory nie te – fenomenalnie. Nie dziwi mnie, że te okładki wyparły pierwsze wydanie dla dorosłych.


***
EDYCJA SPECJALNA (I)

Przyznam się bez bicia – tę edycję odkryłem dopiero dzisiaj. Do tej pory sądziłem, że była ona wykonana na zamówienie dla jakiegoś kolekcjonera bądź na aukcję charytatywną, tymczasem okazuje się, iż jest to pierwsze wydanie specjalne, które przed laty było dostępne na Wyspach. Warto zwrócić uwagę na oryginalną ilustrację zdobiącą okładkę tego wydania, której autorem jest Thomas Taylor. Moim zdaniem ta wersja edycji specjalnej wygląda dużo lepiej od później przyjętego wzorca, o którym piszę poniżej.
***
EDYCJA SPECJALNA (II)

Patrząc na to wydanie, zastanawiam się, co autor miał na myśli. Niby ładnie wydana i zszyta książka, ale i tak mizerna. Płócienna okładka i wykorzystanie motywu ze standardowej edycji dziecięcej, to chyba nie był najlepszy pomysł. Miało wyjść kunsztownie, a wyszło… Może nie tandetnie, ale tak jakoś nijako. Pierwsze wydanie deluxe z USA też nie odbiegało od standardowej okładki, ale poprzez zastosowanie skórzanej oprawy, było dużo bardziej luksusowe od tego.


***
EDYCJA CELEBRACYJNA

Niby okładka ta sama co „tradycyjna”, a jednak coś w sobie ma. Metaliczny połysk okładki i gwiazdki faktycznie mogą sprawiać wrażenie produktu „celebracyjnego”, ale czy naprawdę ta edycja była konieczna? Twardsza tektura z której wykonano okrywę książki jest bardzo łatwa do złamania, a wtedy sama książka prezentuje się koszmarnie.


***
SIGNATURE’S EDITION

Kolekcjonerski koszmar. Okładka minimalistyczna, co jest całkiem ciekawym rozwiązaniem i dobrze wygląda, tyle, że zupełnie niepraktyczna – materiał z którego wykonano okładkę jak i fakt, że jest ona biała idealnie przyciągają brud i kurz – niezależnie od tego jak bardzo dba się o książkę. To największa wada tego wydania. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż jest to pierwsze brytyjskie wydanie, w którym mamy do czynienia z logo, a nie samym napisem. Jednym to wydanie może się podobać, innym nie musi. Według mnie jest po prostu niepraktyczne – w sam raz do postawienia na półce, ale zdecydowanie nie do czytania. A szkoda.


***

EDYCJA Z OKAZJI 21-SZEJ ROCZNICY DZIAŁALNOŚCI BLOOMSBURY

Okładka na okładce – tak najprościej można opisać to wydanie. I choć nie ma w sobie niczego szczególnego, odkąd tylko zobaczyłem je po raz pierwszy, wzbudza we mnie zainteresowanie. Warto też dodać, że jest to pierwsze wydanie „Harry’ego Pottera” z przedmową – szkoda jedynie, że nie jest ona autorstwa J.K.Rowling bądź kogoś bliżej związanego z serią.

***
EDYCJA ANDREW DAWIDSONA

Najnowsze jak dotąd wydanie „Harry’ego Pottera” w Wielkiej Brytanii, z zupełnie nową szatą graficzną i… zajeżdżające komuną. Bo niby te okładki same w sobie złe nie są i są nawet ciekawe, jednakże ujednolicenie barwy okładki zawsze będzie mi się kojarzyć z dawnym systemem. Szkoda, że wydawca zdecydował się na ten krok, ponieważ same ilustracje są bardzo interesujące – należycie i starannie wykonane. Niemniej wierzę, że to wydanie znajdzie swoich amatorów, którzy je pokochają i z przyjemnością włączą do swoich kolekcji.

***

W PEŁNI ILUSTROWANA EDYCJA JIMA KAYA

Choć jak dotąd nieznany jest wizerunek okładki wydania, które na rynku pojawi się jesienią 2015 roku, to już teraz można z całą pewnością stwierdzić, że będzie to najciekawsze wydanie „Harry’ego Pottera” jakie kiedykolwiek się pojawiło. Świadczyć o tym będzie jego unikalność – to pierwsza i jedyna jak dotąd edycja, która zawierać będzie w pełni kolorowe ilustracje wewnątrz. Sądzę, że wydawca nie mógł mieć lepszego pomysłu na uczynienie tego wydania wyjątkowym. Z wielką niecierpliwością i nadzieją na prawdziwą ucztę dla oka oczekuję wydania tej edycji.

***

OKŁADKA OKŁADKĄ, ALE CO Z WNĘTRZEM?
A więc właśnie. Bloomsbury zasypuje nowymi wydaniami „Harry’ego Pottera”, tyle że różnica jedynie w okładce to chyba za mało, prawda? Jak dotąd wnętrze „Pottera” w każdej brytyjskiej edycji było dokładnie takie samo. Ta sama czcionka, to samo rozmieszczenie tekstu, ten sam papier… Nic szczególnego. Mogę powiedzieć, że Brytyjczycy postępują na wzór amerykański, wszakże Amerykanie do tego stopnia skupili się na samych okładkach, że nawet kiedy wydali najnowszą edycję zilustrowaną przez Kazu Kibuishiego, to w środku nie znajdziemy ilustracji jego autorstwa, lecz jego poprzedniczki – Mary GrandPre. A zdaje się, że już lepszym rozwiązaniem byłoby całkowite usunięcie obrazków rozdziałowych, bo skoro ilustratorem tegoż wydania jest Kibuishi, to czemu wykorzystuje się w nim prace innej ilustratorki? Dla mnie to niedorzeczne. Osobiście – na tę chwilę – nie wyobrażam sobie kupowania nowej edycji brytyjskiej dla samych okładek. Bądź co bądź, książki te tanie nie są, a ja wolę skupiać się na czymś dużo oryginalniejszym. Dla nowego pokolenia czytelników wystarczy nowa okładka, żeby dać się przekonać do przeczytania „Harry’ego Pottera”, ale dla starych wyjadaczy to zawsze będzie za mało.

NOWA ERA KSIĄŻEK O POTTERZE

Oficyna wydawnicza Bloomsbury zapowiada wielkie zmiany w nowych wydaniach „Harry’ego Pottera”. Książki mają być dostosowane do nowych trendów i mają mieć znaczny wpływ na zwiększenie przyjemności z czytania. Wiemy, że edycja Jonny’ego Duddle’a będzie pierwszym krokiem na drodze zrewolucjonizowania cyklu J.K.Rowling i wiemy, że w 2015 roku nastąpi prawdziwa rewolucja w postaci w pełni ilustrowanego wydania. Osobiście potraktowałbym wydanie Duddle’a jako mały krok do przodu, który bardzo wiele zmienia. Bo dla mnie – jako kolekcjonera – książka z „odświeżonym” wnętrzem i z dodatkowymi informacjami z Pottermore, będzie niemałym rarytasem kolekcjonerskim. Może nawet zaspokoi mój apetyt do czasu wydania ilustrowanego „Pottera”? Z niecierpliwością oczekuję również najnowszych rewelacji ze strony Bloomsbury – a te zapowiedziane są na kwiecień. Wydawca zamierza ogłosić coś „niesamowicie ekscytującego” podczas London Book Fair. Co to będzie? Aż strach się domyślać.

CZY KTOŚ NAS NIE CHCE NACIĄGNĄĆ NA KASĘ?

Pojawia się tylko jedno pytanie: dlaczego zamiast wydać treści autorstwa J.K.Rowling, które zamieszczone są na Pottermore w postaci osobnej książki, dołącza się je do najnowszego wydania standardowej książki? Odpowiedź zdaje się być prosta: chodzi o pieniądze i zachęcenie starych czytelników do wydania ich na książkę, którą w teorii od lat mają już na swojej półce. Jakiekolwiek by jednak nie były intencje wydawcy, bardzo mnie cieszy fakt, że powstają nowe edycje. W tym przypadku moje zdanie jest skrajnie odmienne od tego, które mam względem filmów. Dlaczego? Bo książka sama w sobie nie ma takiej siły przebicia jak kino. Wielkim sukcesem jest przekonanie dzieci i młodzieży do czytania, wobec czego nierzadko potrzebne są takie, a nie inne środki promocji. „Harry Potter” był na czasie do 2011 roku. Wraz z premierą ostatniej części filmu, podobnie jak wiele innych serii, przeszedł do historii. Od tej pory tylko od ludzi zajmujących się tą marką zależy jak długo pamięć o nim będzie żyła. Stąd nowe i nowsze wydania książek. Nowa okładka przyciąga – sprawia, że książka znowu pojawi się w księgarni w dziale „Nowości”, przez co stanie się automatycznie lepiej zauważalna dla przeciętnego czytelnika. A wbrew pozorom nie każdy na świecie słyszał o „Harrym Potterze”. Choć może się wydawać to zaskakujące, nawet na Wyspach Brytyjskich żyją ludzie, którzy o serii napisanej przez J.K.Rowling jeszcze nie słyszeli. Dlatego odpowiadam: tak, nowa edycja „Pottera” to kolejny pretekst do wyciągnięcia od nas pieniędzy, ale i kolejna szansa dla innych, by sięgnęli po te książki i zakochali się w tej serii. Dlaczego książkom potrzebne są nowe edycje w nowych okładkach? Odpowiem na swoim przykładzie. Bo jesteśmy ignorantami. Ja przez całe lata ignorowałem np. „Wyspę Skarbów” Stevensona – ta książka trąciła mi przeżytkiem. Ale kiedy Media Rodzina niedawno wydała zupełnie nowo przetłumaczone i zilustrowane wydanie, pozycja ta zainteresowała mnie. W ten sposób odkryłem kolejną bardzo ciekawą lekturę. Czemu ktoś inny nie miałby w ten sposób odkryć „Harry’ego Pottera”? Naszemu pokoleniu wydaje się, że to przecież jeszcze bardzo „świeża” książka, ale to nieprawda. Pierwszy tom pojawił się w 1997 roku – 17 lat temu! A ostatni 7 lat temu! Od tego czasu pojawiło się nie tylko nowe pokolenie, ale i dorośli potencjalni nowi czytelnicy, dla których „Harry Potter” może kojarzyć się z czymś, co było popularne przed ich narodzinami, albo w ich wczesnym dzieciństwie. I to właśnie im te nowe wydania przydadzą się najbardziej. Bo te dzieciaki mają szansę zainteresować się „starociem” – a skoro żyjemy w czasach, w którym to, czego się nie reklamuje, nie przedstawia żadnej wartości, to chyba dobrze, że ktoś nadal trudzi się nad tym, żeby jednak utrzymać „Pottera” atrakcyjnym marketingowo. A że przy tym wydawca zarobi – bardzo dobrze, bo dzięki temu będą środki na wydawanie innych książek i być może wydawca będzie mógł podjąć ryzyko wydania kolejnego debiutanta. Nie ukrywajmy tego – wydawca, któremu się nie wiedzie, nigdy nie da szansy nowicjuszowi, lecz komuś, czyje nazwisko jest powszechnie znane. W ten sposób „Harry Potter” być może pomaga jakiemuś „Iksińskiemu” dostać się na rynek. I kto wie, może położy podwaliny pod publikację kolejnej fantastycznej serii?

REASUMUJĄC

Im więcej wydań „Harry’ego Pottera”, tym lepiej. Różne okładki mogą przemówić do różnych ludzi, poza tym każdy ma prawo wyboru. W przeciwieństwie do wyzyskującego koncernu filmowego, nikt nam tutaj nie wmawia, że właśnie TO wydanie jest najbardziej „deluxe”, „ekskluzywne”, „specjalne” i bardzo, bardzo „limitowane”. Nie musimy kupować tych książek ze względu na nadrukowany numerek (ukłon w kierunku Warner Bros., które jest mistrzem w numerowaniu swoich produktów i wydawania dziesiątek „limitowanych” edycji jednego filmu), lecz ze względu na własne preferencje. Fakt – dotychczasowe „kolejne” wydania proponowane przez Bloomsbury mnie nie przekonują, jednakże zacieram już z radością dłonie w oczekiwaniu na wydanie Duddle’a i Kaya – bo to są właśnie rarytasy dla kolekcjonera. Już się nie mogę doczekać!

ZDANIEM NATALII:

Po długich namowach, nagabywaniu, przekonywaniu, rzucaniu się do stóp i błaganiu, musiałem ustąpić Natalii i odpuścić jej opisywanie jej własnych odczuć związanych z dzisiejszym tematem. Wiem na pewno, że w pewnych aspektach nasze zdania skrajnie się różnią, niemniej wolę jej nie stresować. Bo kobiecie w ciąży zawsze wolno odmówić. Ciężarna nigdy nie musi tłumaczyć się ze swojego zdania, ani też nie musi argumentować. Z tego też powodu musiałem zaakceptować „nie, bo nie” jako w pełni wyczerpującą odpowiedź. I Wy, drodzy Czytelnicy, też będziecie musieli zaakceptować jej humory. Cieszcie się jednak, że to nie Wy musicie znosić je na co dzień… A ja jakoś radę sobie dam. W końcu nie mam wyjścia. Dziecko musi mieć tatusia :-)
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

2 komentarze:

  1. Gratuluję Wam z całego serca! Aż zazdroszczę dzidziusiowi takich rodziców-Potteromaniaków!
    Nowe okładki... Jakoś nie umiem wyobrazić sobie Pottera bez tego charakterystycznego napisu, który wzbudza we mnie nostalgię i już na trwałe wpleciony jest w moje życie. Może i odnawianie wydań jest sposobem na kasę, ale zgadzam się - wychowałam się na Potterze, książka ta dała mi tyle radości i magii, dlaczego młodsze pokolenia też mają tego nie przeżywać? Czasami mnie wręcz boli, jak moja młodsza siostra lat 15 opowiada, że jej koleżanki nawet o Potterze nie słyszały, a "film był głupi", podczas gdy ja w podstawówce zawsze mogłam z kimś pogadać o najnowszej części.
    Wpadło mi w oko II wydanie dla dorosłych Kamienia Filozoficznego od Bloomsbury. Chętnie bym przyniosła taką książeczkę do domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękujemy za te miłe słowa :)
      Powiem szczerze - o ile nie przepadam za całym tym marketingiem otaczającym "Pottera", to bardzo mnie cieszą nowe wydania, bo dzięki nim być może więcej osób z nowego pokolenia sięgnie po te książki.
      A co do wydania, które tak Ci się podoba - w 2012 roku Media Rodzina wydała polską edycję z tymi okładkami :)

      Usuń