Kolejny sukces kolekcjonerski - dobra passa trwa!

Dziś po raz pierwszy czuć było u nas wiosnę. Tak, wiem, że niektórzy borykają się z okropną zimą, ale na południu było wyjątkowo ciepło i słonecznie (a do tego wspaniałe, błękitne niebo – cudo!). Spacerując nie spodziewaliśmy się natknąć na listonosza (choć zawsze mamy nadzieję, że jednak go spotkamy i wyjdziemy z tego spotkania obarczeni przynajmniej jedną ciekawą paczką), lecz skręciwszy w jedną z bocznych uliczek, ukazał nam się jego samochód. Nie będę się tu rozwodził nad marką, ani nad kolorem – po prostu stał samochód. A za chwilę pojawił się i listonosz. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy przekazał nam paczkę ze Stanów Zjednoczonych. Spodziewaliśmy się jej dopiero w przyszłym tygodniu, ale przecież narzekać nie będziemy!

Tak, w paczce była książka. Ślicznie mieniąca się w słońcu i bardzo ładnie wydana – „Tunele. Finał” Rodericka Gordona. Już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę ją czytać! Ach, no tak. Zapomniałem wspomnieć, że listonosz przekazał nam dzisiaj DWIE paczki, a znana już zawartość nie pochodziła z przesyłki nadanej w Nowym Jorku – toż to byłaby paranoja zamawiać po polsku książkę z USA!

Ale dobra. Mamy paczkę. I co teraz? Otwieramy ją na dworze czy czekamy, aż wrócimy do domu? Naiwnym byłoby oszukiwanie się, że dotrwamy do powrotu do domu! Od razu rozerwałem papier i z koperty wydobyłem świeżutką, zafoliowaną książkę. Nasz trzeci sukces tego roku! To nasze 75-te wydanie, a 72-ga translacja! Jeszcze tylko cztery wydania do końca (przynajmniej na tę chwilę)! Książka prezentuje się doprawdy pięknie!

I znowu pytanie. Co to za książka?

Pod koniec ubiegłego roku pisałem na temat kolejnych podbojów i światowej ekspansji „Harry’ego Pottera”. Był to w sporej mierze wpis poświęcony edycjom pochodzącym z Indii, a powstał przy okazji najnowszego wydania w języku tamilskim. I to właśnie książkę w tym niezwykle śmiesznym z wyglądu i pokręconym języku dzisiaj dostaliśmy! Natalia od razu stwierdziła, że ze wszystkich wydań z „hieroglifami”, te „hieroglify” są jej ulubionymi. Co ja na to mogę? Pozostaje mi zgodzić się z nią w stu procentach, albowiem tak śmiesznie powykręcanych liter/znaków/symboli jeszcze w życiu na oczy nie widziałem i sądzę, że tylko translacja jaskiniowa mogłaby okazać się zabawniejsza.

Porównując tę książkę z pozostałymi tłumaczeniami wydanymi przez Manjul Publishing House, już na pierwszy rzut oka widać, że jej wymiary są nieco większe, a tytuł i nazwisko autorki zamieszczone na okładce są wypukłe i mają matowy kolor złota, w przeciwieństwie do poprzednich edycji od tego wydawcy, gdzie tytuł i nazwisko są wklęsłe, a kolor lustrzany. Zaskoczyło mnie to wydanie o tyle, że nie spodziewałem się, by różniło się ono od wydania w hindi, marathi, gudźarati i malajalam, a jednak. Narzekać z tego powodu nie zamierzam – wszelkie różnice są dla mnie na wagę złota (bez względu na to czy jest ono matowe czy lustrzane).


Jak wspominałem we wpisie z końca ubiegłego roku, indyjski wydawca jest światowym pionierem, jeśli chodzi o ilość wydanych tłumaczeń „Harry’ego Pottera”. Na tę chwilę mówimy o pięciu tłumaczeniach, lecz kolejne – w języku telugu – jest już w przygotowaniu. Na drugim miejscu jest brytyjska oficyna wydawnicza Bloomsbury, która wydaje „Pottera” w pięciu językach – angielskim, walijskim, irlandzkim, starogreckim i łacińskim.

Na chwilę obecną z radością możemy powiedzieć: podbiliśmy Indie (znowu) i szykujemy się już na kolejny podbój!

P.S. Podczas gdy my cieszymy się zdobyciem "Kamienia Filozoficznego" w języku tamilskim, czytający w tym języku mogą cieszyć się już drugim tomem, który pojawił się na rynku 1 lutego 2014 roku.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz