"Jedwabnik", czyli o drugiej powieści Roberta Galbraitha!

ROWLINGMORE

W świetle wydarzeń ostatnich dni, śmiało można już powiedzieć, iż powinna powstać strona „Rowlingmore”, ponieważ bezustannie rozpowszechniane są zupełnie nowe informacje mające swoje źródło właśnie u pisarki, a o samej Rowling w sieci pisze się coraz więcej i więcej. Nie tak dawno temu w wywiadzie udzielonym dla magazynu „Wonderland”, pisarka zdradziła Emmie Watson, iż uważa, że Hermiona bardziej pasowałaby do Harry’ego aniżeli do Rona, czym wywołała prawdziwą burzę wśród sympatyków serii o nastoletnim czarodzieju. Później wielką bombą okazała się kolejna rewelacja, którą podzieliła się ze światem – pierwotnie Harry Potter miał nosić zupełnie inne nazwisko, a mianowicie:

„Harry Batt” (co poniektórzy słusznie skojarzyli z angielskim słowem „butt” oznaczającym potocznie „tyłek”). I kiedy już media zaczynały powoli uspokajać się, nazwisko Rowling znowu znalazło się na tapecie! Chociaż tym razem zamęt wywołał niejaki Robert Galbraith. Jeszcze do niedawna wiadomo było jedynie, że kontynuacja „Wołania kukułki” pojawi się w 2014 roku, jakiś czas temu udało nam się wyszperać na stronie wydawcy, iż książka planowana jest na 1 listopada. Dziś wiadomo już, że plany uległy zmianie. Zgodnie z opublikowaną dzisiaj zapowiedzią, nie 1 listopada, a 19 czerwca bieżącego roku na rynku brytyjskim (a 24 czerwca na amerykańskim) pojawi się sequel powieści kryminalnej o Cormoranie Strike’u. Książka będzie nosiła tytuł „Jedwabnik” (org. „The Silkworm”) i będzie „szczuplejsza” od pierwszej części serii, albowiem będzie liczyła zaledwie 384 strony. Na razie nie są znane szczegóły związane z polskim wydaniem powieści, jednakże sądzę, iż będziemy mogli się jej spodziewać w okolicach września bądź października, gdy ukaże się najpewniej nakładem wydawnictwa Dolnośląskiego w tłumaczeniu sprawdzonej tłumaczki, Anny Gralak.

O OKŁADCE SŁÓW KILKA…

Z racji tego, że wraz z zapowiedzią wydawniczą, została ujawniona brytyjska i amerykańska okładka „Jedwabnika”, warto poświęcić jej kilka minut uwagi. Nim jednak do tego dojdę, odniosę się do przeszłości i „Wołania kukułki”, ponieważ możemy powiedzieć dziś o ciekawej sytuacji. O ile okładki amerykańskiego i brytyjskiego debiutu Roberta Galbraitha skrajnie się od siebie różnią (jesteśmy szczerze i bezwarunkowo zakochani w brytyjskiej szacie graficznej tej książki), o tyle okładki „Jedwabnika” są niemal identyczne – jedyną różnicę stanowi charakter zapisu tytułu na amerykańskiej wersji, co odpowiada charakterowi zapisu tytułu pierwszego tomu. Dlaczego? Z tego samego powodu, dla którego niemal na całym świecie „Harry Potter” pojawił się w tej samej szacie graficznej i z tego samego powodu, dla którego jeszcze do niedawna „Trafny wybór” na całym świecie wyglądał tak samo. Chodzi o to, by okładka jednoznacznie kojarzyła się z daną książką. By dzieciak w Ameryce, Grenlandii czy Polsce wiedział, że czyta tę samą powieść. Okładka jest jak wizytówka. Albo inaczej – jak logo. Jeśli jest rozpoznawalna na całym świecie, to i ma większą siłę przebicia. W przypadku „Wołania kukułki” wydawcy nie mieli prawa wiedzieć, że autorką książki jest J.K.Rowling – stąd zdecydowali się na zupełnie różne okładki (do dzisiaj tylko w Stanach Zjednoczonych „Wołanie kukułki” nie posiada brytyjskiej okładki). Teraz ten zabieg byłby bezcelowy, albowiem wiadomo już, kim naprawdę jest Robert Galbraith. Pokazując dzisiaj amerykańską/brytyjską okładkę, media pokazały nam tak naprawdę również okładkę polską. I niemiecką, francuską, arabską i każdą inną. Bez względu na język – szata graficzna pozostanie ta sama. A skoro cały świat będzie musiał ją zaakceptować, to powiedzmy sobie coś o niej… Na początek przyznam, że nie urzeka mnie ona. Wyraźnie brakuje mi w niej tej delikatności i subtelności z brytyjskiego „Wołania kukułki” i tego, że ta okładka jest przede wszystkim fotomontażem, a nie obrazem. To rozwiązanie z pewnością ma zachować równowagę pomiędzy brytyjską, a amerykańską szatą graficzną pierwszego tomu serii o Cormoranie Strike’u, co nie zmienia faktu, że ta nowa okładka jeszcze mnie nie oczarowała. Jest dobra, ale daleko jej do fantastycznej szaty graficznej brytyjskiego „Wołania kukułki”.
5 „CHUDYCH” DNI DLA AMERYKI…

Bezprecedensowym jest fakt, iż „Jedwabnik” będzie pierwszą od czasów „Harry’ego Pottera i Więźnia Azkabanu” książką J.K.Rowling, która na rynku amerykańskim nie pojawi się w dniu premiery brytyjskiej… Na Wyspach drugi kryminał Roberta Galbraitha będzie miał swoją premierę 19 czerwca, podczas gdy w USA na półkach księgarskich zawita „dopiero” 24 czerwca. Trudno odpowiedzieć na pytanie, jaki ten fakt będzie miał wpływ na sprzedaż amerykańskiego wydania – w przypadku „Harry’ego Pottera”, na którego amerykańscy czytelnicy musieli czekać kilka miesięcy dłużej od brytyjskich fanów, praktykowano zamawianie brytyjskiej wersji powieści, przez co wydawca amerykański sporo tracił. Nie sądzę jednak, by pięć dni w przypadku „Jedwabnika” miało aż tak kolosalne znaczenie – wiadomo, bowiem, że nawet gdyby niecierpliwy fan z USA zamówił książkę z Wysp Brytyjskich, ta nie dotarłaby do niego szybciej, aniżeli po wydaniu powieści w Ameryce. Inaczej sprawa może wyglądać względem e-booków, bo czy jakiś fan książki elektronicznej zechce czekać dłużej niemal o tydzień?

OPIS WYDAWNICZY „JEDWABNIKA” 

Wciągający niczym nałóg kryminał ze zwrotami akcji na każdym kroku – „Jedwabnik” to drugi tom w wysoce docenianej serii z Cormoranem Strikiem i jego zdeterminowaną, młodą asystentką – Robin Ellacott.

Gdy znika pisarz, Owen Quine, jego żona zwraca się z prośbą o pomoc do prywatnego detektywa, Cormorana Strike’a. Na początku kobieta sądzi, że jej mąż po prostu znikł na kilka dni – tak jak robił to wcześniej – i po prostu chce, by Strike odnalazł go i sprowadził z powrotem do domu.

Jednakże wraz z postępem dochodzenia, dla Strike’a staje się oczywiste, że za zniknięciem Quine’a kryje się więcej, niż przypuszcza jego żona. Powieściopisarz ukończył właśnie prace nad manuskryptem, w którym stworzył jadowite portrety niemal wszystkich osób, które znał. Gdyby ta powieść ujrzała światło dzienne, zrujnowałaby życie wielu ludziom – dlatego też jest tak wielu ludzi, którzy mogliby chcieć go uciszyć.

I gdy Quine zostaje odnaleziony brutalnie zamordowany w dziwnych okolicznościach, rozpoczyna się wyścig z czasem mający na celu zrozumienie motywacji bezwzględnego mordercy, który okazuje się być zupełnie niepodobny do morderców, z którymi Strike zetknął się do tej pory…

KRÓTKIE PRZYPOMNIENIE…

Przypominamy, że zgodnie z zapowiedzią autorki, wszelkie honoraria autorskie za sprzedaż „Wołania kukułki” pomiędzy 14 lipca 2013 (dniem, w którym została ujawniona prawdziwa tożsamość Roberta Galbraitha), a 14 lipca 2016 r., zostaną przekazane na rzecz fundacji charytatywnej ABF The Soldiers, mającej na celu pomoc byłym żołnierzom. To tak w kwestii przypomnienia – kupując tę fantastyczną powieść, pomagamy. Czy może być coś lepszego?
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz