"Harry Potter" na deskach teatralnych

Zgodnie z najnowszymi rewelacjami – będzie więcej „Pottera”! Jakkolwiek nadal spore kontrowersje budzi wcześniejszy projekt, którego realizacji podjęła się J.K.Rowling, a chodzi o „ekranizację” książeczki „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, właśnie został nam dany kolejny twardy orzech do zgryzienia. I właśnie ten „orzech” daje mi dzisiaj pretekst do zajrzenia głębiej.

Potwierdzone zostało przygotowanie przedstawienia scenicznego dotyczące wczesnych lat życia Harry’ego Pottera, nim chłopiec dowiedział się, że jest czarodziejem uprawnionym do nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Co więcej, okazało się, że w projekt zaangażowana jest J.K.Rowling, która współpracować będzie z jego pomysłodawcami – Sonią Friedman i Collinem Callenderem:

„Przez wiele lat otrzymywałam niezliczenie wiele propozycji przeniesienia Harry’ego Pottera na deski teatru, lecz wizja Colina i Sonii była jedyną możliwością ukazania historii Harry’ego na scenie, która w mojej opinii miała sens z racji na swoją wrażliwość, intensywność i intymność”.

Rozmowy nad pomysłem trwały przez rok, ostatecznie zostało wypracowane porozumienie, wobec którego już w 2015 roku na West Endzie w Londynie przedstawiana będzie sztuka. Przygotowania do niej ruszą w przyszłym roku. J.K.Rowling będzie współproducentem i będzie współpracować ze scenarzystą, choć sama nie podjęła się napisania sztuki.

Tutaj kończą się fakty, pora zatem na rozwinięcie, choć również nie pozbawione faktów i ważnych informacji. Zacznę od tego, co oczywiste – odnosząc się do tego projektu w swojej wypowiedzi, J.K.Rowling nie szczędziła podziękowań skierowanych w kierunku Warner Brosa. Jaki związek z teatrem ma gigant filmowy? Wielki, wbrew pozorom, albowiem Warner Bros. Theatrical Ventures zajmuje się wyłącznie kwestiami związanymi z teatrem.

Tym razem nie będę odnosił się do tego, co J.K.Rowling robi z własnej woli, a co może być na niej wymuszane. Swoje stanowisko przedstawiłem już dawno temu, a najnowsze rewelacje utwierdzają mnie w przekonaniu, że mam rację*. Niemniej, w przeciwieństwie do „Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć”, nie mogę wieszać psów na sztuce scenicznej. Choć nie wiem, co mogłoby zostać w niej przedstawione (ma to być nieopowiedziana historia Harry’ego z jego życia u Dursleyów), to i tak raduje mnie fakt, że kolejnym punktem na mapie podbojów „Pottera” jest teatr, który w dzisiejszych czasach zdaje się odchodzić do lamusa i trącić myszką. Wszechobecny rozwój technologiczny, cyfryzacja, nowe rozwiązania – to wszystko sprawia, że ludzie jeszcze mniej chętnie wybierają się do teatru, będącego w istocie przedstawieniem największego kunsztu artystycznego (przynajmniej tak powinno być). Z tego też powodu żywię delikatną nadzieję, że wbrew innym ruchom podjętym przez J.K.Rowling oraz ludzi ją otaczających, tym razem seria „Harry’ego Pottera” posłuży za pokłon nie w kierunku komputeryzacji, lecz prawdziwej sztuki. Tak jak niegdyś „Potter” odrywał od komputerów i zachęcał do czytania, tak i w przyszłości może będzie promował teatr? Może i powstanie kiedyś wariacja najpopularniejszego sloganu związanego z „HP”?:

„Jeżeli sądzisz, że w dobie najnowszych technologii sztuka teatralna nic nie znaczy, a zwłaszcza dla dzieci, to niezawodny znak, że jesteś MUGOLEM!”.

Mimo wczesnej niechęci do pomysłu przełożenia „Harry’ego” na język sceniczny, muszę przyznać, że to posunięcie może przynieść naprawdę wiele pożytku. Mimo, że będzie jawnym „skokiem na kasę”. Dlaczego?

Sztuka ma być grana w Londynie – Wielka Brytania ma mieć na nią wyłączność. Ale czy będzie ją miała? Sądzę, że wkrótce dotrze i do USA oraz innych liczących się krajów. Być może nawet doczekamy się nagrania DVD z teatru, które umożliwi każdemu na świecie zaznajomienie się z produkcją. Nie będę w tym aspekcie polemizował, pozostawię jedynie otwartą furtkę dla siebie, bym mógł w przyszłości powiedzieć: „a nie mówiłem?”.

A teraz abstrahując od scenicznego „Pottera”. Informacja na temat pracy nad sztuką, skłoniła mnie do głębszych refleksji. Nie podzielę się wszystkimi swoimi przemyśleniami, a jedynie wskażę te, które najgłośniej tłukły mi się po głowie: coraz popularniejsze są działania związane z „Harrym Potterem” obejmujące produkty na „wyłączność”. Pomijając książki i filmy, otrzymaliśmy szereg gier związanych z serią. Na ogół (za wyjątkiem pierwszych części), były to gry przeznaczone na różne platformy, lecz prezentujące się tak samo, wobec czego każdy mógł cieszyć się rozrywką, której mógł doświadczyć na swoim sprzęcie, bez znaczenia czy to był PC, Xbox czy PlayStation. Jednakże, od kilku lat modne stało się wydawanie produktów z myślą o użytkownikach jednego, konkretnego sprzętu. Tak więc Sony zyskało sobie prawo do „Księgi Czarów” oraz „Księgi Eliksirów” – obie „książki multimedialne” dostępne są tylko dla posiadaczy PlayStation 3. Podobnie jak i rozbudowana wersja „Pottermore”. Ale posiadacze Xboxa też nie mogą narzekać, gdyż dla nich został przygotowany „Harry Potter dla Kinect” – wydawnictwo składające się z bardzo wielu mini-gier wymagających kontrolera ruchu Kinect. Ile pieniędzy można zarobić na prawach do wyłączności? Producenci konsol nie przebierają w sumach, wiedzą bowiem, że nazwisko Rowling jest najlepszą reklamą i bardzo skutecznym marketingiem. Oto natura rzeczy.

Na zakończenie coś, co we mnie budzi niemałą wściekłość. Wydawnictwo Media Rodzina nie posiada prawa do wznowienia nakładów „Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć”, „Quidditcha przez wieki” ani „Baśni barda Beedle’a”, wobec czego czytelnik książek, który owych publikacji nie posiada w swym zbiorze, musi liczyć na łut szczęścia lub grubo przepłacić na aukcji internetowej. Moją wściekłość budzi w tej kwestii fakt, że e-booki tych wydawnictw są dostępne do zakupu na Pottermore. Jaki z tego wniosek? Czytelnik zadowalający się sztuczną imitacją książki może się nią cieszyć, a nam, którzy się nie godzimy z zastępowaniem książek technologią, pozostaje wsadzić mordy w kubeł.

A ostatnie pytanie na dziś: dlaczego elektroniczna wersja książeczek, o których wspominam powyżej, jest droższa od wersji papierowej? Tu nie ma mowy o druku czy dystrybucji, skąd zatem ta cena?

Odpowiedź pozostawiam Wam.




* Posty dotyczące współpracy J.K.Rowling z Warner Bros.:
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

2 komentarze:

  1. Jeżeli chodzi o coś związanego z Harrym i sceną to polecam https://www.youtube.com/watch?v=SKjNtLUavR0 Można się nieźle uśmiać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd się przyznać, ale "AVPM" nigdy nas nie zaczarował :(

      Usuń