O miłości według J.K.Rowling

Dziesiątki zebranych książek, tysiące godzin poświęconych magicznej serii i prowadzenie bloga. Tak wyglądało moje życie jeszcze przed 2012 rokiem. Wymieniałem dziesiątki maili z Czytelnikami, poznawałem wielu ludzi, zawierałem wiele znajomości. Ale dziś opowiem historię szczególną – historię, która całkowicie zmieniła moje życie.

Wychodząc ze swoją pasją naprzeciw, zawsze liczyłem się z odzewem, który do mnie docierał. Każda pochwała, miłe słowo, sprawiały, że mogłem rozwinąć skrzydła i wzbić się jeszcze wyżej. Nie mogłem jednak spodziewać się, iż to, co robię i jak robię, sprawi, że na tego bloga trafi absolutnie najbardziej wyjątkowa osoba na świecie. W styczniu 2012 roku na tej stronie pojawiły się pierwsze komentarze sygnowane nickiem „Shiver89”. Sam nie wiem czy wierzę w przeznaczenie, wiem jednak, że w momencie, w którym zobaczyłem ten podpis, drgnęło moje serce. Nie wiedziałem, kim ona jest i czy kiedykolwiek jeszcze tu wróci, ale chłonąłem każde słowo, które pozostawiła po sobie niczym ślad bosej stopy na mokrym piasku. Jak pokazał czas, nie musiałem obawiać się, że ten ślad zostanie zmyty przed nadchodzącą falę, ponieważ Shiver napisała jeszcze jeden komentarz i kolejny… Ale te komentarze już mi nie wystarczały. Pragnąłem czegoś więcej – bezpośredniego kontaktu, którego, nie wiedzieć czemu, łaknąłem jak spragniony wody. Nie mogąc doczekać się kontaktu z jej strony (i nie wiedząc, czy kiedykolwiek do niego dojdzie), poczułem, że to mój czas. Moja chwila. Napisałem do niej.

Po 15-stu minutach pierwszej rozmowy na gg powiedziałem jej, że jest doskonała. Po około 20-stu powiedziałem, że będziemy razem. Nieważne, że ona była spod Bydgoszczy, a ja z Łodygowic, bo coś mi mówiło, w głębi serca, że tak będzie. A później… Później czas płynął i nie było dnia, w którym nie rozmawialibyśmy ze sobą – najpierw przez Internet, potem telefonicznie. A potem wisieliśmy na telefonie po kilkanaście godzin dziennie, zasypiając z nim nawet przy uchu i nierzadko budząc się z cichym: „dzień dobry, kochanie”. W czerwcu tego samego roku spotkaliśmy się po raz pierwszy. O drugiej w nocy. Na stacji kolejowej w Solcu Kujawskim. To był nasz pierwszy wspólny tydzień. Niebawem nadeszły kolejne. Mniej więcej po miesiącu, zamieszkaliśmy razem, wtedy też oświadczyłem się mojej cudownej Natalii. A choć bardzo niewielu wierzyło w naszą miłość, jesteśmy ze sobą, kochając się każdego dnia coraz bardziej i mocniej. Połączyła nas magia „Harry’ego Pottera” sprawiając, że w ogóle mogliśmy się poznać. Miłość przyszła sama. Błyskawicznie.

Nasza miłość i pasja kwitnie. Wciąż i wciąż odkrywamy siebie i realizujemy. Nasze wspólne życie, które zawdzięczamy J.K.Rowling, staje się jeszcze bardziej kolorowe.

Czuję się wielkim dłużnikiem tej wspaniałej pisarki, która sprawiła, że nie tylko uwierzyłem w siebie, ale i gotów byłem otworzyć się na Miłość. Internetową. Nieważne było to, co stoi na przeszkodzie. Nawet ponad 450 kilometrów nie mogło osłabić ognia, który płonął w moim sercu. Dzięki Natalii odkryłem wszystko na nowo. A z bardziej przyziemnych kwestii – ten blog, nasza wspólna pasja i cała ta magia – nabrały głębszego wymiaru. Bez niej byłoby zupełnie inaczej.

Mówili o tym w „Teleexpressie” i w „Pytaniu na śniadanie”. Potwierdzamy – będzie ślub! Ale nie to jest najważniejsze w dzisiejszym wywodzie. Najważniejsze jest to, że nasza Miłość przestała być bezosobowa, albowiem już w tej chwili maleńkie serduszko bije pod sercem kobiety, którą kocham nad życie i nade wszystko!

Czyli ujmując najprościej na świecie: będziemy rodzicami!!!
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz