Kolekcjonerzy książek

Ostatnimi czasy nie mogę oprzeć się myśli, że nastaje nowa moda. Zdaje mi się, bowiem, że coraz popularniejsze stają się kolekcje zagranicznych wydań „Harry’ego Pottera”, ale i nie tylko. Być może to nazbyt wielkie przypisanie sobie zasługi, ale wynik naszych rozmów z Natalią jest jeden i wskazuje na to, iż prawdopodobnie to my staliśmy się prekursorem owej mody w Polsce. Badanie przeprowadzone przez nas na facebooku w pewnym stopniu utwierdza mnie w naszych przekonaniach. Stąd też nietypowy wpis, który z pewnością niejednego Czytelnika zanudzi, by innego zaciekawić. Najwyraźniej tak musi być.


Myśl o budowaniu kolekcji zagranicznych wydań „Harry’ego Pottera” wpadła mi do głowy już w 2002 roku, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się w katowickim empiku z brytyjskimi wydaniami serii. Odwiedzając potem mojego kolegę, często wykorzystywałem czas spędzany u niego na przeglądanie sieci w poszukiwaniu innych wydań – bardzo byłem ciekaw ich prezencji. Od samego początku niesamowicie się czułem, kiedy tylko natrafiłem na jakąś niezwykłą edycję. Marzyłem o tym, by kiedyś móc wziąć tę książkę do ręki i z bliska podziwiać. W 2002 r. udało mi się przekonać rodziców do sprezentowania mi z okazji urodzin brytyjskiego czteropaku. Bez wątpienia, to był najbardziej wyjątkowy prezent, jaki kiedykolwiek dotąd otrzymałem. Ale miałem zaledwie 13 lat. Głupio było mi przyznać się przed bliskimi, że chciałbym zbierać książkę w językach, których w ogóle nie znam i nie zamierzam poznać… Moje hobby, nawet w mojej głowie, wydawało mi się być bardzo niepraktyczne. Poza tym nie znałem nikogo, kto miałby podobną pasję. Poddałem się wówczas, choć kolejne lata przynosiły kolejne przemyślenia. Czterech lat potrzebowałem na przełamanie się. Ileż można przeglądać Allegro i z nostalgią obserwować oferty z zagranicznymi wydaniami? 2006 rok przyniósł kres planom. Nadszedł czas, by życzenie przestało nim być. Z niemałym trudem udało mi się wygrać licytację szwedzkiego „Kamienia Filozoficznego”. Dalej moją historię znacie. Pora jednak, by spojrzeć na nią od innej strony. Bo skoro na tego bloga wchodzą potencjalni kolekcjonerzy lub osoby, które chciałyby nimi zostać, warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy.

KROK PIERWSZY: NA POCZĄTEK KASA, KASA, KASA…

Na początku mojej kolekcjonerskiej drogi, zewsząd zasypywały mnie setki ofert. Mnóstwo sklepów internetowych oferowało zagraniczne wydania „Harry’ego Pottera”, jednak ceny nierzadko pochodziły z kosmosu… Wielokrotnie powtarzałem, że nie pochodzę z bogatej rodziny. Czasami trudno było związać koniec z końcem, musiałem więc zdrowo kombinować. Rezygnowałem z wielu przyjemności i nawet ze śniadania (wolałem odłożyć pieniądze do puszki, aniżeli kupić sobie bułkę w szkolnym sklepiku). Byłem całkowicie zdeterminowany, choć czułem się przytłoczony tym, co przede mną. Bywały dni, kiedy nie wierzyłem, że uda mi się zebrać te książki. Przede wszystkim musiałem ukierunkować swoją pasję i zdecydować, co chcę zbierać: wszystkie wydania czy pojedyncze? Wiedziałem, że nie mogę stawiać na to, że uda mi się zebrać wszystkie, więc zdecydowałem się zbierać same „Kamienie Filozoficzne”. Z biegiem czasu i ten pomysł „zmodyfikowałem” i postanowiłem zebrać przynajmniej po jednej, dowolnej części w każdym języku. W moim odczuciu było to idealne rozwiązanie. A co z pieniędzmi? Odpuszczałem sobie zakupy na empik.com z powodu kuriozalnych cen. Wyczekiwałem natomiast okazji, które trafiały się na Allegro. W ten sposób udało mi się zdobyć wydanie japońskie za 35 zł, a nie za ponad 100 czy 200… Na początku takie okazje trafiały się notorycznie. Nie zawsze było mnie stać na skorzystanie z nich. Tak też przepadło mi wiele książek. Takie życie. Nadal uważam, że nie sztuką jest wydać stówkę, jeśli to samo można mieć za cenę trzykrotnie mniejszą. Trzeba mieć jednak cierpliwość i wytrwale monitorować sytuację w sieci. Bo bywa, że niektóre okazje nigdy się nie powtarzają. Przykład? Perskie wydanie „Zakonu Feniksa” za 15 zł. Nigdy więcej nie pojawiło się na Allegro żadne perskie wydanie „Pottera”.

KROK DRUGI: PRZEZ POŚREDNIKA CZY BEZ?

Etap drugi kolekcjonowania książek zaczyna się w momencie, kiedy w polskich sklepach nie ma już żadnych interesujących ofert. Fakt – dzięki Allegro, empikowi czy bookcity.pl, można zebrać przynajmniej 20 – 30 wydań „Harry’ego Pottera”. Ale koniec końców i tak się okaże, że za większością książek trzeba będzie „biegać”. Co wtedy? Czy zaryzykować samodzielne zakupy w zagranicznych sklepach czy na serwisach aukcyjnych? Ja na początku nie ryzykowałem. Wolałem dopłacić ok. 15 % więcej i zrzucić odpowiedzialność na pośrednika. Taką księgarnią pośredniczącą, sprowadzającą dowolne książki na zamówienie, jest Kraina Książek. Trzeba jednak zapłacić cenę „świętego spokoju” i pozostawić zamówienie w rękach profesjonalistów. Sam tak robiłem – było to dla mnie zupełnie naturalne i pouczające – nauczyłem się wyszukiwać książki w necie i rozeznałem się nieco w światowym rynku księgarskim. Poznałem również zasady, ale nie musiałem bać się zaginięcia przesyłki. Odpowiedzialność spoczywała na ludziach, którzy podjęli się tego zadania.

KROK TRZECI: PORA NA SAMODZIELNOŚĆ

Minęło trochę czasu, na półce znalazła się masa książek, ale i pozostałych do zebrania jest bez liku. W 2011 roku, po pięciu latach zdecydowałem się na samodzielność. Zrezygnowałem wówczas z usług pośrednika i zacząłem sam zajmować się swoimi sprawami i sprowadzaniem książek. Oczywistą zaletą przejścia na to rozwiązanie było zmniejszenie opłat, wszak nie było już żadnych pośredników. Sam decydowałem o wszystkim. Dopiero na tym etapie poczułem się jak prawdziwy kolekcjoner. Byłem niezwykle z siebie dumny, kiedy pisałem maile do Kambodży, Nepalu czy Tybetu… Taka bezpośrednia komunikacja sprawiła, że jeszcze bardzo pokochałem swoją pasję. Wspaniale było kontaktować się z ludźmi z zupełnie innych kultur i wiedzieć, że nawet oni czytają książki, które sam kocham. Wbrew pozorom, bardzo rzadko korzystałem z serwisu Ebay. Łatwiej było mi zaufać księgarni, aniżeli prywatnemu sprzedawcy – skoro i na Allegro zdarzają się oszuści, wolałem nie ryzykować zostania oszukanym przez zagranicznego sprzedawcę. Moim zdaniem, ostrożności nigdy za wiele.

KROK CZWARTY: BIAŁE KRUKI


Teoretycznie o determinacji powinno stanowić to, ile się już przeszło. W moim przypadku tak nie jest, bo zawsze chciałem być dalej i mieć więcej. Mniej więcej od chwili, kiedy znalazłem się na półmetku, zdawałem sobie sprawę, iż istnieją na świecie wydania „Harry’ego Pottera”, które będzie bardzo trudno zdobyć. Wiedza o takich wydaniach dawała mi siłę i ochotę na to, żeby zdobyć je jak najszybciej. Dlatego po słowach wielkiego kolekcjonera, Nicka Zekulina, na temat khmerskiego wydania („najbardziej nieuchwytnego”), od razu przystąpiłem do działania. Profesor twierdził, że książkę można zdobyć osobiście tylko w jednym miejscu na świecie – w stolicy Kambodży. Dwa tygodnie wysilonych starań i poszukiwań zaowocowały tym, że mogłem obalić jego teorię. Ale nie zawsze było tak kolorowo. W moim odczuciu najtrudniejsze do zdobycia były wydania: mongolskie, tybetańskie, gruzińskie i grenlandzkie. W przypadku pierwszych dwóch wystarczyło głębiej poszukać, w przypadku kolejnego podjąłem kroki, do których się nie przyznam – wszak nie można zdradzać wszystkich swoich sekretów i podawać rozwiązań na srebrnej tacy. A co do grenlandzkiego… To bardzo długa i niezwykła historia (przeczytać ją można TUTAJ i TUTAJ)… Moja determinacja i wola walki wielokrotnie poddawane były próbom, ale zdobycie wszystkich białych kruków stanowiło dla mnie prawdziwą próbę charakteru. Dzięki temu wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych.

BEZ PIENIĘDZY

Przez wiele lat wydawałem każdy grosz, który udało mi się oszczędzić i z radością patrzyłem jak moja kolekcja rośnie. Spoglądam z uśmiechem na moją „księgowość” i widzę jak daleką drogę udało mi się pokonać. Dla przykładu: w 2010 roku za trzynaście zagranicznych wydań wydałem 690 zł, a w 2012 za jedenaście zaledwie 37 zł. Skąd ta rozbieżność? To prawdziwa magia, zwłaszcza, że w grę nie wchodziła ani kradzież, ani żadne inne nielegalne działanie. Prawda jest taka, że czasami można zdobywać książki… za darmo. Taką możliwość daje np. strona Bookmooch.com służąca wymienianiu się książkami z innymi czytelnikami. Dzięki temu rozwiązaniu jak dotąd udało nam się z Natalią zdobyć prawie 20 książek. Warto zatem poświęcić trochę czasu na przestudiowanie tego serwisu.

Obecnie z Natalią staramy się pozyskiwać kolejne książki w zupełnie inny sposób. To ostatnie rozwiązanie, z którego korzystamy, pozostanie jednak naszym sekretem. Dlaczego? Ponieważ poświęciliśmy wiele na poszukiwanie nowych rozwiązań, a w tej pasji potrzebna jest determinacja.

To nasza droga, ale czy tymi samymi ścieżkami podążali inni kolekcjonerzy? Jakie były ich pobudki do zbierania światowych wydań „Harry’ego Pottera”? My mieliśmy tę przyjemność, by poznać wiele osób o pasji takiej samej jak nasza, natomiast dziś przedstawię sylwetki ludzi, których determinacja i zaangażowanie doprowadziło ich wysoko.




NICK ZEKULIN

Niesamowita kolekcja profesora z University of Calgary doczekała się na tym blogu już przynajmniej kilku wzmianek. Bez wątpienia Nick Zekulin był moim wielkim autorytetem, kiedy sam kroczyłem swoją drogą na szczyt. Nierzadko bywało tak, że chciałem mu dorównać bądź okazać się lepszym. I choć od kilku miesięcy z dumą możemy stwierdzić, że jesteśmy właścicielami większej kolekcji od tej, której posiadaczem jest Nick Zekulin, nadal pozostaje on wielką postacią w tym kręgu. W swoim zbiorze posiada 69 autoryzowanych translacji.

Strona z kolekcją profesora Zekulina: TUTAJ.
Więcej na jego temat: TUTAJ





BLOOEY SINGSON - NUMER JEDEN Z FILIPIN

Na blog Bookmarked! (TUTAJ) trafiłem już jakiś czas temu – z niego też dowiedziałem się o stronie Bookmooch.com, co i mnie zainspirowało do skorzystania z takiej możliwości pozyskiwania książek. Kilka miesięcy temu skontaktowaliśmy się z autorką bloga i zarazem właścicielką pokaźnej kolekcji zagranicznych wydań „HP”, by poprosić ją o napisanie krótkiej historii jej pasji dla potrzeb naszego bloga. Dlaczego o tym wspominam? 14 września tego roku na Manila International Book Fair odbyła się premiera filipińskiego wydania pierwszej części septologii autorstwa J.K.Rowling. Wydarzeniu towarzyszyła prezentacja najnowszego amerykańskiego wydania serii zilustrowanej przez Kazu Kibuishiego, a całość uświetniła wystawa zagranicznych wydań „Harry’ego Pottera” pochodząca z różnych części świata. Jak się okazało, na wystawie znalazły się książki z kolekcji właśnie tej Filipinki, z którą rozmawialiśmy wcześniej – Blooey Singson. Jak się okazuje, dziewczyna jest właścicielką największej tego typu kolekcji w swoim kraju (na tę chwilę zgromadziła 125 książek w 26 językach).

A to jej historia:

Nazywam się Blooey Singson, pochodzę z Filipin – jestem czytelnikiem, blogerką i książkowym geekiem.
Zakochałam się w serii „Harry’ego Pottera”, kiedy miałam 13 lat i te książki były olbrzymią częścią mojego życia przez te wszystkie lata dorastania.

Moja kolekcja zaczęła się od znalezienia w 2008 roku „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” (brytyjskie wydanie dla dorosłych) w antykwariacie w Bangkoku. Tylko amerykańskie wydanie jest sprzedawane na Filipinach i pomyślałam, że pociąg na czarnobiałej okładce prezentuje się całkiem elegancko, więc zdecydowałam się zabrać tę książkę ze sobą do domu.

Kilka miesięcy później odnalazłam stronę w sieci, na której można się było wymieniać książkami – Bookmooch.com. Dowiedziałam się, że są na niej czytelnicy z całego świata wymieniający się starymi egzemplarzami „Harry’ego Pottera”. Właśnie wtedy zaczęłam traktować kolekcję poważnie. Codziennie przeglądałam listę i pisałam do członków strony. Błagałam, targowałam się, oferowałam książki z ich list życzeń i mogłabym powiedzieć, że reszta to historia. Obecnie mam ponad 120 książek „Harry’ego Pottera” w ponad dwudziestu językach i nadal za punkt honoru uważam zdobycie jednej bądź dwóch nowych książek za każdym razem, kiedy odwiedzam inny kraj, albo też proszę znajomych z zagranicy, żeby zakupili nowe książki do mojej kolekcji.

Pomimo, że nie potrafię czytać tych tłumaczeń, uważam za fascynujące porównywanie okładek, ilustracji, nazwisk postaci i nawet jakości druku i wartości produkcyjnych różnych edycji „Harry’ego Pottera”. To także interesujący początek dla rozmowy – ludzie nie są w stanie uwierzyć jak wiele książek „Harry’ego Pottera” udało mi się zdobyć czy też tego, że ta kolekcja to jedna z najbardziej szalonych rzeczy jakie zrobiłam w imię bycia fanką „Harry’ego Pottera”.

Sądzę, że powodem dla którego zbieram te książki jest fakt, iż nieważne jak wiele książek w życiu przeczytam, to „Harry Potter” i tak pozostanie dla mnie wyjątkowy na zawsze.


CHRISTINA GONZALEZ

Dotychczas Texas kojarzył mi się jedynie z Dzikim Zachodem i kowbojami, tymczasem zostałem zmuszony do zrewidowania swojego podejścia, zwłaszcza, że mieszka tam Christina, właścicielka kolejnej pięknej kolekcji zagranicznych wydań „Harry’ego Pottera”. Jak sama przyznaje w zagranicznych wydaniach ceni najbardziej oryginalne okładki – różniące się od standardowego, amerykańskiego wydania.

Bardzo fascynuje mnie też edycja Braille’a. Choć sama jej nie czytałam, znam wiele osób, które przeczytały „Harry’ego” w Braille’u (…). Natomiast najbardziej podoba mi się okładka siódemki z Holandii. To wydanie, ze smokiem na okładce, jest piękne. Właśnie otrzymałam zestaw wszystkich siedmiu tomów z Danii. Naprawdę interesujący jest sposób w jaki zostały one zilustrowane. Włoskie wydania są natomiast interesujące, ponieważ posiadają ilustracje w tekście.
Jestem socjologiem, dlatego lubię odnosić perspektywę jak i wygląd książek do studiowania danej kultury.

Christina Gonzales wraz z przyjaciółką, Lauren, zgromadziła książki w ponad dwudziestu językach.

Strona z kolekcją Christiny Gonzalez: TUTAJ



GILI BAR-HILLEL

Tłumacz „Harry’ego Pottera” na język hebrajski. Kolejna niesamowita osoba, która od lat przewija się przez tego bloga. Najpierw inspirowała mnie jako kolekcjonerka zagranicznych wydań „HP”, później udało mi się do niej dotrzeć i porozmawiać na temat jej pracy oraz pasji.

Mam wielki szacunek do tłumaczeń i tłumaczy, jestem zafascynowana tym jak wiele języków istnieje na świecie. To był też dobry pretekst do tego, by mieć kontakt z innymi tłumaczami „Harry’ego Pottera” i wymieniać się z nimi tłumaczeniami. Myślę, że mam teraz około 30 różnych wydań. Lubię wszystkie okładki z oryginalną szatą graficzną, takie jak szwedzka, fińska, niemiecka czy włoska…

Za każdym razem, kiedy odwiedzam nowy kraj, zawsze staram się nabyć tamtejsze wydanie „Harry’ego Pottera” i „Czarnoksiężnika z krainy Oz”. Na tę chwilę niezbyt często znajduję język, którego bym nie miała. Sądzę, że mogłabym zamawiać te książki za odpowiednią sumę pieniędzy, ale milej się je zbiera przez rzeczywiste odwiedzanie krajów bądź otrzymywanie tych książek jako podarunków czy na drodze wymian, ponieważ wtedy zyskują bardziej osobiste miejsce w pamięci.

Więcej: TUTAJ

TAJEMNICZA KOLEKCJA MITHIANY…

37 języków „Harry’ego Pottera” znalazło się w kolekcji dziewczyny, która podpisywała się jako Mithiana. Próżno już szukać jej strony internetowej, która niegdyś mieściła się pod adresem: wszystkiepotteryswiata.prv.pl/‎. Więc Polska. Kolekcja Mithiany liczyła sobie tyle wydań już w czerwcu 2006 roku, jednak do 2008 roku niewiele się zmieniło (nie zmieniło się nic jeśli chodzi o ilość translacji w zbiorze), a później słuch o Mithianie zaginął. Próżno usiłowałem ją odnaleźć, by porozmawiać i dowiedzieć się jak potoczyły się jej dalsze losy jako kolekcjonerki…

PRESTIŻOWA LIGA KOLEKCJONERSKA

Co więcej mogę powiedzieć, kiedy wypada już kończyć? Od kilku tygodni pracujemy nad grupą działającą na facebooku i skierowaną do kolekcjonerów zagranicznych wydań „Harry’ego Pottera”. Wstęp dla osób, które zgromadziły „HP” w przynajmniej pięciu wariantach językowych. A co da przynależność do tej grupy? To, co najcenniejsze – wymianę spostrzeżeń z innymi kolekcjonerami ze świata i odpowiedzi na wiele nurtujących pytań – w tym i na pytanie: gdzie można znaleźć białego kruka? Zgodnie z naszym ambitnym założeniem, chcielibyśmy aby na tej stronie zebrało się jak najwięcej kolekcjonerów, ponieważ w każdym kraju, w którym żyjemy i budujemy naszą pasję, jest nas naprawdę niewielu. W ujęciu globalnym natomiast zbiera się nas już cała grupa. A chodzi przecież o dzielenie się swoją pasją i zrozumienie. Bo nawet na drugim końcu świata może znaleźć się ktoś, komu serce przyspiesza z tego samego powodu, co nam.

PROPOZYCJA

A jeśli rozważasz zakup „Harry’ego Pottera” w wydaniu: filipińskim, galicyjskim, azerskim, malajskim bądź indonezyjskim, skontaktuj się z nami – dzięki współpracy na pewno uda nam się zdobyć te książki w niższych cenach.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Witam serdecznie,
    zaczynając od końca ;)
    "A jeśli rozważasz zakup „Harry’ego Pottera” w wydaniu: filipińskim, galicyjskim, azerskim, malajskim bądź indonezyjskim, skontaktuj się z nami – dzięki współpracy na pewno uda nam się zdobyć te książki w niższych cenach." - co, gdzie i jak?
    Pozdrawiam
    Magda

    OdpowiedzUsuń