W oku cyklonu 2

„Od tego momentu porzucimy solidną podstawę faktów i wyruszymy razem w podróż przez mroczne bagniska pamięci do gęstwiny najśmielszych domysłów. Odtąd (…) mogę się tak żałośnie mylić jak Humphrey Belcher, który sądził, że nadszedł czas na kociołek z sera.”
Harry Potter i Książę Półkrwi


Kiedy coś mnie zastanawia i budzi moje wątpliwości, sięgam głębiej. Przeglądam starsze publikacje, doszukuję się wskazówek, które mogłyby mi pomóc odnaleźć odpowiedzi na dręczące pytania. Choć nie zamierzałem tworzyć kontynuacji wpisu w tym temacie, to pojawiające się w mojej głowie myśli i domysły zmuszają mnie do tego, by skupić się na hipotezie, która zakiełkowała gdzieś w mojej podświadomości. A jest to hipoteza, która poniekąd neguje moje wcześniejsze słowa. Najpierw jednak słowem wstępu – nigdy nie oceniam ludzi, mam taką zasadę. Oceniam działania. Nie przestanę być fanem „Harry’ego Pottera” i J.K.Rowling z powodu, moim zdaniem, błędnych decyzji podejmowanych przez pisarkę. Żyłoby mi się jednak spokojniej mając świadomość, że to jej świadome decyzje i działania skutkują powstaniem tych wszystkich nowych tworów, bardziej przystosowalnych do dzisiejszych realiów, aniżeli archaiczna książka. Być może po dzisiejszym wywodzie ktoś nazwie mnie głupcem, bądź uzna, że można ów wsadzić pomiędzy bajki. Ja natomiast i tak wykorzystam blog jako miejsce dla moich przemyśleń i opinii. W końcu to tutaj rodzą się refleksje.

Dokładnie przeanalizowałem notkę prasową dotyczącą „Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć” i natrafiłem na kilka zdań, które przykuły moją uwagę i wzbudziły czujność.

"Warner Bros. Entertainment ogłosiło dzisiaj szeroko rozwiniętą współpracę kreatywną z bestsellerową autorką światowej sławy, J.K.Rowling."

Powyższe zdanie zdaje się sugerować, że J.K.Rowling będzie częścią projektu. Rozjaśnię swoje myśli – czy to nie dziwne, że Warner ogłasza, że będzie współpracować z osobą, która tak naprawdę stworzyła podstawę dla tego filmu? Czy ta współpraca nie powinna być oczywista? Powyższe zdanie przypomina mi ogłoszenia w kwestii obsadzenia aktora w danej roli, coś na wzór: „Warner Bros. ogłasza, że Evanna Lynch wcieli się w rolę Luny Lovegood…”. O ile daną postać może zagrać ktokolwiek i ktokolwiek może film reżyserować czy stworzyć doń muzykę, zdawać by się mogło, że współpraca z autorem materiału, tak naprawdę nie powinna dziwić. Chyba, że… No właśnie. Chyba, że projekt zostałby zrealizowany i bez zgody autora, w tym przypadku J.K.Rowling.

Bzdura? Spójrzmy więc na to:

"Czujemy się niezwykle zaszczyceni tym, że J.K.Rowling zdecydowała się na współpracę z Warner Bros. w tej nowej eksploracji czarodziejskiego świata, która była tak niesamowicie udana we wszystkich naszych dotychczasowych przedsięwzięciach. (…) Wiemy, że publiczność, tak samo jak my, będzie podekscytowana tym, co jej błyskotliwa i bezgraniczna wyobraźnia wyczaruje dla nas."

Alarmują mnie następujące zwroty: zdecydowała się oraz dla nas. Te wyrażenia zdają się potwierdzać wyżej postawioną hipotezę, jakoby film mógł powstać i bez jej udziału. Wszak ona dokonała wyboru. Ostatni fragment, które przywołam, a są to słowa samej J.K.Rowling, zdaje się być ostatecznym tego potwierdzeniem:

"Wizja, by to inny pisarz opisał Newta Scamandera, domniemanego autora „Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć”, była nie do przyjęcia. Żyjąc tak długo w moim fikcyjnym uniwersum, czułam, że muszę go chronić, a poza tym dużo wiedziałam na jego temat."

Czy to nie zaskakujące, że ktoś inny mógł napisać scenariusz do tego filmu? Wówczas J.K.Rowling, jak sama przyznała, nie mogłaby chronić swojej postaci i nie mogłaby wpływać na jej losy.

W związku z powyższym dam się ponieść swoim domysłom:

Zmieniając agenta literackiego i wiążąc swoją przyszłość zawodową z kancelarią Neila Blaira, zmieniła się strategia wydawnicza „Harry’ego Pottera” oraz pojawiło się wiele projektów, których część wcześniej była odrzucona. Być może za namową nowego opiekuna, Joanne podpisała kolejne umowy nie tylko z Sony, ale i z Warner Bros. Jak sądzę, stworzenie Pottermore i wydanie e-booków musiało wiązać się z koniecznością podpisania dodatkowych umów z Warnerem, właścicielem marki „Harry’ego Pottera” oraz praw do niego. Podpisując kolejne i kolejne dokumenty w końcu okazało się, że Rowling niemal całkowicie oddała „Harry’ego Pottera” w ręce Warner Bros. Skoro jak dotąd Warner miał prawo wtrącać się w sprawy wydawnicze nakazując światowym wydawcom publikacje książek z amerykańskimi okładkami, bądź wymuszając określone ilustracje okładkowe, jeśli któryś z wydawców chciał mieć oryginalną szatę graficzną, dlaczego kolejne umowy nie miałyby dać wytwórni jeszcze większej ilości praw? Ostatecznie doprowadza to do tego, że marketing wokół „HP” rośnie i nabiera rozpędu. Ale to nie wszystko. Pisarka otrzymuje INFORMACJĘ ze strony WB, że powstaną filmy powiązane ze światem „Harry’ego Pottera”. Ma dwie opcje do wyboru – albo odda tę kwestię w ręce producenta i będzie patrzeć z boku na to, jaką wizję przygód jej bohatera przedstawi ktoś inny, albo sama weźmie się do pracy i chcąc chronić swoje dzieło, zdecyduje się na pracę przy scenariuszu. Niewiarygodna hipoteza? Czyżby? Rowling otoczona jest przez prawników Neila Blaira oraz Warner Bros. Udzieliła mnóstwa pełnomocnictw, które w zasadzie pozwalają jej współpracownikom działać na wielu frontach bez angażowania jej w to. Warner Bros. wielokrotnie udowodnił, że dostaje to, czego chce. I czy zdanie pisarki, która sprzedała im prawa do swoich książek, musi mieć jakiekolwiek znaczenie? Rowling zawsze unikała szumu wokół Pottera i zawsze chciała żyć skromnie. Obecny jej obraz przeczy wizerunkowi, który poznaliśmy i pokochaliśmy. A może się mylę? Jest to możliwe. Dlatego swoją wypowiedź określam mianem domysłów. Nie faktów.

Jeśli zgodzimy się z moją opinią, pojawia się pytanie: dlaczego Jo nic z tym nie zrobi? Dlaczego nie zawalczy o swoje prawa?

Bo jest otoczona przez ludzi, którzy doskonale dogadali się za jej plecami. Nie wyobrażam sobie, by poszła teraz do jakiegokolwiek obcego prawnika i zechciała iść na bój z globalnym gigantem. Ta hipoteza dowodzi, że jest ofiarą manipulacji. Chciała być pisarką, została wciągnięta w machinę robiącą pieniądze. Bo Warner nie odpuści, dopóki nie wydusi z niej wszystkiego.

Większość i tak uzna, że to nieistotne, skoro my, fani, dostajemy coś nowego. Możemy wmawiać sobie, że w tych domysłach nie ma prawdy. Może i nie ma. Ale ja doskonale pamiętam rozmowę z tłumaczem „Harry’ego Pottera” na język hebrajski. Rowling jest bardzo wyalienowana. To inni zajmują się jej sprawami z racji tego, że jej prawa tak często były pogwałcane i łamane. Być może brakuje jej innej perspektywy. Bo nie wierzę, że chodzi o pieniądze. Nie jej. Prędzej uwierzę w szantaż ze strony Warner Bros. Wszak mają już wprawę w szantażowaniu ludzi, nad którymi górują. Przykład – Gili Bar Hillel. Rzeczony tłumacz „HP” na język hebrajski.

Trudno mi spekulować czy Jo miała wybór czy nie. Obawiam się jednak, że w tej chwili jest w rękach WB marionetką, której wizerunek wytwórnia wykorzysta bez najmniejszych zahamowań. Bo jeśli oddała im prawa, choćby nieumyślnie, ma do wyboru albo współpracę nad każdym projektem, albo oddanie swojego świata w ręce osób trzecich. Ja też nie oddałbym swojego dziecka na wychowanie komuś innemu. I znając tę J.K.Rowling, którą pokochałem wiele lat temu, wiem, że i ona nie odda Harry’ego nikomu. Bo Harry jest jej. Nawet jeśli jakieś dokumenty mogą świadczyć o czymś innym.

Na tym zakończę temat domysłów i spekulacji. Czy jestem bliski prawdy – nie wiem. Wiem jedynie to, co podpowiada mi serce. Że J.K.Rowling działa w dobrej wierze i muszę jej zaufać. Bo jeszcze nigdy nie żałowałem, że jej zaufałem.

Cała ta sprawa związana z filmem "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" ma i swój bardzo pozytywny wydźwięk, o którym nie można zapomnieć. W zaledwie 24 godziny od ogłoszenia o powstaniu filmu, sprzedaż książki wzrosła o sto tysięcy procent! A należy pamiętać, że dochód z jej sprzedaży jest przekazywany na poczet fundacji dobroczynnej Comic Relief.

Niestety, z posiadanych przez nas informacji wynika, że nie będzie dodruków polskiego wydania książki, a to za sprawą wygaśnięcia praw do wydania tej książki (podobnie rzecz się ma z "Quidditchem przez wieki" oraz "Baśniami barda Beedle'a").

Artykuł Gili Bar Hillel na temat Warner Bros.: TUTAJ
Wywiad z Gili Bar Hillel: TUTAJ
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz